fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkim

Jak to z fotkami było

dodany przezKamil Timoszuk 17 lutego 2017 0 Komentarzy

W dobie kultury obrazkowej, gdzie tekst nie ma już aż takiego znaczenia, śmiało można stwierdzić, że Instagram rządzi światem. Przynajmniej tym internetowym. Nic więc dziwnego, że wiele osób chce na nim zostać zauważonym.

Ja z Instagramem mam do czynienia od dobrych już kilku lat. Byłoby pewnie to znacznie dłużej, ale na początku moim ograniczeniem był sprzęt. Mam tu na myśli telefon, na którym zainstalowanie aplikacji Instagrama było niemal niemożliwe. A posiadany w nim aparat, robił fotki nie lepsze niż toster czy inny robot kuchenny 🙂 Kiedy w końcu kupiłem sobie coś porządniejszego, czyli swojego pierwszego Samsunga (R.I.P. Nokia), to jedną z pierwszych apek zainstalowanych na telefonie był właśnie IG.

Swoją przygodę z mobilną fotografią zacząłem tak jak mniej więcej każdy czyli od fotografowania wszelkich pierdół jakie mi tylko przyszły do głowy. W tamtym okresie wydawało mi się, że to jest to coś spoko i bardzo ważnego, ale nie ma się co oszukiwać – może i było to ważne dla mnie, ale było to też przy okazji słabe. Zresztą możecie to sami zobaczyć na moim prywatnym koncie pod adresem https://www.instagram.com/kamiltimoszukpl/ O ile rzecz jasna chce się wam scrollować prawie 1000 fotek 🙂 Czy obecne fotki jakie się tam pojawiają są w jakimś stopniu lepsze? Część z nich na pewno, ale czy ten skok jest dla kogokolwiek widoczny? Jest szansa, że nie. Ja jednak po prostu lubię uwieczniać różne rzeczy, a najbardziej dane chwile.

I właśnie to był jeden z powodów dla którego utworzyłem jakiś czas temu swoje drugie konto na Instagramie – https://www.instagram.com/rxshoots/ W tym jednak przypadku to nie było zrządzenie losu, a dokładny plan na to czemu to konto ma służyć. A ma być ono miejscem gdzie będę publikował swoje fotograficzne dokonania, i co ważniejsze postępy, jakie chciałbym na przestrzeni pewnego czasu poczynić. Bo jak na razie jestem w pełni świadomy tego, że jestem dopiero na początku swojej fotograficznej drogi. Jednak nie mam jakichś specjalnych oporów przed tym, aby wystawiać się na ocenę innych ludzi, którzy to co robię oglądają. Jak się w ostatnim też czasie okazało, moje prace potrafią się spodobać nie tylko moim bliższym czy dalszym znajomym, ale też nawet „grubym rybom” z tej branży.

Gdy zaczynałem swoją przygodę z CrossFitem, jednym z bardziej szumnych wydarzeń na polskiej scenie CF, było właśnie użycie przez oficjalne serwisy social media CrossFit HQ, zdjęcia z polskiego podwórka. Tym kimś był widniejący na powyższej fotce Wojtek Skubiszewski z CrossFit Rzeszów, i jego szalona akcja z wejściem na szczyt ze sztangą na plecach 🙂 Nie wiem jak na was, ale na mnie do dziś robi to wrażenie – i sam pomysł i wykonanie 😉 Być może się mylę, ale wydaje mi się, że później przez długi czas nastąpiła nazwijmy to cisza w eterze, jeśli chodzi o kolejne crossfitowe obrazki, promowane przez oficjalne konta CrossFit HQ. Ostatnimi czasy jednak sporo się zmieniło w tej kwestii.

Już w tamtym roku kilkukrotnie rzuciło mi się w oczy parę fotek na instagramowym koncie CF HQ z polskiego podwórka, które mnie osobiście cieszą. Może to jakaś moja prywatna forma patriotyzmu, ale tak już mam i dobrze mi z tym 🙂 Natomiast w tym roku już na jego początku można było zobaczyć tam Marcina Ratyńskiego z CrossFit Mokotów.

Później też trafiło też tam KAPITALNE zdjęcie od CrossFit Percepcja z Nowego Targu. Jednak to akurat nie było niż dziwnego, bo fotka jest MEGA.

Zastanawiając się nad tym jak to się dzieje, że „polskie fotki” lądują w takim miejscu, dostałem chyba jakąś częściową odpowiedź 😉

Po tym jak kiedyś miałem już pewne niejasności z CrossFit HQ na punkcie mojego bloga, tak teraz się dowiedziałem, oficjalnie, że jestem przez nich śledzony 😉 Jednak CF HQ śledzi w taki sposób prawie 1000 osób na Instagramie, a więc to jeszcze o niczym specjalnym nie świadczy. Aż do chwili, kiedy na ich koncie pojawiła się pierwsza moja fotka 🙂 Fotka której autorem został podpisany…. ktoś inny.

Ktoś by mógł powiedzieć i co z tego? A jednak dlaczego mam się na coś takiego? Na szczęście jako autor zdjęcia Marcina Sawuły z CrossFit 72D został podpisany fotograf wybitnej klasy. Nie tylko fotograficznej ale też tej jak najbardziej ludzkiej. To on zainicjował akcję z naprawą tego błędu, poprzez napisanie tego w pierwszych komentarzach pod samym zdjęciem, jak i też wysłaniem prywatnych wiadomości do CrossFit HQ. Tym samym też nie pomyliłem się co do swojego prywatnego rankingu crossfitowych fotografów, którzy publikują swoje prace na Instagramie. Poza taką wpadką, to zdecydowanie przyjemnie jest być na swój sposób wyróżnionym przez kogoś, kto cię kompletnie nie zna, ale po prostu podoba mu się to co robisz. To zdecydowanie daje kopa do działania.

Nie sądziłem też w tamtej chwili, że tak szybko ponownie zawitam na łamach instagramowego konta CrossFit HQ. A stało się to dzięki tej fotce z ubiegłorocznej edycji LOGinLAB, na której Maria Kurzawa lata na drążku 🙂

Tym razem podpis był już prawidłowy 🙂

I po tym drugim z udostępnień paru z was, a dokładniej 3, wysłało mi wiadomość z pytaniem jak to robię, że się tam pojawiam. Ja natomiast mogę wam całkowicie szczerze powiedzieć, że nie wiem 🙂 Autentycznie nie wiem jakim kluczem kieruje się osoba, która wybiera fotki do puszczenia ich dalej w świat, przy pomocy największego crossfitowego konta na świecie. Tym bardziej, że publikowane tam fotki nie zawsze są idealne pod względem technicznym. Nie każde z nich opowiada jakąś większą historię. Ja sam na swoim koncie jestem chyba w stanie znaleźć przynajmniej kilka lepszych od tych wybranych. Faktem jest jednak to, że Polska chyba naprawdę została wzięta pod lupę przez CrossFit HQ, bo polskich akcentów jest tam coraz więcej. Dlatego nie widzę innej możliwości, jak dalej robić swoje, uwieczniać kolejne chwile, czerpać z tego radość szkoląc jednocześnie warsztat, a być może komuś w przyszłości to się jeszcze spodoba 😉