CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

CrossFit Games Regionals 2016

dodany przezKamil Timoszuk 2 czerwca 2016 1 Komentarz

Jeśli myślimy o słonecznych wakacjach to do głowy przychodzi słoneczna Hiszpania. Jeśli mówimy o największej crossfitowej imprezie, to do niedawna naturalnym było skojarzenie z zimną Kopenhagą. Dzięki małemu organizacyjnemu przewrotowi, w tym roku ten role się odwróciły, bowiem to Madryt stał się na 3 dni europejską crossfitową stolicą.

Jednak już na starcie odpowiedzmy sobie szczerze na jedno podstawowe pytanie. Kto tak naprawdę kojarzył ten zachodni gorący kraj zawładnięty futbolem z CrossFitem? Zanim zorganizowano w Madrycie zawody o nazwie Reebok CrossFit Invitational w 2015 roku, to myślę, że niewiele było takich osób. Ja sam także niespecjalnie kierowałem swoje zainteresowanie w tę stronę. Jak się jednak okazuje całkiem niesłusznie. Podstawą istnienia CrossFitu w Hiszpanii jest 288 afiliowanych boxów, które każdego dnia starają się zarażać kolejne osoby tym rodzajem aktywności fizycznej. W samym Madrycie i jego okolicach takich miejsc jest 24 i chyba nic w tym dziwnego, że po wielu latach monopolu Kopenhagi w organizacji największego spędu wszystkich kroswariatów z Europy, przyszedł czas na zmiany. Czy była to jednak zmiana na dobre?

CrossFit Games Regionals 2016 1

Mając to szczęście, że mogłem zobaczyć ostatnią edycję CrossFit Games Regionals w Danii, nie mogłem sobie odmówić przyjemności wybrania się do Hiszpanii i porównania tych dwóch eventów. Zresztą podobne założenie miało wiele innych osób z Polski, które wraz z rekordową liczbą pięciu zawodników z naszego kraju, wybrało się po to aby ich wspierać. To wszystko sprawiało, że pobyt w Madrycie miał być niezapomnianym wydarzeniem. Czy był? Chyba nie do końca, ale trzymajmy się chronologii zdarzeń. Tę natomiast można by zacząć od tego, że w przeciwieństwie do roku biegłego, kiedy to podczas wyjazdu przygarnęła mnie pod swoje skrzydła ekipa CrossFit Mokotów, tym razem udało mi się namówić ludzi z mojego rodzimego boxa CrossFit Białystok, aby wybrali się ze mną i przeżyli parę fajnych chwil. Takim też oto sposobem w dniu 27 maja wesoła gromadka CFB ruszyła na podbój Madrytu, wraz z wypełnionym w dużej części samolotem linii Norwegian ludźmi z wielu innych polskich boxów. W takim też towarzystwie było wiadome od początku, że podróż będzie czystą przyjemnością 🙂 Zresztą już sam samolot owych linii lotniczych był miłym zaskoczeniem, bo nie przypominał typowych taniej konkurencji, a za to oferował takie udogodnienia na pokładzie jak choćby wygodne fotele z dużą ilością miejsca na nogi, jak i internet. Oby więcej przewoźników szło w tę samą stronę, a latanie stanie się jeszcze przyjemniejsze.

CrossFit Games Regionals 2016 2

Ja i moja ekipa z którą przybyłem do Madrytu, od samego początku pobytu miała okazję się przekonać jak pomocnymi ludźmi są Hiszpanie. Otóż już po pierwszym wieczorze spędzonym w tym mieście, pewni lokatorzy bloku w którym mieszkaliśmy postanowili, że nauczą nas kilka zwrotów w ich ojczystym języku poprzez zostawienie małej ściągawki na drzwiach.

CrossFit Games Regionals 2016 3

My korzystając z tej bezinteresownej pomocy dowiedzieliśmy się, że Hiszpanie cenią sobie swój i swoich dzieci spokój. Dowiedzieliśmy się także, że pilot od telewizora w naszym mieszkaniu służy między innymi do ściszania go 😉 Był też pewien pomysł aby odwdzięczyć się podobnym listem w naszym ojczystym języku, ale niestety nadawca tego pierwszego nie podpisał się i nie wiedzieliśmy na które drzwi możemy go przykleić 😉

O samym Madrycie i o swoich wrażeniach związanych z tym miastem napiszę w oddzielnym tekście, ale o jednej rzeczy muszę wspomnieć już teraz. Mianowicie Hiszpanie nie mówią najlepiej po angielsku. Tyczy się to zarówno osób starszych jak i przede wszystkich młodych. To było też jedno z największych zaskoczeń i kontrastów w stosunku do ubiegłorocznej Kopenhagi. Między też innymi dlatego, nie udało nam się dostać na trening w jednym z położonych niedaleko mieszkania boxów, gdyż pani siedząca tam na recepcji kompletnie nie ogarniała tego czego od niej oczekujemy. W efekcie tego pozostało nam tylko obejrzeć pobieżnie boxa i przysłowiowo pocałować w klamkę.

