CrossFitO wszystkimZawody & Eventy

Just Row czyli wiosłuj z wariatami

dodany przezKamil Timoszuk 22 lutego 2016 2 komentarze

Jeśli czegoś nie lubimy to wytłumaczenia takiego stanu rzeczy najprawdopodobniej są dwa – albo tego nie umiemy albo też nie mieliśmy jeszcze okazji się z tym czymś zaprzyjaźnić. Tak też jest i z wiosłowaniem na ergometrze, który dla wielu osób spędza sen z powiek i jest niemal złem koniecznym. Na szczęście są ludzie, którzy w przystępny sposób starają się zmienić taki stan rzeczy.

Każdy kto trenuje CrossFit lub jakąkolwiek inną dyscyplinę sportu, ma swoje bardziej i mniej lubiane ćwiczenia. Praktycznie w każdym sporcie bardzo ważnym elementem jest wydolność, która pozwala nam się „nie zapowietrzać” podczas jakiegoś większego wysiłku fizycznego. Na jej wyrobienie istnieje także mnóstwo sposobów – zaczynając od biegania poprzez wiele innych metod czy na przykład też maszyn. Bieżnie, rowerki, orbitreki czy inne stricte siłowniane przyrządy, są na pewno niezłą alternatywą do tego celu, o ile umie się je odpowiednio wykorzystać. Można też użyć do tego celu ergometru, który potrafi nieźle dać w kość.

W momencie kiedy zaprzyjaźnimy się z takim oto przyrządem wiele osób wpada na pomysł, żeby zrobić z nim coś więcej. Zaś świetnym przykładem takiego zjawiska jest na przykład impreza Just Row Maraton, która po raz kolejny odbyła się w miniona sobotę w warszawskim CrossFit Dock. Sprawczynią całego zamieszania i królową ceremonii po raz kolejny była Ania Demianiuk. To właśnie ta dziewczyna od wielu lat stara się przekonywać i oswajać ludzi z myślą, że ergometr może być fajny. A takie imprezy jak właśnie Just Row Maraton mają temu wydatnie pomagać.

Just Row Maraton 1

Just Row Maraton 3

Powiedzmy sobie jednak szczerze, wioślarski maraton to nie jest coś normalnego co można wykonać praktycznie od tak. 42 kilometry i 195 metrów to dystans który pokonuje się w takim samym stopniu siłą własnych mięśni, jak i w dużej mierze silną psychicznie głową. Jeden i drugi element jest równie ważny i bez zgrania ze sobą obu tych elementów, każdy śmiałek w pewnym momencie może natrafić na ścianę, która będzie dla niego nie do pokonania. Jednak co innego o tym wszystkim wiedzieć w czystej teorii, a co innego przekuć to na praktykę. W minioną sobotę znalazło się jednak kilkudziesięciu śmiałków, którzy podjęli wyzwanie rzucone przez Anię i zadeklarowali, że pokonają maraton podczas organizowanej przez nią imprezy.

Just Row Maraton 7

Ja gdy zobaczyłem informacje o tym evencie to niemal z miejsca wiedziałem, że chcę się na niego wybrać. Dlaczego chciałem to zrobić, pomimo tego, że jeden maraton pokonałem już w grudniu? Moją główną motywacją było to, że tym razem coś takiego mogę zrobić nie sam, a z zespołem, który maksymalnie mógł liczyć sobie 4 osoby. Po zarejestrowaniu zespołu pozostawało „jedynie” znaleźć jeszcze trójkę śmiałków do tego zbiorowego samobójstwa. Na szczęście pierwszy desperat znalazł się niemal od ręki w Białymstoku. Kiedy jednak kolejne pytane osoby pytane o chęć dołączenia do naszej dwójki wymownie zaczęły się pukać w czoło, zaczęło do mnie docierać, że nie będzie to prosta sprawa. Z drugiej jednak strony maraton dzielony na dwie osoby, to już tylko półmaraton. Piszę tylko, ponieważ po przepłynięciu samodzielnie maratonu chyba trochę poprzestawiało mi się w głowie i nie ma już zbyt wielu dystansów, które by mnie w jakikolwiek sposób stresowały. Jednak wyszliśmy z założenia, że im nas będzie więcej tego dnia w drużynie, tym będzie po prostu weselej. A skoro nie udało się nikogo znaleźć w CrossFit Białystok, to trzeba było wyjrzeć gdzieś dalej. I w taki też sposób po raz kolejny z odsieczą i pomocą przyszła CrossFit ELEKTROMOC w osobach Mariana i Świni (nie pytajcie 😉 ) czyli po prostu Ass2Grass. O dziwo też żadne z nich nie protestowało jeśli chodzi o fakt wystąpienia pod szyldem CrossFit Białystok. Potwierdza to też moją osobistą tezę, że przynajmniej połowa ELEKTROMOC-y ma jakieś podlaskie korzenie, tylko jeszcze nie wszyscy są tego do końca świadomi 🙂

