CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Gimnastyczne szaleństwo w Nysie

dodany przezKamil Timoszuk 5 sierpnia 2018 0 Komentarzy

Gdyby wszyscy wychodzili z założenia, że to prawda, że „całe życie się uczymy, a i tak głupi umieramy” to moglibyśmy żyć w dziwnym świecie. Na szczęście jednak ludzi, którzy chcą podnosić swoje umiejętności w różnym zakresie, w dzisiejszych czasach nie brakuje. I między innymi dla takich ludzi powstał All Stars Gymnastics Camp.

W XXI wieku na świecie zapanował kult samodoskonalenia. Każdy chce być mądrzejszy, sprawniejszy, bardziej oczytany czyli po prostu lepszy. Niemal wszyscy ludzie chcą być „najlepszymi wersjami samych siebie”. Czy to dobrze? Według mnie tak, o ile tylko nie popadamy ze skrajności w skrajność. Nie wmawiamy sobie na przykład tego, że po prawie 30 latach spędzonych na kanapie, po roku trenowania czegokolwiek pojedziemy na Igrzyska Olimpijskie. I tak samo też jest w innych dziedzinach naszego życia, które staramy się ulepszać.

Warto jednak podnosić sobie poprzeczkę poprzez samodzielne wyznaczanie sobie kolejnych celów do zdobycia. W temacie treningowym, który jest mi bliski opiera się to głównie na tym, aby mając aktualną wiedzę na temat tego co potrafimy, chcieć nauczyć się czegoś nowego. Metod aby to zrobić jest na pewno kilka, ale jedną z chyba najbardziej rozsądnych, a zarazem skutecznych jest poproszenie o radę fachowca. I z moich własnych obserwacji wynika, że w dużej mierze właśnie z takim podejściem ludzie skorzystali z niedawnej oferty All Stars Gymnastics Camp. A co to takiego?

 

 

WSZYSTKIE ZDJĘCIA Z PIERWSZEGO TURNUSU

SGC to szkolenie w zakresie gimnastyki prowadzone przez Marcina Szyca, Pawła Wierzchonia oraz zebraną przez nich kadrę. Impreza ta odbywa się w dwóch lokalizacjach – w Białej Podlaskiej oraz Nysie. Ja w ostatnim czasie miałem okazję, a zarazem przyjemność być właśnie w Nysie i zobaczyć jak to wygląda wszystko od środka. Dosłownie od środka, ponieważ do samej Nysy i Nyskiego Towarzystwa Gimnastycznego dotarłem wprost z Krotoszyna (dzięki Iga za możliwy transport!), tuż po zakończonej tego samego dnia edycji LOGinLAB 2018. W tym już momencie pierwszy turnus trwał w najlepsze.

Obóz podzielony został na dwa terminy z przynajmniej kilku względów. Przede wszystkim dlatego aby móc świadomie i z korzyścią przede wszystkim dla ćwiczących, dostosować poziom jego trudności. Dlatego też na pierwszym turnusie ze środowiska crossfitowego można było zobaczyć takie osoby jak Paweł Kozak (CrossFit GCW) czy Wojtek Skubiszewski (CrossFit Rzeszów). Oprócz nich na obóz dotarły też osoby, które na co dzień zajmują się innymi dyscyplinami, których poniekąd składową jest gimnastyka. Do tego też na pierwszym turnusie były również dziewczyny trenujące Pole Dance, które także miały swoje warsztaty w celu nauki i podnoszenia swoich umiejętności. Termin drugiego turnusu został zaś skierowany bardziej do osób początkujących, czy też nie mających tak wielkich potrzeb i wymagań jak pierwsza grupa.

Czy to jednak oznacza, że pierwszy turnus pracował mocniej aniżeli pierwszy? Nic z tych rzeczy. Wszystko bowiem dlatego, że ludzie którzy dotarli na ASGC łączyła przede wszystkim jedna rzecz. Praktycznie każdy przyjechał do Nysy z jakimś celem do osiągnięcia. Dla jednych było to przełamanie strachu do stania na rękach czy zrobienie pierwszego muscle upa, dla innej osoby nauczenie się jak wykonać podwójne salto czy tak zwanego „olbrzyma”. Niby cele różne, grupy wieloosobowe, a chyba każdy kto Nysę opuszczał dostał to na co liczył. Moim zdaniem możliwe to było dzięki zapewnieniu trzech niezbędnych czynników.

Pierwszym z nich jest dobrze wyposażony obiekt. Właściwie to nawet dwa i podzielone na cztery 😉 Jak to możliwe? Otóż w Nysie istnieje jedna z najlepiej wyposażonych sal gimnastycznych w tym kraju. Sprzęt jaki tam się znajduje może nie jest pierwszej świeżości, ale nie brakuje mu kompletnie niczego. Każdy kto z niego korzysta rozbudował bazę swoich umiejętności czy też podniósł ich jakość. W jednej z sal znajdują się dwa baseny z gąbkami i umieszczonymi nad nimi drążkami, dla tych którzy uczą się rzeczy trudniejszych. Do tego uprzęże do pomocy przy muscle upach, trampoliny, skrzynie, paraletki i kupa jeszcze innego sprzętu o którym pewnie teraz nie pamiętam. Możecie mi jednak wierzyć, że czego jak czego ale pomocy naukowych w Nysie nie brakuje 🙂 Do tego są tak jak wspomniałem jeszcze trzy miejsca treningowe. Oprócz tej sali basenami, jest też sala z dużą matą gimnastyczną do zawodów, sala do gry w kosza, która była zaaranżowana na taką do rozciągania, oraz w innym budynku w mieście sala do Pole Dance. Jak na jeden obóz to chyba jak to mówią full wypas 😉

