Foto & VideoO wszystkimOpinie

Filmowy powiew zimy

dodany przezKamil Timoszuk 1 listopada 2015 0 Komentarzy

Organizatorzy imprezy o nazwie Winter Is My Love chyba od samego początku jej istnienia wychodzą z jednego prostego założenia – albo grubo albo wcale. Dlatego też każdego roku starają się przywozić do wielu miast w Polsce jak najlepsze produkcje filmowe aby obecni lub przyszli snowboarderzy naładowali swoje akumulatory przed zimą. Zimą której w tym roku znowu ni spieszy się z przyjściem.

Winter Is My Love 2015 1

Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą co to jest to całe Winter Is My Love w skrócie można napisać, że jest to po prostu pokaz kilku filmów snowboardowych w kinach w całej Polsce. Jednak w tym miejscu w naturalny sposób pojawiają się dwie kolejne wątpliwości i pytania. Pierwszym z nich, które ja osobiście chyba słyszę najczęściej – co to są filmy snowboardowe? Pisząc w najbardziej łopatologiczny sposób można by stwierdzić, że są to produkcje filmowe o tym jak snowboarderzy, często znani na całym świecie, po prostu jeżdżą na desce. Takie stwierdzenie jednak będzie dużym niedopowiedzeniem graniczącym wręcz z kłamstwem, ponieważ jak już miałem okazję przekonać się nie raz, za wieloma z tych filmów kryje się coś więcej. Jakaś głębsza historia, która nadaje szerszy sens tym filmom. Tak było podczas imprez w 2011, 2012 i 2013 roku, kiedy Ariel Sawczuk razem ze swoim WIML docierał na Podlasie ze swoimi świetnymi filmami. W 2014 roku nastąpiła zaś roczna przerwa w tej świetnej tradycji z kilku dziwnych względów 🙂 Na szczęście jednak w tym roku nic już nie stanęło na przeszkodzie, aby móc znowu rozwalić się wygodnie w wielkim kinowym fotelu i oddać się czystej przyjemności oglądania. A to co najbardziej charakteryzowało zestaw produkcji zaprezentowanych w Białymstoku to przede wszystkim różnorodność. Do obejrzenia zaś były 4 filmy z czego każdy z nich był z innej bajki.

ABSINTHE FILMS – Eversince (2015, Szwajcaria)

Ekipa Absinthe Films to najdłużej działająca w tym środowisku ekipa, która co roku prezentuje swoim fanom kolejne produkcje filmowe. Dzięki imprezie Winter Is My Love miałem już okazję zobaczyć na dużym ekranie kilka ich produkcji, i to co mogę stwierdzić na pewno to fakt, że trzymają one świetny poziom. W tym roku produkcja o nazwie „Eversince” jest swego rodzaju połączeniem jazdy na desce w wielkich i dziewiczych niemal górach, oraz w szorstkiej i trudnej przestrzeni miejskiej. Mnie osobiście zawsze ciekawi ta druga część, ponieważ w wielu wypadkach jestem pod wrażeniem pomysłowości ludzi w wymyślaniu miejsc, gdzie można pojeździć na desce nie mając w pobliżu większych gór. Cały film tak jak pisałem już wcześniej trzyma poziom, ale mi osobiście zabrakło w nim także jakichś fajerwerków, które pamiętałbym choćby i teraz czyli dwa dni po jego obejrzeniu. Jednak na dobry początek wieczoru, taka produkcja wchodzi elegancko 😉

WOJTEK PAWLUSIAK – Complication (2015, Polska)

Wojtek Pawlusiak to polski zawodnik, który dzięki swoim umiejętnościom, a co za tym też idzie współpracy z różnymi ekipami, jest postacią co najmniej znaną w tym środowisku. 11 stycznia tego roku, niestety zdarzył mu się wypadek w którym na skutek zderzenia z narciarzem uległ on poważnej kontuzji. Kontuzji, która zagrażała zarówno jego zdrowiu jak i dalszej karierze. Wojtek jednak po raz kolejny udowodnił, że ma prawdziwą duszę sportowca i to, że zawsze walczy do końca. Dlatego też podjął prawdziwą walkę o to, aby w jak najkrótszym czasie doprowadzić się do stanu przynajmniej z przed kontuzji. O tym jak wyglądała ta walka opowiada ten niestety krótki dokument. Podczas 13-minutowego seansu, można zobaczyć ujęcia zarówno ze szpitala, sali operacyjnej czy też gabinetów rehabilitacyjnych. Kiedy noga pozwala Wojtkowi na już znacznie więcej, to wtedy do gry wchodzą też takie aktywności jak bieganie, jazda na rowerze czy też motor. Każda z tych aktywności pokazana jest w świetny sposób ale na mnie największe wrażenie zrobił rower. Przez ten film można więc zobaczyć jak ogólnie uzdolniony jest Wojtek i jak bardzo mu zależało na tym aby wrócić do swojej największej pasji czyli deski. Po przejściu takiej drogi, Wojtek śmiało może mówić o sobie motywator. Tylko kurde, dlaczego ta produkcja trwa zaledwie 13 minut…

https://www.youtube.com/watch?v=l26b5gPxG90

HEART FILMS – Go wild (2015, Japonia)

