CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Dopaminowe batle

dodany przezKamil Timoszuk 12 października 2017 0 Komentarzy

„Dopamina jest nazywana neuroprzekaźnikiem wzmocnienia. Zwiększa motywację do działania, sprawia, że jesteśmy pełni życia. Wpływa na nasze emocje oraz jakość relacji z innymi ludźmi. Osoby z prawidłowym poziomem dopaminy nie mogą usiedzieć w jednym miejscu, są głodne nowych wrażeń i doświadczeń.”

Tak właśnie głosi powszechnie dostępna w internecie teoria. Teoria, która z praktyką ma bardzo wiele wspólnego patrząc na to co działo się w ostatnią sobotę w warszawskim boxie CrossFit Dopamine. Tam bowiem odbyły się wewnętrzne zawody wyżej wspomnianej miejscówki oraz CrossFit Wilanów o nazwie Fitness Battle. Jeśli komuś ta nazwa coś mówi, to bardzo dobrze! Bo to też oznacza, że ogarniacie polską scenę CrossFit i domyślacie się, że jest to druga edycja tej imprezy w tym roku. Jedną podstawową zmianą w stosunku do poprzedniego eventu jest to, że tym razem wszystko odbyło się w CrossFit Dopamine.

Box na warszawskim Targówku to miejsce o którym można powiedzieć wiele rzeczy. Na pewno jednak nie można stwierdzić, że to miejsce jest nijakie. Charakter temu miejscu nadają przede wszystkim ludzie, którzy jak cytowałem we wstępie „nie mogą usiedzieć w jednym miejscu, są głodni nowych wrażeń i doświadczeń” 😉 Tym samym idealnym wydaje się być przekucie tej dobrej energii w fajną imprezę, a taką moim zdaniem Fitness Battle było.

PEŁNA GALERIA Z FITNESS BATTLE

Do zmagań w sobotnie przedpołudnie zgłosiło się niecałe 50 osób. Czy to dużo? Biorąc pod uwagę to, że była to impreza jakby nie patrzeć dwóch boxów, to trochę średnio. Z drugiej jednak strony, podobnie jak i na poprzedniej edycji, większość osób startujących to byli ludzie z Dopaminy, a nie Wilanowa, który od dawna uchodzi za box specyficzny. Być może jednak pod nowymi rządami ta sytuacja w niedalekiej przyszłości ulegnie zmianie. Tak czy inaczej, dobrze było zajrzeć do miejsca o którym się wiele słyszało, a nigdy wcześniej nie miało okazji być. Szczególnie fajnym technicznym rozwiązaniem jest rig na podwórku, który jest patentem na które może sobie pozwolić stosunkowo niewiele tego typu miejsc. Wprawdzie tym razem pełnił on funkcję parkingu, ale sądząc po materiałach wrzucanych internetu, to na co dzień bywa on używany i to nie tylko w teorii.

Już na odprawie przeprowadzonej przez Magdę Górską i Pawła Piotrowskiego wszyscy startujący dowiedzieli się, że tego dnia zmierzą się oni z CrossFitem w najczystszej postaci. Bez żadnych udziwnień, których czasami na różnych tego typu imprezach jest aż nadto. Jak się też później okazało, w tych słowach nie było ani grama ściemy. Możecie to zresztą zauważyć jeśli prześledzicie na Athletes Zone workouty jakie zostały przygotowane. Tam też zauważycie, że jak na tak stosunkowo niewielką imprezę pojawiło się sporo, bo aż 6 różnych kategorii. Od Teensów, poprzez Open i Rx, aż po Masters. Tak się też złożyło, że w tych dwóch skrajnych kategoriach potrafili występować przedstawiciele jednej rodziny czyli na przykład ojciec z córką. Brawo oni! 😉

