fbpx
CrossFitO wszystkim

Czas crossfitowego podziału

dodany przezKamil Timoszuk 13 marca 2015 4 komentarze

Od już ponad dwóch tygodni, każdy kto interesuję się crossfitowym światkiem i wszystkim co z nim związane, jest na bieżąco z kolejnymi eliminacyjnymi treningami do CrossFit Games. Po dwóch pierwszych, które nie wywołały aż tak dużego poruszenia wśród crossfiterów z całego świata, przyszedł ten, który podzieli ludzi pod wieloma względami.

CrossFit Games Open to innowacyjny system eliminacji, który już od wielu lat stosuje CrossFit HQ i sprawdza się ona bardzo dobrze. Oczywiście ma on swoje wady, ale w ogólnym rozrachunku broni się on swoją użytecznością. To nie jest też przypadek, że to właśnie na wzór największych światowych crossfitowych zawodów, organizowanych jest wiele innych równie ciekawych tego typu eventów. Można też sparafrazować powiedzenie o tym, że „ten system nie jest doskonały, ale jak na razie nikt nie wymyślił nic lepszego”. Dzięki też temu przez pięć kolejnych tygodni, zawodnicy są „obdarowywani” kolejnymi treningami, które muszą wykonać aby najlepsi z nich mogli stanąć naprzeciwko siebie twarzą w twarz i wyłonić spośród nich tych, którzy zasługują na wyjazd do słonecznej Kalifornii.

Żeby jednak do tego doszło, najpierw trzeba zmierzyć się z 5, a w tym roku najprawdopodobniej z praktycznie 6 WOD-ami w zaciszu swojego boxa lub innej siłowni. Takie rozwiązanie ma swoje plusy i minusy o czym można było się przekonać już w latach ubiegłych ale także i w tym roku. Wzrost popularności CrossFitu na świecie, wymusił wręcz aby w takich eliminacjach wprowadzić kategorię dla osób, które na razie nie są w stanie wykonać wszystkich ćwiczeń, a chcą zmierzyć się z innymi ludźmi. Tak zwane skalowane treningi od początku wywoływały wiele dyskusji i kontrowersji. Jednym się ten pomysł podobał, a innym niespecjalnie. Zaprezentowany minionej nocy trening Open 15.3 po tym co już widziałem dziś w internecie, dolał jeszcze oliwy do i tak nieźle rozpalonego już ognia. A owy trening wygląda tak.

Już rok temu, kiedy Dave Castro ogłaszał trening Open 14.4, wiele osób złapało się za głowę widząc muscle upy w treningu eliminacyjnym. Jako że były one umieszczone niemal na samym końcu, zaraz po ROW, T2B, wall ballach oraz cleanach, był wiadomo było, że to jest ten moment, kiedy zostaną rozdzieleni zawodnicy, którzy robią to w dużej mierze dla siebie, a tacy, którzy mają aspiracje na coś więcej. W tym roku muscle upy wiadomo raczej było, że pojawić się muszą. Pytaniem było jednak tylko kiedy, w jakiej formie oraz jakiej ilości. Tylko osoby naiwne liczyły na to, że obędzie się tym razem bez tej umiejętności. Pomimo tego, wstając późnym porankiem i jedząc swoje śniadanie, naczytałem się na Facebooku oraz Twitterze narzekań na to „piekielne ćwiczenie”, Dave’a Castro i parę jeszcze innych rzeczy. I tu w mojej głowie pojawiło się od razu pytanie – O co wam ku… ludzie chodzi?! Niby chcecie aby nazywano was crossfiterami, a jęczycie jak typowe baby. Nikt was przecież do robienia tego nie zmusza. Nikt wam nie każe startować w kategorii RX. A jeśli wiesz, że pierwszy muscle up dopiero przed tobą to masz właśnie szansę to zrobić i niejako to udokumentować. Zresztą powszechne hasło mówiące o tym, że „eliminacje Open są dla wszystkich” powoli odchodzi w zapomnienie. Może i w teorii nadal jeszcze są, ale nie ma się co oszukiwać, że tak naprawdę bawić się nimi będą mogli tylko najlepsi. Pomimo to, dla tych osób, które porwą się na wykonanie tego workoutu, ekipa Barbell Shrugged przygotowała fajny pomocniczy materiał, który może tylko pomóc.

I takim tez sposobem dochodzimy do drugiego tematu, który wyszedł też przy okazji Open 15.3 czyli skalowania. Tak jak już wspomniałem wcześniej, ta kategoria od momentu ogłoszenia jej powstania zaczęła budzić sporo emocji. Emocji, które nie zawsze były tylko pozytywne. Ja osobiście byłem ciekaw jak zostanie to rozwiązane i czy na przykład skalowanie będzie się opierać tylko na zmniejszeniu obciążeń na sztandze. Pierwsze dwa treningi pod tym kątem mnie pozytywnie zaskoczyły. Było to na tyle fajnie pomyślane, że nawet po przeskalowaniu treningi nie traciły na swojej powiedzmy to wartości i atrakcyjności. Niestety tego samego o 15.3 już napisać nie mogę. 7 muscle upów, 50 wall balls i 100 double unders zamieniono na zaledwie 50 wall balls i 200 single unders. A gdzie jest jakiś zamiennik MU? Czyżby nie dało się tego elementu wyskalować? Oczywiście wall balle zniszczą i tak każdego, kto będzie to robił konkretnie, ale to nie zmienia faktu, że warto było coś jeszcze dać wcześniej. Nawet co do skakanek, których szczerze i serdecznie nie znoszę, mam pewne obiekcje. A jeśli osoba, która nie skacze double unders tylko je za każdym razem ciuła ma z tym problem, to musi coś znaczyć.

Tak więc z jednej strony Dave Castro i spółka pojechali po bandzie z treningiem w kategorii RX, a z drugiej zawiodło im chyba tym razem skalowanie. Jestem jednak skłonny zrzucić to wszystko na fakt, że pomimo tego że są oni profesjonalistami, to są także ludźmi, a ci jak wiadomo popełniają błędy. Czy trening 15.3 można nazwać błędem? Raczej nie, ale mi i chyba nie tylko mi cos w nim nie gra. Za kilka dni, kiedy zawodnicy powrzucają swoje wyniki i nie jedna tabela wywróci się do góry nogami, to mam dziwne przeczucie, że grono niezadowolonych osób wcale nie zmaleje.