fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Fit Festival i trochę zawodów CF

dodany przezKamil Timoszuk 1 marca 2015 0 Komentarzy

Maniaków różnego rodzaju sportowej aktywności w naszym kraju nie brakuje. Jakiś czas temu znaleźli się szaleńcy, aby zebrać takie osoby w jednym miejscu i stworzyć sąsiednie imprezy, aby mogli oni ze sobą porywalizować. Pomysł karkołomny, ale jak się okazało do zrobienia. I tą właśnie imprezą był gdański Fit Festival!

Polskie nadmorskie klimaty najwidoczniej sprzyjają rozwojowi sportu i wielu pobocznym biznesom, ponieważ to już nie pierwsza próba zorganizowania imprezy tego typu w tym regionie. W gdańskiej hali Amber Expo, mieszczącej się tuż obok stadionu PGE Arena, tym razem postanowiono, że w ciągu dwóch dni na ogromnej przestrzeni wystawienniczej jaką dysponuje ten obiekt, zostaną zebrani ludzie uprawiający sport oraz biznesy, które na tych ludziach w dużej mierze zarabiają. Jest to dobre połączenie dla obu stron, ponieważ rzadko kiedy można na żywo zobaczyć różnego rodzaju nowinki, a do tego móc je przetestować na sobie. A właśnie takie możliwości dawał właśnie Fit Festival. Impreza, na którą głównym wabikiem z mojego punktu widzenia były zawody Cross Baltic Challenge.

Fit Festival 1

Po mojej ostatniej wizycie w Trójmieście w tym samym miejscu przy okazji zawodów 3City Cross Games, miałem dosyć mieszane uczucia. To właśnie przed tą imprezą nie ukrywam, że miałem dość duże oczekiwania, a w rezultacie wyszło to może nie źle, ale ja wyjechałem ze sporym niedosytem. Na ten natomiast się złożyły się zarówno same zawody, jak i cała otoczka wokół nich. Dlatego też tym razem starałem się sobie nie obiecywać zbyt wiele, aby znowu nie było takiej samej wtopy. Jednak już od samego przyjazdu w sobotni poranek, czuć było, że może to być co najmniej udany dzień. Przed wejściem już od samego rana, gromadziły się tłumy ludzi, którzy przyszli w różnych celach. Kulturyści, armwrestlerzy, „wyciskacze na klatkę” (jest na tę czynność jakaś fachowa nazwa?) oraz crossfiterzy ustawiali się w odpowiednie kolejki aby zapisać się na odpowiednie zawody. Mi natomiast z racji tego, że przyznaję się bez bicia, nie ogarnąłem wejścia dla mediów, zostałem postawiony przed faktem kupienia wejściówki. 15 złotych to nie majątek, ale zawsze nawet taki pieniądz zawsze lepiej mieć niż nie mieć 😉 Tu jednak należą się oficjalne podziękowania Justynie, szefowej całego tego zamieszania, która naprawiła mój nieogar i zaraz po przywitaniu się znalazła dla mnie „medialną opaskę mocy” 😉

Fit Festival 2

Hala Amber Expo w ten weekend była podzielona na dwie części, którą jedną z nich zajęli kulturyści oraz stoiska różnych wystawców, które były dedykowane główne nim. Był to też nie ukrywam mój pierwszy kontakt z imprezą tego typu. Czy moje subiektywne zdanie na temat tego „sportu” dzięki temu uległo jakiejś zmianie? No raczej niespecjalnie. Ten kto mnie zna, ten raczej wie jak podchodzę do tego typu aktywności. Ale chyba po raz pierwszy napiszę o tym oficjalnie i narobię sobie kolejnych wrogów 🙂 Mianowicie tak jak jestem pełen szacunku dla wszystkich kulturystów za upór, determinację, odpowiednią dietę i reżim treningowy jaki muszą trzymać chcąc osiągać sukcesy, tak nie rozumiem zupełnie po co szczególnie panowie chcą występować w tak na prawdę w konkursie piękności. Rozumiem, że każdy może mieć taki cel jaki sobie tylko wymyśli ale kurde… Zresztą jak się tego dnia okazało, bardzo wielu kulturystów kompletnie nie rozumie na przykład CrossFitu, który dla nich jest „jedną wielką sektą i bezsensownym machaniem sztangą”. I to tylko jedna z opinii zasłyszanych na hali.

Fit Festival 3

No ale na szczęście żyjemy w takich realiach, że nikt nikogo do niczego nie zmusza i dzięki temu każdy może robić to co lubi. Dlatego też w ramach Fit Festivalu powstała druga hala, gdzie wydarzeń było znacznie więcej. Połowę tego ogromnego pomieszczenia podzielono pomiędzy panów, którzy siłowali się ze sztangą na ławeczce do wyciskania, ochotników do jazdy na rowerach stacjonarnych, w dużej mierze wielkich panów siłujących się na rękę, oraz na przykład panie tańczące Zumbę. Zresztą o Zumbie jeszcze wspomnę w ciekawym kontekście 🙂

