fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Ege Szmerege Throwdown

dodany przezKamil Timoszuk 10 czerwca 2016 0 Komentarzy

Dwa weekendy. Dwa kraje. Dwie imprezy. Masa ludzi. Nowe doświadczenia. Mnóstwo satysfakcji. Tak by można podsumować w szybki sposób to co się zdarzyło w ostatnich 10 dniach. Jednak taki skrót myślowy to byłoby duże niedopowiedzenie i dlatego dziś zabieram was na Węgry.

Jaki jest problem z crossfitowym imprezami na świecie? Jest on podobny to tego, z którym boryka się cały CrossFit jako sport, a mówicie wszechobecna „umowność”. Ludzie, którzy są z reguły przyzwyczajeni do jasno określonych zasad, mają często problem z tym aby to zaakceptować. Podobnie też jest z hierarchią crossfitowych zawodów na świecie. O ile większość osób zna i uznaje fakt, że impreza CrossFit Games to największa i najważniejsza jak na razie impreza na świecie, tak z dalszymi typami bywa ciężej. Bo tak naprawdę co mamy dalej? Pod finałami w Carson możemy postawić Regionalsy, które skupiają teoretycznie najbardziej wysportowanych ludzi w każdym z regionów świata każdego roku. Tylko czy to jest aby na pewno wyznacznik wielkości tej imprezy? Dalej wydaje się, że jest wiele różnych imprez na tak zwane zaproszenia, gdzie organizatorzy często kusząc dużymi nagrodami finansowymi starają się ściągnąć do siebie jak najbardziej znane nazwiska.

Pod tym zaś znajdują się, szczególnie w Europie tak zwane Throwdowny. Imprezy, które ja na samym początku, czyli w chwili gdy zaczynałem poznawać CrossFit jako sport, myślałem, że są one ze sobą w jakiś sposób powiązane. Coś na zasadzie Pucharu Europy lub coś w tym stylu. Jak się jednak szybko okazało, mnogość imprez typu „(wpisz tutaj dowolnie wybrane miasto lub kraj) Throwdown” wynika głównie z upodobania sobie przez wielu organizatorów określenia Throwdown. Jakby nie było innych i ciekawszych nazw. Jest to o tyle mylące, że kompletny laik na początku swojej crossfitowej drogi, zupełnie nie zobaczy różnicy pomiędzy takim kultowym French Throwdown, a jakimś Pcim Dolny Throwdown. Tym bardziej też nie wiadomo czego można się spodziewać po takich zawodach jeśli organizowane są po raz pierwszy. Tak jak to miało miejsce w przypadku węgierskiego Budapest Throwdown.

Budapest Throwdown 2016 1

Pomimo tego, że ten event był organizowany po raz pierwszy, to organizatorzy wykonali na tyle dobrą robotę promocyjną, że w kwalifikacjach do ich zawodów wzięły udział ekipy z wielu różnych krajów, w tym także i Polski. Gdyby się jednak przyjrzeć temu z bliska, to rzeczywiście wyglądało to tak, jakby to miała być impreza na co najmniej wysokim europejskim poziomie. Wszystko bowiem dlatego, że nie każdy crossfitowy dwudniowy event jest rozgrywany w dużym sportowym kompleksie, z dostępem do basenów zarówno na otwartej przestrzeni jak i pod dachem. Jak się jednak okazało – jedno to mieć możliwości, a co innego jest je wykorzystać.

Do Budapesztu zjechały z Polski ekipy CrossFit Trójmiasto, CrossFit Gliwice, CrossFit Wrocław, Fit Fabric z Łodzi oraz CrossFit Białystok. Przez eliminacje przebrnęły też drużyny z Warszawy oraz Zielonej Góry ale na Węgry tym razem nie dotarły. Ci, którzy się na to porwali zrobili to na dwa sposoby – lądowy oraz powietrzny. Ten pierwszy w zależności od miejsca wyruszania trwał od kilku do nawet kilkunastu godzin. Powietrzny zaś tylko godzinę przy wylocie z Warszawy. I nawet dodając tego podróż z Białegostoku na lotnisko, to dalej wychodzi na komfortowy dojazd. Do tego stopnia, że uderzenie kół podczas lądowania podczas którego przysypiałem, w pierwszej chwili wywołało u mnie pytania typu „To już czy to jakaś awaria i międzylądowanie?” 🙂

