fbpx
Foto & VideoO wszystkim

Czarno-żółty rolercoaster

dodany przezKamil Timoszuk 30 czerwca 2015 1 Komentarz

Dawno temu, znany reżyser Alfred Hitchcock, użył stwierdzenia, że „dobry film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć”. Jak się okazało w miniony weekend, to powiedzenie ma swoje zastosowanie jednak nie tylko w filmach, ale także i realnym życiu. A to wszystko przez futbol amerykański…

Dla zespołu Primacol Lowlanders Białystok minionych kilka miesięcy, to była prawdziwa jazda bez trzymanki. Awans do najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce spowodował, że przed tą grupą ludzi, zostały postawione nowe cele i wyzwania. To tylko od nich samych zależało czy i być może w jakim stopniu uda im się je zrealizować. Aby to zrobić, trzeba było włożyć sporo ciężkiej pracy i niemal każdego dnia stawiać czoła wyzwaniu jakim na pewno jest gra w Toplidze. Każdy, kto w swoim życiu przeszedł podobną wędrówkę ten wie, że im więcej wybojów jest na tej drodze, tym później satysfakcja na samym końcu jest zdecydowanie większa. Tak więc trzymając się tej tezy, w przypadku Lowlanders, to nic dziwnego, że chwilę po zakończeniu sezonu mogą być oni po prostu szczęśliwi pod względem sportowym. Zacznijmy jednak od początku…

Dzięki udanemu sezonowi 2015 i osiągniętemu w nim bilansowi zwycięstw 7-3, białostoczanie awansowali do fazy Playoffs. Tam czekał ich pojedynek z aktualnym jeszcze mistrzem Polski czyli Seahawks Gdynia. Zespołem, z którym w sezonie regularnym udało im się stworzyć kapitalne widowisko w Białymstoku. W tamtym meczu nieznacznie, ale jednak lepsi okazali się gracze z Pomorza, którzy wygrali 32:35. Z racji wielu kontrowersji po tym spotkaniu, szczególnie jeśli chodzi o sędziowanie, półfinałowe starcie miało wiele poziomów i podtekstów. Wszystko miało jednak rozstrzygnąć boisko i sportowa rywalizacja na boisku w Gdyni.

Seahawks Lowlanders 1

Sama podróż nad morze rozpoczęła się w sobotni poranek, kiedy to w centrum Białegostoku zebrała się cała „armia zaciężna” Ludzi z Nizin. Oprócz całego potrzebnego do meczu sprzętu, ciuchów na zmianę oraz prowiantu na drogę, większość z członków wyprawy zabrała ze sobą także dobry humor. Coś bez czego żyć się po prostu nie da, i jest to tak samo ważny element naszego życia jak powietrze. Nic więc dziwnego, że droga w takiej atmosferze mijała stosunkowo szybko. Jadąc razem z ekipą Lowlanders, przypomniało mi się też wiele swego czasu cyklicznych wyjazdów z koszykarzami Żubrów Białystok, których byłem przez jakiś czas częścią. Różnica pomiędzy tymi sytuacjami jest jednak taka, że futbolistów z racji specyfiki tego sportu, jest kilka razy tyle co koszykarzy. Przez to też różnorodność charakterów, osobowości, żartów czy też wielu innych rzeczy podczas takiej podróży, jest zdecydowanie większa. Przełożyło się to też na różne formy spędzania tych kilku godzin w autokarze. Po początkowym rozdawiennictwie koszulek, każdy zajął się inną czynnością. Czy to gadaniem i żartowaniem, czy to oglądaniem seriali lub innych filmów, czy to słuchaniem muzyki, czy też paroma innymi rzeczami, jakie można robić podczas przemierzania kolejnych kilometrów polskimi drogami. Słowo nuda przez dłuższy czas było jednak praktycznie nieobecne. Tym bardziej, że przez kilka godzin głównym punktem programu było oglądanie pierwszego półfinałowego meczu PLFA, czyli Panthers Wrocław vs. Warsaw Eagles. Było to możliwe o i ile internet nie ginął gdzieś razem z zasięgiem przejeżdżając przez mazurskie lasy. W sumie to by się zgadzało z samym oglądanym meczem, gdzie mocje też były jak na grzybobraniu.

