CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

EMC Throwdown na wypasie

dodany przezKamil Timoszuk 12 grudnia 2018 0 Komentarzy

Boxy crossfitowe w Polsce bywają różne. Małe, duże, lepiej zarządzane, gorzej zarządzane, z dużą grupą klubowiczów jak i z małą. Jedno jednak trzeba sobie powiedzieć otwarcie – warszawska CrossFit Elektromoc jest tylko jedna.

Na warszawskich Bielanach, już 5 lat temu powstało i otworzyło swoje podwoje miejsce, w którym wydarzyło się wiele fajnych historii. Wszystko to za sprawą tego, że Łukasz Wysocki wraz ze swymi partnerami i współpracownikami stworzyli miejsce z duszą. I moim zdaniem nie trzeba być jakimś wielkim specjalistą w tym temacie, aby to dosyć jednoznacznie stwierdzić. Tam wystarczy się po prostu zjawić. Ja tak zrobiłem już kilka lat temu. I nie mam zamiaru tego jakoś specjalnie ukrywać, że to właśnie EMC wywołuje we mnie takie odczucia, że przy każdej możliwej okazji zaglądam do ELEKTROMOC-nych murów. Dlaczego tam? Bo po prostu odpowiada mi tamtejszy klimat tworzony przez ludzi, który bardzo często przypomina ten jaki mam na co dzień w Białymstoku. A kto nie lubi wracać do domu? 😉

GALERIA ZDJĘĆ Z EMC THROWDOWN vol. 5

Od kilku też lat dzieje się tak, że sam box CrossFit Elektromoc daje mi powody aby nie tyle do nich zaglądać, co po prostu odwiedzać przy okazji kolejnych organizowanych przez siebie imprez. Taką imprezą jest na pewno EMC Throwdown czyli klubowe zawody, podczas których co roku są wyłaniani najbardziej sprawni klubowicze. Przez większość czasu działalności boxa działo się to wszystko w podziemiach pierwszej lokalizacji, które zdecydowanie miały swój niepowtarzalny klimat. Jednak rok temu EMC „wyszło z podziemia” i przeniosło się na piętro nowego budynku, kilka ulic dalej. Bardzo szybko po przenosinach odbyły się tam też zawody na których byłem, a o tym co zobaczyłem możecie poczytać TUTAJ.

W tym roku EMC Throwdown była to impreza przygotowana według wszelkich standardów z jakimi można się spotkać na największych imprezach w tym kraju. Już sam fakt, że w klubowych zawodach potrzeba było umieścić aż 7 kategorii, coś znaczy. I żadna z tych kategorii to nie był typowy pic na wodę, a była to poważna walka o miejsca na podium. I być może dlatego łącząc to wszystko w całość, postanowiłem że EMC Throwdown będzie pierwszą klubową czyli teoretycznie bardziej kameralną imprezą, na której zostanie przyznane moje wyróżnienie zasłużonej osobie. Chęć pomocy ludzi z EMC w wyszukiwaniu takich osób w trakcie imprezy, tylko utwierdziła mnie w tym, że to był dobry pomysł.

ZDJĘCIA Z EMC THROWDOWN vol.5 W JAKOŚCI DO WYDRUKU

Całą zabawę tego dnia rozpoczęła jednak kategoria Teens, która w CrossFit Elektromoc prowadzona jest bardzo intensywnie. Dzięki też temu, młodociani crossfiterzy widząc swoich starszych kolegów, podobnie chcą ze sobą rywalizować. A skoro tak, to dlaczego by im tego nie zapewnić. Tak więc w pierwszym workoucie młodzież, gdzie panowie i panie występowali razem, do wykonania było po 25 powtórzeń wszystkiego – kalorii na wiosłach, brzuszków, martwych ciągów i kolan do łokci. Z tym zadaniem najlepiej poradził sobie Konrad Musiał, który tym samym zgłosił swoją chęć do walki o czołowe miejsca. Jak się też okazało, był to początek jego drogi na szczyt tej kategorii.