Budapeszt sam w sobie jest miastem na pewno wartym odwiedzenia pod kątem czysto turystycznym. Dlatego strzałem w dziesiątkę było dotarcie do niego już niecałe dwa dni wcześniej. Co więcej, mając na świeżo wrażenia i punkt odniesienia w jednym wywieziony prosto z Madrytu, stwierdzam, że stolica Węgier jest na pewno ciekawsza. Bardziej intrygująca i gdy tylko będę miał okazję, to znacznie szybciej wrócę właśnie na Węgry niż do Hiszpanii. Dlaczego? Przykłady trzy pierwsze z brzegu – Klimat, góry w środku miasta, ceny.

Same zawody Budapest Throwdown wystartowały w ośrodku MOM Sport już w piątek, kiedy odbyła się odprawa zespołów oraz omówienie pierwszego dnia imprezy. Organizatorzy nie poszli z ogólnie przyjętym trendem i rozpoczęli od omówienia wszystkiego po kolei w tylko im znanym języku. Goście, którzy przyjechali ze wszystkich innych krajów musieli grzecznie poczekać prawie godzinę, aż przyjdzie ich kolej. Czy jednak nie łatwiej by było aby najpierw to właśnie zmęczonych często podróżą ludzi „odprawić” szybciej, a później zająć się swoimi? Zawsze też jest opcja aby wyznaczyć anglojęzyczną oraz miejscową odprawę. To może jednak za rok. Szef główny zawodów też nie miał łatwego życia ze swoim angielskim, który perfekcyjny nie był, a musiał tłumaczyć się z różnych rzeczy długi czas. W momencie gdy pytania się skończyły, można by chyba uznać, że wszyscy zostali usatysfakcjonowani.

Budapest Throwdown 2016 5

Dwudniowe zawody już w swoim założeniu miały sprawdzić wszystkich startujących pod praktycznie każdym możliwym sposobem. Zespoły podzielone na 3, a właściwie to nawet 4 różne kategorie, przez dwa dni miały do wykonania 8 workoutów. Rozkład jazdy na sobotę wyglądał tak:

Budapest Throwdwon workouts

Do tego zestawu na sam koniec dnia, tak jak to wielu zawodników zaczęło nazywać, dochodził jeszcze aktywny wypoczynek w postaci basenu i przerzucania worków. Nikt się wtedy jeszcze nie spodziewał, że ten cały basen może być największą przeszkodą w trakcie całych zawodów, która uniemożliwiła osiągnięcie podium.

Każdy z eventów rozpoczynali jednak reprezentanci w kategorii Masters, a w tym Expendables Poland czyli ekipa Fit Fabric z Łodzi. Zarówno po tym, jak i też po wielu innych zespołach patrząc tylko na zawodników, a nie w ich metryki, można było śmiało stwierdzić, że nie jeden chciałby wyglądać jak taki Masters. W kategorii skalowanej polskim akcentem była drużyna CrossFit Gliwice oraz Polka Anna Tarasik występująca ze swoimi kolegami z Belgii. Zaś największą kolonię można było oglądać w kategorii Rx. Zespołem, który wygrał pierwszy WOD była ekipa CrossFit Białystok.

PLAYLISTA FILMÓW Z BUDAPEST THROWDOWN

Drugi workout który był klasycznym chipperem, był też niejako zwiastunem problemów z sędziami. Odwieczny problem, który jak się okazało nie istnieje tylko w Polsce, ale także i na teoretycznie poważnych międzynarodowych zawodach. Nie może być przecież tak, że sędziowie nie znają angielskiego lub nie liczą na głos, przez co wprowadzane jest tylko niepotrzebne zamieszanie oraz nerwowość. Sytuację mogła by poprawić funkcja głównego sędziego, który by to wszystko kontrolował, ale nikt nie wpadł na taki pomysł w Budapeszcie. Drugi workout i jego dobre wykonanie pozwolił ekipie CrossFit Wrocław dołączyć do czołówki kategorii Rx i włączyć się do walki o podium.