Seahawks Lowlanders 2

Na szczęście Trójmiasto z Gdynią na czele, wbrew przewidywaniom i obawom, nie przywitało nas deszczem. Był to więc dobry argument za tym, aby wyjść trochę na miasto i zasiać trochę zamętu na pobliskiej plaży i jej okolicach. Niewątpliwie bowiem banda prawie 50, w wielu przypadkach ogromnych chłopów, idąca przez miasto w jednakowych koszulkach, to nie jest to co budzi w Trójmieście specjalne społeczne zaufanie 😉 Na szczęście w przypadku Lowlanders był to całkowicie pokojowy przemarsz 🙂

Seahawks Lowlanders 3

Zaraz po zrobieniu tego zdjęcia, część ekipy nie odmówiła sobie możliwości wykąpania się w chyba jeszcze nie do końca ciepłym morzu. Były to jednak iście filmowe widoki.


Na szczęście Greenpeace nie musiał interweniować 😉

Potem zaś wszyscy ruszyli w miasto, w poszukiwaniu pokarmu wszelkiej maści. Ja po wędrówce bez konkretnego celu w okolicach hotelu, udałem się do miasta gdzie diabeł mówi dobranoc czyli Sopotu. Tego wieczora bowiem miałem podwójne szczęście. Po pierwsze żadna z osób mająca polot i fantazję, a także będąca również w Sopocie tego wieczora, nie wpadła na pomysł pojeżdżenia sobie po sopockim Monciaku. Drugim zaś moim szczęściem było to, że ekipa z gdańskiego crossfitowego boxa CrossCore, przygarnęła mnie jak swojego na ich boxowe spotkanie. A że okazja do poznania nowych, fajnych ludzi jest spoko, to głupotą byłoby nie skorzystać 🙂 To właśnie podczas tego spotkania, poznałem odpowiedź na zajebiście ważne pytanie, a mianowicie „Czy ta sajgonka jest sajgonką?” Dzięki Katarzyno! Teraz moje życie wydaje się bardziej pełne 😉 Przy okazji też wyjaśniło się kto mieszka w jaskini, a kto zlazł z drzewa, i także to, że dentyści mają poczucie humoru nie tylko w chwilach, kiedy stoją nad swoim pacjentem z rozdziawioną paszczą. Szok i niedowierzanie 🙂 Aż szkoda było wracać tak wcześnie do hotelu. Jednak świadomość zbliżających się za kilka godzin ważnych wydarzeń była decydująca. Utwierdził mnie w tym jeszcze bardziej mój współtowarzysz w pokoju, który po moim powrocie szykował się jeszcze do meczu, oglądając zagrywki taktyczne rywali. Szacunek za profesjonalizm.

Seahawks Lowlanders 10

Od samego niedzielnego poranka, który rozpoczął się wspólnym śniadaniem, można już było wyczuć, że atmosfera jest zupełnie inna niż jeszcze dzień wcześniej. Mniej żartów, mniej ogólnego rozprężenia czyli po prostu powolne skupianie się już, na czekającym w samo południe wyzwaniu. Zaraz po przyjeździe Narodowy Stadion Rugby, uświadomiłem sobie, że tym samym zaliczyłem wizyty na różnych wydarzeniach sportowych, na wszystkich obiektach w tym całym gdyńskim kompleksie sportowym, z halą do kosza, stadionem piłkarskim oraz halą lekkoatletyczną włącznie. Niby nic, a jednak satysfakcja jest.