Kiedy Ariel przed rozpoczęciem wyświetlania tej produkcji opowiadał po krótce wszystkim zebranym widzom w kinie o czym jest ten film, ja miałem mały flashback z roku 2011. To bowiem właśnie wtedy, podczas mojego pierwszego WIML widziałem film od Blickinsferie pod tytułem Sleeping Giants. Film, który opowiadał o kulturze jazdy na desce w Chinach, która dopiero tam raczkuje. Głównym przesłaniem tego dokumentu było głównie to, że Chiny podobnie jak w wielu innych dziedzinach naszego życia mają na tyle duży potencjał, że jeśli tylko wezmą się za to „na poważnie” to niemal z miejsca staną się potentatem. Tegoroczny film pod tytułem „Go Wild” opowiada zaś o snowboardzistach z innego azjatyckiego kraju czyli Japonii. Wytwórnia filmowa założona przez kultowego ridera Tadashi Fuse, ma na celu nie tylko pokazywać częsty snowboard jak o sport. Dzięki też takim filmom, widz może dowiedzieć się trochę o historii i kulturze tak odległego, nie tylko geograficznie ale i także mentalnie kraju. Jeśli do tego doda się wiele kapitalnych ujęć zbieranych przez 10 lat pracy, ciekawe wypowiedzi osób pokazanych w filmie, to potencjał takiego filmu jest znaczący. Do tego wszystkiego zaś jeszcze trzeba wspomnieć fakt, że podczas imprezy WIML film ten można zobaczyć z niemal miesięcznym wyprzedzeniem jego oficjalnej światowej premiery.

EERO ETTALA – Ender (2015, Finlandia)

Na sam koniec tegorocznego pokazu organizatorzy zostawili natomiast prawdziwą perełkę. Tak przynajmniej zapowiadali już od kilku dni przed imprezą, a następnie przypominali na samym pokazie. Co jednak w tym wszystkim najważniejsze – Nie kłamali! Ender to określenie ostatniej części filmu snowboardowego, gdzie prezentowany jest przeważnie najlepszy z Riderów. No i niewątpliwie puszczenie tego filmu na sam koniec WIML jest świetnym zabiegiem. Tak jak świetnym człowiekiem i snowbordzistą jest Eero Ettala. Film wyprodukowany w iście amerykańskim stylu, ukazuje jego karierę niemal od samego początku, kiedy to wraz ze swoim rodzeństwem dostał on jedna deskę na spółkę. Niewiele czasu jednak upłynęło, aby doskonale wiedzieć, kto z ową deską zaprzyjaźnił się najbardziej. Zresztą patrząc na to co potrafi wyczyniać z tym kawałkiem drewna ten człowiek, to śmiało chyba można napisać, że jest to uczucie odwzajemnione. Film opowiada też o miłości głównego bohatera nie tylko do samej deski, ale także jedzenia oraz używek wszelkiej maści 😉 Każdego też roku tak się jakoś dziwnie składa, że ze wszystkich filmów pokazywanych na WIML zapadają mi w pamięć 2-3 krótkie momenty, które pamiętam przed długi czas. I tak się też złożyło, że większość tegorocznych takich momentów pochodzi właśnie z tej produkcji, a to już o czymś świadczy. Po prostu SZTOS!

Tak więc jak widać na załączonych obrazkach, tegoroczne danie główne w postaci filmów nie zawiodło chyba nikogo. Przynajmniej tych, którzy przyszli do kina obejrzeć filmy, a nie pogadać sobie i poprzeszkadzać trochę innym 😉 Jak zwykle też oprócz samych filmów można było w różnego rodzaju konkursach zgarnąć fajne nagrody typu pokrowiec na deskę, czapki, koszulki, filmy czy też karnety do CrossFit Białystok. Po raz kolejny też okazało się bowiem, że CrossFit i snowboard potrafią iść dość mocno w parze. Tym razem w Białymstoku polegało to głównie na tym, że aby zgarnąć owe karnety, to trzeba było wykonać 150 przysiadów na parę. Walka była ostra i liczyło się każde powtórzenie ale finalnie i tak wygrała jedna z osób, która już jest częścią crossfitowej podlaskiej społeczności 🙂 Na szczęście druga osoba z pary jeszcze nie miała okazji tego spróbować, a więc jest szansa na nowego członka tej sekty za jakiś czas 😀 Świetnym przykładem przeplatania się świata snowboardu i CrossFitu była wizyta w Białymstoku Kasi Baranowskiej, która tydzień po wygraniu Amarok East Side Challenge, ponownie wróciła na Podlasie.

Winter Is My Love 2015 2

Tak więc cóż można by jeszcze więcej napisać o tym wieczorze? Być może to będzie nudne z mojej strony ale ja chyba tylko mogę doda ć to, że kto nie był to niech żałuje. Bowiem filmy tego typu oglądane w domowym zaciszu na ekranie komputera NIGDY nie będą tak samo dobrze odbierane jak w wielkiej kinowej sali na jeszcze większym ekranie. I nie trzeba być specjalnym fanatykiem tego sportu aby lubić tego typu produkcje, czego ja jestem chyba całkiem niezłym przykładem 😉