CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

CrossFit Games Regionals 2015

dodany przezKamil Timoszuk 3 czerwca 2015 8 komentarzy

CrossFit Games Regionals to największa crossfitowa impreza w Europie. Wiedziałem o tym już przed wyjazdem do Kopenhagi, wiem to także po powrocie. Bo nigdzie indziej nie zbiera się tylu crossfitowych świrów, aby wydzierać japę, wydawać gruby hajs i po prostu się kapitalnie przy tym bawić. Bo taka to właśnie impreza…

W ostatnich praktycznie 12 miesiącach, miałem okazję być na większości zawodów crossfitowych w Polsce. Łódź Garage Games, Rodeo w Poznaniu, Cross Baltic Challenge, Amarok East Side Challenge, czy też Poland Throwdown. Do tego udało się jeszcze zaliczyć świetny wypad na zawody do łotewskiej Rygi o nazwie The Baltics Throwdown. Te doświadczenia i zebrane tam obserwacje sprawiały, że chciałem więcej. Wiele obserwacji polskich crossfitowych eventów sprowadzało się do jednego dosyć prostego, ale bardzo znaczącego wniosku – można to zrobić lepiej. Ale co to znaczy lepiej? Chcąc poznać odpowiedź na tak postawione pytanie, nie miałem innego wyjścia jak tylko wybrać się na imprezę, która od lat jest wzorem do naśladowania. CrossFit Games Regionals, od wielu lat organizowane są w Kopenhadze, co sprawiało, że czeka mnie też moja pierwsza wizyta w tym zakątku świata. Nie ma też co ukrywać, że mocno mobilizująco wpłynął na mnie, i zapewne też wiele innych osób fakt, że polski CrossFit w Danii reprezentowało aż trzech atletów – Bartłomiej Lipka, Bartosz Więckowski oraz Paweł Kozak. Jak więc mógłbym sobie coś takiego odpuścić?

CrossFit Games Regionals 1
Autorem tej fotki jest Michał Kochanowski

Taki wyjazd to jednak nie jest coś co załatwia się od ręki. Do tego typu wojaży warto się dobrze przygotować, aby później jak najmniej rzeczy czysto organizacyjnych mogło zaskoczyć człowieka na miejscu. Podstawowymi rzeczami do załatwienia było więc wejście na zawody, bilety na samolot oraz nocleg. Z dwoma ostatnimi rzeczami poradziłem sobie dosyć gładko, bezboleśnie i stosunkowo tanio jak na duńskie warunki. Tu jednak należą się duże słowa uznania i podziękowania dla Kasi Knapik, która wyszła z propozycją przygarnięcia mnie do wcześnie wynajętego już pokoju w Kopenhadze, który miała okupować ekipa z CrossFit Mokotów. Teraz z perspektywy czasu i doświadczeń wiem, że był to wybór niemal idealny 😉 Nie co dzień bowiem ma się okazję dzielić 4 metry kwadratowe (dosłownie!) z kobietą, Ojcem i młokosem 😀 Jednak o warunkach mieszkaniowych i tego typu rzeczach szerzej będę pisał w tekście o samej Kopenhadze za kilka dni, a więc jeśli ktoś jest ciekaw to zapraszam. Myślę, że warto. Wracając jednak do tematu, to kwestię wejścia na Regionalsy chciałem załatwić na dwa sposoby. W grę wchodziła albo akredytacja dla mediów albo zwykłe bilety. Niestety pierwsza opcja nie wypaliła, ponieważ póki co nie znalazłem jeszcze wystarczającego uznania w oczach ludzi odpowiedzialnych za przyznawanie tego typu pozwoleń. Wiem jednak, że mój plan na ten i następny rok jest taki, aby zrobić wszystko aby pojechać na Regionalsy już nie jako kibic, ale jako Media. Z doświadczenia pracy przy koszykówce wiem, że czasem trzeba poczekać na swoją kolej.

