Foto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

FIWE i jego oblicza

dodany przezKamil Timoszuk 19 października 2016 0 Komentarzy

Wyprawa na jakiekolwiek targi kulturystyczne lub fitness jest trochę jak wyprawa do cyrku. Tu z jednej strony można zobaczyć siłaczy, z drugiej dzikie zwierzęta, a jeszcze z innej babę z brodą. Z takimi imprezami też jest tak, że albo jest się ich fanem i uczęszcza na nie regularnie, albo widuje je się po raz trzeci – pierwszy, ostatni i nigdy w życiu.

Ja po kilku możliwościach, kiedy byłem widzem takich eventów wiem, że znacznie bliżej mi do tej drugiej opcji. Nie wyobrażam sobie na przykład sytuacji abym na dzień dzisiejszy jechał gdzieś w Polskę właśnie po to aby spędzić dzień w takim miejscu tak jak robię to z imprezami crossfitowymi. Czasami jednak tak się składa, że albo muszę być w takim miejscu, albo jestem tam przy okazji czegoś innego. Tak i było w tym roku, kiedy miałem sobotę do zagospodarowania w Warszawie przed zawodami „Zostań crossfitowym psubratem” w CrossFit Wilanów. Jeśli do tego się złożył fakt że była to możliwość do spotkania i pogadania ze znajomymi, tak więc chcąc nie chcąc znalazłem się w sobotnie przedpołudnie w warszawskiej hali Expo XXI.

fiwe-2016-1

Dla osób które na takiej imprezie nigdy nie były, na początku należy się kilka informacji wyjaśniających, jak mniej więcej standardowo to wygląda. Na przykładzie warszawskich targów FIWE, są to cztery hale w kompleksie Expo XXI, które podzielone są mniej więcej tematycznie. Pierwsza z nich pełniła rolę zarówno przedsionka przed wejściem na dwie pozostałe, a także jako i odrębnej przestrzeni. Tutaj można było kupić na przykład bilety, po które w Warszawie ustawiały się w sobotę kolejki wychodzące daleko poza sam obiekt. Kolejna hala to sprzęt do siłowni, gdzie potencjalni kupcy mogą sobie porównać różnych producentów. Największy ruch chyba już tradycyjnie panował w hali z suplami czyli miejscem gdzie kolejni producenci przekonują klientów, że ich białko jest bardziej białe niż białko konkurencji 😉 Na sam koniec została zaś hala numer cztery, czyli mam wrażenie, że miejsce w którym ustawiono wszystko to, co nie nadawało się lub nie pasowało profilem do poprzednich miejsc. Co ciekawe, była to najprawdopodobniej najciekawsza z miejscówek, gdzie ja osobiście spędziłem najwięcej czasu.

fiwe-2016-2

Zaczynając jednak od samego początku czyli od wejścia muszę przyznać, że od roku ubiegłego zmieniło się wiele. Przede wszystkim zmieniła się koncepcja zagospodarowania tego miejsca, poprzez wywalenie już na wejściu pojedynczych stoisk, a umieszczenie tam przede wszystkim jednego dużego wystawcy, który zachęcał wszystkich sportowym samochodem. Ciekawszym zjawiskiem była scena, gdzie co chwile były jakieś pokazy, przemówienia lub inne eventy. Te natomiast przeplatane były zjawiskami dość dziwacznymi typu rzucanie haseł przez prowadzącego imprezę w stylu „Rączki w górę, łapiemy suple!”. Po czym następowało rozrzucanie w szalony tłum próbek supli jakiegoś producenta, po które ludzie rzucali się jak po przecenionego karpia przed świętami w Lidlu czy innej Biedronce. Lekki obłęd i majndfak w jednym 😉

