fbpx
CrossFitFoto & VideoO wszystkimSesje Zdjęciowe

CrossFit wraca do korzeni

dodany przezKamil Timoszuk 25 sierpnia 2019 0 Komentarzy

Wiecie jak to jest kiedy przychodzi wam do głowy jakiś pomysł i siedzi tam bardzo długi czas? I żeby jeszcze tylko sobie spokojnie siedział. On tam się wyleguje plus co chwilę też delikatnie ale skutecznie podszczypuje. Wtedy też nadchodzi najwyższy czas aby się z nim rozprawić.

Jak pewnie większość z was tu obecnych wie, moja przygoda z fotografią już dobrych kilka lat temu rozpoczęła się od sportu. Dokładniej rzecz biorąc CrossFitu, który chciałem uwieczniać na potrzeby tego bloga. A nawet na początku nie tyle chciałem, co bardziej zostałem trochę przymuszony przez sytuację. Wszystko za sprawą tego, że opisując jakieś zawody na których miałem okazję być, fajnie było dodawać jakieś zdjęcia, które obrazowałyby to co mam o nich do napisania. Jednak pomimo tego, że na każdych zawodach po arenie zmagań kręciło się stosunkowo dużo osób z aparatami, to finalnie po samej imprezie tych zdjęć w internecie nie było. Dlaczego? Z perspektywy lat mogę już tylko przypuszczać. Na szczęście w tamtym czasie miałem też okazje trafiać na takich fotografów jak Jan Górczak z Trójmiasta czy Artur Kowalczyk z Warszawy. Ani jeden ani drugi nigdy nie odmówili jakiejś fotograficznej pomocy – czy to na samych zawodach czy także po nich. Zresztą nie przez przypadek możecie zobaczyć ich zdjęcia przy moich tekstach sprzed kilku już lat, za co do dziś jestem im bardzo wdzięczny.

Ja stawiając swoje pierwsze kroki jako fotograficzny samouk, chciałem po prostu robić fajne rzeczy. I do dziś mnie bawi to jak byłem zadowolony z siebie i swoich efektów jakie w tamtym czasie osiągałem. Dziś większości tych zdjęć z różnych zawodów bym raczej nie opublikował. Jednak jeśli ktoś jest bardzo ciekawy tego o czym piszę, to zapraszam na mój fanpage i tamtejszych galerii zdjęć sprzed kilku lat. Zostawiłem je, bo uznałem (i słusznie mi poradzono), że takie rzeczy warto czasem zatrzymać, dla zobaczenia czy robi się jakiś progres i jak duży on jest. I na swoim przykładzie wiem, że taką funkcję te zdjęcia spełniają to w stu procentach. W tamtym też czasie, kiedy scena CrossFit zarówno w Polsce, jak i na świecie przeżywała prawdziwy rozkwit, w różnych social mediach można było znaleźć masę zdjęć o crossfitowym zabarwieniu. Od fotoreportaży z imprez crossfitowych na całym świecie, po sesje zdjęciowe o tej tematyce. I właśnie też wtedy w mojej głowie zakwitł pomysł zrobienia crossfitowych zdjęć niekoniecznie na samych zawodach.

Wtedy jednak nie było to możliwe z wielu względów. Pierwszym z nich na pewno był brak doświadczenia – nie tylko w takiej tematyce, ale generalnie w robieniu zdjęć. Wtedy to była moja odskocznia, zajawka i jakiś impuls za którym postanowiłem pójść. Więcej w tym było czystego jarania się, niż podparcia tego wiedzą i realnymi umiejętnościami. W chwilach kiedy coś mi nie wychodziło, mówiłem sobie „spokojnie, każdy jakoś zaczynał’. W tamtym czasie sesja nie była też możliwa ze względu na brak chętnych osób, które by zdecydowały się stanąć przed moim obiektywem. A ja nie miałem na tyle dużej pewności siebie i wiary w to co robię, że jest to dobre, aby komukolwiek to proponować. Poza tym mój fotograficzny ekwipunek przez ostatnie lata też uległ zmianie/poprawie. Aczkolwiek tutaj zaczynam powoli rozumieć to co mówią bardziej doświadczeni ode mnie fotografowie, że „jeśli nie wiesz jakie chcesz zdjęcie zrobić, nie masz pomysłu na nie, to żaden, nawet najlepszy sprzęt ci nie pomoże”. I kurde coś w tym jest.

