O wszystkim

Ekiden 2018 – Bieganie w szczytnym celu

dodany przezKamil Timoszuk 10 czerwca 2018 0 Komentarzy

Czym jest lepiej kierować się przy podejmowaniu różnych decyzji? Intuicją czy może rozumem? W sumie wypadałoby powiedzieć, że tym drugim. Ale po ostatnich wydarzeniach w moim życiu stawiam jednak na pierwszą intuicję. Tę która ostatnio mnie nie zawodzi.

Nie chce mi się pisać, że nie lubię biegania. Z jednej strony dlatego, że nie ma sensu powielać tego samego rozpoczęcia wielu moich tekstów na temat tej aktywności. Po drugie natomiast o rzeczach oczywistych się nie dyskutuje 😉 Jednak pomimo tego, jak tu nie pisać o bieganiu, skoro po raz kolejny w ostatnim czasie nadarza się ku temu wręcz idealna okazja. Z tym nadarza to jednak też tak nie do końca, bo jednak trochę tym okazjom pomagam.

Nie tak dawno temu udało mi się ukończyć bieg na dystansie 5 kilometrów, który był imprezą towarzyszącą dla białostockiego półmaratonu. Ukończenie było ewidentnie wszystkim tym co mogłem tamtego dnia zrobić 🙂 Zresztą po szczegóły zapraszam do tekstu pod TYM linkiem. Faktem jest jednak to, że już wtedy rzuciłem sam sobie wyzwanie, aby złamać w końcu tę barierę powtarzających się co jakiś czas 5 kilometrów i spróbować czegoś cięższego. I takim oto sposobem Kamil zapisał się na sztafetę Electrum Ekiden. Jedyna znana mi impreza biegowa, która ma głębszy sens w postaci pomagania innym. Dzieje się tak za sprawą tego, że część wpisowego oraz dobrowolne wpłaty przy okazji tego biegu, idą do potrzebujących osób z Fundacji „Pomóż Im”, która prowadzi Domowe Hospicjum dla Dzieci.

Ku też mojemu zdziwieniu, znalezienie kompanów do biegania w zespole nie musiałem szukać zbyt długo. Ba, wystarczyło rzucić hasło dla #Team1530/#TeamKejt czyli ludzi z którymi trenuję na co dzień CrossFit, by parę dni później zespół był niemal skompletowany. Tylko ostatnie, ale jakże ważne jak się okazało ogniwo dołączyło stosunkowo późno. Jednak z takim „posagiem” z jakim dołączył Mateusz, ciężko było go nie wziąć 😉 W tym miejscu podziękowania należą się dla TOP AUTO za wsparcie finansowe przy opłacie wpisowego. Jako zespół polecamy się na przyszłość! 😀

Innym ważnym pytaniem jakie należy sobie zadać w tym miejscu jest to – czy z racji tego, że porwałem się tym razem na dystans jakiego wcześniej nie biegłem, to czy przygotowywałem się do niego jakoś specjalnie? Odpowiadając krótko mogę napisać tylko że nie. Dlatego też gdy ktoś mnie pyta, a o dziwo są tacy szaleńcy, o to jak zacząć biegać, to mówię, że jestem ostatnią osobą jaką należałoby o to wypytywać. Ja po prostu biegnę. Trochę jak Forest Gump 😉 Poza tym wolę inne aktywności i mogę swoje przygotowania do biegania udokumentować na przykład podsumowaniem maja jeśli chodzi o moją jazdę na rowerze.

Jedno z drugim ma niewiele wspólnego ale też jak widać nie przeszkadza zbytnio aby próbować jednego i drugiego.