Seahawks Lowlanders 4

Seahawks Lowlanders 5

Lowlanders Białystok po zajęciu przygotowanej dla nich szatni, rozpoczęli swoje ostatnie przygotowania do meczu. A ten kto nigdy tego nie widział, ten musi wiedzieć, że przy tylu osobach nie jest to wcale takie proste i logiczne jak się z pozoru wydaje. Z upływem kolejnych minut, kolejni gracze wychodzili na boisko w celu rozgrzewki i ostatecznych przygotowań. Niestety już w tym momencie można wyczuć było to, o czym pisałem przed meczem. Mianowicie mam tu na myśli to, że o wyniku tego spotkania może w dużej mierze zadecydować dyspozycja danego dnia oraz to jak sobie zespoły poradzą ze stresem. Ten niestety był z każdą minutą coraz bardziej wyczuwalny w białostockim obozie.

Seahawks Lowlanders 6

Seahawks Lowlanders 7

Seahawks Lowlanders 8

Seahawks Lowlanders 9

Gdy wybiła „godzina zero” trzeba było stawić czoła wyzwaniu i ruszyć do boju. Wybiegnięcie na boisko z szatni w moim subiektywnym odczuciu „wygrali” goście. Głównie z racji flag, które towarzyszą im zawsze i prezentują się za każdym razem równie efektownie. Po wygranym zaś przez Seahawks Gdynia losowaniu monety, nie pozostawało nic innego jak tylko ruszyć do boju! Ten natomiast w wykonaniu gospodarzy był na prawdę imponujący. Od pierwszych chwil atak Seahawks widać było, że ma tylko jeden cel – najechać, zniszczyć, rozwalić obronę Lowlanders. I ku niezadowoleniu zarówno samych zawodników, jak i też licznej, bo około 50-osobowej grupy fanów z Białegostoku, która dotarła do Gdyni na mecz, ta sztuka wychodziła im bardzo dobrze. Zagubienie w obronie i popełniane przez to błędy przez gości, zaowocowały pierwszym w meczu przyłożeniem. Jego autorami byli Micah Brown, który tego dnia rozdzielił wiele kapitalnych podań, oraz będący prawie nie do zatrzymania w pierwszej połowie Jakub Mazan.

Seahawks Lowlanders 11

Seahawks Lowlanders 12

Seahawks Lowlanders 14

Seahawks Lowlanders 15

Seahawks Lowlanders 16

Pomimo dalszych nieustających prób sforsowania obrony Białostoczan przez Seahawks Gdynia, pierwsza kwarta skończyła się wynikiem 7:0. Na początku drugiej, zaś stało się to na co wiele osób czekała, a mianowicie do ataku ruszyli w końcu Lowlanders. Zrobili to na tyle skutecznie, że dzięki indywidualnej biegowej akcji, Jabari Harris uzyskał pierwsze przyłożenie dla swego zespołu. Dzięki skutecznemu podwyższeniu Artura Zalewskiego za jeden punkt, na tablicy pojawił się tak wyczekiwany przez fanów z Podlasia wynik remisowy. Niestety, taki obrót sprawy nie spowodował tego, że cała ekipa gości nabrała pewności siebie i naprawdę uwierzyła w to że mistrz z 2014 roku jest ro ogrania. Przyłożenie Białostoczan sprawiło natomiast to, że mistrz z ubiegłego roku jeszcze bardziej się sprężył, zwarł szyki i zaczął po prostu wykonywać swoją robotę.

Seahawks Lowlanders 17

Seahawks Lowlanders 18

Efektem większego skupienia na swojej grze Hawks, było ich kolejne przyłożenie, które zdobyli jeszcze w drugiej kwarcie. Jego pośrednim autorem był Sebastian Krzysztofek, który zdobył sporą część jardów, a formalnie akcje zakończył Angelo Pease, po podaniu MIcah Browna, który tego dnia wykonywał świetną robotę. Lowlanders starali się jeszcze doprowadzić do wyrównania przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę, ale na skuteczne wykończenie akcji zabrakło już czasu. Dlatego też wszyscy mogli udać się na zasłużonych kilkanaście minut odpoczynku. Ja natomiast przeszedłem się w okolicach stadionu, aby zobaczyć co tam przygotowali kibicom organizatorzy ostatniego w tym sezonie meczu w Gdyni.

