CrossFitO wszystkim

Kradzież w biały dzień

dodany przezKamil Timoszuk 12 sierpnia 2018 0 Komentarzy

Prawa autorskie – słyszeliście kiedyś o czymś takim? A o uczciwości? Pozornie te dwa pojęcia powinny iść ze sobą w parze. Jak się jednak okazuje nie każdy tak uważa. Co więcej, niektórzy na beszczela robią rzeczy, które się w głowie nie mieszczą.

W XXI wieku, kiedy każdy z nas ma dostęp do social mediów wszelkiej maści, w automatyczny sposób staje się twórcą. Niemal każdy coś pisze, fotografuje, uwiecznia i puszcza dalej w świat. Nawet jeśli jest to fotka twojej prywatnej dziewczyny, wczorajszy obiad lub spisane przemyślenia na temat rozmnażania torbaczy w Ameryce Łacińskiej. Nie można sobie tak po prostu tego wziąć i się pod tym podpisać jako twórca. Przynajmniej teoretycznie.

W minionym tygodniu miałem okazję rozmawiać z Krzyśkiem, znanym pewnie dla wielu z was jako twórca bloga oraz fanpage pod nazwą Dajesz Ojciec. Gadaliśmy sobie jak to faceci – o kobietach 😉 W wyniku tej rozmowy tak z ciekawości zerknąłem sobie na jego bloga, którego oficjalnie jakiś czas temu zawiesił. Ten jednak jak się pozornie okazało nadal wisi w internecie. Ewidentnie jednak nie przyjrzałem mu się wtedy dokładnie.

Dziś za to Krzysiek napisał do mnie abym sobie wszedł na bloga raz jeszcze. Byłem ciekawy po co, skoro po wejściu na niego nie zobaczyłem nic innego niż to co kilka dni wcześniej. To jednak sprawiło że skupiłem się bardziej i wtedy do mnie dotarło, że na blogu zaszły zmiany. Oprócz zmiany szablonu doszły też nowe kategorie, których u Ojca wcześniej nie było. Kategorie, które umówmy się, że z tekstami crossfitowymi nie mają za wiele wspólnego. No chyba, że ktoś mnie oświeci co ma wspólnego taka pierwsza z brzegu „budowlanka” z krosfitnesem. Jednak największym zaskoczeniem było to, że pod każdym tekstem jako autor nie widnieje ani Dajesz Ojciec, ani Krzysztof, a niejaki Andrzej Kowalczyk. Podpisuje się on nawet pod tekstami, które mógł napisać tylko Ojciec jak na przykład odwiedziny w boxach.

Jak do tego doszło? To jest w sumie ciekawe. Krzysiek po podjęciu decyzji o zawieszeniu bloga postanowił też nie przedłużać abonamentu na domenę. Tę więc przejął w naturalny sposób jej nowy właściciel. Ale jak doszło do tego, że na nowym/starym blogu pojawiły się ponownie teksty Krzyśka wraz z oryginalnymi zdjęciami? Przecież kupując domenę nie dostaje się dostępu do archiwum. Czy to oznacza, że tę akcję pan Andrzej Kowalczyk planował już znacznie wcześniej i „składował” materiały na „lepsze dni”? Na to w tej chwili wygląda. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to słabe, mówiąc bardzo łagodnie. O prawach autorskich pan Andrzej raczej słyszał niewiele albo wszystko co robi, to robi na beszczela.

A dlaczego o tym piszę? Bo pomyślałem sobie, że dziś taka sytuacja spotyka Krzyśka. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żeby za jakiś czas to samo ktoś robił z moim blogiem. Co jest w tym wszystkim zdumiewające to fakt, że nie mamy tutaj do czynienia z kradzieżą fragmentów tekstów. Tutaj ewidentnie ktoś leci grubo zżynając całe materiały jak leci. Po co? Nie mam pojęcia i nawet nic teraz nie przychodzi mi do głowy. Ktoś może sobie pomyślał, że ogrzeje się w blasku nieustającego fejmu Ojca 😉 Jak jednak trzeba być małym i w sumie smutnym człowiekiem, aby podpisywać nie tyle pod wiedzą ojca, ale głównie jego przemyśleniami. I nie zmienia tego fakt dodania jakichś innym materiałów na bloga w celu zamydlenia oczu.

Czekam na dalszy rozwój wypadków, bo jak sam Krzysiek stwierdził nie zostawi tego bez reakcji.