fbpx
O wszystkimOpinie

Jesienne filmowe uderzenie

dodany przezKamil Timoszuk 18 października 2015 0 Komentarzy

Jak to dobrze, że w końcu przyszła jesień. Nie mówię tu rzecz jasna o tej wszechobecnej złej pogodzie, zimnie i innych atmosferycznych anomaliach. Mam tu zdecydowanie bardziej na myśli fakt, że jak co roku, okres powakacyjno-jesienny, to czas, kiedy do kin wchodzi masa fajnych filmów, które warto zobaczyć.

Po kilku miesiącach dość solidnej posuchy, w ostatnich dniach udało mi się wybrać do kina trzykrotnie. Jednym słowem nastąpiła u mnie kinowa kumulacja. Co jednak w tym wszystkim najlepsze to fakt, że każdy kolejny obejrzany film, był praktycznie lepszy pod jakimś względem od poprzedniego. Wszystko też bowiem dlatego, że każda z tych filmowych produkcji to typowa „inna bajka”. Wszystko jednak zaczęło się dość wystrzałowo.

Karbala plakat

Polskie kino wojenne ma już swoją długą i nie ma też co ukrywać, że dość bogatą historię. Jednak czy jest to historia także i chlubna? W tym temacie zdania są już mocno podzielone. W ostatnim czasie zwolennicy tego rodzaju projektów filmowych w polskim wydaniu, dostali dość mocny argument za tym, aby nie ustawać w dążeniu i próbowaniu zrobienia czegoś ciekawego. Owym argumentem jest bowiem film „Karbala”, wyreżyserowany przez Krzysztofa Łukasiewicza. Opowiada on o jednym z najbardziej tajemniczych, ale zarazem i jednym też z największych starć bojowych polskiej armii od czasów II Wojny Światowej. To właśnie w tytułowym mieście Karbala, polscy żołnierze starli się z rebeliantami chcącymi przejąć miejski ratusz. Jednak dramaturgii i heroizmu dodawał temu wszystkiego fakt, że przewaga liczebna wroga była teoretycznie miażdżąca, i Polacy tak na prawdę nie mieli teoretycznie żadnych szans na ocalenie. Pewnego smaczku nadaje też temu wszystkiemu fakt, że Amerykanie przez wiele lat ukrywali obecność polskich wojsk w całej tej akcji, przypisując wszelkie zasługi oddziałom irackiej armii.

Pokazanie tego wszystkiego w tym filmie było wręcz nie lada wyzwaniem, ponieważ popaść w pewnego rodzaju przesadę było tu bardzo łatwo. Co jednak najważniejsze, w przeciwieństwie do wielu innych rodzimych produkcji z tego gatunku, ewidentnie widać, że parę osób się tu mocno postarało, i zebrało odpowiedni budżet do realizacji filmu. Nie jest to oczywiście rozmach jaki widzimy w filmach typu „Szeregowiec Ryan” czy też „Snajper”, jednak jak na polskie wcześniejsze standardy jest na prawdę nieźle. Zresztą, co ja będę pisał. Różnice pomiędzy polskim, a amerykańskim kinem, już jakiś czas temu, w GENIALNY sposób wytłumaczył Jacek Braciak 😉

Jednak ta niezła kasa na nic by się zdała, gdyby nie obsada aktorska, która jest także po prostu godna. Główny bohater czyli Generał Kalicki grany jest przez świetnego Bartłomieja Topę. Antoni Królikowski wciela się w postać młodego i niedoświadczonego sanitariusza Kamila Grada. Poza tym w filmie możemy zobaczyć takie osoby jak Leszka Lichotę, Michała Żurawskiego czy też Michała Schuchardta. Jak więc ewidentnie widać, jest to bardzo mocno męskie kino, gdzie na próżno można szukać kobiet. Tematyka filmu nie pozostawia jednak wielkiego wyboru. Natomiast jeśli chodzi o samą realizację, która w polskim kinie czasami mocno kuleje, to mamy tu do czynienia w dużym stopniu ze swego rodzaju kalką wielu schematów, jakie już znamy z kina amerykańskiego. Jest tu bowiem zebrany cały zestaw postaw i cech, które są podczas filmu mocno uwydatnione. Ten zestaw to honor, heroizm, lojalność, przemiana chłopaka w mężczyznę czy też jeszcze kilka innych tego typu. Poza tym gdy w pewnym momencie filmu widzimy łopoczącą na wietrze polską flagę, to mamy niemal już komplet. Czy to jednak coś złego? Czy to ma być wada filmu, że autor chce uwypuklić lub podkreślić polski wkład i polski sukces? Jak dla mnie to żaden problem, a oglądając ten film ani razu nie poczułem zażenowania, jak to się czasem dzieje przy innych tego typu produkcjach. Nie jestem bowiem ekspertem od tego jak wiele prawdy, a jak wiele przekoloryzowanych sytuacji zostało ukazanych w tym filmie. Z mojego punktu widzenia, zobaczyłem solidny kawałek kina w polskim wydaniu, z lekkim dodatkiem najnowszej polskiej historii. Do obejrzenia, którego jak najbardziej zachęcam.

