CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Fala CrossFitu znad morza

dodany przezKamil Timoszuk 20 czerwca 2018 0 Komentarzy

Osiągnąć sukces jest teoretycznie łatwo. Znacznie trudniej jest go powtórzyć. Jak jednak pokazuje przykład chłopaków z Trójmiasta, którzy są organizatorami zawodów 3City Box Battle, jest to jak najbardziej wykonalne. z nad morza

Pierwsza edycja trójmiejskiego starcia boxów była sporym zaskoczeniem. Z jednej strony zawody w takiej formule miały już na starcie sporo potencjału. Z drugiej, jednak wiele imprez w swoich założeniach ma wiele do zaoferowania, gdy jednak przychodzi do wcielenia tego w życie, to zaczynają się już schody. W przypadku 3City Box Battle organizowanej przez Marcina Bilińskiego i Krzysztofa Rucińskiego może schody były, ale udało się je pokonać dosyć zgrabnie i bezboleśnie. Nic więc dziwnego że w zestawieniu najlepszych crossfitowych imprez w Polsce w roku 2017 zawody te znalazły się tak wysoko. W tym roku jak pokazał miniony weekend, także będą aspirować do czołówki.

Jeśli ktoś jednak nie słyszał o tym co to jest 3City Box Battle to dwa słowa wyjaśnienia. Organizatorzy tego eventu rok temu założyli sobie, że w ciągu jednodniowych zawodów w Gdyńskim Centrum Sportu wyłonią najbardziej sprawnych crossfiterów indywidualnie, a także najsprawniejsze boxy w Trójmieście. Każdy z boxów otrzymał rok temu zaproszenia dla wybranych przez siebie zawodników, a część miejsc startowych trafiła do ogólnego rozdysponowania poprzez eliminacje. Jako, że system zdał rezultat, to w tym roku zrobiono podobnie z jedną dużą zmianą. Tą zmianą było rozszerzenie grona boxów zaproszonych do rywalizacji. Oprócz wszystkich miejscówek znajdujących się stricte w Trójmieście, zaproszono też okoliczne boxy aby przyłączyły się do rywalizacji. Z racji też powiększenia liczby startujących, dorzucono też jeden dzień zmagań więcej.

Dobre zawody crossfitowe bardzo często cechują się tym, że są w stanie zaoferować zawodnikom i kibicom coś takiego, czego nie może zrobić konkurencja. Wiąże się to bardzo często z umiejscowieniem zawodów, współpracy ze specyficznymi firmami czy tez innymi czynnikami, które to umożliwiają. W przypadku 3City Box Battle tym ekstra dodatkiem był właśnie dzień numer jeden, podczas którego był rozgrywany tylko jeden workout. Jeden ale za to jaki! Jego nazwa to Duathlon już na starcie zdradza jego formułę. Jednak teoria sobie, a życie sobie 😉 Bo gdy ktoś napisałby tylko że na ten workout składa się około 1800 metrów biegu oraz około 200 metrów pływania, to można by nawet powiedzieć – luz, zrobi się. Jednak gdy doda się do tego, że biega się po klifie w Gdyni, a pływa w morzu to zmienia już trochę obraz sytuacji. I mówię to z pozycji osoby, która podczas tego workoutu przeszła/przetruchtała całą tę trasę w celu uwiecznienia na zdjęciach startujących zawodników w różnych miejscach. Przy okazji o mały włos nie skręciłem nogi w dwóch miejscach na trasie, a więc tym bardziej szacunek dla wszystkich, którzy dotarli do mety w jednym kawałku. Co ciekawe, tuż przed startem większość startujących osób w największym stopniu obawiała się pływania. Po przekroczeniu linii mety okazało się jednak, że znacznie większą przeszkodą do pokonania w tym workoucie był klif. Tym bardziej, że wbrew początkowym zapewnieniom, było kilka możliwości pokonania trasy.