A bieganie w taki dzień jak dziś, czyli ten w którym słońce grzało niemiłosiernie, nie należało do najprzyjemniejszych. I mówi to ktoś, kto startował o godzinie 10 rano na pierwszej zmianie, kiedy najgorsze było jeszcze przede mną i moimi partnerami z zespołu. Poza tym bieganie jako pierwsza zmiana miało też inne minusy. Jednym z nich był fakt, że kurtyny wodne jakie rozstawiono na trasie, były uruchomione już po tym gdy ja skończyłem swój występ. Niby to tylko taka nic nie znacząc w szerszym kontekście pierdoła, ale wiele osób byłoby wdzięcznych za dodatkową ochłodę na trasie. Na szczęście dziewczyny rozdające kubki z wodą spisywały się dzielnie i każdy kto tylko chciał, to miał czego się napić lub wylać sobie na głowę. Ja preferowałem to drugie rozwiązanie, polecam 🙂

Całe też szczęście, że białostocka wersja biegu Ekiden w jego znacznym stopniu prowadzi przez park. Park w którym drzewa mocno pomagały przetrwać. Zabawnym odkryciem w moim wykonaniu zaś było to, że teoretycznie płaskie miejsca które pokonuje regularnie rowerem, podczas biegu nie są już takie płaskie. Górki i podbiegi potrafią się pojawić niemal znienacka. Jak mawia klasyk – to był moment 🙂 Na szczęście trasa dla wszystkich była taka sama, a więc nie jest to w żadnym wypadku powód do jakichś narzekań. Ot zwykle stwierdzenie faktu.

Nierozerwalną już chyba tradycją takich imprez jest też to, że wielu ludzi biegnie dla samych siebie i swojej zwykłej przyjemności. Niektórzy idą w tym jednak o krok dalej niż inni i na takie imprezy wymyślają różnego rodzaju przebrania. Podczas Electrum Ekiden 2018 dwaj bezsprzeczni faworyci tej klasyfikacji to mężczyzna przebrany za tygrysa oraz pełne przebranie za dinozaura. Co musiało się dziać w środku tego drugiego przebrania to tylko wie ten człowiek. Ale szacunek jak najbardziej mu się należy! W temacie organizacyjnym trafiła mnie dziś jeszcze jedna rzecz. Mianowicie fakt, że dekoracja najlepszych zespołów odbywa się w trakcie jeszcze trwania imprezy. Nie wiem czy to jest norma na takich biegach, jednak patrząc na to z boku i mając w głowie „crossfitowe podejście”, w którym to ten ostatni zawodnik zawsze dostaje największe brawa, to był to dla mnie jakiś zgrzyt.

Nasz zespół w składzie Joanna Łupińska, Margarita Król, Krzysztof Demianiuk, Łukasz Chowański, Mateusz Klepacki oraz ja, spisał się powyżej własnych oczekiwań. A to tego dnia było chyba najważniejsze. Według wstępnych planów i obliczeń możliwości przed biegiem, wychodziło nam czarno na białym, że powinniśmy całą zabawę skończyć w około 4 i pół godziny. Naszym sukcesem więc chyba można nazwać to, że w realu udało nam się złamać barierę 4 godzin z dokładnym czasem 3 godzin, 46 minut i 51 sekund. Tym bardziej jest to cenne, że w skład zespołu wchodziły dwie kompletne debiutantki w takich imprezach, dwóch kolesi którzy biegną na najdłuższych dystansach w życiu i dwóch dzików. A więc brawo my! 😉

Nie mam jednak zielonego pojęcia czy to jest kwestia wydzielających się po bieganiu endorfin, czy może fakt chęci podnoszenia sobie poprzeczki, ale już zakiełkował mi w głowie nowy pomysł. Jaki? Taki, że skoro w tym roku było już biegane na 5 kilometrów, było zakończone 7 kilometrów, to może by warto powalczyć o swój prywatny komplet dystansów i ukoronować go jakąś dychą? A tak się „nieszczęśliwie” składa, że już we wrześniu jest taka okazja. Tę okazję stwarza impreza odbywająca się 23 września pod nazwą TOP AUTO Białystok Biega. W jej ramach rozgrywana jest tak zwana „Nocna Piątka” oraz „Szybka Dycha”. A ja bym chciał tylko machnąć swoją prywatną „Żywą Dyszkę” 😉 Tak więc nie ma co czekać. Trzeba było zrobić pierwszy krok ku temu…

I robi to znowu typ, który nie lubi biegania. Nie starajcie się tego zrozumieć 😉