O wszystkimOpinie

Dobrego kina nigdy za wiele

dodany przezKamil Timoszuk 29 października 2016 0 Komentarzy

Po dłuższym okresie kinowej posuchy, nareszcie nastał czas kiedy zaglądając do repertuaru kinowego przed każdym weekendem, nie trzeba się obawiać, że nie będzie tam nic ciekawego. A przynajmniej znajdą się tam filmy, które przynajmniej zachęcą aby wyruszyć z domu.

Tak to już chyba jest, że premiery kinowe następują falami. Jak przez długi czas nie ma praktycznie nic wartego uwagi w polskich kinach, tak za chwilę jest taki wysyp produkcji na które nie wiadomo kiedy znaleźć czas. Ostatnim tygodniom jest zdecydowanie bliżej do tego drugiego z okresów. I bardzo dobrze, bo zaczynająca się jesień zdecydowanie sprzyja kinowym wyprawom.

wolyn-plakat

Jednym z mocniejszych filmów jakie widziałem w ostatnim czasie, jest na pewno nasza rodzima produkcja pod tytułem “Wołyń”. Kolejna historyczna produkcja opowiadająca o losach Polaków w okresie wojennym, i skupiająca się na jednym z wydarzeń, które do dziś uchodzi za kontrowersyjne. Mowa tu o 1943 roku, kiedy to ukraińscy nacjonaliści chcąc odzyskać niepodległość swojego kraju, dokonali mordu na tysiącach Polaków. 11 lipca 1943 roku tuż o świcie zostało zaatakowanych 99 wsi i osad, gdzie dopuszczono się jednej z najbrutalniejszych masakr w tamtym okresie.

Sam film skupia się na tych wydarzeniach za sprawą w głównej mierze Zosi, graną przez Michalinę Łabacz, i jej rodziny. Reżyser Wojciech Smarzowski podjął się niezwykle trudnej próby przedstawienia tego kawałka historii, którego nikt wcześniej nie poruszył w taki filmowy sposób. Jak bowiem wiadomo, produkowanie filmów historycznych w Polsce nie należy do najprostszych, dlatego już choćby za to należą mu się słowa uznania. Tak samo zresztą jak i za to, że ustrzegł się on popełnienia jednego z największych błędów przy tego typu produkcjach, a mianowicie opowiadaniem się po jednej ze stron. Filmowy obraz oczami Wojtka Smarzowskiego jest na tyle bezstronny na ile tylko może być. Co więcej, film ukazuje nie tylko barbarzyństwo, które z filmu wylewa się momentami niemal wiadrami. Ukazuje on przede wszystkim do czego może doprowadzić wiara w jakieś, nie zawsze słuszne idee czy też stawianie sobie za wzór nieodpowiednich ludzi. To niesamowite jak czasami niewiele trzeba aby dorosły i wydawałoby się zdrowo myślący człowiek, pod wypływem sugestii i impulsu, zamienił się w kogoś zupełnie innego, żeby nie napisać zwierzę.

Oprócz fantastycznej kreacji aktorskiej wcześniej wspomnianej Michaliny Łabacz, na ekranie możemy zobaczyć także całą plejadę polskich aktorów. Aktorów którzy wykonali kawał ogromnej pracy aby film oglądało się z zaciekawieniem mieszającym się chwilami z odrazą do przedstawionych wydarzeń. Wśród odtwórców ról znajdziemy takie osoby jak Jacek Braciak, Arkadiusz Jakubik, Izabela Kuna czy wielu innych dla których wybrać się na seans. Czy to jest jednak film dla wszystkich? Pewnie nie. Nie każdy bowiem jest fanem swoistego rozgrzebywania ran na wielkim ekranie. W przypadku tego filmu uważam jednak, że nawet mając jakieś wewnętrzne opory, to warto je przełamać aby poznać kawałek tak samo trudnej jak i ważnej historii. Być może dlatego, żeby każdy mógł wyciągnąć swoje późniejsze wnioski.

