LudzieO wszystkim

Kobiety gorsza płeć?

dodany przezKamil Timoszuk 4 sierpnia 2015 0 Komentarzy

Jedna z prostych życiowych zasad, którą powinien znać praktycznie każdy, mówi o tym aby nie wkurzać kobiety. Jakiejkolwiek i gdziekolwiek – tak z zasady. Jednak niektórzy robią o na przekór już od jakiegoś czasu i nie było takiej możliwości, aby nie wywołało to reakcji zwrotnej. Reakcji, która gdzieś musi mieć ujście.

Polski CrossFit panami jak do tej pory stoi – to nie podlega żadnej dyskusji. To ta silniejsza płeć szybciej i sprawniej połknęła bakcyla, który trafił do naszego kraju kilka lat temu. Stało się to w dużym stopniu dlatego, ponieważ już od samego początku CrossFit był promowany w Polsce, jako „elitarny trening zza oceanu dla największych twardzieli”. Nie ma więc co ukrywać, że to nic dziwnego, że to panowie się nim w szybszym stopniu zainteresowali i zaczęli go na sobie testować. Po jakimś jednak czasie do tego grona dołączyły też panie, które w wielu wypadkach tylko z pozoru i niemal z urzędu uważane są za tę słabszą płeć. Kiedy obejrzy się to, jak wiele pracy i wysiłku wkładają w to, aby dogonić swoich kolegów, to jednak gołym okiem można zobaczyć, że one także są wiele warte.

W międzyczasie w naszym kraju zaczęto organizować kolejne zawody, gdzie wszyscy chętni mogą się mierzyć ze sobą, a najlepsi z nich wygrywać kolejne nagrody. Praktycznie ma już w tej chwili weekendu, gdzie w jakimś zakątku Polski, nie odbywała się różnej rangi crossfitowa impreza. Patrząc jednak na to jak są one przygotowywane i pod czyim kątem adresowane, to trudno się dziwić, że coraz to większa rzesza pań nie godzi się na obecny stan rzeczy, który w niektórych przypadkach jest w ich oczach dyskryminujący. Najbardziej jaskrawym aktualnie przypadkiem, jest zbliżająca się za niewiele ponad dwa tygodnie, impreza w Raciborzu. To właśnie tam organizator postanowił w zupełnie różnym rozmiarze nagrodzić zarówno panie jak i tez panów. Takie jest jego niezbywalne prawo, szkoda tylko jednak, że ten fakt postanowił zataić na swój dosyć niefajny sposób. Taka akcja musiała wywołać reakcję. Ową reakcją była ożywiona dyskusja na jednej z grup w internecie, gdzie kilka zawodniczek postanowiło wyrazić swoja dezaprobatę dla takich właśnie działań. Ja jednak chciałem pójść o krok dalej i zapytać szersze spektrum reprezentacyjnych kobiet w polskim CrossFicie o ich zdanie na temat swoistej dyskryminacji.

Dlatego też zadałem 3 proste pytania 10 najlepszym reprezentantkom naszego kraju w ostatnich eliminacjach Open do tegorocznych CrossFit Games oraz nie tylko. Pytania te brzmiały:
1. Czy uważasz, że na polskiej scenie CrossFit , kobiety są traktowane w gorszy sposób od mężczyzn?
2. Jeśli tak, to w jaki sposób się to objawia najbardziej i co jest w tym najbardziej denerwujące z twego punktu widzenia?
3. Jak sądzisz dlaczego tak się dzieje i czy widzisz jakiś konkretny sposób aby to zmienić?

Co odpowiedziały te panie, które chciały zabrać głos w tej dyskusji? Przeczytajcie poniżej!