Fit Festival 4

Druga część tej hali było to już to miejsce, które opanował CrossFit i zawodnicy kategorii Open. Przygotowanie samego placu boju wyglądało nad wyraz profesjonalnie. Szczególnie mając w pamięci 3City Cross Games, gdzie zawodnicy zmuszeni byli wykonywać każdą czynność na gołym betonie. Nie było to wtedy ani estetyczne, ani przede wszystkim bezpieczne. Niestety zawody Cross Baltic Challenge, tak jak kilka innych imprez w tym kraju, nie posiadały systemu eliminacji, co niestety trzeba uczciwie przyznać trochę odcisnęło swoje piętno na poziomie rywalizacji, szczególnie w pierwszym etapie. Jednak spowodowane to było głównie brakiem odpowiedniej ilości czasu na wprowadzenie tego rozwiązania, a nie niechęcią do niego samego. Przy ewentualnej kolejnej edycji zawodów ma to być już poprawione. Zresztą oglądając pierwszy workout, szczególnie w wykonaniu pań, aż prosiło się o coś takiego. Tu wraca też jak bumerang, temat o którym na pewno niebawem napiszę więcej, a mianowicie czy start w crossfitowych zawodach to dobry pomysł dla każdego chętnego. Patrząc na to jak panie już w WOD-zie numer jeden, gdzie jego jedną z części były przysiady ze sztangą nad głową, ze stosunkowo niewielkim ciężarem 30 kilogramów, mam pewne wątpliwości. Na szczęście tu należy się plus dla organizatorów za sytuacyjne wyskalowanie treningu, i pozwolenie niektórym zawodniczkom wykonanie go choćby w zmienionej formie bez klasyfikowania ich w oficjalnych wynikach. Gdyby tak się nie stało, mogło by to się skończyć… różnie. U panów na cale szczęście wyglądało to już trochę lepiej.

Ja nie ukrywam, że zaciekawiony wydarzeniami na całym Fit Festivalu, niemal przez całą sobotę krążyłem po całym obiekcie aby na przykład posmakować atmosfery zawodów w sportach, z którymi nie będę miał raczej nigdy do czynienia. Na hali gdzie trwały zawody kulturystyczne, emocje przez cały czas były były takie same – jak na grzybach 😉 No, może też jak na targu z końmi, gdzie każdy okaz jest oficjalnie mierzony i ważony i nie widać końca tej czynności. To wszystko zaś odbywa się w niemal oparach unoszącego się testosteronu i w otoczeniu kobiet od oglądania się za którymi można doznać poważnej kontuzji szyi 😉 Jednak to w tej strefie urzędowali dwaj panowie czyli Kevin Levrone i Robert Burneika, którzy są znanymi kulturystami i których głównym zadaniem było stanie, uśmiechanie się i pozowanie z na prawdę wieloma chętnymi do wspólnych fotek.

Ciekawym zjawiskiem też jest siłowanie się na rękę, gdzie w większości przypadków, ustawienie się do walki dwóch zawodników trwa znacznie dłużej niż sam pojedynek. Ten może trwać nawet 2-3 sekundy, a ustawianie kilka minut. Tutaj ważne są przede wszystkim detale jak ustawienie łokci, barków, odpowiednie zaplecenie palców i pewnie jeszcze kilka innych rzeczy o których nie wiem lub ich nie wyłapałem. Co ciekawe, nie zawsze większy gabarytowo zawodnik oznacza lepszego zawodnika. Jednak tak sobie teraz też myślę, że taki sport jak siłowanie się na rękę idealnie sprzedałby się na Instagramie lub w Telexpresie czyli szybko, krótko i na temat 😉 Po takim jednak zwiedzaniu, dobrze było wrócić na arenę zmagań w dyscyplinie, które jest mi tak samo bliska jak i zrozumiała 🙂 A tam trwał właśnie WOD numer dwa, gdzie zawodnicy zostali uraczeni clusterami, boxami oraz brzuchami.

Już po tych dwóch workouatach można było wyczuć, że zmagania Cross Baltic Challenge to nie będą typowe nadmorskie zawody, gdzie najważniejsza będzie sztanga i siła. Dla jednych to może być plus, a dla innych minus, ale dla wielu na pewno było to zaskoczenie, bo jakby nie patrzeć, Pomorze sobie solidnie zapracowało na taka opinię wieloma wcześniejszymi imprezami. Kiedy wielu zawodników pewnie oczekiwało tego, że typowo siłowy WOD w końcu musi się trafić, zostali oni znowu zaskoczeni. Kettle, power cleany oraz burpees składały się na trening półfinałowy, dający przepustkę do wielkiego finału. Jako, że w tym samym czasie startowały i panie i panowie, to momentami ciężko było się skupić na tym, kogo bardziej warto oglądać 😉

Oczywiście jak to na każdych zawodach w Polsce głównym tematem jest sędziowanie i to jak bardzo było ono złe. W Gdańsku w sobotnich zmaganiach, pomimo małych i zdecydowanie pojedynczych wpadek, raczej nie było się do czego przyczepić, przez co tak na prawdę nie mam o czym pisać w tej kwestii. I chyba tak właśnie powinno być, że sędziowie są po prostu niewidoczni, a zawodnicy oraz obserwatorzy skupiają się głównie na tym co robią zawodnicy, a nie ich „opiekunowie”.

Sam finał kategorii Open była to prawdziwa kobyła, która potrafiłaby zajeździć nawet najlepszych. 25-minutowy chipper, gdzie do wykonania były drążki, skrzynie, burpees, snatche kettlem oraz skakanki i to wszystko dwukrotnie. Jak kazali, tak zrobili. U panów już przed startem finału wiadomo było, że walka o pierwsze miejsce rozegra się między dwoma zawodnikami i tak było w rzeczywistości.

W taki też sposób zostali wyłonieni najbardziej wysportowani ludzie wśród kategorii Open.

Fit Festival 5

Jednak moją prywatną zwyciężczynią wśród wszystkich tych ludzi z czołowych miejsc, była pani z 7 miejsca. Trenerka Zumby, która zaraz po skończonych przez siebie crossfitowych zawodach, poszła dosłownie za ścianę, aby porobić z grupą ludzi to co chyba ją bardziej kręci 😉

Fit Festival 6

I tak też oto, zakończył się dzień numer jeden Fit Festivalu i Cross Baltic Games, który wydawał się być dobrą przekąską przed niedzielnym głównym daniem.

RELACJA Z DRUGIEGO DNIA ZAWODÓW