Marvel natomiast nie zwalnia tempa i co roku wypuszcza swoje kolejne produkcje filmowe oparte na komiksach. Oprócz kontynuacji wcześniej rozpoczętych serii, od czasu do czasu wprowadza “do gry” nowych bohaterów z gorszym bądź lepszym skutkiem.

doctor-strange-plakat

Nowa ekranizacja ukazująca losy “Doctora Strange’a” zdecydowanie należy do tych bardziej udanych. Nie wiem czy nawet w moim prywatnym rankingu nie jest tuż za “Strażnikami Galaktyki”, którzy mieli prawdziwe wejście smoka do kin na całym świecie. Tytułowy Doktor Stephen Strange, grany przez Benedicta Cumberbatcha, to ceniony chirurg którego talent jest niemal tak wielki jak jego ego. Sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy ulega on wypadkowi samochodowemu  wyniku którego jego ręce tracą swoje wcześniejsze wyjątkowe zdolności. W poszukiwaniu wyjścia z tej bardzo trudnej sytuacji tytułowa postać zmuszona jest przejść przemianę, która w finalnym efekcie sięga dalej niż on sam by się jej spodziewał. W dużej mierze dzieje się to za sprawą Starożytnej czyli Tildy Swinson oraz Mordo granego przez Chiwetela Ejiofora, którzy pokazują mu rzeczy, których nigdy wcześniej nie widział.

Cały film w dużej mierze jest utrzymany można by nawet powiedzieć, że w klimacie komediowym. Żarty są czasami mniej lub bardziej trafione, ale na pewno nie można odmówić tej produkcji tego, że jest ich mało. Te natomiast łączą się w dość naturalny sposób z efektami specjalnymi, które stoją w tej produkcji na naprawdę wysokim poziomie. I piszę to z pozycji kogoś, kto wybrał się na przedpremierowy pokaz w technologii 2D. Podobno w wersji 3D jest znacznie, znacznie lepiej, a więc jeśli macie taką możliwość to wybierzcie się na właśnie taką. Nie wiem czy to tylko moje odczucie, ale chwilami oglądając sceny z zaginania czasoprzestrzeni, miałem też nieodparte wrażenie, że są one wycięte z “Incepcji” w której był zastosowany bardzo podobny zabieg.

Z minusów tego filmu na pewno warto wymienić głównego złego bohatera jakim jest Kaecilius grany przez Madsa Mikkelsena. Jest to niemal flagowy przykład tego jaki nie powinien być główny czarny bohater komiksowych opowieści. Tak bezbarwnej jednostki dawno już Marvel nie wyprodukował. Ale jest jednak szansa na to, że w kolejnych odsłonach zostanie to naprawione. A skąd wiem, że będą kolejne części? Wystarczy obejrzeć aż trzy zakończenia tego filmu – te pierwsze standardowe, te drugie po pierwszych napisach i te trzecie po tych długich. Według mnie warto poczekać. Swoją drogą to na sali kinowej w której średnia wieku wynosiła około 15-16 lat, a ja ją skutecznie zawyżałem, niemal wszyscy widzowi byli marvelowsko uświadomieni i czekali cierpliwie do samego końca końców tej produkcji. Tak więc filmowe społeczeństwo w Polsce jest coraz bardziej wyedukowane jak można było zobaczyć na tym obrazku 😉

Na koniec dzisiejszego przeglądu filmowego pozostała produkcja… przypadkowa.

jac-reacher-2-plakat

Na film “Jack Reacher – Nigdy nie wracaj” nie miałem w planach wybierać się wcale. Jednak mając do zagospodarowania wolny wieczór w Lublinie i przy okazji spotkania z dawno nie widzianym Jackiem, nomen omen, nie dałem się długo namawiać na to wyjście. Czy po seansie mogę powiedzieć, że to był dobry wybór z mojej strony? Skłaniam się ku temu, że raczej średnio. Dlaczego? Może dlatego, że chyba ewidentnie nie jestem fanem takich filmów. Już jakiś czas temu parę osób się poobrażało na mnie za to, co napisałem o Jasonie Bournie 😉 Dlatego tym razem napiszę chyba jedynie tyle, że te dwa filmy jak dla mnie są bardzo do siebie podobne. Ot zwykła sensacja w której Tom Cruise musi ratować siebie oraz innych, a przy okazji uciekać przez cały ten film 🙂 Czy tego rodzaju zabieg nie był jakimś przypadkiem wykorzystany wcześniej jakieś 32934 razy? Jak zapewniał mnie mój kolega, który wyciągnął mnie na ten film – książka jest dużo lepsza. Może i całe szczęście, bo daje to nadzieję, że ludzie nauczeni doświadczeniem, chętniej sięgną po książkę niż obejrzą film.