Dobrosława Kucharzak

Dobrosława KucharzakPrzy okazji zawodów crossfitowych Cross Games w Raciborzu, które odbędą się 23 sierpnia, w polskiej grupie crossfitowej na FB zawrzało. Na plakacie widzimy spore nagrody pieniężne w wysokości 1000zł za uplasowanie się na 1 miejscu (widzimy również kwotę wpisowego), niestety nikt już nie pokusił się o informację, że dotyczy wyłącznie mężczyzn (trzeba byłoby „mieć jaja” by umieścić ją również na plakacie, a nie tylko na stronie zawodów?). Najlepsza kobieta może liczyć tylko na równowartość III miejsca w rywalizacji męskiej, pozostałe dwie już tylko na zwrot startowego i częściowy za paliwo. Myślałam, że czasy starożytne, kiedy to kobiety mogły brać udział wyłącznie w jednych jedynych igrzyskach – herajach, na których była rozgrywana tylko jedna konkurencja – krótki bieg (podczas gdy mężczyźni mieli do wyboru kilka różnych igrzysk z wieloma konkurencjami) minęły bezpowrotnie… Jednak kolejne zawody crossfitowe, na których istnieje dysproporcja między nagrodami finansowymi kobiet i mężczyzn, skutecznie wyprowadziły mnie z błędu. To nie jest niestety niechlubny wyjątek. W kwietniu na Poland Throwdown najlepszy mężczyzna zabrał do domu 4.000zł, najlepsza kobieta już o 1.000zł mniej; zawody drużynowe BeStronger w Środzie Wielkopolskiej (o bardzo ciekawej formule, bo startowały duety K+K i M+M) – najlepsi mężczyźni zostali nagrodzeni kwotą 1200zł, najlepsze kobiety – 800zł. Skoro w ciągu 4 miesięcy są to de facto trzecie zawody, na których organizatorzy nierównomiernie wyceniają wysiłek kobiet i mężczyzn, to trzeba to powiedzieć głośno, iż niestety dysproporcje powoli stają się polskim standardem, a temat jest skutecznie omijany (wszyscy pogodzili się z tym, że kobiety na tych samych stanowiskach co mężczyźni generalnie w Polsce zarabiają mniej, zapominając że powszechność dyskryminacji wcale jej nie tłumaczy ani nie usprawiedliwia!). Warto zadać sobie również pytanie dlaczego każda dyscyplina olimpijska jest podzielona na kategorie płci? Bo wynik sportowy nie zależy od umiejętności psycho-społecznych, wiedzy (w czystej postaci, tak jak np. w pracy), tylko od fizjologii, która po przejściu dojrzewania płciowego nie jest taka sama. Należy podkreślić i wytłuścić, że wkładamy (kobiety) tyle samo wysiłku w treningi, osiąganie nowych rekordów życiowych i starty, co mężczyźni i uważam, że tam gdzie efekty pracy kobiet i mężczyzn można porównać to płace należałoby również wyrównać. W końcu nawet opłaty startowe płacimy takie same 😉 Jeśli chodzi o wysokość wygranych, zasłanianie się przez organizatorów ilością startujących pań jest błędem i poważnym nadużyciem – w ten sposób organizatorzy nigdy nie osiągną przyzwoitego poziomu rywalizacji wśród kobiet, gdy „na dzień dobry” pokazuje nam się, że nasz wysiłek jest mniej atrakcyjny. Akurat w CrossFicie sytuacja jest z goła odmienna niż np. w biegach ulicznych, gdzie bieg mężczyzn widzą wszyscy – kto wpada pierwszy na metę, wygrywa, a u kobiet rywalizacja jest raczej skryta – kobieta, która wygrywa, jest nasta lub dwudziesta któraś. Natomiast w CrossFicie mamy osobne heaty, starty kobiet są zupełnie oddzielone od mężczyzn, a więc atrakcyjne i pełnowartościowe. Ewentualni sponsorzy w CrossFicie również wolą inwestować w mężczyzn (w tym roku mieliśmy już 3 polskich przedstawicieli płci męskiej na Regionalsach i żadnej kobiety), mimo iż w Polsce jest kilka mocnych dziewczyn, które realnie mogłyby powalczyć o znalezienie się w pierwszej trzydziestce w europejskim Open i tym samym o awans na Regionalsy, ale… walka sobą, a realia sobą.