Trzeci workout tego dnia był najbardziej taktycznym treningiem dwudniowego Budapest Throwdown. Organizatorzy zmodyfikowali pierwotną wersję treningu i do ćwiczeń dorzucili jeszcze bieganie. Co jednak ciekawe od piątkowej odprawy do sobotniego startu zawodów ten trening także się zmienił. Ponieważ ktoś chyba nie do końca wymierzył plac, a dokładniej parking i zamiast biegania planowanych kilkaset metrów, każdy zespół pokonywał zaledwie jedno kółko wokół riga, co powodowało więcej zamieszania niż realnej rywalizacji. Do tego każdy zespół musiał ze sobą zabierać na to jedno kółko piłkę lekarską, sandbag oraz slamm ball. Do koloru do wyboru.

Ćwiczenia wykonywane pomiędzy czyli wspinanie na linę, double unders, OHS-y i ergometr były także o tyle ciekawe, że nie były one liczone w tradycyjny sposób czyli na powtórzenia. Każde z ćwiczeń było punktowane inaczej i dopiero suma punktów dawała końcowy wynik. I tak w przypadku liny to w przypadku kobiet każde wejście bez nóg warte było 9pkt, panów 6pkt, a z nogami obu płci tylko 3pkt. Suma double unders była dzielona na 3, a każdy jeden z maksymalnie dziesięciu udanych OHS zrobionych unbroken był warty kolejne 3pkt. Na sam koniec zaś do wszystkiego dodawano liczbę wywiosłowanych przez zespół kalorii. Teraz gdy o tym piszę wydaje mi się to w miarę logiczne, ale wielu zawodników, a nawet i niektórych sędziów, sprawiało wrażenie, że nie do końca ogarnia ten pomysł. Nic więc dziwnego, że parę ekip miało problem z akceptacją swojego końcowego wyniku.

Budapest Throwdown 2016 2

GALERIA ZDJĘĆ Z PIERWSZEGO DNIA ZAWODÓW

Na zakończenie pierwszego, niezwykle upalnego dnia w Budapeszcie przyszedł dla ochłody basen. Basen, który jest czymś co nie zdarza się często na zawodach crossfitowych z racji miejsc gdzie rozgrywane są przeważnie zawody. Dlatego też dla jednych było to prawdziwe wyzwanie, a dla innych test na to czy sobie poradzą. Wystarczył jednak zaledwie pierwszy heat Masters, aby można było zobaczyć jak duże różnice będą pomiędzy poszczególnymi ekipami. Widać było gołym okiem, kto na co dzień ma jakikolwiek kontakt z wodą, a kto chodzi na basen tylko od święta. Bryzgająca na boki woda raz za razem powiadamiała wszystkich, że do wody wskoczył z własnej woli lub wrzucono jakiegoś wieloryba 😉

Budapest Throwdown 2016 3

Byli też tacy, którzy zamiast pływać od brzegu do brzegu, woleli szukać skarbów na dnie basenu. Niestety wielu zespołom nie udało się ani nic znaleźć, ani nic wygrać. Bo na basenie generalnie ciężko było wygrać cokolwiek, wiedząc, że niektóre z wyników po raz kolejny brane są z „cholera wie skąd”. Nie wszystko można jednak zwalać na sędziów, bo jak ktoś pływać nie potrafił, to nawet najbardziej rzetelny arbiter nie potrafiłby mu pomóc. Dlatego też pierwszy dzień zmagań wiele ekip, w tym niestety także Polskich, zakończyło z dużym niedosytem.

Dzień numer dwa organizatorzy postanowili rozpocząć od kilku niespodzianek. Jedną z nich było dorzucenie do zawodów kolejnej kategorii zmagań o nazwie „CrossTraining”. Czy to aby jednak na pewno dobry pomysł dorzucać do międzynarodowej imprezy, kategorię dla teoretycznych kompletnych amatorów, która jeszcze bardziej wydłuża całą i tak nie krótką imprezę? Wydaje mi się, że są chyba lepsze okazje do zmagań takich ludzi. Tym bardziej, że ekipa która wygrała te zawody składające się z dwóch WOD-ów, wcale nie wyglądała na nowicjuszy.