Just Row Maraton 6

Po dotarciu do CrossFit Dock w sobotnie popołudnie moim oczom ukazał się las, ergometrów 😀 Widok który zdecydowanie budził respekt i zapowiadał, że już niebawem rozpoczną się drogi przez mękę dla wielu osób. Zanim jednak do tego doszło organizatorzy chcąc uśpić czujność startujących zaczęli od wręczania prezentów w pakietach startowych w postaci świetnych batonów Fuel Champs, izotoników Oshee i fajnej koszulki Just Row. Każdy kto chciał dowiedzieć się w którym miejscu spędzi najbliższych kilka godzin, mógł to zlokalizować dzięki tabliczkom przy każdym ergosie. Z upływem kolejnych minut atmosfera zaczęła się zagęszczać dzięki napływowi kolejnych wariatów. Wśród nich były osoby startujące indywidualnie oraz zespołowo. Po raz pierwszy też w tej imprezie mogły wziąć udział osoby niepełnosprawne, które Ania zachęciła do wzięcia udziału i patrząc na to jaki wynik zrobiły te osoby, to nie był ich raczej ostatni występ. Pośród pełnosprawnych osób znalazł się także pełen przekrój ludzi z różnoraką motywacją do startu. Jedni chcieli startować w celu sprawdzenia się, a inni dla czystej zabawy. Znalazła się też Magdalena Górska, która usiadła na swój ergometr z nastawieniem na bicie rekordu świata.

Just Row Maraton 2

Just Row Maraton 5

Kiedy wszyscy rozsiedli się, nastawili swoje ergometry na odpowiednie wartości, zrobili jedno startowe podobno tradycyjne selfie, to właśnie wtedy wybiła godzina zero czyli czas startu. Ja w swoim zespole wiedziałem, że chcę startować jako pierwszy ponieważ od kilku dni nie czułem się najlepiej pod względem fizycznym. Innymi słowami chciałem to wszystko mieć jak najszybciej za sobą 😉 Od samego początku czułem, że ten dzień do nie jest prawdopodobnie mój dzień. Skoro jednak powiedziało się A, to nie było już odwrotu. Pomimo, że ustalone i trzymane przeze mnie tempo nie było też specjalnie wysokie, to szło to to tak jakbym płynął niemal pod górę. Początkowo plan naszej ekipy zakładał, że każdy z nas przewiosłuje po 10 500 metrów. Gdy w trakcie swojej tury widziałem jak często ludzie zmieniali się na wiosłach obok nas zacząłem podejrzewać, że chyba coś źle zaplanowaliśmy 😉

Najgorszy dla mnie był jednak moment w okolicach 5 kilometra. No po prostu jedna wielka masakra, zjazd energii i wszystko inne naraz. Przez pewien okres wiosłowania zacząłem nawet swoją wewnętrzną debatę pod tytułem – Jakim u cholery cudem przepłynąłem w grudniu cały maraton? Jako, że nie doszedłem do żadnego konstruktywnego wniosku z samym sobą, to zaprzestałem tych rozmyślań i zająłem się tym po co przyjechałem do Warszawy. O dziwo w tym samym momencie wszelkie bóle i inne niedogodności minęły, a wróciła przyjemność wiosłowania. Wyłączenie głowy też zrobiło swoje i tak ruch po ruchu, aż przy 12 kilometrze trzeba było mnie zganiać z ergometra. No ale cóż, sam chciałem wystąpić w zespole to mam 😉 Moi koledzy z zespołu pod moją „nieobecność” ustalili sobie, że pozostałe 30 kilometrów podzielą sobie 2x5km każdy. I jak wymyślili tak zrobili.

Just Row Maraton 8

Ja w tym samym czasie kiedy oni zmierzali do mety mogłem sobie pochodzić, porobić trochę zdjęć i zobaczyć jak idzie innym osobom, które przede wszystkim porwały się na samodzielną walkę. Pierwszą z takich osób, które ukończyły ten dystans był nikt inny jak Maciej Maciejewski z Inowrocławia. Ktoś kto w ubiegłym roku uzyskał najlepszy czas na świecie jeśli chodzi o wiosłowanie na dystansie… 100 kilometrów! Czyste szaleństwo!

