fbpx
O wszystkimOpinie

Jesienny wysyp filmowy

dodany przezKamil Timoszuk 14 października 2019 0 Komentarzy

Lubię ten okres roku, kiedy po czasie filmowej posuchy, do kin wchodzi tyle dobrych filmów, że problemem jest wygospodarowanie czasu i funduszy aby wszystkie z nich zobaczyć. Czy taki okres nastał w tej chwili?

Przez ostatnie 2-3 miesiące byłem zdecydowanym gościem w kinie. Z jednej strony okres wakacji w tym roku nie był obfitujący w ciekawe i zachęcające do odwiedzenia kina pozycje. Nawet te stricte letnie i nie wymagające myślenia czy refleksji. W połączeniu tego z masą obowiązków wyszło na to, że nieświadomie zafundowałem sobie kinowy detoks. Ale dość tego, bo w tej chwili jest już na co pójść do kina.

Dzisiejszą wyliczankę swoich rekomendacji zacznę od czegoś, co wielu z was może kompletnie nie interesować, ale mi się po prostu podobało.

W dobie powstających jak grzyby po deszczu multiplexów, na szczęście w wielu miastach pozostają mniej mainstreamowe kina, które szukają innych sposobów czy dróg na swoje działanie. W Białymstoku takim właśnie kinem jest kino Forum. Znane jest ono z tego, że można w nim zobaczyć głównie to kino, którego często nie zobaczymy w tłumnie odwiedzanych kinach w galerii handlowej. I jednym z takich filmów ostatnio był „Return to Earth” W dużym skrócie jest to jedna z tych produkcji, która przy oglądaniu jej na naprawdę dużym ekranie, zyskuje na swojej wartości. Fajna opowieść o pasjonatach rowerów, którzy w różnych zakątkach świata pokazują swoje nieprzeciętne umiejętności. Jak to w takich filmach też bywa, wszystko to jest okraszone świetnymi ujęciami, zdjęciami i montażem.

Pomimo, że autorzy starają się przemycić tu jakiś głębszy sens, to w tym przypadku nie oszukiwałbym się zbytnio. Ten film warto zobaczyć przede wszystkim dla kapitalnych ujęć czy po prostu podziwiania umiejętności jazdy na rowerze przez prawdziwych kozaków w tej profesji.

Na drugi oraz trzeci ogień idą dziś filmy idealnie pasujące do naszych czasów. One w dużej, mniej lub bardziej zamierzonej mierze, są niemal komentarzem tego co na co dzień możemy obserwować dookoła nas. Co straszniejsze, po głębszym zastanowieniu, możemy też brać w pewnych zjawiskach czynny udział.

Przykładem na potwierdzenie powyższej tezy jest polski film „(Nie)znajomi”. Film, który jest niemal polską wersją czy odpowiednikiem na włoską produkcję o nazwie „Dobrze się kłamie w dobrym towarzystwie”. Produkcję, która znalazła swoje odpowiedniki w wielu różnych krajach, a teraz także i Polsce.

Sam pomysł na film jest banalnie prosty. Do kolacji przy stole w domu jednego z bohaterów, siada siódemka przyjaciół. Jednak po pewnym czasie, w wyniku typowego w takich sytuacjach small talku, pojawia się pomysł. Tym pomysłem jest wyjęcie przez każdego z bohaterów swojego telefonu na stół i odczytywanie na głos każdej wiadomości jaka przyjdzie do niego podczas kolacji lub odbieranie w trybie głośnomówiącym każdej rozmowy. Jak się w wyniku tego zabiegu okazuje, taka zabawa może doprowadzić do wielu różnych, nie zawsze pozytywnych, splotów wydarzeń.