Joanna Luty

Joanna Luty 3Uważam, że dziewczyny polskiej sceny CrossFit, są traktowane nieco inaczej. Nie zawsze gorzej (punkt widzenia zależy od punktu siedzenia) ale inaczej. Nie podoba mi się podejście niektórych organizatorów zawodów Elite, gdzie panie są uważane za gorsze i mają nieadekwatne ciężary lub inne elementy do swoich umiejętności. Na przykład na Gamesach podobało mi się w jednym z workoutów (Murph) że zarówno mężczyźni jak i kobiety miały do założenia na siebie ten sam ciężar. Nie było podziału. Może w Polsce kiedyś też tak będzie 🙂 Druga sprawa – nagrody na zawodach. Nieraz spotkałam się z tym, że dla kobiet były niższe nagrody za pierwsze miejsce niż dla mężczyzn. Uważam, że jest to nie w porządku, ponieważ jest to taki sam wysiłek zarówno dla mężczyzn jak i też kobiet.

Adrianna Lipska

Adrianna Lipska 2Kobiety na polskiej scenie CrossFit nie są doceniane przez sponsorów, firmy marketingowe, z suplementami, odzieżą sportową, nie są brane pod uwagę podczas kampanii reklamowych, promocyjnych. Według mnie wynika to z kilku faktów – jest nas niewiele. Na palcach można policzyć te dziewczyny, które startują na zawodach ogólnopolskich i międzynarodowych w kategorii ELITE. Coraz więcej widać kobiet w kategorii OPEN i MASTER, jednak chyba wciąż mało, żeby ktokolwiek z zewnątrz nami bardziej się zainteresował. Kilka kobiet podjęło odważne kroki, by założyć funpage’a, publikować swoje postępy treningowe – te dziewczyny mają lepszy start i mają też szansę, by być rozpoznawalną na scenie CrossFit. Też wydaje mi się, że od zawsze sporty siłowe, sylwetkowe, kalisteniczne reprezentowali panowie. Dlatego też na nas zbytnio nie zwraca się uwagi.

Po trzecie, CrossFit w Polsce to dyscyplina wciąż młoda. Ciągle zdarza mi się spotkać osobę, która nie ma zielonego pojęcia co to jest CrossFit i na czym polega, a jak już ktoś kojarzy co nie co, to nie wyobraża sobie, żeby mogła to trenować kobieta. Wracając jeszcze do zawodniczek ELITE. Poziom w Europie jest bardzo wysoki, a my wciąż „raczkujemy”. Trenujemy i traktujemy to jako sport wyczynowy, poświęcamy wiele godzin na trening, który – jak to w sporcie wyczynowym – nie jest lekki i przyjemny. Czasem nawet jak się nie chce, lub nie masz sił – to idziesz, realizujesz plan treningowy. Dążysz do celu i dajesz z siebie 110%, by iść do przodu. Ale CrossFit to nie tylko zawodnicy. To ludzie, którzy trenują, by dobrze wyglądać, by dobrze się czuć fizycznie, przebywać pośród ludzi z pasją. I o tych ludziach właśnie powinno być też głośno. Trzeba głosić, że CrossFit jest dla każdego. Więc uwierzcie w polskie dziewczyny i pokazujcie, że chcecie je widzieć – podczas treningów, na zawodach, chcecie je dopingować i wspierać. Być może wtedy staną się jeszcze bardziej odważne i będzie ich więcej i więcej 🙂