To podczas właśnie tego workoutu ujawnił się jeden z głównych kandydatów do wyróżnienia przyznawanego przeze mnie oraz organizatorów. Tym kimś okazał się być mój imiennik – Kamil Bugajewski. Ktoś kto z pływaniem do tej pory miał niewiele wspólnego, a pomimo to przełamał swój strach i wszedł do wody. I nawet fakt osiągnięcia słabego rezultatu nie jest w stanie zdeprecjonować tego co udało mu się osiągnąć. Wtedy też już było wiadomo, że w sobotnich zmaganiach ciężko będzie przebić jego wyczyn komukolwiek. Najlepszym pod względem czasu wśród panów okazał się Adam Ciszewski, który uzyskał czas 16 minut i 4 sekund. Anna Wiśniewska aby wygrać ten workout potrzebowała 18 minut i 39 sekund.

Dzień numer dwa rozpoczął się w miejscu, które ja osobiście z pierwszej edycji zawodów wspominam najlepiej. Dlaczego? Ponieważ nie ma zbyt wielu imprez, które umożliwiają zmagania na boisku na świeżym powietrzu z użyciem różnego rodzaju sprzętu. Gdyńskie Centrum Sportu takie możliwości daje i duże brawa należą się organizatorom za to, że chcą i co ważne, potrafią to wykorzystać. Dlatego tym razem na wszystkich czekała prawdziwa ścieżka zdrowia, którą trzeba było przejść, a jeśli ktoś myślał o wygranej, to nawet przebiec w jak najkrótszym czasie. Po drodze były do zaliczenia stacje z OHS-ami, przerzucaniem slam balla przez ramię, a także devil pressami wykonywanymi hantlami. Z racji wielu wyrównanych pojedynków emocji w tej konkurencji nie brakowało praktycznie ani przez chwilę. Wśród pań najlepiej poradziła sobie z tym zadaniem Marta Zakrzewska, a u panów Pawłowi Pietrzakowi potrzebne było zaledwie trochę ponad 4 minuty aby sięgnąć po całą pulę.

Kolejny workout był o tyle ciekawy, że wymagał on nie tylko siły czy techniki przy jego wykonywaniu, ale także i mocnej głowy. Bo to właśnie głowa najczęściej decyduje o tym czy przerwiemy coś robić, czy może wykrzeszemy z siebie jeszcze trochę siły na jedno czy dwa dodatkowe powtórzenia. A czasem to właśnie to jedno powtórzenie decydowało o tym jak wysoko będzie dany zawodnik w tabeli. Podwójnie punktowany workout składał się z czterech 2-minutowych rund, gdzie każda z nich rozpoczynała się od 50/40 double unders unbroken. Następnie zaś trzeba było wykonać jak największą liczbę repów unbroken power cleanów czy też shoulder to overhead. Oglądając zmagania zawodników słowem klucz w tym treningu było właśnie unbroken, ponieważ w kilku przypadkach już na skakance pojawiały się problemy z tym aby pójść dalej. Najdalej w tym treningu zaszedł jednak Paweł Liszewski z CrossFit Gdynia, który w pierwszej części był trzeci, a w drugiej pierwszy. Wśród pań niemal tradycyjnie już na czele stanęła Marta Zakrzewska z uzyskanym pierwszym i drugim miejscem. Wszystkie wyniki można jednak sprawdzić na Athletes Zone.

Drugi rok z rzędu organizatorzy zadbali też o to, aby wszyscy zawodnicy czy też kibice, nie musieli zbytnio chodzić i szukać przez cały dzień jedzenia, ponieważ na samej hali było kilku wystawców, którzy oferowali swoje dania. Były to zarówno burgery, jak i dania bardziej obiadowe, a także coś na słodko – pełny serwis 😉