fiwe-2016-3

Jednak na dedykowanej hali dla suplementów wcale nie było lepiej. Jak to określiło jednym głosem kilku moich znajomych, a pod czym ja również się podpisuję – tam był zupełnie inny świat. Nie ma co ukrywać, że w dzisiejszych realiach bycie producentem suplementów wszelkiej maści to nie jest zadanie proste. Głównie ze względu na konkurencję, która mam wrażenie, że mnoży się jak grzyby po deszczu, a tak naprawdę nie różni się w wielu przypadkach niczym innym jak tylko opakowaniem i obrandowaniem. Dlatego też na tego typu rynku, firmy starają się postawić na oryginalność. Tylko jak dobrze wiadomo najczęściej bywa tak, że gdy wszyscy chcą stawiać na oryginalność, to w końcowym efekcie wychodzi na to, że każdy jest niemal taki sam. I świetnie to było widać po stoiskach, które działały bardzo często według takiego schematu – duże kolorowe stoisko, próbki lub degustacje produktów, duży pan lub ładna pani w różnej ilości aby robili wrażenie oraz osoba z którą można rzeczowo pogadać. Te bardziej zamożne firmy ładowały swoją kasę w ściągnięcie na swoje stoisko jakiejś gwiazdy z tego innego świata, aby ona sprowadziła im ludzi, a przy okazji polansowała się robiąc miliony selfiaków. Swoją drogą, to taka dość mocno zabawna hipokryzja, że te wszystkie gwiazdy wmawiają typowym Kowalskim na targach, że urośli do tak nienormalnych rozmiarów dzięki „czystemu jedzeniu i odpowiedniej suplementacji” 😉 Na stoisku z jednej z firm natrafiono też na pomysł, aby zatrudnić jakiegoś wodzireja, który będzie mówiąc krótko animował tłum i zachęcał do zakupów. Pomysł sam w sobie był może i dobry, ale niestety człowiek który miał mikrofon w ręku tak do niego darł japę, bo nawet nie krzyczał, że odechciewało się wszystkiego łącznie ze staniem w kolejce po suple. Poza tym oceniając tak na oko, to jak zwykle królami w tej hali byli ludzie od Treca.

fiwe-2016-4

Po raz kolejny ten producent wyłożył hajs na stoisko wielkości dużego mieszkania, które zostało rozstawione tuż naprzeciw wejścia. Tak więc każdy kto chciał czy nie, musiał obok nich przejść, a właściwie to się przecisnąć w tłumie. Uprzywilejowane były tylko te osoby, które miały twarde łokcie lub były bez koszulek i były wysmarowane czymś co nadaje poślizg. O dziwo jednych i drugich typów osób było wielu. Poza tym tak jak wspomniałem, Trec wygrywał też na targach tym, że grono ich fanów było nie tylko liczne ale i dobrze obrandowane w koszulki, spodnie, bluzy i co tam jeszcze mają w ofercie. Widać, że marketing w tej firmie działa prężenie. Niestety też na tej hali działa się jedna z tych rzeczy, której ja do dziś nie jestem w stanie pojąć. Mianowicie na dużej scenie, gdzie przez większość dnia odbywały się pokazy kulturystyczne dorosłych, natrafiłem na moment kiedy swój pokaz miały kilkuletnie dziewczynki w bikini. I tu pojawia się wiele pytań typu – Po co? Dlaczego? Co to im daje? Gdzie są ich rodzice?! Sądząc po reakcjach na ten fakt zarówno znajomych na hali, jak i pod fotką na Facebooku, to wiele osób podziela moje zdanie. Nie przekonują mnie natomiast argumenty o tym, że to jest to samo gdyby to samo dziecko trenowało, piłkę nożną, koszykówkę, pływanie czy inny CrossFit. Nie i jeszcze długo, długo nie. Nie chcę teraz pisać o tym jakie patologie może rodzić takie zjawisko, bo to nie czas i miejsce na to, ale mam szczerą nadzieję, że więcej czegoś takiego już nie zobaczę.