Pisząc o EMC Throwdown vol. 5 nie mógłbym też nie wspomnieć o ich głównym wodzireju i prowadzącym. Tym razem to jakże odpowiedzialne i ważne zadanie, wziął na siebie człowiek orkiestra. Człowiek którego sława na pewno sięga dalej niż tylko na zachodnią stronę Wisły. Nieślubne dziecko Krzysztofa Krawczyka oraz ktoś kto nie jedną imprezę rozkręcił oraz nie jedną też zamknął. Kobietom na sam jego widok robi się ciepło, a panowie po prostu żałują że nie są nim. Takie reakcje może więc wywoływać w EMC tylko jeden człowiek – po prostu MC Mario! 😀 Parafrazując napis noszony z dumą na swej koszulce przez cały dzień, to „gdyby Mariusz urodził się on w Filadelfii, to nikt by nie wiedział kim jest Michael Buffer” 😉

Człowiek, który jest moją definicją tego, że CrossFit Elektromoc jest najbardziej „białostockim” boxem po tej stronie Wisły. I pisząc te słowa mam tu na myśli przede wszystkim fakt dystansu do siebie i do tego co się robi, przy jednoczesnym zachowaniu wszelkich standardów na odpowiednio wysokim poziomie. Świetnym przykładem tegoż dystansu jaki panuje w tym boxie, był konkurs dla zebranej w sobotnie popołudnie publiczności. Warto dodać pełnoletniej publiczności. Polegał on bowiem na tym, że dla pięciu chętnych śmiałków, zostało przygotowanych 5 stanowisk, gdzie każde z nich obejmowało 5 filiżanek wypełnionych w sporej części różnymi alkoholami. Zadaniem startującej osoby było najpierw wypicie danej działki trunku, a następnie zgadnięcie w trzech próbach co za alkohol znajdował się w filiżance. Jeśli odgadnięcie tego nie było możliwe, to uczestnik musiał wykonać 10 burpee aby przejść do kolejnego trunku. I tak aż do końca – zabawy albo zawodnika 😉 Jednak zabawa zabawą, ale widać było gołym okiem, że nie spotkano się tam tylko dla przyjemności. Walka o tytuł najlepszego znawcę trunków w EMC była bardzo zażarta, jednak wygrany mógł być tylko jeden 🙂 Choć w tym przypadku – czy nie każdy startujący w jakiś sposób niejako zyskał? 😉

Wracając jednak do rywalizacji czysto sportowej, to wszystkie dorosłe kategorie musiały się na dzień dobry zmierzyć z mieszanką wioseł burpeesów i skakanki. W różnej ilości i konfiguracji w zależności od kategorii. Jeśli ktoś jest ciekawy jak to wyglądało dokładnie, to odsyłam go na AthletesZone, gdzie znajdzie dokładne rozpiski wszystkich workoutów. W pierwszym tego dnia zadaniu na pewno na odnotowanie zasługuje fakt silnego community w EMC, które sprawiło, że dziewczyny startujące w kategorii Open, pokazały jak się powinno wspierać i dopingować nawzajem. Nawet jeśli momentami wyglądało to niemal jak przemoc i chęć zajechania koleżanki 😉


Ten workout był też świetną okazją do tego, aby wielu zawodników mogło się pochwalić swoją klatą i bickiem, który miał tuszować niedobory choćby w temacie double unders 😉 Dla samego zawodnika to raczej niewiele pomogło, ale damska część publiczności mogła czuć się bardziej usatysfakcjonowana 🙂

Drugi z workoutów to było coś co ja osobiście bardzo lubię i cenię na zawodach, a mianowicie fakt wykorzystania możliwości danej areny zmagań czyli po prostu boxa. Nowa miejscówka EMC posiada kilka na stałe zamocowanych podestów ciężarowych, i to właśnie tam odbył się workout polegający na znalezieniu najcięższego możliwego kompleksu. Było to o tyle ciężkie zadanie, że każdy z takich kompleksów składał się z 9 ruchów na sztandze. Tak więc tutaj nie zawsze wygrywała czysta siła czy nawet technika, ale równie duże jak i nie większe znaczenie odgrywała głowa czy też zwykła chęć zwycięstwa. Jak się po zakończonym workoucie okazało, magia zawodów po raz kolejny zadziałała, ponieważ znalazły się osoby, które ten workout skończyły z nowymi PR-ami.

Workout numer dwa był też tym treningiem, kiedy to została wyłoniona laureatka przyznawanego na tej imprezie mego wyróżnienia. Ta osobą okazała się Magdalena Polikarpow, która swoją postawą po prostu sobie na to zapracowała. Magda bowiem po skończonym dźwiganiu zauważyła, że wynik jaki jej wpisano jako oficjalny, jest o kilka kilogramów za duży. Zgłosiła się więc do organizatorów i poprosiła o zmianę na mniejszy wynik. Wtedy jeszcze nie wiedziała o tym, że ten gest sprawi, że znajdzie się na niższym stopniu podium. Jak później mówiła sama zainteresowana – nie miało to dla niej żadnego znaczenia, ponieważ to co zrobiła i jak się zachowała było całkowicie naturalne. I właśnie takie postawy i taki tok rozumowania warto nagradzać! Szczególnie w dobie tego, że na zawodach różnej rangi, ludzie gonią stricte za wynikiem, nie zawsze zważając na wiele rzeczy dookoła. Jednym słowem – BRAWO Magda!

