fbpx
O wszystkimOpinie

Iście oskarowe dzieło

dodany przezKamil Timoszuk 8 marca 2015 0 Komentarzy

Filmy oskarowe to takie produkcje, które wbrew pozorom nie podobają się każdemu. Są to często filmy, poruszające różne, nie łatwe tematy, o których nie ma zrobionych wcześniej miliona innych produkcji. Takim dziełem też jest to, co zobaczyłem kilka dni temu.

W ostatnim czasie brakowało tutaj na blogu moich przemyśleń związanych z kolejnymi obejrzanymi przeze mnie filmami z jednego prostego powodu – Nie oglądałem takowych. Wszystko to głównie przez brak czasu na to aby zarówno wyjść do kina, a nawet obejrzeć cokolwiek w domu. A okres na taki nazwijmy to przestój nie był szczególnie dobry ponieważ był to okres „okołooskarowy”, a co za tym tez idzie, dobrych propozycji filmowych raczej nie brakowało. Na jedną z nich nie zdążyłem trafić do kina, ale na szczęście obejrzałem ją sobie w domu.

Whiplash plakat

„Whiplash” to mówiąc krótko dramat muzyczny. Jednak uproszczenie tej produkcji do zaledwie takiego określenia, jest niemal zbrodnią na tym filmie. Cała fabuła wyreżyserowana przez człowieka o imieniu Damien Chazelle, opiera się na relacji dwóch głównych bohaterów. Jednym z nich jest młody, bardzo skromny, żeby nie napisać wręcz zahukany przez swoje otoczenie chłopak (Miles Teller), który trafia do najlepszej szkoły muzycznej w Stanach Zjednoczonych. Trafia tam bo gdzieś w ukryciu marzy on o tym, aby być jednym z wielkich muzyków jazzowych. Na początku swojej drogi nie zdaje on sobie sprawy jednak z tego, jak ciężka będzie ta droga. A będzie ona trudna w dużej mierze przez nauczyciela (J.K. Simmons), który jest prawdziwym tyranem. Jest ton jednak tyranem w oczach ludzi, których napotyka on na swojej muzycznej drodze. Jego zaś napędza chęć wydobycia z każdego z jego uczniów błysku geniuszu, iskierki talentu, która sprawi, że i on zapłonie. To, że stara się to zrobić dość niekonwencjonalnymi i czasami dość drastycznymi metodami, to już inna historia… Zderzenie jednak tych dwóch kompletnie różnych osobowości daje film, który ogląda się wieloma chwilami z zapartym tchem.

Whiplash 1

Film „Whiplash” to nie jest też typowy film muzyczny, który o muzyce tylko opowiada. Jest to produkcja muzyczna, gdzie sama muzyka gra bardzo dużą i niewątpliwie ważną rolę. Bo to w dużej mierze zawarte w tym filmie dźwięki decydują o przebiegu fabuły. I to nic, że nie jestem jakimś wielkim fanem jazzu, ponieważ to tak naprawdę nie miało znaczenia. Znacznie większe znaczenie miał fakt, w jaki sposób były zagrane kolejne utwory. A tych sposobów jest cala masa, ponieważ ten film pokazuje też to jak wiele odcieni potrafi mieć wielka muzyka. I jak wiele pracy czasami trzeba włożyć w to, aby te wszystkie odcienie pokazać. Bo tworzenie muzyki to nie jest szybka łatwa i przyjemna praca. To prawdziwy ciąg poświęceń, ciężkich decyzji, wyborów oraz typowego połączenia krwi, potu oraz łez. Dosłownie.

Whiplash 2

Jeśli miałbym i chciałbym się do czegoś przyczepić w tym filmie to chyba zrobiłbym to w stosunku do wątków pobocznych. Takim też jest relacja głównego bohatera z jego dziewczyną (?) i szczególnie jej rozwój w końcowej fazie filmu, co w praktyce zostało niemal przemilczane. Z drugiej jednak strony, gdyby było więcej wątków pobocznych, to być może sama esencja jaką chciał przekazać reżyser, nie byłaby aż tak „aromatyczna”. Poza tym oglądając ten film, miałem pewne wrażenie, że cała ta fabuła mogłaby również znaleźć się w innym środowisku, na przykład sportowym. Wiele jest przecież historii trenerów-sadystów, którzy dzięki swoim katorżniczym metodom dochodzą lub dochodzili do wielkich sukcesów. To tez sprawia, że ten film na swój sposób jest uniwersalny i wiele osób znajdzie w nim coś dla siebie.

A to, że ten film warto obejrzeć, nie świadczą wszystkie nagrody jakimi został on już obdarowany z Oskarami na czele. Ta produkcja broni się przede wszystkim swoją treścią, przekazem oraz wielką grą aktorską. I choćby dlatego warto zagłębić się w ten film.