CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Crossfitowa liga inna niż wszystkie

dodany przezKamil Timoszuk 25 listopada 2016 0 Komentarzy

Kanony imprez crossfitowych w ciągu ostatnich lat mówiąc ogólnie wypracowały wspólny standard. Ciężko jest znaleźć te, które na tle innych wyróżniają się czymś specjalnym i wychodzą poza ustalone ramy. Na szczęście jedną z takich imprez mamy w Polsce, a dokładniej w Warszawie i nazywa się ona Activplast No Limit Duel League.

Jak wyglądają standardowe zawody crossfitowe? W dużym skrócie przeważnie odbywa się to tak, że każdy uczestniczący w nich zawodnik, w odpowiedniej dla siebie kategorii ma do wykonania 2-3 workouty. Po czym następuje pierwsze cięcie stawki i do półfinału załapują się najlepsi tego dnia. W wyniku kolejnego workoutu eliminowane są po raz kolejny najsłabsze ogniwa i poznajemy ścisłą czołówkę rywalizacji. Ta zaś po uporaniu się z finałowym workoutem ustala między sobą kolejność na podium. Myślę że taki opis będzie pasował do jakichś 90% wszystkich imprez crossfitowych jakie mamy okazję obserwować w ciągu całego roku z małymi odchyłami.

no-lmit-duel-league-2-2-1

Na warszawskim Ursusie już jakiś czas temu zdano sobie sprawę z tego, że może warto jest zaryzykować i postawić na jakieś inne rozwiązanie. Rozwiązanie, które nie jest całkowicie nowatorskie, ale już zostało przetestowane w innych sportach typu strzelectwo i tam sprawdza się świetnie. Jak więc wyglądają zawody Activplast No Limit Duel League? Pierwszą z głównych różnic jest to, że zawodnicy chętni do wzięcia udziału w rywalizacji, nie są podzieleni na kategorie Open oraz Eltie/Rx. Jedyny podział to kobiety i mężczyźni oraz dodatkowe klasyfikacje wyłaniane spośród wszystkich startujących – Masters oraz zespołowa. Drugą różnic jest to, że pierwszego dnia wszyscy zawodnicy mają do wykonania dwa treningi eliminacyjne, które tak naprawdę dopiero ustalają to co dzieje się dnia drugiego. Wtedy bowiem następują pojedynki pomiędzy zawodnikami w typowym systemie playoffs czyli najlepszy z nich w dniu pierwszym mierzy się z najsłabszym, drugi z przedostatnim i tak dalej. Wtedy też jest wyłaniana stawka, która jest wpisywana tabelkę/drzewko/drabinkę turniejową, która na pierwszy rzut oka dość zagmatwanie.

no-lmit-duel-league-2-2-2

Jej skomplikowanie to tylko pozory, ponieważ wystarczy jej się dobrze tylko przyjrzeć, a czarno na białym widać co z czego wynika. Duże brawa należą się za każdym razem dla osoby rysującej te wykresy, bo to od niej zależy czy będzie to czytelne, czy też nie do końca 😉 Mi ogarnięcie tego systemu w całości zajęły dwie kolejki, co nie jest chyba czasem specjalnie długim. Podczas ostatniego weekendu zdarzyło mi się nawet tłumaczyć to sędziom 🙂

no-lmit-duel-league-2-2-3

Dlaczego o tym piszę? Między innymi dlatego, że uważam zastosowany przez ludzi z Ursusa system za jedno z bardziej „emocjonogennych” zabiegów, jakie stosuje się na zawodach w Polsce. Przez ostatnie miesiące, rozmawiając z różnymi osobami, nasłuchałem się też opinii na jego temat i chyba nie pomylę się bardzo jeśli napiszę, że praktycznie większość go chwali. Szczególnie ci, którzy mieli okazje przetestować ten system na sobie, a nie znają go tylko z teorii. Dlatego też trochę szkoda, że na ostatniej kolejce NLDL pojawiła się najmniejsza w historii liczba osób. Czym było to spowodowane? Tego nie da się stwierdzić ze stuprocentową skutecznością. Jednak wśród wielu innych przypuszczeń jednym z tych, które wysuwają się na pierwszy plan jest to, że w ostatnim czasie, imprez tego typu jest zatrzęsienie. Dlatego też wielu ludzi którzy regularnie jeżdżą po zawodach, tym razem wybrało po prostu odpoczynek. Tym bardziej, że już za parę dni poznańskie Rodeo, które już przed startem zaczęło wzbudzać nie małe emocje.