Tak swoją drogą, to po dwóch latach istnienia tej nagrody, podczas wręczania jej w sobotę, historia zatoczyła swoiste koło. Wszystko za sprawą tego, że Magdzie nagrodę wręczała Justyna Zielińska. Zawodniczka która w tym roku otrzymała to wyróżnienie za swoją świetną postawę podczas Medieval Games w Rynie. A więc jak widać coś w tym chyba jest, że swój do swego ciągnie 😉

Workoutem numer 3 jaki przygotowali tego dnia organizatorzy był chyba najbardziej znany, ale nie przez wszystkich lubiany benchmark Fran. Poszczególne kategorie dostały go w różnych konfiguracjach, ale sens wszędzie pozostał ten sam – miało być szybko, mocno i do odcięcia. A jaka muzyka miała zapewnić odpowiednie wsparcie przy takim treningu? W kontekście EMC do głowy przychodzi mi tylko jeden kawałek. Jest nim jak dla mnie nieoficjalny hymn Elektromocy, przy którym sztanga jest jakby lżejsza, drążki wchodzą łatwiej, a dla kibiców nóżka chodzi aż miło. Takie reakcje może wywoływać tylko Eksplożyn! 😀


W taki właśnie sposób wyłoniono najlepszych startujących w kategoriach Beginners oraz Open. Zwyciężczyniami zostały bowiem Dagmara Urbańczyk (Beginners) oraz Małgorzata Sławińska (Open). Wśród panów najlepsi okazali się Marcin Tomczuk (Beginners) i Przemysław Gajewski (Open). Dla wszystkich zwycięzców oraz ich rywali duże gratulacje!

Wisienką na torcie jaka została do skonsumowania tego dnia były dwa finały kategorii Rx. Wśród kobiet faworytka była jedna i jak się później okazało, przeszła ona przez finał z uśmiechem na ustach 😉 Nie znaczy to jednak, że jej rywalki oddały ten finał bez walki. Agnieszka Borucka pokazała jednak klasę i po prostu zrobiła to co ma w swym zwyczaju czyli wygrała z przytupem 🙂 Oglądając za to finał panów, można było mieć pewnego rodzaju deja vu, ponieważ muscle upy, które były częścią finału, już 2 lata temu decydowały o tym o kto wygra, a kto będzie musiał obejść się smakiem. Tym razem Filip Rorant, który już raz w taki sposób zawody wygrał, tym razem musiał zadowolić się miejscem 3 i zacnym zdjęciem z finału 😉 Kategorię Rx Mężczyzn wygrał zaś Piotr Żebrowski aka #TotalnaPsycha 🙂

Rozdanie wszystkich nagród po zawodach, to jednak nie był jeszcze koniec tego dnia pełnego wrażeń, bo równie zaskakujące chwile miały miejsce tuż po. Wszystko to za sprawą urodzinowego tortu jaki wjechał od niezawodnej Blachy, a także filmu niespodzianki ukazującego genezę powstania EMC. Genezę ukazaną w lekko krzywym zwierciadle, ale w taki sposób, że nawet ja jako osoba teoretycznie z zewnątrz, bawiła się świetnie oglądając ten mini-dokument sensacyjno-romantyczny 😉 Polecam więc i wam go sprawdzić!

Na sam koniec z ust współtwórcy tego miejsca Łukasza Wysockiego padło bardzo fajne zdanie mówiące o tym, że „on oraz jego partnerzy już dawno nie są właścicielami EMC, ponieważ klub został oddany w ręce samych klubowiczów”. I ci z was którzy tylko czytają te słowa, a nie byli na samej imprezie, mogą sobie teraz pomyśleć, że to typowe zagranie pod publiczkę. Taki najtańszy populistyczny marketing. Ja jednak spędzając kolejny cały dzień w tym miejscu, widziałem to jak ludzie świetnie czują się w tym miejscu, jak się w nim bawią i jak lubią spędzać tu czas. Na pewno takich odczuć nie byłoby w stanie wzbudzić w nich miejsce obce, czy nawet choćby obojętne. Dlatego w tym miejscu po prostu życzę 100 lat dla EMC i tego aby ten klimat, który bywa BARDZO „białostocki”, nigdy w nim nie zaginął. Bo to jest wartość która od samego początku cholernie kojarzyła mi się z CrossFitem i fajnie, że są miejsca gdzie pielęgnuje się to w taki sposób.