Na potrzeby Fitness Battle w kategorii Teens trzech panów rywalizowało z jedną przedstawicielką płci pięknej. Przed młodzieżą zostało postawione zadanie wykonania w pierwszym workoucie po 75 powtórzeń amerykańskich swingów 8-kilogramowym kettlem oraz przysiadów, a także przewiosłowania 75 kalorii na ergometrze. W drugim z eliminacyjnych workoutów przyszło się zmierzyć wszystkim z różnymi wariacjami na temat jednego z najbardziej znanych crosfitowych treningów czyli Fran. W finale zaś wszystkie kategorie „przeczołgano” zmienioną lekko wersją treningu Open 16.2. Nie było to jednak przeszkodą dla Aurelii Paryś, która ostatecznie zajęła najniższy stopień podium. Wyżej od niej uplasował się Kuba Krajewski i Maks Friedmann, który wygrał całą rywalizację.

W kategorii 35+ równie dzielnie dawał przykład córce Łukasz Paryś, który rzutem na taśmę ukończył swoje zmagania o jedno miejsce wyżej niż córka. Zadecydowała o tym zasada, że przy równej liczbie punktów w klasyfikacji, wyżej jest ten, kto w ostatnim treningu był wyżej. Osobą, która została wyprzedzona na ostatniej prostej był Michał Nowakowski, który wygrał dwa pierwsze workouty i był zdecydowanym faworytem do wygranej. Niestety, aż 8 zdobytych punktów dopisanych mu po treningu numer trzy, tego dnia zepchnęły go ostatecznie na trzecie miejsce. Kategorię 35+/Masters wygrał w dopaminowych zawodach Rafał Załęski.

W kategorii Open pań nie było praktycznie żadnej rywalizacji. Wszystko za sprawą świetnej postawy młodziutkiej Liliany Tolejtis, która od początku nadawała ton rywalizacji. To ona wygrała wszystkie 3 workouty i tym samym nie dała szans rywalkom. Za jej plecami uplasowały się Aleksandra Smarz oraz Małgorzata Grzegory. U panów natomiast sytuację kontrolował od początku do końca Mariusz Wielgos, który tylko w finale oddał pierwszą lokatę na rzecz Piotra Szymańskiego. Piotra, który rzutem na taśmę wskoczył na drugi stopień podium. Tutaj też zadziałała zasada, ostatniego najlepszego workoutu w przypadku równej liczby punktów. Poszkodowanym tej zasady okazał się w tej kategorii Piotr Bujko.

Kategoria Rx pań była tą najbardziej emocjonującą. O wszystkim bowiem zadecydował ostatni workout. O zaledwie jeden punkt, wiecznie uśmiechnięta Monika Satława wyprzedziła swoją koleżankę Michalinę Skwarek. Ewa Górecka z trzeciego miejsca podium, uprzedziła Paulinę Górską. Czy jednak można czuć się wygranym nie stając na najwyższym stopniu podium? Zdecydowanie można! I najlepszym tego przykładem jest Stefan Kosek, który bez wątpienia był tego dnia gwiazdą pierwszego formatu 🙂 Takiego wsparcia na publiczności moim zdaniem nie miał chyba nikt. I nie miało na to żadnego wpływu to, że finalnie zakończył swoją walkę na trzecim miejscu. Maciej Sobolewski z miejsca drugiego, musiał się też pogodzić z tym, że tego dnia niedościgniony jest Marcin „Punisher” Lindstedt. Wygranie wszystkich trzech treningów w świetnym stylu nie pozostawiło nikomu żadnych złudzeń.

Tak jak i ja nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że dobrą decyzją było to aby pojawić się tego dnia w CrossFit Dopamine. Box, który tego dnia obchodził też swoje trzecie urodziny obchodził je w dobrym stylu. Zawodami może i kameralnymi czy bez wielkich fajerwerków, ale dobrze zorganizowanymi z uniknięciem większych fakapów czy obsów czasowych po drodze – a to się ceni. Sam box zresztą już od przekroczenia progu sprawia wrażenie mocno pozytywnego. Dlatego z okazji urodzin warto mu życzyć tego, aby ten fakt utrzymał się jak najdłużej! Bo patrząc na wiele biznesowych przykładów z tego środowiska, utrzymanie tego stanu to prawdziwa sztuka, która nie każdemu się udaje.