fbpx
O wszystkim

Kierowco! Idioto!

dodany przezKamil Timoszuk 12 kwietnia 2014 2 komentarze

To się musiało kiedyś stać. Nie znałem dnia ani godziny, ale wiedziałem, że wcześniej czy później ten moment nadejdzie. Nie sądziłem jednak, że będzie on tak bardzo bolesny, a zarazem tak bardzo dla mnie szczęśliwy. Nie mogło być inaczej, skoro dookoła tylu idiotów.

Pojazd jednośladowy zwany rowerem jest moim podstawowym środkiem transportu od ponad roku. Przejechałem nim do tej pory, dobrych kilka tysięcy kilometrów, i zamierzam do tej kolekcji dołączać niebawem kolejne. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego dopiero niebawem? Głównie dlatego, że wydarzenia z dnia dzisiejszego muszą mnie trochę przystopować w realizacji tych planów, a także dały mi mocno do myślenia oraz trochę w kość. W jaki sposób? Najkrócej można by to ująć słowami, że dziś przez chwilę „całe życie przeleciało mi przed oczami”.

Jak wiadomo polskie drogi do najbezpieczniejszych nie należą. Na ten fakt składa się zarówno ich stan techniczny (w Białymstoku na to nie można bardzo narzekać), jak i też w chyba większej mierze, głupota ludzi z nich korzystających. Wiele lat temu zaliczyłem już kilka wypadków samochodowych ze sobą w roli zarówno głównej, jak i kilka razy drugoplanowej. Wtedy jednak miałem trochę szczęścia, dzięki któremu dalej mogę chodzić po tym świecie. Odkąd jednak zacząłem jeździć rowerem, moje życie każdego dnia jest trochę mniej bezpieczne, niż chociażby każdego, szarego Kowalskiego. Nie mam dziś jednak zamiaru wytaczać tu krucjaty, przeciwko wszystkim kierowcom prowadzącym swoje samochody w Białymstoku i okolicach. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że zarówno wśród kierowców aut, jak i też rowerzystów, znajdą się czarne owce, które psują opinię całemu środowisku. Ba! Przyznaję się bez bicia, że i mi nie raz zdarzyło się złamać świadomie jakiś przepis, czy przejechać na czerwonym świetle, nie zatrzymując się na swoich dwóch kółkach. Jednak zawsze kiedy to robię staram się mieć 100% pewności, że w promieniu wielu metrów dookoła mnie, nie ma nikogo, komu mój manewr mógłby zagrozić. Dlatego też w większości takich przypadków te moje małe grzeszki robione są w nocy kiedy ulice są praktycznie puste. Niestety jak się okazuje nie wszyscy tak mają i co gorsze, zagrażają przez to zdrowiu i życiu innych.

A dlaczego o tym dziś piszę? Bo jak się pewnie już część z was domyśliła, miałem dziś bliskie i chyba bardzo efektowne spotkanie z asfaltem. Moim podstawowym planem na dzień dzisiejszy, było zawitanie na sobotni zespołowy trening w CF Podlasie.

W następnej zaś kolejności wzięcie udziału, w pierwszej oficjalnie zorganizowanej wycieczce rowerowej, na trasie Białystok – Wasilków – Studzianki – Supraśl – Grabówka – Białystok. I o ile pierwsza część dnia poszła pomyślnie, to na drugą już nie dotarłem. Wszystko przez pewnego jegomościa, który chyba miał zanik pamięci. Dokładniej rzecz biorąc, zapomniało mu się na chwilę tak podstawowych czynności na drodze jak włączenie kierunkowskazu przed skrętem, jak i też użycie swojej własnej, najwidoczniej pustej głowy, aby zerknąć w prawo czy nikomu nie zagraża. Tym bardziej byłoby to logiczne z jego strony, gdyż parę sekund wcześniej wyprzedzał mnie jadąc tą samą drogą co ja. Co śmieszniejsze/straszniejsze (niepotrzebne skreślić) w tym wszystkim to to, że człowiek najpierw się postarał aby być przede mną podczas skrętu, a następnie robiąc ten manewr, mocno wyhamował. Gdzie jest sens i logika, ja się grzecznie pytam, tumanie?! To pytanie jednak zostanie chyba bez odpowiedzi.

