CrossFitO wszystkim

Grudniowe wyzwanie

dodany przezKamil Timoszuk 19 grudnia 2014 0 Komentarzy

Motywacja to coś takiego, co popycha nas do przodu każdego dnia i sprawia, że funkcjonujemy. Jest to motor napędowy wielu działań w naszym życiu, bez którego czasami nawet nie ruszylibyśmy z miejsca. Jeśli czasem nie potrafimy sami siebie zmotywować, to robią to za nas mniej lub bardziej świadomie inni.

Specyfiką pracy nad sobą w crossfitowym boxie jest to, że tam nigdy nie jesteś zostawiony sam sobie. O ile oczywiście sam tego nie chcesz i nie izolujesz się na siłę od grupy. To właśnie w tym miejscu przeważnie jest spora liczba ludzi, która niemal codziennie popycha cię do jeszcze większego wysiłku. To właśnie też grupa na czele z trenerami, stawia przed tobą kolejne wyzwania , którym po prostu musisz sprostać i nie ma że boli. Czasami jest to dość bolesne uczucie zderzenia z rzeczywistością. I nie myślę tu tylko o bólu fizycznym, ale bardziej tym jaki kumuluje nam się w głowie. Nie od dziś przecież wiadomo, że wiele realnych zmian jakich zachodzi w naszym życiu, zaczyna się właśnie od głowy. Tą czasami jest właśnie najtrudniej zmusić do podjęcia wyzwania.

Są na szczęście jednak takie metody, które są o tyle skuteczne, że ludzie przynajmniej próbują coś zmienić. Z jedną z takich metod mam do czynienia ostatnio w boxie i jest to swoiste wyzwanie jakie można, a nawet trzeba rzucić samemu sobie, a później robić wszystko aby mu sprostać. W tym celu kawałek jednej z tablic w boxie CF Podlasie wygląda aktualnie tak.

Wyzwanie grudzień CFP

Jak doskonale widać, na ową tablicę może wpisać się każdy, kto chciałby pójść w najbliższym czasie do przodu. Cele jakie ludzie sobie stawiają są bardzo różne i dotyczą nie tylko ćwiczeń czy osiągnięć sportowych, ale także i paru rzeczy pobocznych. Najważniejsze z tego wszystkiego jest jednak to, żeby po prostu zawalczyć. Ja także wychodziłem i nadal wychodzę z takiego założenia, kiedy wpisywałem się na ową tablicę. Moim celem do 10 stycznia 2015 roku jest skoczenie bez przerwy 20 double unders. Coś czego jeszcze nigdy nie zrobiłem ale mam w ambitnych planach zrobić. Innymi słowy, ja skakankowy troglodyta, podejmuję kolejne wyzwanie w temacie tego diabelskiego narzędzia tortur, które potrafi mnie doprowadzać do szewskiej pasji.

Jeśli ta sztuka mi oraz moim znajomym z ich wyzwaniami nie uda, to 10 stycznia czyli w dzień moich urodzin, ponaparzamy sobie trochę moje ukochane burpeesy. Tak w ramach prezentu urodzinowego. Jednak nie ukrywam, że chyba po raz pierwszy od dłuższego już czasu bardziej byłbym zadowolony z tego, że nie muszę robić burpees, niż z tego muszę je robić. Oznaczałoby to przede wszystkim to, że ogarnąłem skakankę w stopniu ledwie przyzwoitym ale jednak. Poza tym już teraz jestem pełen podziwu dla paru osób, które porwały się na kilka celów na raz. Patrząc na to, że niebawem już czeka nas okres świąteczno-noworoczny, który budowaniu formy wielu osobom raczej nie służy, to będzie to tym bardziej imponujący wyczyn. A jeśli ta sztuka się nie powiedzie, to za każde niespełnione zadanie czeka każdego wielokrotność tych 150 burpees 😉

Patrząc jednak każdego kolejnego dnia na ową tablicę i na prędkość z jaką znikają kolejne wyzwania, śmiem twierdzić, że straceńców dymających burpees w styczniu nie będzie tak wielu. Obym ja tym razem do tej grupy nie należał. Nie pozostaje mi jednak nic innego jak tylko pracować, pracować, pracować…