fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Kompletny produkt crossfitowy

dodany przezKamil Timoszuk 27 lipca 2015 8 komentarzy

W crossfitowym świecie finałowe zawody CrossFit Games rozgrywane w słonecznej Kalifornii są jak gwiazdka. Po roku pełnym pracy i starania się o to, żeby być jak najbardziej grzecznym, każdy czeka na prezenty przygotowane przez Dave’a „Świętego Mikołaja” Castro. I tak to rozpakowywanie trwa później kilka długich dni.

Jednak żeby dostąpić tego zaszczytu, i móc wziąć udział w tym przyjęciu świątecznym jako jego pełnoprawny uczestnik, trzeba sobie na to mocno zapracować. Najpierw składa się na to tysiące przepracowanych i przetrenowanych godzin, które układają się w miesiące, a nawet lata specyficznego życia. Później, kiedy danemu zawodnikowi wydaje się, że jest on już gotowy aby wybrać się na taką świąteczną imprezkę, stawiana jest przed nim pierwsza z przeszkód zwana Open. Tam śmiałkowie z całego świata starają się udowodnić innym oraz przede wszystkim sobie, że są oni gotowi na większe wyzwania. Pięć tygodni i związanych z nimi pięć kolejnych workoutów, to całkiem dobra okazja aby sprawdzić przekrojowo kto do czego jest zdolny. I tym sposobem, udaje się wyselekcjonować w kilku miejscach na świecie, pokaźne grupy ludzi, które są głównymi aktorami widowisk o nazwie CrossFit Games Regionals. Mieszkając w Europie ma się też tę okazję, że można na własne oczy zobaczyć czołową grupę fit kobiet na całym świecie. Jeszcze kilka miesięcy temu nie spodziewałem się tego, że oglądając zawody w Kopenhadze, oglądam przyszłe zwyciężczynie całego sezonu.

CrossFit Games 2015 1

Droga do zwycięstwa jednak nie była prosta. Dave Castro wraz ze swoją świtą, po raz kolejny chciał udowodnić, że CrossFit Games to nie przelewki, a zawodnicy, którzy tam trafiają, muszą być naprawdę gotowi na wszystko. Nawet jeśli nie do końca im się to podoba, lub nawet wydaje się głupie. Od kilku lat cała zabawa rozpoczyna się na plaży, gdzie zarówno rywalizujący indywidualnie, jak i też zespołowo, muszą się trochę pomęczyć na samym piasku, jak i też mocząc swoje tyłki w oceanie. Po tym jak rok temu jeden z zawodników, przez długi czas sprawiał wrażenie jakby się miał za chwilę utopić, tym razem chcąc zapobiec temu widokowi, dano zawodnikom „do pomocy” deski, na których przemieszczali się oni w wodzie. Niestety nie sprawiło to w żaden sposób, że inauguracyjny event był ciekawszy do oglądania. W przeciwieństwie moim zdaniem do rywalizacji zespołowej, gdzie samo pływanie z deską ratowniczą, było przeplatane ćwiczeniami z „robakiem”, który wszedł już niemal na stałe do wyposażenia zawodów drużynowych. Jak też wiadomo, rywalizacja zespołowa w tym roku zyskała na swojej wartości, dzięki uczestnictwu w niej kilku czołowych zawodników, którzy przenieśli się z indywidualnych występów, na czele z samym Richem Froningiem.

CrossFit Games 2015 2

Jeszcze też tego samego dnia, zawodników i zawodniczki postawiono przed konkurencją, którą bez wątpienia uprawia wielu Polaków. Wielu naszych rodaków wyjeżdża nawet z kraju aby na budowach całej Europy nosić worki i godnie zarabiać. W Kalifornii zaś, noszono worki z piaskiem tylko po to, aby zdobyć kolejne punkty w klasyfikacji. Co ciekawe, kiedy okazało się, że owe worki trzeba będzie najpierw zrzucić z trybun, a następnie po przewiezieniu ich taczką na druga stronę, ponownie załadować na górę, wydawało mi się, że będzie to duże ułatwienie dla zawodniczek postury Samanthy Briggs czy też Elisabeth Akinwale. Jak się jednak okazało w późniejszej praktyce, takie myślenie było błędne, ponieważ dzięki hartowi ducha i determinacji, taka Kara Webb, spokojnie była w stanie wywalczyć sobie miejsce w czołówce tej konkurencji. Nikt jeszcze jednak wtedy nie wiedział, że jest to zaledwie preludium do tego, co przyszykowali organizatorzy już drugiego dnia.