Wracając jednak do sedna, w tym roku postanowiłem, że po kilku latach od zakiełkowania w głowie pomysłu, przyszedł czas aby go ruszyć z miejsca. Tak dla samego siebie, sprawdzenia tego czy jestem w stanie dowieźć zadowalający mnie i wszystkich zainteresowanych osób efekt. Podstawowym punktem przygotowań było znalezienie osób, które zechcą stanąć przed moim aparatem. I jak się okazało to było chyba najprostsze z całych przygotowań 😉 Wszystko za sprawą tego, że z Magdaleną i Emilką kilka miesięcy wcześniej miałem już okazję współpracować. Jeśli ktoś chce zobaczyć zajawki efektów tych współprac, to zapraszam na mojego Instagrama, gdzie wrzucam takie rzeczy bardzo na bieżąco. Dziewczyny dzięki temu wiedziały, że ja nie gryzę, a nawet czasami potrafię być całkiem miły 😉 Trzecim naszym wspólnym wyborem była Klaudia. Dziewczyna która z naszej czwórki ma, że tak powiem najkrótszy crossfitowy staż. Dlaczego ona? Najkrócej mógłbym napisać, że tak czułem. A kiedy robię własne prywatne fotograficzne rzeczy, to często staram się opierać na własnej intuicji i przeczuciu. Czymś co śmiem twierdzić, że myli mnie stosunkowo rzadko jeśli chodzi ludzi. Zresztą Magda z Emi i szykująca dziewczyny do sesji pod kątem make upu Joanna Łupińska tylko to mi to potwierdziły. Poza tym zawsze to była bezpieczniejsza opcja aby po prostu wybrać koleżanki z boxa, które wiedzą co to snatch czy clean, aniżeli szukać nieznajomych dziewczyn z Instagrama czy innego Maxmodels. A teraz z perspektywy czasu już po prostu wiem, że to była dobra decyzja.

Odkąd też wymyśliłem sobie te zdjęcia to wiedziałem, że chcę to zrobić w jakimś fajnym miejscu. Fajnym w tym przypadku oznaczało industrialnym, brudnym, z charakterem. Takim z jakiego CrossFit sam w sobie się wywodzi, o czym wielu ludzi może już nie pamiętać lub nawet nie wiedzieć. I tak zawędrowaliśmy do fabryki, która lata świetności ma za sobą ale do naszego tematu nadawała się idealnie. Zdradzając trochę backstage. trzeba przyznać, że jedną z trudności było transportowanie sprzętu po całym tym obiekcie. Sztangi, hantle, kettle i parę innych rzeczy pożyczonych dzięki uprzejmości Sparty Białystok, to nie jest coś z czym człowiek lubi sobie spacerować 😉 Szczególnie jeśli w pobliżu co chwilę spadają z kilkunastu metrów wybijane przez małolatów szyby. Ahoj przygodo! 😉 Do tego, aby nie było za nudno, sprzęt foto który w normalnych warunkach działał bez zarzutu, zaczął mi się znienacka buntować. Mam tu głównie trzy reporterskie lampy, które w fabryce powariowały. Ale na szczęście na wszystko są sposoby 😉 Poza tym pozytywne nastawienie dziewczyn i nie zrażanie się ewentualnymi przeciwnościami, było dobrym motywatorem do działania.