Magdalena Górska

Magdalena GórskaCzy kobiety są traktowane na polskiej scenie CF gorzej? „Gorzej” to bardzo nieprecyzyjne określenie. Faktem jest, że o kobietach mało się mówi, jest dla nich mniej zawodów (szczególnie w kategorii Elite) a sponsorzy też wolą inwestować raczej w płeć męską. Nie należy jednak za to winić wyżej wymienionych. Poziom kobiecego CF w Polsce jest znacznie niższy, niż męskiego. Zaczynając od tego, że nie mamy w kraju zawodniczki na poziomie Regionalsów, a Panów jest aż trójka. Przepaść jest także w ilości zawodników aspirujących do Regionalsów. Kobiety policzyć można na palcach jednej ręki (no może dwóch), a Panów jest cała masa. Więc tak, można powiedzieć, że kobiety traktuje się „gorzej” – ale trzeba także przyznać, że nie dzieje się tak bez powodu. Kobiet trenujących CrossFit nigdy nie będzie tyle, co mężczyzn. Mimo, że my, dziewczyny trenujące wyczynowo nie wyobrażamy sobie życia bez treningów, na których doprowadzamy organizm do granic wytrzymałości, to fakty sa takie, że nie jest to specjalnie kobiecy sport. Sylwetka CrossFiterki nie wpasowuje się w kanon piękności dzisiejszych czasów a siniaki, obtarcia i zmasakrowane dłonie nigdy nie będą symbolem kobiecości. Inaczej jest wśród mężczyzn. Kto z Panów nie chciałby atletycznej sylwetki, nieprzeciętnej siły i sprawności? Jeśli nie każdy, to na pewno większość. Tak więc my na „rispekt” w środowisku crossfitowym musimy sobie po prostu jeszcze zasłużyć. Zapierdalać ciężko, dobić do poziomu europejskiego i udowodnić, że zasługujemy na taką samą uwagę jak mężczyźni. Nie oczekuję od organizatorów zawodów czy sponsorów wsparcia, zachęty czy jakiegokolwiek impulsu, który miałby mi pomóc w budowaniu formy. Do tej pory radziłam sobie z tym sama i radzić sobie będę póki nie spełnię marzenia, jakim jest dostanie się do Regionu. Ale czasem, gdy czyta się anonsy takie, jak ten o zawodach w Raciborzu (nagrody M: 1000/700/400, K:400/200/100 – tyle samo, co Masters i najlepszy zawodnik Raciborza) otwiera się scyzoryk w kieszeni. Kobiet startuje mniej, łatwiej jest zdobyć nagrodę bo i konkurencja mniejsza, ale zaproponowanie 40% męskiej nagrody to moim zdaniem kpina i na takie zawody nie wybrałabym się po prostu dla zasady. Piszę w swoim imieniu, ale obstawiam, że wiele zawodniczek podpisałoby się pod tym również: nie oczekuję oklasków i głaskania po główce za to, że zrobiłam muscle upa czy podniosłam z ziemi 150kg. Z drugiej strony jednak nie należy traktować z pobłażaniem kogoś, kto cholernie ciężko pracuje – chociażby z czystej ostrożności, bo nigdy nie wiadomo, gdzie ten ktoś w przyszłości dojdzie.

Patrycja Horodyńska

Patrycja Horodyńska 2Uważam że kobiety są traktowane trochę jako dodatek. Jest zdecydowanie mniej zawodów dla kobiet w kategorii Elite w Polsce. Zawsze na zawodach kobiety mają mniejszą wygraną, co uważam za bardzo kiepskie rozwiązanie, ponieważ męczymy się tak samo jak faceci i robimy na zawodach to samo. Może po prostu organizatorzy uznają, że damskie zmagania są mniej widowiskowe. Oczywiście wiadomo, że nigdy nie będziemy podnosić tyle co faceci. Jednak na palcach jednej ręki można policzyć ile jest w Polsce zawodów dla kobiet w kategorii Elite. Dla mężczyzn jest ich zaś zdecydowanie więcej. A to, że generalnie kobiet w kategorii Elite jest w Polsce mniej, to nie znaczy, że należy nas traktować jako dodatek do imprezy. Zawody w Europie to zaś zupełnie inna bajka. Tam jest po prostu normalnie czyli kobiety mają takie same nagrody, WOD-y i są traktowane na równi z Panami. Gdyby wyrównać nagrody mężczyzn oraz kobiet, to dla mnie byłoby wszystko OK. Bo gdy jedziemy gdzieś na jakieś zawody i dla facetów nagroda to na przykład 1000zł, a dla kobiet już tylko 400 to chyba jest trochę przesada. Ja na takie zawody nawet nie pojadę, bo zwyczajnie mi się to nie opłaca. Więcej wydam na podróż niż wygram.