Była to też dobra alternatywa dla spędzenia czasu, podczas kolejnego workoutu jakim był aż 15-minutowy AMRAP. W jego skład wchodziło 25 kalorii na wiosłach, 20 wall balli, 15 drążków oraz 10 przejść przez skrzynię trzymając w rękach dwa hantle. Jednym słowem dobry zapierdziel godny mocnych zawodów. Najlepsi w tym workoucie okazali się być Adam Haziak oraz Marta Zakrzewska (a to ci niespodzianka 😉 ). A skoro było coś długiego, to na koniec walki zafundowano wszystkim sprint w postaci drabiny snatchy, którą rozpoczynało 30 pistolsów. Ciężary u panów rozpoczynały się na 50 kilogramach, a kończyły na 90, a u pań zakres wagi sztangi mieścił się w widełkach 30-50. jeśli popatrzy się na czasy jakie osiągnęli najlepsi zawodnicy można ten trening nazwać śmiało cardio 😉 Paweł Liszewski i Marta Zakrzewska to byli ci zawodnicy, którzy tego dnia byli najszybsi. Oni też stanęli na najwyższych stopniach podiów po całym dniu zmagań indywidualnie.

Jak się okazało, nie był to jednak spodziewany koniec rywalizacji. Wszystko za sprawą niespodzianki jaką bardzo skutecznie ukrywali organizatorzy. Nawet sędziowie nie byli świadomi tego co ich jeszcze czeka. A zawodników czekała prawdziwa walka zespołowa o zwycięstwo dla swego boxa. Polegało to na tym, że do ostatniego workoutu z klasyfikacji indywidualnej wytypowano po dwóch najwyżej sklasyfikowanych panów oraz jedną panią z każdego z boxów. I w tej konfiguracji każdy z zespołów musiał wykonać iście zespołowy trening, który dostarczył wielu emocji. A finałowa rozgrywka zaplanowana przez organizatorów zawierała w sobie praktycznie cały CrossFit 😉 Po szczegóły odsyłam jednak na fanpage zawodów, gdzie wszystko jest dobrze rozpisane. Najważniejsze jest jednak to, że w 2018 roku najbardziej wysportowanym boxem w Trójmieście został CrossCore, a na drugim miejscu uplasował się CrossFit Gdynia.

Z miejscem trzecim i walką o nie wiązało się najwięcej emocji. Wszystko dlatego, że pomiędzy CrossBox Marina a CrossFit Avanport przed samym zespołowym finałem było jedynie 8 punktów różnicy. Biorąc pod uwagę, że finałowy workout był liczony potrójnie, to szanse na dogonienie były całkiem spore. Finałowa walka Avanportu, zarówno na placu zawodów jak i na trybunach, była prawdziwą ozdobą tej imprezy.

Niestety pomimo nawet tak dużych starań, do tego aby stanąć na podium zabrakło 2 punktów. Tylko i aż. Dzięki też niedokładnemu słuchaniu wszelkich wytycznych przez ekipy oraz nieprzestudiowaniu regulaminu, przy ogłoszeniu wyników nastąpiło też małe zamieszanie. Na szczęście organizatorzy finalnie stanęli na wysokości zadania i tłumacząc wszystkim raz jeszcze za pomocą Facebooka temat został zamknięty.

Tak więc śmiało można powiedzieć, że 3City Box Battle w ciągu roku zaliczyło progres. Z imprezy co najmniej dobrej, na bardzo dobrą. Ba, nawet z zadatkami na świetną. Patrząc na ten event z boku mam wrażenie, że tylko dwie rzeczy ograniczają Marcina i jego kompanów, aby móc ze swoją imprezą równać się z takimi wydarzeniami jak Medieval Games czy LOGinLAB. Pierwszą ograniczającą rzeczą jest to, że pomimo wszystko jest to impreza lokalna, dla lokalnych zawodników i boxów. Ma to swój urok i sens, ale to w mojej opinii z urzędu spycha taki event na szczebel niżej w całkowitej hierarchii polskich imprez. Drugą zaś rzeczą jest to, że w tym roku nie udało się zrealizować wszystkich założonych pomysłów. I to daje mocno do myślenia. Bo jeśli w takim układzie impreza była świetna, to co by było gdyby udało się dosłownie wszystko? Nie wiem i ciężko to przewidzieć, ale cholernie kibicuję i trzymam kciuki za to, aby kiedyś to po prostu wyszło. Bo już teraz pod względem organizacji, pomysłów na workouty czy wykorzystania możliwości miejsca rozgrywania zawodów, 3City Box Battle to jest prawdziwy ścisły polski TOP!