CrossFitO wszystkimOpinie

Jedna branża – różne podejścia

dodany przezKamil Timoszuk 1 grudnia 2017 0 Komentarzy

Producentom, dystrybutorom czy też innym pośrednikom w dostarczaniu supli przyświeca tylko jeden cel – zarabianie. Na Tobie, na mnie, na kimkolwiek. I w sumie nic w tym dziwnego, bo każdy chce zarabiać. Jednak metody w jaki to robią poszczególne marki bywają czasami kompletnie odmienne.

Odkąd zacząłem pisać tego bloga kilka lat temu, zacząłem też mieć większy kontakt ze światem supli i tym podobnych wynalazków. W dużej mierze wyszło to całkowicie naturalnie, bo przez długi czas po prostu bylem jednym z setek tysięcy czy nawet milionów ludzi, którzy regularnie suplementowali się różnymi specyfikami. U mnie była jednak tak różnica, że ja swoimi odczuciami na temat niektórych z nich, po prostu się tutaj z wami dzieliłem. W wyniku tego z biegiem czasu zaczęły się do mnie coraz częściej odzywać tego typu firmy, które coś ode mnie chciały. Ja za swój prywatny sukces odbieram to, że nigdy osobiście do żadnej z tego typu firm się nie pchałem. Co więcej, nie zapychałem im skrzynek mailowych prośbami czy też nie napastowałem marketing managerów swoimi żądaniami. Nigdy nie uważałem, że jest mi to potrzebne do jakiegokolwiek szczęścia.

W ostatnim czasie tak się złożyło, że z trzema firmami jednak miałem lub mam swoisty kontakt, który rozpoczął się w każdym z przypadków kompletnie inaczej. I to też pokazuje moim zdaniem jak niektóre firmy mają różne podejście do tego biznesu. Niektórzy potrafią rozpocząć „kontakt” od czegoś takiego:

Gdyby nie Bartek, który oznaczył mnie w swoim komentarzu na Facebooku, to jest spora szansa na to, że nigdy bym tego newsa nie zobaczył. Głównie dlatego, że firmę BODYPAK.PL do tego czasu jedynie kojarzyłem jak przez mgłę, głównie ze imprez typu FIWE. Nie lubię jednak kiedy ktoś, nazywajmy rzeczy po imieniu, nie szanuje mojej pracy i kradnie moje zdjęcie, a następnie przerabia je do tego tak, aby tylko zakryć mój znak wodny na nim. Tym bardziej jeśli nie jest to osoba prywatna, a firma ukierunkowana w głównej mierze na zysk. W takich też chwilach, jak kiedyś poradziło mi kilku bardziej doświadczonych fotografów, powinno się unikać dyskusji i jedynie prosić o adres na który wysyła się fakturę. Ja tym razem jednak poszedłem w inną stronę i po rozmowie z jakimś przedstawicielem tej firmy (sorry, ale nie zapamiętałem imienia i nazwiska) zgodziłem się na otrzymanie w ramach zadośćuczynienia przesyłki od firmy. I nie będę ukrywał, że móją główna motywacją takiego działania była ciekawość. Z jednej strony jak firma wyceniła moją pracę, a z drugiej czy poczuli się w jakikolwiek sposób do winy. Owa paczka od BODYPAK.PL wyglądała tak.

W paczce jak widać był shaker którego używam do dziś głównie z racji jego pojemności, masło orzechowe, które chyba było najbardziej wartościową rzeczą tego zestawu i kupa pojedynczych próbek różnych specyfików. No i oczywiście jeszcze pieszczotliwie nazywany „aplikator czopków”, który pomaga tez aplikować różne substancje do butelek. A co do samej paczki to sami oceńcie czy firma okazała się OK w tej całej sytuacji, czy może nie. Ja przy kolejnej takiej akcji chyba się jednak skuszę na fakturę 😉

Zupełnie inaczej mój kontakt rozpoczął się z firmą Prozis. Jakiś czas temu dostałem na maila dosyć standardowe pytanie od tejże właśnie marki o ewentualną możliwość współpracy. Po szybkim wygooglowaniu jej okazało się, że bardzo uboga jest baza informacji o nich. Dlatego też i specjalnie nie zdziwiłem się, kiedy po mojej odpowiedzi na ich maila nie dostałem już odpowiedzi. Jednak po jakimś czasie, odezwał się do mnie Grzegorz Piekarczyk, którego możecie kojarzyć czy to z bloga Żyj Mocno czy na przykład z krakowskiego boxa CrossFit 72D. Okazało się, że ów człowiek, którego miałem okazję poznać osobiście przy okazji mojej wizyty w Krakowie, zajmuje się od niedawna właśnie wprowadzaniem tej marki na polski rynek. W wyniku też tego poprosił mnie o mój adres, bo chciałby mi coś wysłać. W wyniku tego przyszło do mnie to.

