CrossFitO wszystkim

CrossFit Podlasie Box wystartował!

dodany przezKamil Timoszuk 10 listopada 2013 2 komentarze

Są takie chwile, które nie powinny się kończyć. Są takie miejsca gdzie możliwość powstawania takich momentów jest większe niż gdzieindziej. I właśnie wczoraj swoją działalność rozpoczął projekt, który będzie dawał radość i możliwości w wielu elementach. Ten projekt to CrossFit Podlasie Box.

Wiele marzeń w naszym życiu rodzi się przypadkowo. Ot tak czasami lubimy sobie pomyśleć „co by było gdyby…”. Są jednak ludzie, którzy bardzo często swoim zaangażowaniem, pasją i poświęceniem, tego typu gdybania przekuwają na otaczającą nas rzeczywistość. Marzenie o pierwszym crossfitowym boxie w Białymstoku powstało na Cyprze. Podczas jednego ze spacerów po tamtejszej plaży i rozmyślaniu co by było gdyby tak wygrać sobie w totka. Jak pokazało życie nie trzeba było jednak czekać na tego rodzaju cud. Wystarczyło tylko i aż zarazić swoja pasją, wizją i marzeniami ludzi o podobnym światopoglądzie, podejściu do życia chęcią zrobienia czegoś pozytywnego. Gdy to nastąpiło dalsze ruchy były niemal automatyczne. Każdy pomysł był analizowany na milion sposobów i z urzędu akceptowany lub odrzucany. I kolejny, i kolejny…

Zakasanie rękawów przez samych twórców oraz grono ludzi, którzy w nich wierzyli od początku do końca dało efekt w postaci 7 bardzo długich miesięcy. Miesięcy, które były pełne wysiłku, pracy, wyrzeczeń, zwątpień ale także i kolejnych małych lub większych sukcesów. Wszystko po to aby 9 listopada 2013 roku zapoczątkować historię. Historię CrossFitu w Białymstoku, który doczekał się pierwszego prawdziwego miejsca, gdzie ten sport będzie wiodącym. Być może za jakiś czas ktoś ośmieli się na zainicjowanie kolejnych podobnych projektów, dzięki czemu powstaną kolejne boxy ale CrossFit Podlasie już zawsze będzie pierwsze.

Ja osobiście praktycznie od samego początku ten projekt wspierałem jak tylko mogłem. Ten kto śledzi moje poczynania w ostatnich miesiącach za pomocą tego bloga ten wie, że od już od pierwszego spotkania w jednym białostockich parków wróżyłem sukces temu projektowi. Z każdym kolejnym tygodniem Michał, Damian, a później także Monika, dawali kolejne powody aby wierzyć w to że się uda. I się udało!

Nie wiem w tej chwili dlaczego ale miałem dziwny pomysł aby tego dnia być tylko widzem podczas tego dnia w boxie. Wystarczył jednak jeden telefon w piątkowy wieczór Michała aby bardzo szybko mnie naprostować 😉 Nie było innej możliwości i trzeba było się wybrać i wykonać przede wszystkim dwa WODy, które inicjowały działanie tego miejsca. Zanim jednak do tego doszło nie mogłem sobie odmówić pobujania się na kółkach i choćby spróbowania zrobienia swojego pierwszego muscle upa na kółkach.

muscle up

Tym razem skończyło się tylko i wyłącznie na próbowaniu. Jednak wiem, że jestem w stanie to zrobić. Może nie jutro czy za tydzień ale zrobię to i nie ma innej opcji!

Od samego początku box pracował pełną parą. Recepcja w pełnym stanie gotowości, poczęstunek dla uczestników przygotowany, sprzęty porozstawiane czyli nic tylko wylewać litry potu.

kol1

A więc nie było na co czekać i trzeba było zasuwać. Jak wiadomo każdy trening zaczyna się od dobrej rozgrzewki, a następnie wytłumaczeniu techniki wykonywania poszczególnych ćwiczeń, a także samego treningu. Na pierwszy rzut poszło podciąganie na drążku, pompki oraz przysiady. Teoretycznie trochę mało ale praktycznie to „nie ma lekkich treningów – są tylko te za wolno zrobione”.

kol2

7 minut ciągłej pracy dla osób, które nigdy wcześniej nie miało nic wspólnego z tego rodzajem pracy było masakrujące. Zresztą ja też nie byłem specjalnie wypoczęty po tym czasie 🙂 W tym zestawieniu szczególnie kolejne podciągnięcia na drążku dały mocno popalić. Żeby jednak nie było zbyt przyjemnie na dokładkę doszło jeszcze półtorej minuty ćwiczenia, które można kochać lub nienawidzić – burpees. Odgłosy ciężkiego oddychania chwilę po skończeniu tej części mówiły wszystko.

