fbpx
O wszystkimOpinie

Filmowe wzloty i upadki

dodany przezKamil Timoszuk 16 lutego 2019 0 Komentarzy

Jest czasami tak, że wychodząc z jakiegoś seansu w kinie, zadajesz sobie jedno podstawowe pytanie na temat obejrzanego filmu – Co poszło nie tak?! Niestety w wielu przypadkach odpowiedź brzmi – wszystko…

W tym roku do kin wejdzie przynajmniej kilka filmów o superbohaterach, które zapowiadają się na takie produkcje, które są/będą godne uwagi. Czy do tego grona można zaliczyć też niejaki „Glass”?

Według mnie ta produkcja nie może aspirować do tego grona. Film, który jest niejako kontynuacją trylogii filmowej składającej się z „Niezniszczalnego” oraz „Splita”, nie jest nawet tak naprawdę filmem o superbohaterach. A na pewno nie w tym rozumieniu w jakim sobie zawsze wyobrażamy filmy o superbohaterach. Tutaj mamy do czynienia bardziej z dramatem ludzkim, który podany jest w bardzo niestrawnej formie. Co ciekawe zwiastun tej produkcji według mnie był bardzo zachęcający do wybrania się do kina. Niestety to była typowa filmowa podpucha. Na którą rzecz jasna dałem się nabrać. Przez to też wynudziłem się tak bardzo, że nie pamiętam kiedy to miałem nieprzyjemność być w kinie na tak nudnej produkcji. Dłużyzny jakie są w tym filmie, odbierają jakąkolwiek przyjemność z oglądania tego „dzieła”. Brak w sumie jakiejkolwiek wartkiej akcji sprawia też, że ten film autentycznie człowieka męczy, a w najlepszym wypadku sprawia, że oglądający zamiast skupić się na tym co ma na ekranie, to bardzo często zastanawia się co będzie robić po seansie. A to już dla kina superbohaterskiego jest chyba prawdziwą potwarzą. Dlatego dziś ograniczę się do tego, że odradzę wam zarówno wizytę w kinie, jak i nawet oglądanie tego w domu. Jest masa bardziej interesujących propozycji fajnego spędzenia czasu.

Jedną z tych propozycji może być serial „Suits”. Serial, który podobno jeszcze kilka lat temu był serialem kultowym w niektórych kręgach. Ja jednak mam z wieloma serialami tak, że gdy na jakiś z nich jest hype, to mnie to od niego niemal odstrasza. Za to po jakimś czasie dopiero robię jedną lub czasem dwie próby aby się w daną produkcję wciągnąć. I tak było z „Suits”. Sam serial opowiada o chłopaku, który korzystając z pewnego zbiegu okoliczności, dostaje się do pracy w kancelarii prawniczej jako… prawnik. Oprócz tego posiada on pewne zdolności, dzięki którym udaje mu się nie raz czy dwa poradzić w trudnych sytuacjach. Oprócz samego głównego zainteresowanego jest jeszcze kilka innych postaci, z którymi widz autentycznie jest się w stanie związać i im kibicować lub szczerze ich nienawidzić – co kto lubi 🙂 Obecnie nadrabiając zaległości jestem na etapie połowy 5 sezonu i jeszcze ani razu nie miałem myśli typu „kiedy ten serial się w końcu zakończy?”. A przy takiej długiej serii byłoby to nawet całkiem naturalne. Dlatego też uważam, że warto dać szansę tej produkcji i dopiero wtedy zadecydować czy się chce dalej wgłębiać w klimat wielkiego prawniczego świata, czy lepiej na to miejsce poszukać czegoś zupełnie innego.

Netflix to prawdziwy skarb. Platforma, która niemal co chwilę dorzuca do swego repertuaru kolejne filmy czy seriale, przez co raczej nie można powiedzieć, że nie ma tam czego oglądać. Ostatnio zostałem namówiony przez koleżankę do sprawdzenia nowości ze stajnie Netflixa pod tytułem „Sex Education”. Serial opowiada o nastolatkach w USA, a dokładniej jednym z nich, którego mama jest seksuologiem. W wyniku pewnego zbiegu okoliczności, zaczyna on wraz ze swoją koleżanką udzielać tego typu porad swoim kolegom ze szkoły. Brak własnego seksualnego doświadczenia, a także brak wiedzy w tym zakresie sprawia, że jego porady bywają dziwne. Jednak z jakiegoś czasem ciężko wytłumaczalnego powodu działają 🙂 O samej fabule nie mogę napisać zbyt wiele, ponieważ sam jestem na etapie obejrzenia pierwszych 6 odcinków. Po nich mogę jednak stwierdzić, że serial ten bardzo fajnie nadaje się na lekki wieczór w domu. Ja na pewno będę kontynuował jego oglądanie do czego i was szczerze zachęcam 🙂

Na sam koniec zaś zostawiłem swoje najnowsze powiedzmy, że odkrycie. Tym jest film pod tytułem „North of nightfall”. Mogłem ten film zobaczyć dzięki zorganizowanemu specjalnemu pokazowi w jednym z mniejszych i bardziej klimatycznych kin w Białymstoku. Jednak wychodzę z założenia, że zarówno filmy snowboardowe, jak i też rowerowe powinno oglądać się na dużym ekranie. Głównie po to aby poczuć tę adrenalinę jaka towarzyszy głównym bohaterom podczas ich ewolucji widzianych na ekranie. W przypadku tej produkcji od Red Bulla emocji na pewno nie brakowało.

Produkcja opowiada o wypadzie na koło podbiegunowe i jeździe w miejscach, które przez większość roku są niedostępne dla człowieka. Dzieje się tak choćby ze względu na klimat jaki tam panuje, czy też noc polarną, która na pewno nie jest sprzymierzeńcem takich pomysłów. Na ekranie można zobaczyć prawdziwe legendy rowerowe, które w takim miejscu muszą udowodnić swój kunszt i doświadczenie zebrane przez lata aby czasami po prostu przeżyć. Do tego też film ten posiada też wątek/aspekt edukacyjny w temacie lodowców, tego co się z nimi teraz dzieje i co może się stać jeśli my jako ludzkość się nie opamiętamy. Wszystko to jest okraszone kapitalnymi zdjęciami, ujęciami oraz muzyką, która zebrana w jedną całość chwilami robi świetne wrażenie. Dlatego nawet jeśli nie lubicie takiego kina to i tak uważam że warto ten film zobaczyć. Choćby dla zobaczenia czegoś innego i na przykład poszerzenia swoich dotychczasowych horyzontów.