CrossFit Games Regionals 2016 4

Nie ma jednak tego złego, bo szybciej można było wybrać się na halę czyli zrobić to po co się tak na prawdę tu przyjechało. A przynajmniej ja miałem takie założenie na te kilka hiszpańskich dni. Położony na osiedlu o nazwie Los Angeles obiekt o nazwie Caja Magica i mieszczący ponad 12 tysięcy osób jest halą naprawdę imponującą. Jej położenie jest jednak o tyle mylące, że niektórym przybyszom z Polski nawet zdarzyło się przez to kupić bilety na Regionalsy ale… w Kalifornii 😉 Bo tak naprawdę co to za różnica – tam Los Angeles i tu Los Angeles 🙂 Na szczęście system reklamacji i zwrotów pieniędzy za źle zakupione bilety w CrossFit HQ działa sprawnie, a więc całe to zdarzenie obyło się bez większych szkód materialnych.

CrossFit Games Regionals 2016 5

GALERIA ZDJĘĆ Z CROSSFIT GAMES REGIONALS 2016

Sama hala na co dzień jest miejscem rozgrywania spotkań koszykarzy Realu Madryt, a raz do roku organizowany jest tam duży turniej tenisowy Mutua Madrid Open. Po ostatniej imprezie Invitational na którą wybrało się wielu Polaków, słyszałem parę opinii, że obiekt ten niespecjalnie nadaje się do organizacji imprez crossfitowych, choćby z racji widoczności. Ja po spędzeniu kilkunastu godzin na oglądaniu krosfitów w tym miejscu, nie widzę jednak takiego problemu. Mam jednak parę innych zastrzeżeń, które ewidentnie rzuciły mi się w oczy. Jest tym na przykład wielkość tego obiektu, który chyba nie został dopasowany do panujących realiów. Co mam dokładnie na myśli? Otóż ilość pustych miejsc na imprezie tej rangi była zdecydowanie za duża. I nie mam tu na myśli czysto wizualnego zgrzytu jaki może mieć każdy kto widzi coś takiego. No bo jak to jest – z jednej strony pompujemy ten balon z napisem CrossFit Games Regionals, a w efekcie wychodzi na to, że widowisko tego typu chce oglądać znacznie miej widzów niż zakładamy. To też w linii prostej przekłada się na atmosferę jaka później panuje podczas zawodów. Atmosferę, która w mojej opinii była gorsza niż ta panująca w duńskiej Ballerup Arena rok temu. To mi też trochę przypomina sytuację z koszykarskiego podwórka, a dokładniej rzecz ujmując żeńskich mistrzostw Europy rozgrywanych co kilka lat. Przez wiele edycji tego turnieju był on pakowany do obiektów o pojemności znacznie przekraczającej 10 tysięcy osób pomimo, że żeński basket w Europie nie jest najpopularniejszy. Ktoś jednak w FIBA poszedł po rozum do głowy i od kilku lat turnieje te rozgrywane są w obiektach mieszczących 5-6 tysięcy ludzi na czym zyskali wszyscy – od organizatorów po samych kibiców. Wiadomo, że to tylko moje gdybanie, ale zdecydowanie wolałbym za rok pojechać do jakiejś mniejszej hali i przy większym ścisku oglądać prawdziwe crossfitowe show w lepszej atmosferze.

