CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Ekspresowo i deszczowo

dodany przezKamil Timoszuk 4 lipca 2017 0 Komentarzy

Grudziądz jaki jest, każdy wie… No dobra, może nie każdy. Ja też nie wiedziałem do ostatniego weekendu. Między też innymi dlatego wybrałem się tam, aby zobaczyć nowe miejsce i wziąć udział w czymś nowym.

Pamiętam jak dziś, kiedy w jednym ze swoich tekstów o zawodach crossfitowych w Polsce, pisałem o tym, że rywalizacja drużynowa jest swoistym dodatkiem do zmagań indywidualnych. Gdy teraz tak patrzę na kalendarz imprez, to śmiało można odnieść wrażenie, że CrossFit stał się niemal sportem zespołowym. Bo tak na prawdę nie ma znaczenia czy ktoś organizuje wewnętrzną rywalizację jakiegoś boxa, czy też zaprasza do siebie ludzi z całej Polski – formuła teamowej rywalizacji jest niemal pewnikiem.

Grzegorza Jasińskiego wiele osób kojarzy ze środowiska crossfitowego, jako jednego z czołowych polskich zawodników w kategorii Masters. Kogoś, kto startuje na zawodach i daje dowód na to, że wiek nie jest żadną przeszkodą aby bawić się w sport. Na co dzień jest on też właścicielem boxa CrossFit 86300 w Grudziądzu oraz pomysłodawcą imprezy o nazwie Adrenaline Team Challenge. O samym boxie napiszę na pewno w kolejnym tekście, bo wybierając się w jego rejony dałem sobie czas aby właśnie tam zajrzeć na spokojnie, zrobić trening i po prostu się rozejrzeć. Jednak to co mnie tym razem sprowadziło do Grudziądza, to fakt właśnie zawodów, których pierwsza edycja wyglądała tak:

Fajne w tej imprezie jest to, że nikt w Grudziądzu z tego co zdążyłem zaobserwować nie spina się. Nikt nie próbuje wmawiać reszcie, że ta impreza jest największa, najlepsza czyli po prostu top of the top. Ekipa która pomaga Grzegorzowi Jasińskiemu, po prostu robi swoją dobrą robotę. Tylko tyle i aż tyle wystarczyło, aby z Grudziądza wywieźć w moim odczuciu dobre wrażenia.

Na ten fakt złożył się jeszcze jeden ale dosyć ważny czynnik, a mianowicie długość samych zawodów. Im więcej jeżdżę po takich imprezach, tym bardziej zaczynam doceniać taki drobny, ale jednak ważny szczegół. Dlaczego według mnie jest o ważny? Głównie dlatego, że taka impreza ma w dużej mierze być przyjemnością – zarówno dla zawodników jak i widzów, którzy często przebyli wiele kilometrów za swoimi kolegami czy trenerami z poszczególnych boxów. A jak rozpatrywać taki event w kategoriach przyjemności, jeśli nierzadko potrafi trwać po 10 i więcej godzin? Oczywiście, często długość eventu uzależniona jest od ilości zespołów czy zawodników jacy biorą udział w rywalizacji. Jednak i tak duże brawa dla organizatorów za to, że 17 drużyn jakie dotarło do Grudziądza pierwszego dnia lipca 2017, mogło zamknąć całą rywalizację w dosłownie 6 godzin.

Jak widać było na filmie z pierwszej edycji rywalizacji, część ówczesnych zmagań było rozegranych na podwórku, a dokładniej na parkingu przed CrossFit 86300. W tym roku na szczęście nie było już takiego pomysłu, ponieważ deszczowa aura jaka nawiedziła Grudziądz i dużą część Polski w ostatnim czasie, mogła zdecydowanie obrzydzić wszystkim ten dzień. Całą ekspresową rywalizację kibice tym razem mogli obejrzeć pod dachem boxa, w murach którego były zaplanowane 3 workouty. System zawodów zakładał wykonanie trzech workoutów przez wszystkie trzy ekipy, z których wyłaniany był ten jeden najlepszy. Zwycięzca mógł zaś odjechać na zdobytym w taki sposób Air Bike’u w siną dal… 😉

Pierwszym workoutem z jakim mierzyły się ekipy były cztery dziewięćdziesiątki – kalorii na ergometrze, GHD, martwych ciągów oraz T2B. I tak przez 15 minut w formie AMRAP-u. Systemy w jakich wiosłowały zespoły były bardzo różne. Niektórzy podzielili wszystko po równo, a niektórzy preferowali szybkie zmiany. W niektórych ekipach panowie wyszli też z założenia, że lepiej wyjdą na tym, jeśli kobieta w ogóle nie będzie wiosłować, a skupi się na pozostałych częściach tej drogi przez mękę. Co zespół to metoda. Najlepiej na swojej metodzie wyszła drużyna 3City Beast z Trójmiasta, która zostawiła za sobą BLB Team oraz Herobox.