W tym roku nie miało to jednak większego znaczenia bo w Kopenhadze wiedziałem, że będę tak czy inaczej. Nawet jeśli ostatnie dni przed wylotem były na tyle szalone, że czas na pakowanie znalazłem dosłownie jakieś 40 minut przed wyjściem z domu. Na lotnisku zaś okazało się, że pośpiech nie był wskazany, ponieważ lot i tak jest przesunięty o ponad godzinę do przodu. Nie ma jednak tego złego – dzięki temu było więcej czasu na pierwszą integrację ze współtowarzyszami podróży 🙂 Jak się później też okazało, po wylądowaniu w Kopenhadze, w tym samym czasie przyleciało kilka samolotów z Polski, dzięki czemu można było się poczuć już jak u siebie. Po zobaczeniu reklamy Reeboka już na samym lotnisku, człowieka samoczynnie się zaś uśmiechał. Przypadek? Nie sądzę 😉

CrossFit Games Regionals 2

Po szybkim i bezproblemowym dotarciu do wynajętego, dosłownie mikroskopijnego pokoju hotelowego, wszyscy chcieli po prostu odpocząć, aby następnego dnia ruszyć z przytupem na tę imprezę dla której przyjechali. Same zawody odbywały się w oddalonej spory kawałek od centrum miasta Ballerup Super Arena. Obiekcie, który na co dzień służy przede wszystkim kolażom z racji umiejscowionego tam toru kolarskiego. Aby do niego dotrzeć, potrzebna była niemal godzina drogi w jedną stronę, na którą składało się metro, pociąg oraz własne nogi, a w sobotę i niedzielę dochodził jeszcze dodatkowo autobus z racji remontu torów. Nie wiem jak inni, ale ja pomimo tej mnogości rodzajów środków komunikacji miejskiej, jakoś nie czułem specjalnego dyskomfortu tym spowodowanego. Na samej hali już niemal od wejścia ,zastały mnie dwie specyficzne niespodzianki. Pierwszą z nich był fakt, że na halę teoretycznie nie można było wnosić własnych butelek z wodą lub napojami. Piszę jednak teoretycznie, ponieważ ową butelkę wystarczyło schować do plecaka lub torby i problem znikał tak samo jak znikała owa butelka. Drugim bardziej upierdliwym aspektem było to, że podczas pobytu w hali i nagrywania czegoś telefonem lub kamerką GoPro, nie można było używać fleszy ani „kijków pomocniczych” w roli statywu. Myślałem, na początku, że to kwestia nadgorliwości jednego czy drugiego wolontariusza. Jednak po tym jak mnie 6 czy 7 raz upomniano z tego samego względu, po prostu odpuściłem, choć nie powiem abym był specjalnie szczęśliwy z tego powodu. Bardzo szybko wynagrodził mi to wszystko taki oto widok…

CrossFit Games Regionals 3

„Plac zabaw” prezentował się z góry wręcz znakomicie. Pomimo niewielkiej liczby ludzi w piątkowe popołudnie obecnej na hali, czuć było niemal w powietrzu, że jest to impreza najwyższej rangi. Piątek był też tym dniem, kiedy warto było rozejrzeć się dokładnie po hali i po rozstawionych na niej stosikach wystawców, bo z każdym kolejnym dniem, a nawet każdą kolejną godziną, z dostępnością poszczególnych towarów było coraz gorzej. Najbardziej prestiżowe miejsca w trzech rogach hali, dostali oczywiście najwięksi partnerzy organizacji CrossFit czyli Reebok, Progenex oraz Rogue. Na każdym z tych stoisk niemal każdy mógł znaleźć coś dla siebie, a każde z tych miejsc starało się mieć jakąś rzecz/atrakcję, która by przyciągała ludzi. Rogue wyróżniało się na przykład sprzętem do przetestowania lub też specyficzną bieżnią, na jakiej biegali zawodnicy podczas zawodów Regionals. Sam także chwilę na niej pobiegałem i jedno co mogę po tym szybkim teście powiedzieć to, to że jest dziwnie. Jednak ja nie znoszę biegać, czy to na bieżni czy to na podwórku, więc mojej opinii w tym temacie raczej nie warto brać na poważnie 😉 Na stoisku Progenexa, jak się nie trudno domyślić można było spróbować różnego rodzaju ich odżywek lub innych koksów. Tam jednak z tego co widziałem panował zdecydowanie najmniejszy ruch.

CrossFit Games Regionals 4

Królem polowania na portfele i konta crossfreaków z całej Europy i kawałka świata, jak się nie trudno domyślić został Reebok. To on przygotował zdecydowanie największą i najbardziej bogatą ofertę. Z upływem godzin pojawiał się jednak problem z dostępnością towarów w odpowiednim rozmiarze. Szczególnie butów, gdzie prym wiodły oczywiście najnowsze Nano 5.0. Buty, których w sumie jeszcze jakiś czas temu nie planowałem kupować, ale jak się okazało podczas minionego weekendu, wygrałem w jednym z konkursów Reeboka i już niebawem zawitają u mnie (ja ostatnio mam coś za dużo szczęścia… 😉 ). Zobaczymy więc czy szał na ten model jest w jakimś stopniu uzasadniony. Poza tym jeśli ktoś miał jakiś nadmiar energii, mógł ją spożytkować na zmierzenie się w różnych konkurencjach z najlepszymi CrossFiterami na świecie. Było to możliwe za sprawą ustawionych specjalnych stanowisk, gdzie można było wyzwać na burpeesowy pojedynek Ryśka, czy też sprawdzić o ile więcej thrusterów niż ty, w tym samym czasie robi Camille.