Seahawks Lowlanders 19

Seahawks Lowlanders 20

Seahawks Lowlanders 21

Seahawks Lowlanders 22

Ilość różnego rodzaju stoisk może nie powalała, ale była dobrym wypełniaczem tych paru wolnych chwil między połowami. Jeśli ktoś w tym czasie zechciał jeść, to miał taką możliwość dzięki smakowicie wyglądającemu grillowi. Jeśli ktoś chciał się poruszać, to miało to zapewnić stoisko CrossFit Trójmiasto. Do tego jeszcze sklep z pamiątkami klubowymi Seahawks, stoisko militarne czy też strefa zabaw dla dzieci zapewniała kilka ciekawych chwil.

To jednak mecz futbolistów był tego dnia tym wydarzeniem, które było najważniejsze. Dlatego od początku trzeciej kwarty wszyscy zameldowali się na trybunach niemal w komplecie. Jak się okazało, zrobili to głównie po to, aby zobaczyć popisową połowę dwójki Paweł Fabich i Micah Brown. To ci dwaj gracze byli katami Lowlanders, którzy w trzeciej i czwartej kwarcie niemal przestali istnieć. Niemoc w zarówno w obronie jak i tez ataku była tak widoczna, że chwilami aż niestety oczy krwawiły. Szczególnie ofensywa tego dnia nie grała praktycznie nic. Seahawks dzięki swoim staraniom, sprawiali, że wiele prób zdobycia kolejnych jardów kończyło się tym, że Lowlanders w akcie rozpaczy odkopywali piłkę jak najdalej od siebie. Przykro się na to patrzyło z pozycji kogoś, kto naprawdę wierzył w możliwość realnego nawiązania walki w tym meczu. Niestety, nie tym razem. Ostatnim akcentem na osłodę tego meczu było przyłożenie Łukasza Czaczkowskiego, który zdobył swoje przyłożenie po podaniu Harrisa. Nie zmieniło to jednak końcowego zwycięzcy, którymi okazali się Seahawks Gdynia w stosunku 35:13.

Seahawks Lowlanders 23

Seahawks Lowlanders 24

Seahawks Lowlanders 25

Czego zabrakło w tym meczu ekipie z Podlasia? Najbliższą prawdzie odpowiedzią na tak postawione pytanie będzie to, że wszystkiego. Zarówno umiejętności czysto sportowych, jak i tych z rodzaju mentalnych. Nie ma też porównywać doświadczenia mistrzów Seahawks i beniaminka Lowlanders, bo wypadłoby ono raczej marnie. Czy jednak można było zrobić w tym meczu więcej? Pewnie tak, ale takie gadanie czy pisanie po fakcie nie ma sensu. To kolejnych kilka miesięcy będzie decydujące w tym, jak będzie wyglądał zespół w sezonie 2016. Jednak tuż po zakończonym spotkaniu tylko przez chwilę Lowlanders byli strapieni porażką. Jeden z członków tej wielkiej czarno-żółtej rodziny postanowił jednak sezon zakończyć z przytupem. W efekcie tego, na oczach obydwu zespołów i pozostałych jeszcze po meczu kibiców, Bartek Głowacki oświadczył się swojej przyszłej już żonie Magdzie.