Praktykant plakat

Wybierając film na sobotni wieczór, jednym z moich podstawowych założeń było to, aby było to po prostu przyjemne, lekkie i pozytywne kino. Trafiając na film pod tytułem „Praktykant” nie wiedziałem jeszcze, że czekają mnie świetne godziny z niezwykle przyjemnym kinem. Jest to bowiem opowieść o 70-letnim wdowcu, który w czasach swojej emerytury cierpi na swoistą samotność. Zaraz po śmierci żony i otrząśnięciu się na swój sposób z tego, zaczyna on poszukiwania nowego sensu i celu w życiu. Jednak gdy kolejne próby nie przynoszą mu oczekiwanego zadowolenia, trafia on na ciekawe ogłoszenie. Dzięki pomyślnemu przejściu przez system rekrutacyjny, zostaje on tytułowym praktykantem w wielkim sklepie internetowym z odzieżą. Jednak jego wiek, a przez to też podejście do wielu spraw, wydaje się trochę jakby „nie na czasie”. Tym bardziej, że zostaje on odgórnie przydzielony do pomagania szefowej całego tego zamieszania.

Główną męską rolę gra w tym filmie Robert De Niro, a kobiecą Annie Hathaway. Dzięki fajnemu scenariuszowi i reżyserii Nancy Meyers, ten duet w takiej konwencji wypada na prawdę świetnie! Cała seria scen, po których zapełniona w jakichś 85% sala kinowa wybuchała śmiechem, jest chyba najlepszym dowodem na to, że to wszystko po prostu działało. I co najlepsze, nie było w tym praktycznie ani trochę klimatu „typowej i głupawej amerykańskiej komedii”, która przeważnie można odnieść wrażenie, że jest skierowana do ludzi z niższym ilorazie inteligencji. Tutaj bowiem od filmu w wielu momentach bije autentyczne ciepło i pozytywna energia, której ja osobiście szukałem wybierając ten seans. Jeśli ktoś chciałby aby porównać klimat tego filmu do jakiegoś innego mu bardzo zbliżonego, to moim zdecydowanym wyborem jest „Kocha, lubi, szanuje”. W tym wszystkim nie przeszkadza nawet to, że główna bohaterka czasami zachowuje się trochę wręcz infantylnie. Wszystko jednak sprawia wrażenie, jakby było wpisane w ten klimat, co jest na pewno dużym plusem. Co więcej, ten film mam wrażenie, że byłby tak samo dobry do obejrzenia zarówno w kinie, jak i też domu. Tak więc jeśli ktoś szuka dobrego kina rozrywkowego, z fajnym humorem, a nawet i lekkim morałem, to „Praktykant” będzie strzałem w dziesiątkę!

Everest plakat

Zastanawiałem się dobrą chwilę nad tym, jak zacząć spisywać swoje wrażenia po obejrzeniu filmu, który już samym swoim tytułem mówi tak wiele. „Everest” bowiem jak się nie trudno domyślić, jest typowym thrillerem przygodowym, opowiadającym o najwyższym szczycie świata. Szczycie, który w tym samym momencie dla wielu ludzi jest tak samo wyzwaniem bądź marzeniem, jak i także koszmarem oraz dramatem w jednym. Bo to właśnie ta góra w swojej długiej jak świat historii, ma już na swoim koncie tak samo wiele sukcesów jak i porażek. W tym jednak przypadku, porażka w bardzo wielu odsłonach oznacza po prostu śmierć.

Widmo takiego zdarzenia nie jest jednak wystarczającym argumentem, aby odstraszać ludzi od kolejnych prób wejścia na sam szczyt. Doszło już bowiem do tego, że u podnóża tej góry tworzą się kolejki oraz korki w postaci chętnych, którzy czekają na swoją kolej do stanięcia na szczycie świata. Wielu z nich stojąc tam na dole, nie zdaje sobie sprawy z tego, że to jest właśnie ich oczekiwanie na śmierć. I o tym też właśnie opowiada ta produkcja filmowa. Dokładniej rzecz biorąc o wyprawie górskiej, która miała miejsce w 1996 roku, a jej organizatorem był doświadczony alpinista Rob Hall. Pod jego okiem zebrała się grupka śmiałków, którzy po zapłaceniu ponad 60 tysięcy dolarów od osoby, dostają szansę aby pod jego okiem wejść na szczyt. Wśród tej grupy znajdują się osoby o różnym poziomie doświadczenia oraz motywacji. Mamy bowiem „do dyspozycji” takich ludzi jak dziennikarz, listonosz czy też na przykład Japonka, której brakuje jedynie tej góry, aby zdobyć 7 największych szczytów na świecie. Taki dobór postaci sprawia, że bohaterzy nie są tu przedstawieni jako herosi, a bardziej jako zwykli ludzie, którzy zmagają się z wieloma przeciwnościami losu. Czy to jest minus tej produkcji? Moi zdaniem nie, ponieważ oddaje on w większym stopniu realizm tego wszystkiego co tam się wydarzyło.

Opisując wrażenia z takiego filmu, nie sposób wręcz nie wspomnieć o zdjęciach zawartych w tym filmie. Wprawdzie byłem w kinie na seansie w technologii 2D, ale nie zmienia to faktu, że „Everest” jest ewidentnie tym filmem, który KONIECZNIE trzeba obejrzeć na wielkim ekranie, a nie w domowym zaciszu. Rozmach ujęć zawartych w filmie jest o prostu ogromny. Tak samo jak i ukazanie wszelkich anomalii pogodowych, jakie mogą zastać wszystkich śmiałków w górach. To wszystko rzecz jasna podkreślone jest świetną muzyką, która buduje napięcie na swój sposób, a do tego podkreśla dramatyczne chwile.

Jeśli ktoś nie zna tej historii, to nie zamierzam mu zdradzać tego, co tam się wydarzy. Niech to będzie jednak zachęta, aby wybrać się do kina aby zobaczyć fajny kawałek przygodowej produkcji filmowej.