CrossFit Games Regionals 5

To właśnie też na stoisku Reeboka, moi znajomi z Białegostoku, którzy razem ze mną godnie reprezentowali CrossFit Białystok na obczyźnie, doznali największego szoku kulturowego. Szok polegał bowiem na tym, że stojący przed nimi mężczyzna nie miał gotówki potrzebnej do tego aby zapłacić za towar. Nie przeszkodziło to jednak sprzedawcy, aby na zwykłe słowo honoru i obietnicę powrotu z wypłaconą z bankomatu gotówką, wydać kupującemu człowiekowi towar. Jak na polskie standardy jest to po prostu, i chyba trochę niestety, po prostu NIEBYWAŁE.

CrossFit Games Regionals 6

Ostatni róg hali zarezerwowany był dla miejsca, gdzie można było kupić coś do picia i do jedzenia. I nie było to jedzenie specjalnie paleo, gdyby ktoś pytał. Na hali bardzo często królował popcorn, piwo czy inne kiełbasy, którymi większość się zajadała, a mnie jakoś nie korciło aby tego akurat spróbować. Bardziej zachęcające do zawitania były stoiska na zewnątrz, gdzie było zarówno jedzenie, jak i też namiot z innymi, trochę mniejszymi wystawcami. Minusem owych stoisk z jedzeniem było to, że nie były one w stanie obsłużyć w odpowiednim czasie, odpowiedniej liczby ludzi. Dlatego jeśli ktoś wybierał się coś zjeść stawał zawsze przed dylematem – albo jedzenie albo oglądanie zawodów. Nie było szans aby to połączyć i zarówno zobaczyć wszystkie heaty jak i się najeść. Ale wyjście na powietrze miało jeden podstawowy plus – powietrze. Tego bowiem na hali chwilami już brakowało. Klimatyzacji w Ballerup Super Arena bowiem nie uświadczysz, a więc pod koniec dnia zawodów trzeba się było liczyć z tym, że będziesz spocony niemal tak samo mocno jak zawodnicy. Co do stoisk w dodatkowym namiocie to królowały tam zdecydowanie skakanki. Jeśli mnie pamięć nie myli to wystawiło się tam bodajże 5 czy 6 różnych firm, które oferowały ten „przyrząd zagłady”. Każdą ze skakanek można było przetestować na wszelkie możliwe sposoby i sprawdzić z jaką potencjalnie najszybciej się zaprzyjaźnisz 🙂 Dodając do tego wystawców oferujących jakieś ciuchy, jedzenie organiczne (świetny makaron z bodajże ciecierzycy!) czy inne dziwadła, dostajemy całkiem bogatą ofertę jak na jedne zawody. Poza tym po jakimś czasie przebywania na tej imprezie, człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego, nawet wszechobecnych kolejek.

CrossFit Games Regionals 7

No ale dobra, na CrossFit Games Regionals przyjeżdża się głównie dla zawodów i zawodników, prawda?! Tak więc może kilka słów na ten temat. O dokładnym przebiegu zawodów nie zamierzam jednak pisać, bo każdy kto chciał śledzić te wydarzenia to na pewno to zrobił. A nikt przecież nie lubi odgrzewanych kotletów, prawda? Nie mniej jednak przemilczeć tego nie zamierzam. Zacznę więc chyba od rzeczy oczywistej czyli postawy trzech Polaków, którzy godnie reprezentowali nasz kraj. Dla przedstawicieli CrossFit Mokotów oraz CrossFit GCW czyli Bartosza Więckowskiego i Pawła Kozaka był to debiut na tych zawodach. Wiadome więc niejako było, że będą mieli oni trudniej niż „weteran” Bartłomiej Lipka z CrossFit R99. Pierwszego dnia widać jednak było, że chyba każdy z nich nie wystartował tak dobrze jakby chciał i jakby trochę oczekiwali ich fani, którzy dopingowali ich zarówno na hali, jak i też w swoich rodzimych boxach. Z kolejnymi konkurencjami było już jednak coraz lepiej i ostateczne miejsca w postaci 17 lokaty Lipki, 23 Więckowskiego oraz 38 Kozaka można uznać za sukces. Szczególnie w przypadku reprezentanta CrossFit R99 jego progres w stosunku do roku ubiegłego, kiedy zajął w swoim debiutanckim występie 38 miejsce, jest niezwykle widoczny. Zresztą przez wielu Polak zostanie zapamiętany z tego oto powodu.

