O wszystkim

Internetowe czasy

dodany przezKamil Timoszuk 10 listopada 2017 0 Komentarzy

Dlaczego tworzę bloga? Przede wszystkim bo lubię. Dla kogo go piszę? Głównie dla siebie ale też i dla tych którzy tu zaglądają. O czym piszę? O sprawach, które w danej chwili są dla mnie ważne. Dlatego dziś tekst, którego się raczej nie spodziewacie.

Jak często używacie stwierdzenia, które zyskało już miano kultowego „Taki mamy klimat”? Na pewno się wam czasami zdarza. Mi zresztą też. Jednak ostatnimi czasy dochodzę do wniosku, że używa się go w chwilach powiedzmy „dyskusyjnych”. Takich w których brakuje nam czasem bardziej rzeczowych i racjonalnych argumentów, aby je lepiej wytłumaczyć. Co mam konkretnego w tym przypadku na myśli?

Obecne czasy to realia, które nie mogą się obejść bez udziału techniki. Technologii, która coraz mocniej wchodzi do naszego życia i co gorsza nie zna umiaru w tej skutecznej ekspansji. Internet jest wszędzie, a co gorsza według mnie, wielu ludzi przenosi swoje życie do internetu. Spora część z tych ludzi robi to kompletnie nieświadomie i z poczuciem, że to coś nad czym nie warto się zastanawiać. Czyli dokładnie odwrotnie do tego stanu, jaki ja ostatnio mam – chęci ucieczki z tego wirtualnego świata. Czy to na jakieś bliżej nieokreślone wakacje, czy może nawet na stałe. Dlaczego jednak w mojej głowie, człowieka, który spędza stosunkowo dużo czasu w internetowych realiach, pojawiły się takie myśli?

Czynników takiego stanu na pewno jest kilka. Jednym z nich są moje obserwacje i doświadczenia. Człowiek który jeździ sporo pociągami, autobusami czy komunikacją miejską (zima nadchodzi! rower idzie w odstawkę) może zobaczyć jak na dłoni dokąd przeniosło się życie. W każdym z tych środków transportu, każdy siedzi z przyklejoną twarzą do telefonu, tabletu czy innego urządzenia mobilnego. Niby sporo osób się uśmiecha, ale ten uśmiech jakby nie patrzeć wali w próżnię, internetową otchłań. Praktycznie nikt ze sobą już nie gada i nie wchodzi w jakąkolwiek realną interakcję. Każdy kto mniej lub bardziej świadomie chce przełamać ten schemat, odbierany jest z automatu jako dziwak. Dobra techniczne, które miały w swoim założeniu pomagać ludziom nawiązywać, a później utrzymywać kontakt, tak jakby stały się bronią obusieczną w walce z przeciwnikiem zwanym samotnością. To jednak nie to w tym wszystkim jest najgorsze.

Niesamowitą zmianą na minus w nas, czyli ludziach XXI wieku czerpiących, a właściwie to już zachłystujących się techniką, jest cenienie sobie rzeczy/gestów bez żadnej wartości. Bo tak to jest, że w dzisiejszych czasach bardziej czekamy na lajki pod zdjęciami od nieznajomych osób, aniżeli realną pochwałę okraszoną uwagami od kogoś nam bliskiego. Bardziej szukamy atencji osób oddalonych od nas o tysiące kilometrów, aniżeli na realnym spotkaniu z drugim człowiekiem oko w oko i napiciu się z nim kawy. Ba, wolimy nawet siedzieć na tyłkach i gapić się w ekrany, zamiast iść z kimś na spacer trzymając się za rękę i czując tego kogoś tuż obok. Nasze internetowe dialogi mistrzowie w tym temacie potrafią przeciągać w nieskończoność

Później zaś dziczejemy udając przy tym, że to nic złego.

Bo łatwiej jest przecież później odpalić takiego Messengera, Tindera czy inne dziadostwo i przesuwać to w lewo, to w prawo. I pisać, pisać, pisać… aż do wyrzygania. Budować sobie na przykład jakieś nierealne obrazy osoby po drugiej strony łącza, które w pewnym momencie nas przerastają i przerażają. Bo jak to tak, ja mam spotkać się z kimś tak realnie, analogowo?! Po co t komu, skoro w internecie jest tak przytulnie, miło i nikt nas nie może poznać, a tym samym też skrzywdzić. W takiej sytuacji ta druga osoba nie musi już tego robić. My sami się krzywdzimy tak postępując. Dlatego też instytucje stereotypu i generalizacji wszystkiego nie były chyba jeszcze nigdy silniejsze niż ma to miejsce w obecnych czasach. Tak łatwo nam je rozdawać na lewo i prawo, prawda? Bezwiednie krzywdzimy innych tylko dlatego, że coś się nam WYDAJE. Często jednak wie widzimy, lub co gorsza nie jesteśmy świadomi tego, że coś takiego trafia też całkiem realnie w nas. Bo to my mamy coraz większe problemy z budowaniem relacji, poznawaniem ludzi i zaufaniem do kogokolwiek innego niż siebie samego.

A dlaczego akurat dziś o tym napisałem? Bo mnie to mówiąc krótko ostatnimi czasy nie irytuje, nie denerwuje, ale po prostu i po ludzku wkurwia. Będąc stawianym z jednej strony takich chorych sytuacji przestałem czuć się dobrze. Przy okazji zauważyłem też, że sam czasami jestem zakładnikiem takiego myślenia, a nawet i działania. Dlatego też ostatnimi czasy rozpocząłem wdrażać swój prywatny plan walki z tym małymi krokami. Bo odinstalowanie takiej jednej czy drugiej aplikacji na telefonie nic nie kosztuje, a już wiem na własnym przykładzie że może coś zmienić. Dlatego jeśli w ostatnim czasie nie odpisałem Ci na Facebooku, nie zareagowałem na powiadomienie z Instagrama lub nie odpisałem na ważnego maila, to najprawdopodobniej w takiej chwili robiłem coś innego, bardziej realnego.