Klasyczny trening o nazwie MURPH, który składa się ze 100 podciągnięć na drążku, 200 pompek, 300 przysiadów oraz po mili biegu na początku i końcu, już sam w sobie nie należy do najprostszych. Jednak kiedy robi się go w pełnym słońcu Kalifornii, zyskuje on na sile rażenia. Dla pana Castro było to jednak za mało, i postanowił on urozmaicić tę „zabawę” o jeszcze jednej drobny szczegół w postaci kamizelek Tactical.

Powyższy film świetnie pokazuje samą kamizelkę i jej zastosowanie. Jednak kompletnie nie pokazuje tego, jak bardzo utrudniała ona życie podczas tego workoutu zawodnikom i zawodniczkom. Jeśli ktoś chciałby to prześledzić, to odsyłam go w TO miejsce, gdzie można raz jeszcze zobaczyć niemal śmierć w oczach wielu zawodniczek. Tu też automatycznie pojawia się pytanie – Gdzie jest ta cienka granica ludzkiej wytrzymałości i poddawaniu ludzkiego ciała na wszelkiego rodzaju bodźce? Ja osobiście w tego typu dyskusji stoję przeważnie w takiej pozycji, że „gdy ktoś wchodzi na ring, to musi liczyć się z tym, że może oberwać w zęby”. Dla wielu osób będzie to przykre, ale w moim odczuciu, jest to przede wszystkim prawdziwe. W dzisiejszych czasach większość widowisk sportowych, bazuje przede wszystkim na emocjach. Jak najbardziej ekstremalnych i jak najbardziej skrajnych. To rolą organizatora jest to, aby zrobić wszystko ze swojej strony, aby owe emocje wywołać. A że dzieje się to często kosztem głównych aktorów czyli sportowców? Na to już nic nie poradzimy. No chyba, że ktoś chce oglądać nudniejsze widowiska, to proszę bardzo, niech walczy z wiatrakami.

CrossFit Games 2015 3

Tegoroczne zawody CrossFit Games mogą też stać się źródłem argumentów za i przeciw wielu rozmów na takie tematy jak „koksowanie się”, kontuzyjność CrossFitu czy też na przykład braku techniki przy wykonywaniu wielu ćwiczeń. Pierwszy temat sobie odpuszczę bo myślę, że dobitnie powiedziałem co myślę na ten temat w TYM tekście. Jeśli zaś chodzi o kontuzyjność, to niewątpliwie paru zawodnikom ich ciała odmówiły posłuszeństwa i byli oni zmuszeni wycofać się z dalszych startów w tegorocznej rywalizacji. Najbardziej jaskrawym przypadkiem stał się chyba Chad Mackay, który połamał sobie żebra. Dalej jednak jestem daleki od tego, że to wina CrossFitu samego w sobie. Za to jeśli chodzi o technikę, to widząc „popisy” niektórych zawodników, czasami można było się łapać za głowę i pytać w myślach – Jak oni do cholery doszli w to miejsce, mając tak słaby snatch/squat clean/cholera wie co jeszcze? Było to widać w każdej kategorii, od małolatów zaczynając, poprzez zawody główne, aż na Masters kończąc. Jednak takie widoki dają też nadzieję, że każdy z nas jest jeszcze w stanie być na Gamesach 😉

Ja jednak po tegorocznych CrossFit Games oczekiwałem przede wszystkim jednego – EMOCJI. Czegoś co jest solą każdej dyscypliny sportowej, bez której widowisko byłoby jak niedoprawiony tatar czyli po prostu mdłe. Na szczęście zarówno Dave Castro, jak i samo życie napisało takie scenariusze, że naprawdę po raz kolejny ciężko jest sobie wyobrazić, że za rok może być jeszcze lepiej. O tym, że rywalizacja zespołowa zyskała po przejściu Froninga czy też Kahlipy pisałem wcześniej. Jednak nikt chyba nie przewidział tego jak dramatyczny finał będzie owej rywalizacji. Przed niedzielnymi eventami CrossFit Mayhem Freedom, czyli drużyna Froninga traciła do liderującego CrossFit Milford kilkanaście punktów, a przed ostatnim workoutem zaledwie jeden. Jak jednak pokazały ubiegłe lata, niedziela jest dniem w którym Rich Froning nie przegrywa. A jeśli doprowadza on do zwycięstwa, to przeważnie w wielkim stylu. Tak też i było tym razem, gdzie ostatni heat decydował o tym kto sięgnie po laur zwycięstwa. Kapitalnie się więc oglądało to, jak Rich razem ze swoim zespołem, pisze niemal epilog do filmu o samym sobie, który w ostatnich dniach miał swoją kinową premierę.