Sprzęt sam w sobie jednak nigdy sam nie zrobi roboty. Robotę za to wykonają i wykonywali na najwyższych obrotach na obozie trenerzy. Marcin Szyc i Paweł Wierzchoń, oraz pokaźna grupa trenerów wspierających ich na pierwszym turnusie pracowała dosłownie od rana do wieczora, aby każdy kto przyjechał wywiózł z NTG jakąś wartość. Do tego dziewczyny z Pole Dance czyli Agnieszka Jurczak i Marta Grabowska także nie próżnowały, i ze swoimi podopiecznymi na rurkach wyprawiały momentami cuda 😉 Zresztą o Pole Dance niebawem na blogu będzie trochę więcej informacji z jeszcze póki co nieznanego wam powodu 🙂 Teraz tylko napiszę o tym, że wszyscy Ci, którzy mają niemal średniowieczne przeświadczenie o tym, że Pole Dance to tylko jakieś tam wygibasy na rurce to są w grubym błędzie.

Trzecim i chyba najważniejszym czynnikiem, który powoduje że All Stars Gymnastic Camp jest kapitalnym miejscem do szkolenia swoich umiejętności jest system w jakim się tam pracuje. Ten opiera się na trzech treningach dziennie, z czego tematyka dwóch pierwszych jest określona z góry. Wtedy też następuje podział na podgrupy, które pracują nad poszczególnymi zagadnieniami z przydzielonymi im trenerami i osobami wspierającymi. Trzecią wieczorną jednostką są tak zwane konsultacje, które według mnie są kluczem do ogólnego sukcesu tego campu. Polega to bowiem na tym, że każdego dnia campowicze dostają półtorej, a czasem nawet więcej czasu na salach (czasem aż trudno było ich wygonić z sali 😉 ),  pod okiem wszystkich trenerów, których mogą wykorzystywać że tak to nazwę do woli. Jeśli ktoś ma potrzebę aby jakiś trener poprawił mu sylwetkę przy chodzeniu na rękach to proszę bardzo. Jeśli potrzebne jest wyłapanie błędów przy wykonywaniu muscle upów, to także nie ma sprawy. Jeśli zaś ktoś chce po prostu przyjść się porozciągać po trudnym dniu lub chociażby powygłupiać, to dla niego także znajdzie się miejsce. Pełen wachlarz możliwości – nic tylko korzystać 😉

A czy dobry camp może się obejść bez integracji? No przecież to proste, że nie może! Dlatego takowej w Nysie także nie brakowało 😉 Zaczynając od tej w murach samego ośrodka, aż po wspólne wyjście na plażę. Plażę, która jest moim takim prywatnym podróżniczym odkryciem. Tak się bowiem jakoś złożyło, że nie zagłębiałem się mocno w to co oferuje pod tym kątem Nysa, a tu proszę, niespodzianka. Nie często się bowiem zdarza miejsce, gdzie ma się i wodę i góry w oddali w jednym miejscu. Fotograficznie, bomba 😉

Niektórzy mając też chwilę wolnego postanowili trochę poszaleć. Szkoda tylko, że obsługa McDonaldsa nie zna się na żartach 🙂

Tak jak też wspomniałem wcześniej, drugi turnus był skierowany głównie do osób z mniejszym doświadczeniem treningowym. Był to też idealny dowód na to, że na taki camp może przyjechać każdy i każdy też może wynieść coś ze spędzonego tam czasu dla siebie. Nawet stwierdzam to ja, czyli osoba, która pojechała tam pracować i uwieczniać wszystko co tam się działo na zdjęciach. Pomimo też tego, udało mi się wyłapać kilka wskazówek, które warto będzie wprowadzić we własnych treningach. Niestety tym razem nie mogłem jednak zostać do końca obozu, czego żałowałem każdego kolejnego dnia, widząc spływające materiały filmowo-fotograficzne z trwającego jeszcze turnusu 🙂 To właśnie też na drugim obozie, kilka osób zdecydowanie ukazało swoje talenty nie tylko sportowe, ale także i filmowe. Według mnie są to prawdziwe nieoszlifowane jeszcze diamenty polskiej sceny YouTube. Jeszcze o nich usłyszycie 😉

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

WSZYSTKIE ZDJĘCIA Z DRUGIEGO TURNUSU

Podsumowując więc wszystko razem, czy uważam czas spędzony w Nysie za udany? Zdecydowanie tak! Czy uważam że All Stars Gymnastics Camp to obóz godny polecenia każdemu kto chce się czegoś nauczyć? Jeszcze bardziej tak! Wszystko co zobaczyłem, usłyszałem lub uwieczniłem, utwierdza mnie tylko w tym, że podczas ASGC nie ma lipy. Jest za to wiedza, merytoryka, umiejętności i ciężka praca, a to wszystko jest okraszone luzem i humorem. I tak to właśnie powinno wyglądać!

Niebawem zaś zapraszam do przeczytania mojej rozmowy z Marcinem Szycem i Pawłem Wierzchoniem z którymi na campie pogadałem o ich spojrzeniu na camp, ogólnie gimnastykę i na polski CrossFit. Będzie mocno 😉