Just Row Maraton 4

Osiągnięty przez niego czas w sobotę to 2 godziny, 40 minut i 20 sekund. Szybszy od niego o zaledwie 20 sekund tego dnia był tylko zespół o nazwie „Co Ja Tu Robię?”. Co ciekawsze i bardziej godnego pochwały to fakt, że zaraz po tym jak Maciek skończył sam wiosłować, to nie położył się na podłodze i rytualnie zaczął umierać, a poszedł bez odpoczynku kibicować innym w ich walce. W tym samym też momencie większość osób zaczęło się zbierać w okolicach ergometru, który zajmowała Magdalena Górska. Dziewczyna która doskonale była świadoma tego po co płynie, gdzie płynie i jaka jest tego stawka. A wyglądało to dokładnie tak.

O tym jak to wyglądało z jej perspektywy możecie przeczytać na jej Facebooku na którym znakomicie to opisała. Radość i satysfakcja jaka musiała ją wypełniać chwilę po skończonym wysiłku musi być jednak nie do opisania. Teraz trzeba tylko czekać na to aby jej wynik został oficjalnie zatwierdzony, a gdy to się stanie, to jej nazwisko pojawi się choćby w jednym szeregu z niejaką Samanthą Briggs, posiadaczką rekordu na 500 metrów. Co też jest ciekawe Magda uzyskała ten wynik będąc kontuzjowaną na tyle, że nie weźmie ona udziału w startujących we czwartek Openach. Tak więc chyba ewidentnie przez długi czas jej wewnętrzna siła napędową aby trzymać tempo płynięcia musiała być złość 😉

File written by Adobe Photoshop? 5.0

Jak się też okazało po imprezie, najlepszy czas w tym roku na świecie na dystansie półmaratonu uzyskała także Ulrike Fuhrmann. Niemka, która jest jedną z założycielek fundacji WTR Legia, która działa w temacie wiosłowania przez osoby niepełnosprawne, osiągnęła rezultat 1 godziny, 31 minut oraz 21 sekund. Za coś takiego także należą się brawa! A skoro już jestem przy osobach niepełnosprawnych… Impreza Just Row Maraton był to po raz kolejny popis ich nieprzeciętnego ducha walki i zawziętości. Wynikiem tego było przewiosłowanych aż 70 kilometrów na dwóch ergometrach łącznie przez ekipy CrossFit Wilanów oraz Lampard Warszawa. Innymi słowy – WOW!

Pomimo tego, że była to impreza stricte wioślarska, to nie ma co ukrywać, że większość osób jakie wzięły w niej udział pochodziły z warszawskiego i nie tylko środowiska crossfitowego. Dlatego też było normą to, że osoby, które kończyły wiosłować jako jedne z ostatnich, otrzymywały największe wsparcie ze strony kibiców. Taka już nasza natura 😉

I w taki oto sposób zakończyły się wioślarskie maratonowe zmagania. Na sam koniec została jeszcze ta chyba najbardziej przyjemna część całego zamieszania czyli wręczenie dyplomów, pamiątkowe fotki oraz punkt kulminacyjny w postaci tortu od firmy niezawodnej za każdym razem – Blacha Pleasure Factory. Kto nigdy nie jadł tego cuda, ten życia nie zna 😉

Just Row Maraton 10

Po czymś takim pozostało już tylko zbierać się do powrotu. Zbierając jednak wszystko do kupy i podsumowując imprezę, trzeba jednogłośnie stwierdzić, że była ona przygotowana zawodowo. Ne ma praktycznie możliwości przyczepić się do czegokolwiek. Jako mieszanemu teamowi CrossFit Białystok nie udało nam się złamać 3 godzin ale w sumie nikt tego nie planował przed startem. Ja osobiście mam jednak lekki niedosyt po tym jak zgoniono mnie z wioseł po zaledwie 12 kilometrze. Według jednak pierwszych ustaleń, za rok podchodzimy jeszcze raz do tematu – tym razem jednak każdy indywidualnie! Być może wtedy uda się złamać te 3 godziny, a jeśli nie to po prostu znowu zrobimy szaleństwo, które zrozumie niewielu. I bardzo dobrze! 🙂

Just Row Maraton 11

GALERIA ZDJĘĆ Z JUST ROW MARATON

PLAYLISTA NA YOUTUBE Z JUST ROW MARATON