CrossFit Games Regionals 2016 6

Z innych zastrzeżeń jakie dało się realnie odczuć to obostrzenia w poruszaniu się po obiekcie, z głównym naciskiem na to aby nie podchodzić do szklanych barierek, które były rozmieszczone na całej hali. Obsługa która tego pilnowała,  tłumaczyła się tym, że to stwarza zagrożenie. Pytanie tylko dla kogo? Czyżby obawiali się niezidentyfikowanych grupek ludzi w jednym miejscu, a może tego, że owe barierki by pękły pod jakimś większym naporem? Do przeganiania ludzi siadających na schodach przywykłem już, bo to ogólnoświatowy standard trzymania bezpieczeństwa na imprezach masowych. Tak samo wkurzało ludzi to, że nie mogą oni nagrywać lub robić zdjęć swoim sprzętem. Specjalnie wyznaczeni ludzie stali na niemal każdej trybunie, i w mniej lub bardziej skuteczny sposób wyłapywali tych recydywistów, którzy nie stosowali się do tego zakazu. Patrząc na to z boku można było odnieść wrażenie, że CrossFit HQ boi się konkurencji i tego, że zwykły kibic mógłby na takiej hali zrobić lepszy materiał niż ludzie, którzy dostali od nich pozwolenie. Moją wyliczankę rzeczy które mi się nie podobały, zakończę zaś na braku ogólnodostępnego internetu na hali. Ktoś chyba o tym nie pomyślał, bo na czymś takim można było spokojnie jeszcze zarobić sprowadzając jakiegoś dostawcę internetu, który za parę euro mógłby użyczać swoich łączy każdemu chętnemu. Skoro w Kopenhadze się dało to czemu nie w Madrycie? Ja bym płacił 🙂

CrossFit Games Regionals 2016 7

Ale dobra, trzeba otwarcie przyznać, że nie wszystko co działo się w Caja Magica było złe. Ba! Bardzo wiele dziejących się tam rzeczy było bardzo fajnych. Parę osób pisało do mnie w trakcie trwania tej imprezy jak wyglądają jej kulisy. A więc chyba po prostu najlepszym wyjściem będzie, aby pokazać wam to.

Porównując to „na oko” z Kopenhagą to liczba stoisk była podobna. Największym wzięcie cieszył się oczywiście Reebok, gdzie warto było być już pierwszego dnia aby dorwać taką koszulkę czy buty w takim rozmiarze jaki pasował. Z każdą kolejną godziną asortyment po prostu się kurczył, ale nie do tego stopnia aby nie można było wyrwać coś sensownego. Ja nie popełniłem tego błędu co rok wcześniej i przywiozłem sobie pamiątkową koszulkę w odpowiednim rozmiarze. Ktoś kto miał więcej szczęścia, to nawet ostatniego dnia mógł wyrwać jeszcze coś ciekawego i to z rabatem 30%. Wszyscy wystawcy skupiali się wokół tematyki ciuchów, supli oraz skakanek czyli tym czym każdy prawilny crossfiter żyje 😉

Jednak chyba najbardziej trafionym pomysłem było stoisko z taką promocją.

CrossFit Games Regionals 2016 8

Było to chyba jedyne stoisko gdzie zawsze ktoś był. ZAWSZE. Czasami trzeba było czekać w większej, a czasami mniejszej kolejce. Jednak umówmy się, niewielu jest takich co nie lubi lodów 😉 Tym bardziej że te które były podawane tutaj były naprawdę świetne. Do wyboru były bananowo-czekoladowe, pistacjowe oraz kokosowe. Co jednak dla wielu było decydujące, nie było żadnych limitów – mogłeś podchodzić ile raz chcesz i robić tyle burpees ile dusza zapragnie 🙂 Ja skończyłem na 30 w tym kilka za kogoś przez co mogę czus cię lekko wykorzystany 🙂 Mam jednak przeczucie, że rekordziści wychodzili daleko poza trzycyfrową liczbę 😉

Pisząc o wypadzie do Madrytu na imprezę jakby nie patrzeć sportową, chyba wypadałoby też coś napisać o samym sporcie. Spokojnie jednak, nie zamierzam opisywać tutaj zawodów, bo każdy kto chciał je obejrzeć, to dzięki bezpośrednim relacjom mógł to zrobić. Po tych trzech dniach jednak kilka wniosków pojawiło się także w mojej głowie. Nie sposób bowiem uniknąć tematu występu naszych reprezentantów, których tym razem aż 5 pojawiło się na tak wielkiej imprezie. W tym gronie było aż trzech debiutantów i dwóch wyjadaczy. Gdyby ktoś jednak przespał ostatni okres i spojrzał jedynie na tabelę po Regionalsach, mógłby nie do końca wiedzieć kogo do jakiej grupy przydzielić. Ja przed samymi zawodami obiecałem sobie, że nie będę żadnego z zawodników oceniał do zakończenia rywalizacji. I to założenie złamałem tylko raz, pisząc na Facebooku pochwałę w stosunku do Marcina Szybaja po jego świetnym występie w evencie numer 4. Wprawdzie kilka osób pod TYM zdjęciem na którym są de facto panie, i może rzeczywiście trochę niefortunnym opisem, starało mi się udowodnić, że stałem się pierwszym hejterem „polskiej kadry” w Madrycie, ale przykro mi bardzo – tak po prostu nie było. Wprawdzie parę osób chciałoby wiedzieć lepiej co ja sam myślę, ale to może jeszcze nie teraz. Cała ta sytuacja bardziej daje do myślenia w kontekście tego czy polski crossfiter to tylko prywatny człowiek, który poświęca swój czas, zaangażowanie i pieniądze w to co robi i nic nikomu do tego jak się później prezentuje. Czy raczej pełnoprawny sportowiec, którego można po prostu oceniać tak jak się to w każdym środowisku sportowym dzieje. To, że wielu osób może nie być do tego przyzwyczajonych lub nie mieć do tego dystansu, to jest już inny temat na zupełnie inny tekst.

