fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Futbolowe polowanie na rekiny

dodany przezKamil Timoszuk 24 maja 2015 0 Komentarzy

Sezon W Polskiej Lidze Futbolu Amerykańskiego zbliża się ku końcowi wielkimi krokami. Przed wieloma zespołami zostały mecze, które zadecydują o tym na jakim miejscu uplasują się w ligowej tabeli i to czy zagrają w dalszej części sezonu. Jedną z takich ekip są „Ludzie z Nizin” czyli Primacol Lowlanders Białystok.

Stosunkowo nieduża ilość spotkań ligowych, jakie rozgrywają w sezonie drużyny w Top Lidze sprawia, że każdy z meczów jest „o coś”. To też sprawia, że każde zwycięstwo smakuje bardziej, a każda porażka ma swoje konsekwencje, ponieważ później nie ma już czasu tego nadrabiać. Drużyna z Białegostoku, dzięki swoim dobrym występom we wcześniejszych meczach, przed trzema ostatnimi starciami, była w niezwykle komfortowej pozycji. Głównie dlatego, że to tylko od postawy zawodników z Podlasia, bez oglądania się na inne zespoły i ich wyniki, zależy to, które miejsce oni zajmą. Jednak łatwo powiedzieć, a trudniej zrobić…

Sharks Lowlanders 1

Po przekonującej i niewątpliwie lekko zaskakującej jeśli chodzi o styl i rozmiary wygranej w Szczecinie z tamtejszą Husarią, następnym przeciwnikiem Lowlanders byli Warsaw Sharks. Zespół z potencjałem, który przez cały dotychczasowy sezon, z różnych powodów nie potrafił znaleźć swego ujścia. Jednak jak się już kilka ekip w PLFA przekonało, w starciach z Warszawianami trzeba być czujnym zawsze. Dla mnie osobiście ten mecz także był inny niż wszystkie. Głównie z tego powodu, że jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy startował futbolowy sezon w Polsce, nie sądziłem, że przyjdzie mi oglądać mecze zespołu z Białegostoku zarówno w rodzinnym mieście, ale także i na wyjazdach. Ta przyjemność i niejako przywilej, przez wiele lat zarezerwowany był w moim życiu tylko dla koszykówki i paru zespołów z Białegostoku, jakich poczynania śledziłem. Jak widać jednak wszystko się zmienia i warto zbierać wszystkie nowe doświadczenia. A podróż razem z zespołem Primacol Lowlanders Białystok niewątpliwie takim przeżyciem jest 😉

Sharks Lowlanders 2

Zanim jeszcze na dobre rozpoczął się wyjazd, to już było ciekawie na samym parkingu. To właśnie tam przyjechał autobus typu „ogórek”, który wywołał nie małe poruszenie. Podróż czymś takim do Warszawy śmiało by można było zaliczyć do przeżyć ekstremalnych, ale niestety nie tym razem 🙂 Całą ekipę zabrał sprzęt trochę lepszej i na pewno nowszej klasy. Dzięki temu nikt nie musiał zaprzątać sobie głowy tym czy uda się dojechać, i jak wiele kilometrów trzeba będzie ten cud techniki pchać. Aczkolwiek tylu chłopa jakby się zawzięło, to myślę, że poszło by w miarę sprawnie 😉 Poza tym w autobusie trwał prawdziwy festiwal żartów, na bardzo zróżnicowanym poziomie, który jednak nikomu specjalnie mocno raczej nie przeszkadzał. Oficjalne brawa z mojej strony lecą tylko w stronę nielicznych przedstawicielek płci pięknej, które dawały radę tego wszystkiego słuchać i znosić to z godnością 😀

Sharks Lowlanders 3

Jednak im bliżej było Warszawy, tym bardziej atmosfera zaczynała przypominać tę typowo już przedmeczową. Samo miejsce, gdzie swoje mecze rozgrywają Sharks, jak się okazało jest mi dość dobrze znane, ponieważ tuż nieopodal znajduje się hala, w której rozgrywają swoje mecze koszykarze Legii Warszawa. Niestety w Warszawie nie postarano się jeśli chodzi o pogodę, i niemal cały dzień było szaro, buro i ponuro, a także i deszczowo. Nikt jednak nie mówił, że będzie łatwo. Kiedy zawodnicy szykowali się do meczu. Mi nie pozostało nic innego jak zrobić szybki rekonesans stadionu, z głównym naciskiem na wóz z burgerami, który oferował swoje usługi. I muszę przyznać, że zaoferowany burger był naprawdę pierwszej klasy. Soczyste, smaczne mięso, chrupiąca bułka i świeże warzywa – czego chcieć więcej? Ja wiem czego – zwycięstwa Lowlanders!