CrossFit Games 2015 4

Wśród pań sytuacja od samego początku była jeszcze bardziej zagmatwana, ponieważ niemal co konkurencję, tabela odwracała się do góry nogami. Nikt nie był pewny niczego, a typowanie zwyciężczyni graniczyło z cudem. Najlepszym na to dowodem jest to, że z ponad 50 osób, jakie wzięło udział w konkursie na moim fanpage, ŻADNA z osób nie trafiła w to, że ostatecznie wygra Katrin Tanja Davidsdottir. Z drugiej zaś strony, największą przegraną czuje się chyba ubiegłoroczna triumfatorka czyli Camille Leblanc-Bazinet, która zakończyła rywalizację w tym roku dopiero na 13 miejscu. Przez całe jednak zawody widać było, że nie jest sobą. A to przeszkadzało jej własne ciało, a to trafiała na sędziego, który był na tyle dokładny, że nie zaliczał jej kolejnych powtórzeń. Nic więc dziwnego, że świat co chwila obiegały fotki płaczącej zawodniczki.

A jak to wyglądało wśród panów? Tutaj sytuacja była teoretycznie prostsza, bo sprowadzała się tylko do jednego, prostego pytania – Czy Mathew Fraser da radę? Jeśli u jakiegoś bukmachera na świecie dało się obstawiać zwycięzców tegorocznych crossfitowych igrzysk, to z racji bardzo niskiego kursu stawiać na tego zawodnika raczej nie było warto. Życie jednak to wszystko zweryfikowało, a pomógł mu tym oczywiście pan Castro i jego szatański pomysł na finał.

Ściana do wchodzenia na nią za pomocą drewnianych kołków, to było coś czego nie spodziewał się praktycznie nikt. Było to jednak coś, co niewątpliwie zniszczyło wiele osób i sprawiło, że mogli oni zapomnieć o zajęciu jakiegoś dobrego miejsca. Największymi pechowcami mogli nazywać się ci, którzy spadali z tej ściany będąc w jej wyższych rejonach, zostawiając na górze potrzebne kołki do ponownego wejścia na górę. W takiej sytuacji bowiem pozostawało im nic innego jak tylko stać sfrustrowanymi, i przyglądać się jak inni walczą. Jak dla mnie czyli dla postronnego widza, ten pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Oby było więcej takich zaskoczeń w kolejnych latach!

Wracając jednak do rywalizacji panów, to śmiało można powiedzieć, że była to rywalizacja Frasera z resztą świata. Mat był bliski wykonania swojej misji, ale na końcowych metrach, kiedy idąc z dwoma kettlami ważącymi po 93 kilogramy każdy, widać było jak opada z sił z każdym krokiem. A zyskał na tym nowy „The Fittest Man on The World” czyli Ben Smith! Chłopak, który w CrossFicie nie jest od dziś i śmiało można powiedzieć, że tegoroczne zawody wygrał on doświadczeniem, którego Fraserowi jeszcze brakuje.

https://www.youtube.com/watch?v=iVLSfNF5D4s

Kiedy jeszcze tydzień temu wszyscy byli przed cała imprezą, gdzieniegdzie w internecie można było usłyszeć głosy, że „po odejściu Froniga, to już nie będzie to samo”. I rzeczywiście, osoba pisząca w taki sposób miała rację. W tym roku nie było tak samo jak w ubiegłych latach, gdzie był praktycznie jeden człowiek, a za nim długo, długo nic. Tegoroczne CrossFit Games, jako światowe widowisko sportowe, zdało egzamin w stu procentach, bo niemal każdy mógł tutaj znaleźć coś dla siebie. Był bowiem tutaj wielki, heroiczny wysiłek wielu sportowców, walka do samego końca budząca wielkie emocje u kibiców, były też dramaty poszczególnych atletów, jak i też łzy smutku oraz radości. Po raz kolejny zapisały się też fajne karty historii tego sportu i dołożona została cegiełka do budowy pomnika o nazwie „Rich Fronig”. Jeśli do tego dodać jeszcze wiele sytuacji, które będą argumentami w różnych sporach dla wszelkiej maści hejterów, to można śmiało stwierdzić, że w ostatnich dniach KAŻDY dostał coś dla siebie. Dlatego też ja jestem w pełni zaspokojony tym czego byłem świadkiem w ostatnich dniach, i na pewno jeszcze nie raz wrócę myślami do wydarzeń z minionego tygodnia. Wszystko dlatego, że CrossFit Games 2015 były najbardziej pełną wersją crossfitowych zawodów, jaka kiedykolwiek została rozegrana na cały świecie!

CrossFit Games 2015 5

Aha, jeszcze jedno. Nie zaaplikowanie przez cały sezon, w żadnym workoucie, ani jednego burpeesa uważam za zwykłe draństwo! 🙂