Squat clean z kontuzjowaną chwilę wcześniej nogą, tylko po to aby zakończyć zawody jako moralny zwycięzca, są warte dużych braw. Nawet jeśli trzeba było za to zapłacić tym, że z areny zawodów znosił go na swoich plecach kolega. Szacunek z mojej strony.

Na Polakach jednak zawody się nie kończyły. Będąc na Regionalsach miałem po raz pierwszy w życiu okazję do tego, aby zobaczyć z bliska rywalizację zespołową, która według mnie była nie mniej interesująca niż ta indywidualna. To właśnie też w zespołach występowały tak barwne postacie, jak na przykład mężczyzna o długich włosach i wpiętym do nich kwiatkiem, czy też jego kolega z zespołu, który wyglądał jak aktor porno z lat 80-tych 🙂 Do tego też najbardziej barwnego kibica, a w zasadzie to maskotkę miała ekipa CrossFit Gorilla, gdzie ponad 50-letni pan przebierał się po prostu za goryla 🙂 Jednak najlepszym dowodem na to jak bardzo emocjonującą rywalizacją były zmagania teamów, niech świadczy to ile radości wywołało ogłoszenie ostatecznych wyników.

To właśnie też chwilę po tym, zobaczyłem najbardziej chyba specyficzny i zarazem wzruszający moment tych zawodów. Mianowicie w chwili kiedy 5 zespołów skakało z radości celebrując swój sukces, na schodach tuż obok mnie usiadła kobieta, która zaczęła po prostu płakać. Ale nie, że chlipać czy popłakiwać. Ona normalnie zaczęła ryczeć jakby jej ktoś pół rodziny wymordował. Gdy jednak chwilę później podbiegło do niej kilku członków jednego ze zwycięskich zespołów, było już jasne, że były to prawdziwe łzy radości.

CrossFit Games Regionals 8

Zresztą kibice i ich zachowania to także oddzielny temat. W Ballerup Super Arena zebrało się w jednej chwili mnóstwo nacji, z których każda czymś się wyróżniała. Jedynym wspólnym mianownikiem było jednak to, że każda narodowość miała w swoich szeregach przedstawicielki płci pięknej, za którymi oglądał się niemal każdy. Trzeba było jednak mocno uważać, aby nie dostać też za to w gębę. Jako, że wiele z tych kobiet ewidentnie trenuje, bezpieczeństwo oberwania było podwójne, bo mogłeś zostać zarówno znokautowany przez jej faceta, jak i nią samą 😉 Na szczęście atmosfera całej imprezy była na tyle przyjazna i sympatyczna, że nikomu nie były w głowie takie akcje. Ludzie woleli się skupić na tym co się dzieje na głównej arenie zmagań, i tam wyładowywać swoją energię w zdrowy sposób. Duża w tym zasługa prowadzących imprezę spikerów, którzy byli prawie tak dobrzy jak nasz Bartek Macek, oraz DJ-a, który na szczęście nie zajeżdżał ludzi przez 3 dni ciężkim metalowym brzmieniem. Zdarzyły się też przez to przynajmniej dwa takie momenty, kiedy dzięki atmosferze na hali poczułem na ciele typową gęsią skórkę. Pierwsza z nich była to chwila, kiedy po porannym treningu w Butcher’s Lab, dotarliśmy na halę trochę później, i od razu trafiliśmy na moment, kiedy Kristin Holte przy wypełnionej już po brzegi hali, biła światowy rekord w trzeciej konkurencji. Tumult jaki zrobił się wtedy w obiekcie, nie jest do oddania przez żaden materiał wideo. Drugą zaś sytuacją, która wzbudziła u mnie podobne emocje, był heat kończący całą imprezę. Był ogień!