Zresztą czy w takich okolicznościach mogła ona powiedzieć NIE? 🙂

Seahawks Lowlanders 26

Seahawks Lowlanders 27

Seahawks Lowlanders 28

Po tym też nastąpiło kilka innych przyjemnych chwil, jak na przykład wspólne, bo wykonane przez obydwie drużyny, śpiewanie sto lat. Następnie pod przewodnictwem Jabariego Harrisa wszyscy wysłuchali w skupieniu jego modlitwy, a później każdy sobie dziękował nie tylko za rozegrany mecz, ale przede wszystkim za świetny sezon. Bo pomimo tego, że Białostoczanom nie udało się wejść do wielkiego finału we Wrocławiu, to trzeba spojrzeć na wszystko z większej perspektywy. Ta natomiast niemal jak na dłoni pokazuje jedno – Primacol Lowlanders Białystok jako beniaminek Topligi uplasowali się na koniec sezonu na 3 miejscu ligowego podium! To natomiast jest niewątpliwy sukces za który należą się wszystkim wielkie brawa!

Seahawks Lowlanders 29

Seahawks Lowlanders 30

Seahawks Lowlanders 31

I w takiej też wesołej atmosferze rozpoczęła się podróż powrotna na Podlasie. Nikomu w autobusie nie brakowało niczego – były śpiewy, dobry humor i dobra zabawa. Wszystko zapowiadało, że ta podróż będzie miała tylko taki jeden klimat aż do samego końca. Niestety, życie potrafi nas zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie, kiedy się najmniej tego spodziewamy i co gorsza, w najmniej przyjemny sposób. Bardzo dobitny przykład tego, spadł na wszystkich jak grom z jasnego nieba właśnie podczas tej podróży. To właśnie wtedy jeden z zawodników otrzymał telefon, który zapamięta pewnie do końca swego życia. To właśnie z niego dowiedział się, że chwilę wcześniej w wypadku samochodowym zginęła jego dziewczyna…

Seahawks Lowlanders 32
Bądź szczęśliwa tam na górze

Nic więc dziwnego, że wystarczył zaledwie moment, aby atmosfera w całym autobusie zmieniła się o 180 stopni. Skrajne emocje pojawiły się u wielu osób. Gdy chwilę później wszyscy staliśmy na podwórku modląc się, nie było nikogo, kto nie byłby w szoku. Szoku na który jedni reagowali płaczem, a inni zaś po prostu milczeniem. W mojej głowie natomiast, w jednej sekundzie wróciło kilka wspomnień, które wydawało mi się, że są już tak daleko za mną. Będąc kiedyś w podobnej sytuacji, doskonale wiem, jak poszkodowana osoba może się czuć i jak zarazem jest to cholernie ciężki stan. Wydawać się może, że to tylko frazes, ale doskonale wiem, że teraz potrzebny jest przede wszystkim czas. On naprawdę potrafi leczyć rany. Nawet te, które w tej chwili są na pewno wielkie i jeszcze długo mogą krwawić.

Gdy wydawało się, że tego dnia limit skrajnych emocji został wyczerpany, to na ostatniej prostej przed domem, na kilkadziesiąt kilometrów przed Białymstokiem awarii uległ autobus (seriously?!). Na szczęście spokój i doświadczenie kierowcy sprawiło, że nie spędziliśmy połowy nocy w środku lasu, a dotarliśmy do celu z zaledwie kilkugodzinnym opóźnieniem. Tak więc jak widać na tym dobitnym przykładzie, dwa dni to wystarczający okres na to, aby zaliczyć szaloną przejażdżkę emocjonalnym rolercoasterem. Przejażdżkę, którą chciałbym pewnie powtórzyć, ale raczej tylko fragmentami. Na to jednak nie mamy wpływu i dlatego warto doceniać te wszystkie dobre rzeczy w naszym jakie nas spotykają. Skupiając się na złych, nie dajemy sobie prawdziwej szansy na bycie szczęśliwymi w szerszym kontekście. A na chwilę obecną za takich szczęśliwców pod kątem sportowym mogą uważać się futboliści Lowlanders Białystok, trzeciej drużyny Topligi w sezonie 2015!

FOTORELACJA Z MECZU LOWLANDERS BIAŁYSTOK