CrossFit Games Regionals 2016 9

W mojej opinii i według tego co mi zostało w głowie po tej imprezie to największym zaskoczeniem został Marcin Szybaj, którego tak naprawdę stawiało niewielu. Udowodnił on, że jako debiutant też jest w stanie powalczyć z najlepszymi w Europie. Reszta chłopaków czyli Miłosz Staworzyński, Łukasz Trzonkowski, Paweł Kozak oraz Bartek Lipka także mieli swoje lepsze i gorsze momenty. Nie odkryję chyba tu jednak Ameryki, że wiele osób, łącznie z samym zainteresowanym, miało większe oczekiwania w stosunku do Bartka Lipki. Nasz najbardziej doświadczony zawodnik ewidentnie przez całe zawody walczył nie tylko z rywalami ale głównie sobą. Ja się wprawdzie nie znam ale gołym okiem widać było, że coś jest nie tak. Bo nikt chyba nie wmówi, że finalnie końcowe 30 miejsce to było to w co celował nasz reprezentant. I zarówno on, jak i reszta Polaków największymi wygranymi jakie przywiozą oni ze sobą do Polski jest doświadczenie, które miejmy nadzieję, że zaprocentuje w przyszłości. Jednak za walkę, poświęcenie i zmaganie się ze wszystkimi trudnościami przez te trzy dni, swoje słowa uznania i gratulacje kieruję do każdego z tych zawodników.

Pisałem to ja – pierwszy crosshejter RP! 😉

CrossFit Games Regionals 2016 10

Co do ogólnych wrażeń, to chciałbym donieść, że przez ostatni rok nic się nie zmieniło i to kobiety nadają ton crossfitowej rywalizacji w Europie. „Siostry Dottir” wraz Samanthą Briggs oraz Kristin Holte zdeklasowały rywalki. Z tej całej stawki w moich oczach największą zwyciężczynią jest Samantha, która wydawało się, że po pierwszym evencie będzie w bardzo trudnej pozycji do walki o czołowe miejsca. Jednak zwyciężczyni całych CrossFit Games z lat ubiegłych nie można lekceważyć nigdy. To z jaką pasją walczyła w kolejnych eventach było po prostu kapitalne. A finałowe starcie w evencie numer 7 było prawdziwą wisienką na torcie całej imprezy.

Przeżyjmy więc to jeszcze raz!

[fbvideo link=”https://www.facebook.com/KamilTimoszukPL/videos/vb.762044650496938/1186592674708798/” width=”1000″ height=”800″ onlyvideo=”1″]

U panów zaś nastąpiło lekkie przetasowanie choć do Kalifornii pojadą w większości ci, na których wiele osób liczyło. Dla mnie jedną z najbardziej wyrazistych historii tych zawodów jest historia Włocha Andrea Barbottiego, który przez całe trzy dni szedł jak burza i był na prostej drodze do wyjazdu do USA. Niestety pech chciał, że w evencie numer 6 nabawił się kontuzji wykluczającej go z zawodów, a w efekcie tego tegoroczne CrossFit Games obejrzy on jedynie w Internecie. Jonne Koski, który miał być Terminatorem tegorocznych Regionalsów wyglądał dobrze, ale chyba nie tak jak wiele osób oczekiwało. Jego progres okazał się chyba mniejszy niż wiele osób przypuszczało. Czy w Carson będzie prezentował się lepiej, to już okaże się niebawem.

Ja cieszę się, że mogłem po raz kolejny obejrzeć tak duży event na własne oczy. Event, który tak jak wspomniałem na początku tekstu, nie sposób jest nie porównywać do tego ubiegłorocznego. Zbierając więc to wszystko w jedną całość, tak sobie myślę, że w Kopenhadze było chyba lepiej. Być może jest tak dlatego, że tam było wszystko nowe, świeże i jeszcze przeze mnie nieodkryte. Jednak znając życie za rok znowu się pojawię na Regionalsach, gdziekolwiek by one nie były, bo na takiej imprezie po prostu warto być i przeżyć ją po swojemu.