W efekcie spędzonych paru godzin w fabryce, powstały między innymi te zdjęcia jakie możecie zobaczyć tuż pod spodem. Czy to był dobrze spożytkowany czas? Czy pomysł jaki zakwitł mi w głowie parę lat temu, dał dobry plon? Zapraszam do obejrzenia i sprawdzenia 🙂

Jeśli ktoś czyta o moich fotograficznych perypetiach tutaj na blogu to wie, że mam taki zwyczaj, aby po zakończonych zdjęciach osoby z którymi współpracuję pytać o ich wrażenia. Robię to dlatego, aby spojrzeć na to co zrobiliśmy czyimiś oczami, z boku. Doskonale wiem, że ktoś kto jest czy to z drugiej strony aparatu, czy nawet całkiem obok, doskonale widzi to, co mi mogło umknąć. I nie jest to forma „przechwalania się” jak to mi kiedyś zarzucił jeden, o dziwo fotograf. Prosząc kogoś o napisanie czegoś, moim podstawowym warunkiem jaki stawiam przed taką osobą jest pisanie prawdy. W innym wypadku, w moim odczuciu szkoda i tej osoby i mojego czasu.Poza tym to czy przypadkiem nie jest tak, że o tym co robisz w dużej mierze świadczą wrażenia osób z którymi współpracujesz lub po prostu klientów?

Dlatego i tym razem nie było inaczej. Najbardziej byłem ciekawy zdania i wrażeń Klaudii, która pierwszy raz brała udział w czymś takim i nie ma co ukrywać – miała sporo obaw. Czy po fakcie okazało się, że słusznie?

Sesja wiązała się z przeplatanką wielu moich emocji. Bo z jednej strony było wiele radości, może wręcz dumy, że zostałam wybrana do tego projektu. No ale niestety też i stresu, presji i zastanawiania czy sprostam wymaganiom fotografa. Oczywiście okazało się, że fotograf też człowiek 😉 Można mu zaproponować coś od siebie, ponarzekać na ułożenie włosów czy inne babskie pierdoły. I uwaga… zrozumie, a nawet doradzi 🙂 No ale oprócz samej współpracy, liczy się efekt końcowy. Ile Kamil trzymał nas w niepewności, tylko co jakiś czas odsłaniając mały rąbek tajemnicy, wiedzą same zainteresowane. Potrafi on dozować emocje i ćwiczyć cierpliwość innych, jak mało kto 😉 I mimo, że na pierwszy rzut oka mogło mi się coś nie podobać i miałam sobie do zarzucenia wiele, tak kolejny raz oglądając zdjęcia spojrzałam na nie ze strony bardziej sportowej, a więc zdecydowanie łaskawszym okiem. I mimo, że do profesjonalizmu z mojej strony daleko, to stwierdzam, że nie jestem aż taka niefotogeniczna jak mogłam sądzić. A może to jedynie dzięki umiejętnościom Kamila?! Jedno jest pewne – te zdjęcia doskonale pokazują determinacje, pasję i siłę jaką drzemie w kobietach. Tym samym życzę sobie żeby wszyscy oglądający te zdjęcia dostrzegli to samo.

Magda i Emilka także wypowiedziały się w podobnym tonie. Nie wierzycie? Zawsze możecie je zapytać w komentarzach tutaj lub na Facebooku, gdzie na pewno komentarze będą przez nie śledzone 😉

Tym samym spełnienie swojego marzenia/planu uważam za zakończone. Czy efektem jestem usatysfakcjonowany? Tak, już teraz zdecydowanie tak. Musiałem jednak do tego chwilę dojrzewać. Ja stety/niestety mam tak, że po wielu zdjęciach mam uwagi skierowane do samego siebie. Bo oczywiście nie do dziewczyn, które spisały się tego dnia świetnie. Nawet gdybym chciał się do czegoś przyczepić, to w sumie nie mam do czego 😉 Do siebie natomiast miewam czasami pretensje o to, że na samej sesji można było coś zrobić inaczej, a czegoś można było zrobić więcej, a jeszcze czegoś nie robić wcale. Nazwijmy to, że na swój specyficzny sposób zaprzyjaźniłem się z niedosytem. Ale to właśnie on mnie popycha do tego aby robić kolejne i mam nadzieję, że coraz to lepsze rzeczy. A, że po drodze mogą przydarzać się jakieś wpadki? Inaczej na końcu nie byłoby tak dużej satysfakcji 🙂