kol3

Później jeszcze małe rozciąganie i można było oczekiwać na kolejny trening. Przez cały czas w boxie pojawiali się nowi ludzie, którzy w taki czy inny sposób zostali zachęceni aby zawitać na Marczukowską 6. Przekrój wiekowy był bardzo duży, zaczynając niemal od niemowlaka, a nawet wcześniej. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że CrossFit można niemal wyssać z mlekiem matki 😉

kol4

Miałem też okazję poznać kolejnych paru fajnych ludzi, którzy zachęceni moimi tekstami pojawili się w boxie. Pozdrawiam ich tak samo mocno jak i tych, którzy szeptali między sobą na mój widok „zobacz, to ten człowiek z internetu”. Odbieram to zdecydowanie jako komplement 🙂

Czas w boxie mijał tak szybko, że nim się obejrzałem to już zasuwałem podczas drugiego WODa, który łączył ze sobą pracę na ergonometrze, thrustersy z bumperem od sztangi oraz brzuszki. Mało? Myślę, że nikt nie narzekał na nadmiar sił po skończeniu 🙂

kol5

Trzeci trening dla chętnych znam już tylko z opowieści ponieważ w tym czasie kiedy był on wykonywany postanowiłem przejechać się do domu odstawić rower i się przebrać. Po wejściu na rower miałem wrażenie, że za chwilę będę musiał zejść z niego i dalszą drogę go prowadzić. Wszystko to za sprawą „małego” bólu w udach po dwóch treningach. Jako, że jednak czas mnie naglił i chciałem jak najszybciej wrócić tam skąd wyjechałem to nie było wyjścia – trzeba było pedałować. W tym samym czasie kolejni śmiałkowie dawali radę w boxie.

kol6

To wszystko było jednak przedsmakiem prawdziwych emocji. Na pewno było to widoczne po tłumie ludzie zebranych w boxie, który zaczynał gęstnieć z każdą chwilą. Wszystko po to aby zobaczyć pokazowy trening pokazujący możliwości CrossFitu i efekty do jakich można dojść dzięki swojej systematycznej pracy w takim miejscu. W tym pokazie w głównej mierze pomogli ludzie z pierwszej oficjalnej grupy crossfitowej czyli CrossFit Atleta Team, do której ja także mam przyjemność od jakiegoś już czasu należeć. Jak to wyglądało w praktyce możecie zobaczyć sami.

Miny obserwujących to ludzi były naprawdę bezcenne. Zdziwienie, niedowierzanie, podziw to tylko niektóre z emocji jakie wyczytałem ja lub sami organizatorzy. Była to też chyba najlepsza nagroda za trud jaki został włożony w stworzenie tego miejsca. Pierwsze kilka minut nie był to jednak koniec. Po 4-osobowych zmaganiach przyszedł czas na mini zawody indywidualne w postaci ustalania rekordów, zarówno w martwym ciągu jak i tak zwanym clean & jerk.

kol7

Kolejne atrakcje i kolejne zdziwienia ludzi. Mnie to jednak już nie dziwi kiedy widzę na przykład niewielką ciałem Justynę Kojro, która podnosi znacznie więcej niż sama waży 🙂 Dla wielu był to jednak szok.

Na deser ekipa CrossFit Podlasie zostawiła jednak gimnastyczny smaczek. Coś o czym już wspominałem i do czego także dążę czyli walka z kółkami, staniem na głowie i drążkiem. Były momenty małego strachu jak i przestrogi, że o technikę i ostrożność trzeba dbać zawsze. Na szczęście nikt nie ucierpiał, trening został wykonany i chyba ciężko było znaleźć kogoś komu się to nie podobało.

I w takim właśnie stylu z mocnym przytupem swoją działalność rozpoczął box CrossFit Podlasie. Cały dzień był pełen emocji, wrażeń, radości, śmiechu, wylewania potu, zmagania się wielu ludzi z samymi sobą. Innymi słowami można powiedzieć, że to był prawie typowy dzień z funkcjonowania takiego miejsca. Zresztą o tym i o wielu innych rzeczach jeszcze rozmawialiśmy długo po tym gdy zamknęły się drzwi za ostatnim widzem. To właśnie też wtedy można było poczuć prawdziwą siłę crossfitowego community, kiedy salwy śmiechu przeplatały się ze łzami wzruszenia. Po prostu kapitalne chwile w kapitalnym miejscu do którego ja będę wracał na 100%!