W rolach głównych w tym filmie grają Tomasz Kot, Maja Ostaszewska, Kasia Smutniak, Łukasz Simlat, Aleksandra Domańska, Michał Żurawski oraz Wojciech Żołądkiewicz. Mocą tego filmu jak podkreślają też w wywiadach sami aktorzy jest to, że praktycznie większość scen wymaga tego aby na ekranie pojawiła się większość aktorów. To sprawia, że każdy z nich musi trzymać poziom przez cały film aby dowieźć dobry efekt do samego końca. I moim zdaniem tej siódemce osób to udaje się świetnie. Między aktorami moim zdaniem czuć „filmową chemię”. Nawet pomimo tego, że film rozkręca się wolno, a dialogi bywają infantylne. Żarty też nie zawsze dobrze siadają. Jednak kiedy akcja nabiera tempa i zmienia się w pewnej chwili jak w kalejdoskopie, to widać w tych chwilach, że to jednak dobrego kina. Kina, które daje do myślenia nie tylko podczas samego filmu, ale także i zaraz po nim. A to sobie w kinie cenię bardzo, że nie jest to tylko puste zabicie czasu. I ten film dopisałbym do tej kategorii. Jest to niejako współczesnych Polaków portret własny, gdzie z jednej strony każdy chce być taki otwarty i szczery. Z drugiej jednak gdy zajrzymy w nas samych głębiej to nagle wiele rzeczy przestaje już być tak oczywiste.

No a teraz przejdźmy do wisienki na dzisiejszym torcie…

Joker” podobno był jedną z bardziej oczekiwanych produkcji tego roku. Ekranizacja opowieści o tym jak powstał największy i najbardziej zaciekły przeciwnik Batmana, elektryzowała już od dawna fanów komiksowych opowieści. Jednak to co dostaliśmy od reżysera Todda Phillipsa przeszło chyba najśmielsze oczekiwania wszystkich.

Jeśli ktoś jest fanem ekranizacji w marvelowskim stylu tak jak i ja jestem, to w tym momencie może już porzucić swoje oczekiwania głównie wizualne względem tego filmu. „Joker” to bardzo mroczna i dosadna w swoim przekazie oraz formie opowieść o człowieku z problemami – życiowymi i psychicznymi. Jest to praktycznie studium postaci na miarę bohatera, który miał już w swojej historii ogromną liczbę wcieleń. Jednak tylko niektóre z nich zasługują na większą uwagę szerszej publiczności. To co stworzył swoją grą aktorską Joaquin Phoenix przejdzie do kanonów kina superbohaterskiego. To ile oraz jakich emocji przekazuje w tym filmie ta postać – nie spodziewał się chyba nikt. Wszystko za sprawą tego, że w dużej mierze jest to opowieść o człowieku poturbowanym przez los, żyjącym w trudnych czasach i o jego decyzjach, które są wynikiem zebrania się i nawarstwienia tego wszystkiego.

W tym filmie gra praktycznie wszystko. Gra aktorska, zdjęcia, scenografia, muzyka czyli po prostu mocny, ciężki i niedostępny wręcz klimat, jaki udało się stworzyć w tym filmie, który zostaje z widzem jeszcze na długo po seansie. Wnika w widza jak mgła oraz poczucie strachu i nadchodzącego zagrożenia unoszącego się nad Gotham City. Trzeba też przyznać, że opowieść o Jokerze w tym przypadku rozkręca się dość wolno i niespiesznie. Tak jakby miała uśpić oglądającego, a następnie przywalić mu w pysk, tym co się dzieje na ekranie później w drugiej części filmu. I muszę przyznać, że wali z siłą i celnością Mike’a Tysona będącego w życiowej formie. Nokaut murowany.

Do obejrzenia tej odsłony Jokera, moimi ulubionymi wersjami tej postaci były te stworzone przez Jacka Nicholsona oraz Heatha Ledgera. Teraz to tego grona dołącza jego najnowsza wersja. Jednak gdybym miał uszeregować te trzy odsłony od najlepszej do najgorszej to miałbym DUŻY problem. To jednak moim zdaniem dobry dowód na to, że mamy tu do czynienia z czymś co na pewno trzeba zobaczyć.

Film oglądany w dniu wyborów w Polsce, także miał dodatkowy smaczek…