Dla reszty ekip drugi dzień zawodów zaczynał się od treningu z setką wypchnięć sztangi nad głowę oraz taką samą ilością przerzuconego przez ramię slam balla. A na dokładkę trzyosobowy zespół musiał w jak najszybszym czasie przebyć kilometr na ergometrze. Tak jak pierwszego, tak i drugiego dnia, najlepsi w pierwszym WOD-zie danego dnia okazali się reprezentanci CrossFit Białystok czyli Damian Truchel, Łukasz Mnich oraz Patrycja Horodyńska. Jednak najbardziej efektowny finisz miał zdecydowanie CrossFit Trójmiasto z Kamilem Wentowskim na czele, który udowodnił, że ergometr można także robić legless 😉

Po tym wszystkim nastąpiło pierwsze „ucięcie” zespołów biorących udział w zawodach i przesunięcie najlepszych do półfinału. Półfinału, który składał się z dwóch następujących niemal natychmiast po sobie części. Niestety dopiero też w praktyce wyszło to, że organizatorzy w dużej mierze przekombinowali trochę logistycznie drugą część, która momentami przypominała jeden wielki bałagan. Szczególnie dosyć dużo emocji wzbudzało zmienianie obciążeń na sztangach, kiedy to zespoły mniej lub bardziej tego świadome, podbierały sobie talerze. Wie coś o tym na przykład ekipa Fit Fabric.

W międzyczasie mieliśmy też przerwę spowodowaną opadami deszczu. Deszczu, który ewidentnie organizatorów zaskoczył, pomimo tego, że nawet dzień wcześniej już było zagrożenie takiego rozwiązania. Oni chyba jednak woleli zaklinać rzeczywistość i liczyć na to, że obędzie się bez komplikacji. No niestety nie tym razem. W pewnej chwili istniało też zagrożenie, że zawody nie zostaną dokończone jeśli opady nie ustaną w wyznaczonym czasie. Tu powróciło też pytanie o to dlaczego mając taki kompleks sportowy zawody odbywają się na jego parkingu?

Na szczęście aura była łaskawa i pozwoliła dokończyć imprezę. Sami organizatorzy chyba jednak nie do końca wierzyli w taki rozwój sytuacji, ponieważ przed finałowym workoutem do rozegrania którego potrzebne były znowu slam balle, część sprzętu już wyjechała (podobno został sprzedany w trakcie imprezy). Profeska w wersji węgierskiej! Dobrze, że przynajmniej sztangi zostały i było czym robić thrustery 😉 W efekcie też tego finał kategorii Rx musiał zostać podzielony na dwie części.

O małym profesjonalizmie organizatorów świadczy na pewno też fakt, że nie powinno się raczej sprzątać podestów ciężarowych, zabierać innych sztang i robić wielu innych prac porządkowych w trakcie trwania finału. Wielkiego chyba tylko z nazwy. Nic więc dziwnego, że wiele ekip wyjechało przed końcem zmagań. Z naszych zespołów najbliżej podium był CrossFit Wrocław, który zajął ostatecznie ex aequo 3 miejsce razem z ekipą CrossFit ACE, ale to ci drudzy stanęli na podium z racji wygrania jednego z WOD-ów w trakcie trwania zawodów. Niedaleko czołówki był też CrossFit Białystok, który gdyby tylko umiał pływać, to być może by powalczył o ten jeden medal jaki dostawał każdy 3-osobowy zespół na podium 😉

Budapest Throwdown 2016 4

GALERIA ZDJĘĆ Z DRUGIEGO DNIA ZAWODÓW

Tak więc jak by można ocenić dwudniowy crossfitowy maraton pod nazwą Budapest Throwdown? Większość zespołów była zgodna co do tego, że pod względem programowania workoutów w ciągu dwóch dni było wszystko co tylko być mogło. Ciężary, gimnastyka, wydolność plus coś ekstra. Niestety jednak było gołym okiem widać, że nie do końca organizacyjnie wszystko grało i że ktoś się zabrał za takie zawody po raz pierwszy. Jest więc pewnie spora szansa, że wiele z tegorocznych ekip na ten event za rok już nie wróci. Nie każdy bowiem zawodnik lubi być traktowany w nie do końca poważny sposób, kiedy wydał sporo pieniędzy i przebył mnóstwo kilometrów. Ja ten wyjazd zaś przypłaciłem ciągnącą się do dziś jeszcze chorobą oraz udarem słonecznym. Jednak do Budapesztu bym chętnie wrócił, ale na tamtejszy Throwdown chyba już niespecjalnie.