no-lmit-duel-league-2-2-4

GALERIA ZDJĘĆ Z PIERWSZEGO DNIA ZAWODÓW

Ci którzy dotarli na warszawski Ursus pierwszego dnia, musieli się zmierzyć z dwoma treningami, które były swoistymi eliminacjami do dalszej części. W pierwszym z workoutów były swingi kettlem, wall balle, martwe ciągi oraz brzuszki, a to wszystko było podzielone kolejnymi rundami „spaceru kelnera” czyli chodzeniem z kettlem nad głową. Drugi workout to ciekawa kombinacja wioseł z drążkiem oraz sztangą. Każdy z zawodników miał w przeciągu 5 minut przewiosłować 1000 metrów, a następnie pozostały czas spożytkować na wykonywanie T2B lub OHS sztangą o wadze 45 kilogramów. Jednak to uczestnik tej „zabawy” wybierał sobie to co chce robić i w jakiej ilości, bo każdy kolejny rep był liczony jako dwa punkty. Po zakończonych 5 minutach zegar odliczał jeszcze dwie w których zawodnicy i zawodniczki wykonywali w takim samym dowolnym systemie thrustery i podciągnięcia na drążku. Jednym słowem parada atrakcji. Dziwnym trafem też w drugiej części mało kto łapał się za sztangę 😉

no-lmit-duel-league-2-2-5

Takim też sposobem została ustalona kolejność w jakiej zawodnicy w kolejnym dniu startowali i jak trudną mieli do pokonania drogę w drodze do jak najwyższych miejsc. Tu warto też wspomnieć o tym, że organizatorzy Activplast No Limit Duel League uczą się i wyciągają wnioski z poprzednich imprez i z edycji na edycję wszystko przebiega coraz to sprawniej. W porównaniu do pierwszego razu kiedy miałem styczność z tą ligą, kiedy wydarzenia w CrossFit Ursus wydawały się nie mieć końca, jest to bez porównania. Poza tym na wiele uwag ze strony zawodników postanowiono, że pojedynki między zawodnikami nie będą trwać tylko minutę, a dwie lub trzy w zależności od etapu zawodów. To też sprawia, że w tym co się dzieje jest jeszcze mniej przypadkowości i końcowe rezultaty nie zależą tylko i wyłącznie od szczęścia przy losowaniu danego dnia. Powiedziałbym nawet, że więcej przypadkowości jest w imprezach prowadzonych normalnym systemem, w którym na sam koniec kasowane są punkty, a o końcowych rozstrzygnięciach decyduje tylko jeden finałowy workout.

no-lmit-duel-league-2-2-6

GALERIA ZDJĘĆ Z DRUGIEGO DNIA ZAWODÓW

Czołowymi postaciami w tej edycji NLDL byli tacy zawodnicy jak Mateusz Zajączkowski, Mateusz Słabiak, Karol Zdunek czy też Artur Kowalczyk. Ten ostatni może śmiało mówić o swego rodzaju pechu lub klątwie skakanki, która prześladowała go wielokrotnie w wylosowywanych przez prowadzącego całe zawody Dominika Górskiego workoutach. Między innymi przez to ćwiczenie finalnie Artur reprezentujący CrossFit R99 uplasował się na 6 pozycji, która na pewno była poniżej jego oczekiwań.