Sharks Lowlanders 4

O to jednak musieli już zadbać sami zawodnicy, którzy przed startem meczu wydawali się być bardzo skoncentrowani.

Przedmeczowa „napinka” chyba zdała zakładany rezultat, bo już w pierwszym drivie ekipa z Białegostoku zapunktowała. Zrobił to dokładnie rzecz biorąc Eryk Mąkowski.

To jak się okazało, były dopiero miłe złego początki. Złem, które wprowadzało chaos i nerwowość w poczynaniach całego zespołu była gra w obronie. Właściwie to nawet nie sama gra, bo takowej obrony długimi momentami praktycznie nie było. Rywale robili niemal co chcieli, i przechodzili przez iluzoryczną defensywę Białostoczan jak chcieli. Nie pomagały ani wskazówki, ani rady z boku kolegów, ani nawet krzyki. Defensywa Lowlanders mogła zawstydzić swoją szczelnością nawet dobry, szwajcarski ser. Na szczęście to co obrona traciła, to atak potrafił odzyskać. Głównie za sprawą Jabari Harrisa, który tego dnia mocno uprzykrzał życie gospodarzom.

Warszawianie jednak ani myśleli odpuszczać i za wszelką cenę chcieli pozostawać ciągle w grze. Momentami to przypominało spotkanie Primacol Lowlanders Białystok z Seahawks Gdynia, kiedy to Białostoczanie cały czas gonili, a Gdynianie niestety skutecznie uciekali. Niemal wszyscy w Warszawie mieli świadomość tego, że to bardziej od postawy gości zależy to jakim wynikiem skończy się ten mecz. Pierwsza połowa kończyła się wynikiem 15:27, a więc wszystko wskazywało na to, że powinno toczyć się pod jedno dyktando. Tym bardziej, że druga część meczu została ponownie rozpoczęta z wysokiego C, w postaci chyba najładniejszej akcji biegowej o długości 70 jardów w wykonaniu Harrisa. To jednak sprowokowało zawodników Sharks, do wzięcia udziału w nieoficjalnym konkursie pod nazwą „kto zaliczy dłuższy bieg”. Swoją kandydaturę zgłosił w tej rywalizacji Mateusz Bednarczuk, który przechwytując piłkę, zaliczył bieg na długość aż 85 jardów. Na nieszczęście Lowlanders, swoje gorsze momenty mieli też tego dnia sędziowie, którzy potrafili zaliczyć takie przyłożenia jak te w wykonaniu Karola Żaka.

Warsaw Sharks jednak nie potrafili długo utrzymać ponieważ rozpoczęło się typowe rozdawiennictwo prezentów. To dzięki takim prezentom drużyna Primacol Lowlanders Białystok mogła za każdym razem, kiedy tylko rywal się zbliżał nie niewielką ilość punktów, ponownie odskoczyć i ochronić prowadzenie. Dwie akcje w wykonaniu Allena i Blackmona, na odpowiednio 70 i 80 jardów, wręcz idealnie pasują do tego aby znaleźć się w ESPN 😉 Takim też sposobem gospodarze mogą pluć sobie w brodę, że na własne życzenie pozbawili się szans na osiągnięcie dobrego rezultatu. Lowlanders zaś z Warszawy zabrali nie tylko bardzo cenne zwycięstwo, ale także i sporo materiałów do przemyśleń przed decydującymi meczami. Zarówno w kwestiach czysto sportowych, jak i też bardziej nazwijmy to organizacyjnych.

Sharks Lowlanders 5

Po zakończonym sezonie nikt jednak nie będzie specjalnie pamiętał w jakim stylu zostały odnoszone kolejne zwycięstwa. Ważne będzie tylko to ile ich było i co one konkretnie dają. A jak na razie wszystko zmierza ku temu, że Primacol Lowlanders Białystok spełnią przedsezonowe przypuszczenia i znajdą się w ścisłej czołówce Top Ligi. Zanim jednak tak się stanie, wszyscy szczęśliwie wrócili do Białegostoku, przy dźwiękach Justina Biebera, którego szczególnie jeden z zawodników jest wielkim fanem i broni tego niemal jak niepodległości 🙂 Teraz zaś pozostało poprawić wszystko co jest do naprawy i zawalczyć o dwa ostatnie zwycięstwa w starciach z Kozłami w Poznaniu 7 czerwca oraz ponownie z Rekinami, 12 czerwca w Białymstoku.