Monika Świderek

Monika ŚwiderekJeżeli o mnie chodzi, to na scenie polskiej się nie pojawiam i póki co nie zamierzam, więc nie wiem czy moje zdanie Ci pomoże. Ja ogólnie uważam, ze z CrossFitem w Polsce dzieje się źle i ludzie nie do końca pojmują sens tego sportu (nie mówię o wszystkich ale ogólnie). Dlatego też nie udzielam się nigdzie, i w nic się nie angażuję tylko robię swoje w boxach, w których jestem. Zapewne jest to temat na osobny artykuł, ale polska mentalność w tym Crossie mnie trochę denerwuje. Składa się na to wiele czynników, ale nie o to pytasz 😛 Zawody w Polsce są niestety na słabym poziomie i póki co może były raz, max dwa razy dobrze zorganizowane. Rozumiem, że chodzi o te mniejsze nagrody za pierwsze miejsce w jakiś tam zawodach. Powiem tak mimo, że nie biorę udziału, to rzeczywiście słaba sprawa i tak być nie powinno. Nie zagłębiałam się w ten temat i nie wiem jakie mają wytłumaczenie – pewnie takie, że dziewczyn jest mniej, ale co ma piernik do wiatraka. Ewidentnie jest to dyskryminacja. Ja na co dzień raczej nie spotykam się z dyskryminacją ze względu na to, że jestem dziewczyną. Sama zawsze podkreślam na treningach, że nie ma czegoś takiego jak damska pompka – jest pompka skalowana, bo damską to robię ja z kolanami w górze w jednej linii ciała i z łokciami prowadzonymi wzdłuż tułowia 😛 Ale często spotykam się z tekstem damska sztanga (15kg). Jak dla mnie to sztanga z cieńszym gryfem. Biorę ją, bo jest wygodniejsza dla mojej łapki, a jakbym się uparła to robiłabym na 20 kg. Wiesz, jako trener muszę czasem facetom udowadniać, że też mogę dźwigać ciężary i że robię MU lepiej niż oni, ale to tylko ich drażni nikt nie robi tego na złość. Na swoich zajęciach w CrossFit R99 mam głównie facetów i nie mam problemu z szacunkiem do mnie. Czasem może nawet mnie traktują jak kumpla, a nie jak dziewczynę, ale to dobrze bo umówmy się – delikatną dziewczynką w spódniczce z tiulem to ja nie jestem i nie będę 🙂 Jeżeli chodzi o te zawody, to ja bym po prosty zbojkotowała i nie brała udziału na miejscu innych dziewczyn, bo sama póki co w ogóle nie biorę udziału.