fiwe-2016-5

Hala ze sprzętem nastawionym głównie do siłownie, miała też swoje ciekawe oblicza. Trend jaki jednak dało się wyczuć niemal u każdego z producentów jest taki, że potencjalny klient siłowni ma się jak najmniej zmęczyć, spocić, nauczyć, a jak najwięcej schudnąć i być fit. Pomijam już to, że niektóre stosika wyglądały tak jakby sprzętem danego producenta można było nie tylko zrobić dobry trening ale także lecieć w kosmos. Drugi rok z rzędu brylowało w tym stoisko firmy, która zatrudnione hostessy i hostessów (tak się to odmienia?) wymalowała na wzór Avatarów, którzy zachęcali do spróbowania ich urządzenia. Urządzenia, które generalnie trzeba pod siebie podpiąć kablami niczym na intensywnej terapii, a później obserwować ekranik przed sobą i powtarzać pokazujące się tam ruchy. Hitem też była brama czyli odpowiednik boxowego riga za kwotę przekraczającą ponad 30 tysięcy złotych. I być może ta konstrukcja jest tego warta, ale na pierwszy rzut oka dwie rzeczy są na starcie już do wymiany. Są to mianowicie punkty do rzucania wall balli, które były przyczepione dosłownie jeden obok drugiego w taki sposób, że nie wyobrażam sobie aby ludzie stojąc tam pod tymi punktami mieli miejsce do zrobienia tego ćwiczenia. Z drugiej zaś strony przymocowany był peg board w którym były nawiercone 4 rzędy po 4 otwory, co nie dawało za wielkiego pola manewru. Ale w opisie urządzenia informacja o peg boardzie jest? Jest!

fiwe-2016-6

Jadąc na tegoroczne FIWE miałem nadzieję, że porobię sobie trochę ciekawych zdjęć. I do pewnego czasu było to możliwe, ale tylko do pewnego. Później tłum tak zgęstniał, że wyjmowanie aparatu lub noszenie go nawet na szyi nie miało większego sensu. Zresztą zobaczcie szybki film jeszcze z chwili kiedy było dość luźno.

Na szczęście koło kilku stoisk, gdzie działy się ciekawe rzeczy tłumów nie było i dzięki temu można było zobaczyć fajne pokazy. Takimi stoiskami były miejsca znanych producentów sprzętu w środowisku crossfitowym czyli STEELSTORM czy Proud. Zarówno ludzie przechodzący obok mogli się zmierzyć w kilku konkurencjach przygotowanych na tę okazję, a także zobaczyć „pokazy”. Te zaś były autorstwem zaproszonych gości z Kasią Baranowską i Kacprem Wiejakiem na czele. Snatch 140 kilogramów w dżinsach to jednak nie byle co 😉

Na sam koniec została jeszcze hala numer 4 czyli teoretycznie miejsca dla wszystkich tych producentów, którzy nie chcieli lub nie mogli być w tych pozostałych. Tam jak się jednak okazało działo się na tyle dużo fajnych akcji, że spędziłem tam zdecydowanie najwięcej czasu. Jedną z nich były zawody w kalistenice, których nigdy wcześniej nie miałem okazji zobaczyć. Nie powiem, żeby rozgrzały mnie one od wywołanych emocji do czerwoności, ale były na pewno ciekawe. Poza tym został też obalony mit, że ludzie trenujący kalistenikę nie trenują nóg przez co są bocianami 😉 Poza tym na umieszczonej tam scenie odbywały się Młodzieżowe Mistrzostwa Polski w Podnoszeniu ciężarów. I siedząc na trybunach można było sobie spokojnie uświadomić jak jest się słabym 😉 Szczególnie w momencie kiedy wygrywająca kategorię do 53 kilogramów Katarzyna Kraska, wyprzedzała swoją rywalkę z drugiego miejsca na podium o ponad 40 kilogramów w dwuboju.

I takim to sposobem zleciał jeden dzień na tegorocznym FIWE. Wydarzeniu na pewno ciekawym do którego się jednak warto wcześniej przygotować i wiedzieć od początku co się chce zobaczyć aby zminimalizować chaos jaki panuje w tym miejscu do absolutnego minimum. FIWE tak jak wspominałem jest specyficzny i pewnie nie dla każdego. Jednak z ciekawości człowiek robi różne rzeczy, a więc dlaczego by i nie targi? 😉 Mnie na chwilę obecną także nie specjalnie ciągnie w tym kierunku. Z drugiej jednak strony aby móc porównać podobno największą polską imprezę tego typu, warto by mieć jakiś znaczący punkt odniesienia. Tym punktem może być na przykład kultowe FIBO odbywające się co roku w Niemczech. Dlatego nie mówię takim imprezom stanowczego nie, bo nigdy nie wiadomo gdzie mnie jeszcze poniesie 🙂

A tymczasem zostawiam was z kilkoma dodatkowymi fotkami z targów.