Widząc taką, a nie inną sytuację na drodze, wybory miałem dwa. Pierwszy z nich to jechać z nadzieją, że może się wyrobi i przejedzie przede mną. Drugi zaś, to po prostu zacząć hamować. Pierwsza opcja w tej jednej sekundzie wydała mi się całkiem absurdalna, biorąc pod uwagę fakt, że był to jakiś niezbyt mały van, z którym bliskie spotkanie zakończyło by się dla mnie dość boleśnie. Dlatego też opcja hamowania wydawała mi się trochę lepsza. Wydawała się, trochę. Stety niestety, tuż przed rozpoczęciem sezonu rowerowego, do wymiany poszły między innymi klocki hamulcowe. Efektem tego jest to, że ten element roweru mam sprawny jak nigdy dotąd. W tym jednak przypadku nie było to wielką zaletą. Chcąc zatrzymać się jak najszybciej, odruchowo złapałem zarówno tylni, jak i też przedni hamulec. Co było dalej? Tutaj gdyby ktoś obok stał z kamerą, to myślę, że by miał piękne kaskaderskie ujęcie, w którym robię prawdziwe salto do przodu, wraz ze swoim rowerem, i ląduję twardo na nieprzyjemnym asfalcie. A jeszcze wczoraj narzekałem, że mam problemy ze staniem na rękach, a tu proszę – salt mi się zachciało 😉

Kierowca, który spowodował owe zdarzenie nawet się nie zatrzymał aby się upewnić czy nic mi się nie stało tylko pojechał sobie dziarsko w swoim kierunku. Zatrzymali się za to inni kierowcy, którzy zapytali czy wszystko OK i za to plus dla nich. Ja będąc w szoku automatycznie odpowiadałem, że tak. A czy teraz pisząc te słowa wiem, już że się myliłem? Jeśli chodzi o straty jakie poniosłem podczas tego upadku, to na pewno do wymiany jest ta część kierownicy, która skrzywiła się dość konkretnie.

kierownica rower

Do tego jeszcze połamany zderzak, porwane gumowe uchwyty na kierownicy i generalnie parę innych rzeczy do wyregulowania. Idąc dalej tropem materialnym, na szczęście ocalał telefon choć też mocno przywalił o ziemię. Kurtka i spodnie już tyle szczęścia nie miały i są praktycznie do wyrzucenia. Ale co ja tu o takich głupotach piszę, skoro zdrowie jest najważniejsze. Tu jednak dopiero gdy dotarłem do domu, a adrenalina trochę już zeszła, mogłem ocenić straty. Na szczęście nie przywaliłem w żaden sposób głową o ziemię, bo wtedy mogło to być moje ostatnie spotkanie z asfaltem w moim życiu. Niestety, bardzo obity mam prawy łokieć oraz prawe biodro, a także do kompletu i lewe kolano. Jak na razie sprawia to , że nawet pozycja leżąca nie jest dla mnie komfortowa, nie mówiąc już o poruszaniu się. Nie wiem jak długo potrwa ten stan, ale czuję, że w nadchodzącym tygodniu mam z głowy wszelkie aktywności, z CrossFitem i rowerem na czele. I oby to był tylko tydzień bo nie wiem czy dam radę być dłużej bezczynny.

Jaki więc jest morał tej sobotniej historii? Do głowy przychodzi mi kilka, takich jak „zdrowie jest najważniejsze”, „nie znasz dnia ani godziny”, „tumanów nie sieją, nie orzą, tylko się sami tworzą” czy na przykład ten.

Dlatego kierowcy wszelkiej maści, zarówno dwóch jak i czterech kółek, ogarniajcie trochę, bo nigdy nie wiecie komu możecie zrobić krzywdę. A kierunkowskazy są po to aby ich używać, w pizdu!