Dagmara Wołąziewicz

Dagmara WołąziewiczGorsze traktowanie kobiet od mężczyzn w polskim CrossFicie, moim zdaniem objawia się głównie w wysokości nagród, czego idealnym przykładem jest ostatnia sytuacja z zawodami w Raciborzu. Tam nie dość, że różnica miedzy nagrodami dla mężczyzn, a tymi dla kobiet jest spora, to ogromny niesmak pozostał też po sposobie przekazania, a raczej ukrycia tej informacji przez organizatora przed szerszym gronem potencjalnych zawodników. Organizator wytłumaczył się małą ilością zawodniczek, ale jak ma być nas więcej, skoro w taki sposób się nas zniechęca. Niestety utrzymanie wysokiej formy startowej kosztuje nie tylko godziny ciężkich treningów, ale też wymaga wysokich nakładów finansowych – zdrowa, zbilansowana dieta, suplementacja, że już nie wspomnę o samych wydatkach około startowych (wpisowe, dojazdy, zakwaterowanie, żywienie „wyjazdowe”), a niskie wygrane nie ułatwiają sprawy. Jestem przekonana, że gdyby to się zmieniło na pewno znalazłoby się więcej zawodniczek chętnych powalczyć o lepsze nagrody. Środowisko polskich zawodniczek jest dosyć wąskie, więc tym bardziej zawsze chętnie powitamy „świeżą krew” 😉

Anna Korwin-Kulesza

Anna Korwin-KuleszaNiestety Kamil, ale chyba nie pomogę ci w tym temacie, bo nigdy nie odczułam „gorszego traktowania”. Ani podczas treningów, ani podczas zawodów. Myślę, że jakieś różnice w odbiorze facetów i babek w CrossFicie, to wciąż dominacji panów na treningach. Ale to się już i tak powoli zmienia 🙂 Jeśli zaś chodzi o różnice w nagrodach na zawodach dla pań i panów, to nie jestem na bieżąco, bo przestałam w nich brać udział i nie śledzę szczegółowo.

Tak więc jak widać po powyższych wypowiedziach, w największym stopniu obecnie jedne z najlepszych zawodniczek na polskiej scenie CrossFit boli głównie fakt, różnego wynagradzania ich wysiłków. I choćby nie wiadomo jak bardzo ktoś by chciał zaklinać ten fakt, to tak właśnie jest. Jednak warto zadać sobie pytanie dlaczego tak jest. Czy to jest kwestia tego, że zawody w wykonaniu pań są mniej efektowne lub budzą mniejsze emocje? Czy może jest to niemal ogólnoświatowy trend, gdzie sport kobiecy nigdy nie był i raczej nie będzie traktowany na równi z męskim odpowiednikiem? To nie przypadek, że wiele sportów w wykonaniu pań ma kłopoty z rentownością, nawet w takich dyscyplinach sportu, gdzie panowie radzą sobie znakomicie. Pierwszym z brzegu przykładem tego zjawiska, może być na przykład żeńska koszykarska liga NBA czyli WNBA, która swego czasu była na skraju upadku i rozwiązania. A to powinno dawać trochę do myślenia. Bo jeśli nawet Amerykanie czyli mistrzowie marketingu sportowego, nie zawsze są w stanie stworzyć produkt z kobiecych zmagań, to już coś znaczy. Wracając jednak na crossfitowe polskie podwórko, to tutaj także nie każde zawody cierpią na „finansową dyskryminację” płci pięknej. Tak więc jak się chce, to jednak można. Tylko powstaje tutaj pytanie czy się każdemu chce, a jak się nie chce to dlaczego? Poza tym powstaje też kilka innych pytań, które dzięki poruszonym przez dziewczyny tematom, mam nadzieję, że wynikną w dyskusji za sprawą tego tekstu. Rzeczowej dyskusji, z której wynikną być może jakieś konstruktywne wnioski.

A tak na koniec dodam tylko jeszcze uwagę, że wszystkie panie, które wypowiedziały się na potrzeby tego tekstu, są miłymi gośćmi mojego bloga. A ja o każdego gościa zamierzam dbać w jak najlepszy sposób. Dlatego też każde przejawy personalnych wycieczek w ich stronę, będę usuwał, banował i tępił wszędzie tam gdzie będę mógł, na wszystkie możliwe sposoby. Tak więc ten kto miał takie zapędy to niech sobie daruje – szkoda waszego i mojego czasu.