Co w tej całej sytuacji było najlepsze? To, że Grzesiek z racji tego, że sam prowadzi bloga i ogólnie działa w sieci, dobrze czuje i wie jak powinno się takie sprawy załatwiać. Dlatego też nie miał oporów mi przed wysyłką paczki napisać, że gdy dotrze do mnie pakunek, mogę zrobić z nim co tylko chcę. Mogę o nim napisać, mogę olać, mogę cokolwiek. Tylko, żebym ewentualnego linka do strony nie pomylił 😉 I szczerze? Takie podejście do mnie zdecydowanie trafia. Nie ma tu żadnego przymusu, nie ma żadnych nacisków czy presji, że muszę coś koniecznie napisać, a już najlepiej pozytywnego i na wczoraj. Aż mi się przypomina jedna z firm i ich „super hiper extra PR marketing manager”, który jakiś czas temu po wysłaniu podobnej paczki, zadzwonił do mnie z pretensjami i skargą wręcz „dlaczego jeszcze na blogu ani na social mediach nie ma żadnej wzmianki o tej przesyłce!?!”. To moi drodzy managerowie i czytelnicy tak nie działa. I oczywiście zawsze znajdzie się ktoś, kto ci jak idiota najniższych lotów będzie wmawiać, że sprzedałeś się za paczkę próbek supli. Tak to jednak jest gdy ktoś ocenia innych mierząc go swoją miarą. Z tym jednak nie ma co walczyć, tylko trzeba robić swoje i żyć w zgodzie ze sobą oraz swoimi zasadami. Dlatego ja w tej chwili nie mam problemu z tym żeby napisać, że z tej paczki od Prozis zdecydowanie poleciłbym ten specyfik H2O Infusion do rozrobienia z wodą. Jedna saszetka starcza na jakieś półtora, a według mnie nawet na dwa litry wody. Batony i te puddingi są trochę mdłe, ale jako przekąska między posiłkami albo po treningu, całkiem spoko. Do tego przyszedł też shaker, który mam wrażenie, że zamiast ułatwić sprawę, to próbuje być na siłę oryginalny. W efekcie tego wyszedł produkt, którego zamysłu ja osobiście nie rozumiem. Ale jeszcze trochę mu brakuje do wynalazku od Promixxa, który przez to, że sam miesza to co tam wlejemy i wsypiemy (a bardziej stara się to robić), okazuje się być inspirowany lenistwem 😀 Sama firma Prozis natomiast kojarzyć mi się będzie jak najbardziej pozytywnie, a to chyba już jest jakiś sukces.

Jako trzeci model działania zostawiłem sobie firmę, która czy to tutaj na blogu, czy na innych Facebookach przewija się u mnie co jakiś czas. Tą marką jest Amarok Nutrition, który dla mnie jest jednoznacznym skojarzeniem z Filipem Syrylakiem, który jest mózgiem całego tego przedsięwzięcia 🙂 Człowiekiem którego miałem okazję poznać w chwili kiedy był jeszcze założycielem i współwłaścicielem marki Fire Snake. Na szczęście poszedł w porę po rozum do głowy i otworzył szybko kompletnie swoją markę. Od początku wiadomo było też, że nie będzie to typowy Pan Prezes w garniturze i komórą przy uchu jak to się przeważnie kojarzy. On ma od tego swoich ludzi 😉 (pozdrawiam Beatę 😀 ) Bo powiedzmy też sobie szczerze – który pan prezes tatuuje sobie logo swojej firmy zaraz po tym jak ją zarejestrował? 🙂

Od tego naszego pierwszego spotkania minęło już dobrych kilka lat, podczas których robiliśmy z Filipem różne akcje na linii firma-bloger. Raz wychodziło to lepiej, a raz gorzej. Jednak nigdy nie było też tak, że musieliśmy na przykład spisywać jakieś umowy czy tym podobne formalności. W tym przypadku hasło „słowo ważniejsze od pieniędzy” miało i nadal ma stuprocentowe przełożenie na realne działanie. Dlatego też tak jak Filip nie miał nigdy problemów z tym żeby powiedzieć mi, że coś mu się nie podoba, tak ja nie miałem tego samego w druga stronę. A jeśli chodzi o jego produkty to zdarzyło mi się to robić nawet oficjalnie na blogu. I co? Jakoś wszyscy żyjemy i mamy się dobrze 🙂 Do dziś zresztą Amarok Nutrition wspiera mnie regularnie tymi suplementami, które osobiście używam i mogę z czystym sumieniem komuś polecić jeśli tego by potrzebował.

Ja jednak pisząc ten tekst zastanawiam się jednak, czy aby Amarok to nadal jest czysta współpraca i mogę ją w tym miejscu umieścić. Czy może to po prostu przyjaźń, gdzie swoisty interes pojawia się „przy okazji”? Ja bym się raczej skłaniał ku temu drugiemu i chyba za to cenię to najbardziej. Bo suple suplami czy interesy interesami, ale przegadane dziesiątki czy nawet setki godzin późnymi nocami, spotkania na różnego rodzaju crossfitowych eventach w Polsce i za granicą, czy też czasami imprezowanie w iście wschodnim stylu, to jest prawdziwa truskawka na torcie tejże „współpracy”. Coś co domyślam się, że nie jest do osiągnięcia na tę chwilę z żadną inną marką. Jednak być może dlatego jest to dla mnie osobiście tak wartościowe.

Tak więc jak widać na załączonych przykładach z ostatniego okresu – co firma to różne sposoby działania. Są lepsze, są gorsze, ale chyba śmiało można stwierdzić, że najlepsze są te najbardziej ludzkie. Bo biznesy dzisiaj są, jutro ich może nie być, ale wrażenie i opinia o ludziach jacy stoją za daną marką zostanie na znacznie dłużej.

A na koniec bonus. Dowód na to, że gdy czasem staramy się być oryginalni, to i tak wychodzi na to, że jesteśmy identyczni 😉