Druga część zmagań to była wariacja na temat openowskiego treningu z hantlami i burpee box jumpami w roli głównej. Z tym że co liczba snatchy hantlem co rundę rośnie, a liczba BBJ zostaje niezmienna. Zresztą wszystkie workouty możecie sprawdzić sobie na stronie zawodów na AthletesZone. W tym też workoucie widać było ewidentnie, kto przyjechał do Grudziądza zgarnąć całą pulę. Po raz kolejny drużyna w składzie Marta Zakrzewska, Wojtek Sulima oraz Bartek Balcerowski czyli 3City Beast wyprzedzili drugich na mecie BLB Team po ponad półtorej minuty. To tym samym stawiało ich w otwartej pozycji przed finałowymi zmaganiami do zgarnięcia całej puli.

GALERIA ZDJĘĆ Z ADRENALINE TEAM CHALLENGE

Ostatnim z trzech treningów tego dnia, była to mieszanka gimnastyki, ciężarów oraz wydolności w najczystszej postaci. Nie zabrakło tutaj pedałowania na Air Bike’u przez kilkanaście minut, thrusterów, snatchy, C&J, wspinania się na linę, muscle upów czy też skakanki. Był to zestaw, który mógł złamać każdego. Co więcej, wszystko zostało tak podzielone, że każdy zespół w tym workoucie osiągał aż 4 oddzielne wyniki. Tym samym szanse na dogonienie rywali miał praktycznie każdy. Tu też jednak do gry wchodziła taktyka i dobry podział tego, kto wykonuje jakie ćwiczenie. I o ile dwa pierwsze miejsca Adrenaline Team Challenge były teoretycznie ciężkie do wyrwania faworytom, tak walka o ostatnie miejsce na podium była bardzo zacięta. Wystarczy tylko spojrzeć na końcowe wyniki i to, że pomiędzy miejscem 3 a 9, jest zaledwie 9 punktów różnicy. Tak zacięta rywalizacja nie zdarza się nader często. Może to też dlatego, zdobywcy miejsca trzeciego, Banana Team czyli reprezentanci bydgoskiego CB163, mieli na ustach tak wielkie uśmiechy po zakończeniu rywalizacji. Prawie jakby wygrali wszystko 🙂

Najlepsza na podium ze sporą przewagą była trójmiejska drużyna 3City Beast, a za ich plecami uplasował się warszawski BLB Team. Tym samym też druga edycja Adrenaline Team Challenge przeszła do historii.

A jakie są moje wrażenia po tym całym evencie na którym byłem po raz pierwszy? Główną myślą, jaka przywiozłem do domu w Grudziądza było to, że nienawidzę deszczu 😀 A tak bardziej poważnie to tamtejsze zawody są fajną alternatywą dla wielu innych zmagań w Polsce, które kreują się, często mocno na wyrost, na te najbardziej topowe. W Grudziądzu może nie ma jakiegoś wielkiego efektu WOW, ale jest BARDZO solidnie. Organizatorzy stawiają tam przede wszystkim na dobrą organizację, brak obsuw w trakcie zawodów oraz ciekawe workouty. I to jak najbardziej trzeba przyznać, że im się udało.

Jedynym minusem tegorocznej rywalizacji było to, że trafiła ona na okres, gdzie praktycznie co tydzień gdzieś w Polsce ktoś organizuje NAJ zawody. Za chwilę bowiem startuje maraton trzech dużych imprez co weekend, które przykują uwagę większej części crossfitowego podwórka czyli Zielona Góra, Krotoszyn oraz Warszawa. Tym chyba trzeba tłumaczyć sobotnią frekwencję zespołów. Jednak w kolejnym, bardziej fortunnym terminie, Adrenaline Team Challenge może być ciekawą alternatywą dla głodnych rywalizacji zawodników.