Co jednak mają powiedzieć osoby, które przegrywały swoje pojedynki różnicą 1-2 repów? Do tego zaglądając w ostatni weekend do Ursusa, można było zobaczyć to, że największy gaduła polskiej sceny CrossFit czyli Karol Zdunek, nie tylko mieli językiem, ale także gdy się zepnie potrafi pokazać klasę zawodniczą. Przyznaję się jednak do tego, że po części przeze mnie i mojej nieszczęśliwej ręce do losowania treningu nie awansował do wielkiego finału. Sorry Karol 😉 Ma jednak dzięki temu materiał do przemyśleń przed zawodami w Poznaniu, gdzie być może stanie ramię w ramię w rywalizacji z zawodnikami na poziomie Regionalsów. Nie dziękuj mi za to 🙂

PLAYLISTA FILMÓW Z ZAWODÓW NA YOUTUBE

A tak bardziej poważnie to w wielkim finale panów znalazły się dwie osoby, które ciężko sobie zapracowały na ten przywilej. Tym kimś byli dwaj Mateusze – Słabiak i Zajączkowski. Organizatorzy NLDL praktycznie w każdej kolejce starają się o to, aby zaskoczyć czymś zawodników w którymś z workoutów. Przerabiana już była postawiona znienacka ściana czy też liny, po których można było się poruszać nie w górę i dół, ale w poprzek przez to, że były one zawieszony od ściany do riga. Tym razem taką ciekawostką był obecny już w wielu boxach i nie tylko sprzęt o nazwie peg board. Jest to kawałek drewnianej deski, która jest z jednej strony odpowiednio nawiercona, a z drugiej przyczepiona do ściany. Dzięki otworom i dołączonym do niej kołkom, każdy może się po niej wspiąć tak wysoko jak tylko da radę. I właśnie między innymi to musieli robić zawodnicy w finale.

Takim oto sposobem Mateusz Zajączkowski okazał się najlepszy, Mateusz Słabiak musiał tym razem zadowolić się drugim miejscem, trzecie miejsce zajął Karol Zdunek. Gratulacje dla wszystkich!

W rywalizacji pań tym razem kandydatki do stanięcia na jakimś stopniu podium były tylko 4. Nie można jednak odmówić paniom zawziętości i woli walki jaką się wykazały przez całe zawody. Karolina Lutyńska w tej stawce wydawała się być zdecydowaną faworytką, ale reszta pań nie miała za zadanie jej tego ułatwiać. To nie jest po prostu w naturze kobiet 😉 Kinga Szkop, Sara Ilia oraz szczególnie Monika Jędralska zacięcie walczyły o to by dotrzymać kroku Karolinie. Monika w wielkim finale chcąc pokonać faworytkę, musiała wykonywać snatche mając założony na sztangę swój PR. Jak się też okazało PR jest chyba z lekka niedoszacowany, bo zdarzyło się kilkukrotnie, że wylądował on nad głową. Ewentualnie też zadziałała wszechmocna adrenalina, która często na zawodach jest w stanie popchnąć ludzi do wielkich rzeczy. Tym samym po zakończonej rywalizacji obie występujące w finale panie, mogły śmiało czuć się wygrane, tylko Karolina odrobinę bardziej 😉 Najniższy stopień podium przypadł dla Sary Ilia.

no-lmit-duel-league-2-2-7

Tym samym też pozostała jeszcze tylko jedna kolejka tej ligowej rywalizacji, która wyłoni zwycięzców w ostatnich zawodach oraz całym sezonie. Ta zaś odbędzie się już pod koniec stycznia. Do tego też czasu wielu zawodników być może już na dobre odpocznie, nabierze sił po rozpoczęciu roku i zacznie fajnie rok udziałem w takiej imprezie jak właśnie Activplast No Limit Duel League. Bo ja osobiście nikogo na siłę namawiać na udział nie zamierzam. Jednak mając okazję być tylko w tym roku na około 30 imprezach, zarówno w naszym kraju jak i Europie, śmiało mogę napisać, że ta impreza jest zdecydowanie się wyróżnia na tle innych. Jak każda ma swoje wady, jednak zalet w ogólnym rozrachunku nadal jest więcej. Dlatego też czas spędzany na NLDL nie można uważać za zmarnowany.

no-lmit-duel-league-2-2-8