To też było najlepszym przykładem na to, że rywalizacja pań w Europie jest zdecydowanie bardziej emocjonująca niż panów. Tym bardziej, że podział sił jeśli chodzi o CrossFit w regionie Meridian wygląda tak jak pokazuje poniższa mapka. Islandia rządzi crossfitową Europą bez dwóch zdań. Głównie za sprawą pań -dottir, gdzie 4 z nich zajęły miejsca premiowane awansem do Carson. Co ciekawe wszystkie one trenują w jednym boxie. WTF, się pytam?! 🙂

CrossFit Games Regionals 9

Poziomem prezentowanym w Kopenhadze, dostosowali się do swoich idolek kibice z Islandii, którzy przez wszystkie dni zawodów siadali w jednym i tym samym miejscu i dopingowali wszystkich swoich reprezentantów. Niestety tego moim zdaniem zabrakło w polskiej ekipie wyjazdowej, gdzie rozproszeni po hali przedstawiciele każdego z boxów, wspierali głównie swoich reprezentantów, a nie całą „polską kadrę”. Dlaczego tak było? Nie jestem teraz w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Być może jednak jest też tak, że podobnie jak zawodnicy, to tak samo i kibice muszą nabrać doświadczenia jeśli chodzi o „występy” na Regionalsach. Nie ukrywam jednak, że trochę zazdrościłem ludziom czy to z GCW, czy Mokotowa czy też R99, że mają oni okazję wspierać swojego człowieka na takiej imprezie. Być może z czasem i CrossFit Białystok doczeka się tam także swego przedstawiciela. Już sobie wyobrażam to, jak mógłby wyglądać wyjazd ekipy z Podlasia na takie Regionalsy… Ehhh, rozmarzyłem się 😉

CrossFit Games Regionals 10

Wymieniając jednak plusy imprezy w Kopenhadze, nie sposób zapomnieć o terminowości i kurczowego trzymania się harmonogramu imprezy, czyli czymś co na zawodach w Polsce bardzo często kuleje. Praktycznie ani razu nie zdarzyła się organizatorom żadna czasowa obsuwa, za co należą się wielkie brawa. Co więcej, w oficjalnej rozpisce planowane zakończenie zawodów miało nastąpić o 16:48 i… tak właśnie było! Z zegarkiem w ręku! Normalnie szok i niedowierzanie 😉 Jest to tym bardziej godne pochwały, jeśli weźmie się pod uwagę rozmach całego przedsięwzięcia. Nie byłoby to jednak możliwe, gdyby nie pomoc wolontariuszy i sędziów z całej Europy, gdzie także znaleźli się przedstawiciele z Polski. Za przygotowanie klatek i innych sprzętów potrzebnych do sprawnego przeprowadzenia zawodów, była odpowiedzialna ekipa Rogue, która zna się na swojej robocie jak mało kto. Kiedy tylko następowała jakakolwiek przerwa w zawodach, wkraczali na arenę właśnie oni, i jak mróweczki zmieniali tabliczki z nazwiskami, przykręcali lub odkręcali od riga potrzebne elementy czy też po prostu sprzątali po sobie przed kolejnym eventem. Aż przyjemnie patrzyło się z boku, na tak w sumie wydawałoby się prozaiczną czynność. Jednak gdyby nie ich punktualność i fachowość, to kibice na pewno nie siedzieliby zakładanego czasu w hali, a znacznie dłużej. A jako, że impreza trwała do stosunkowo wczesnych godzin każdego dnia, zawsze pozostawał wieczór na poznawania uroków samej Kopenhagi. Przyjemne z pożytecznym.

Tak więc czas już chyba podsumować tę niebagatelną imprezę. Niemal cztery dni spędzone w Kopenhadze upływały zdecydowanie pod dyktando CrosssFitu. Impreza, która miała zrobić na mnie wrażenie, zdecydowanie to zrobiła. Czy był to najlepszy crossfitowy event na jakim byłem w swoim życiu? Oczywiście, że tak! Dlaczego? Głównie dlatego, że była ona zrobiona z takim rozmachem jaki znam z takich widowisk jak NBA, NHL czy NFL. To nie była jedynie sztuka dla sztuki, a impreza gdzie każdy mógł znaleźć coś dla siebie. I będę się chyba upierał nawet przy tym, że jeśli ktoś oceni CrossFit Games Regionals źle, to chyba uznam, że sam CrossFit nie jest specjalnie dla niego. Ja natomiast wiem, że za rok na pewno tam wrócę. Zrobię też wszystko, aby wybrać się tam już nie jako kibic, ale jako Media. A gdy to się uda, to wyżej w hierarchii zostanie już tylko wycieczka do Carson w Kalifornii…

Zapraszam jeszcze na koniec na mój kanał YouTube gdzie są jeszcze inne materiały filmowe, a w najbliższym czasie dojdą kolejne. Dlatego kliknij subskrybcję aby być na bieżąco!

FOTORELACJA Z CROSSFIT GAMES REGIONALS