CrossFitO wszystkimOpinie

Co ma prawdziwe znaczenie?

dodany przezKamil Timoszuk 15 lutego 2017 2 komentarze

Reebok czy Nike czyli Nano czy Metcony? A może Adidas lub Under Armour i ich buty dedkowane pod CrossFit? Na takie pytanie stara się odpowiedzieć wiele trenujących osób i często nie znajduje odpowiedzi. Ja wam też jej dziś nie udzielę, ale mogę za to napisać coś o moim podejściu i odkryciu w tym temacie.

Tak się jakoś składa, że z CrossFitem jestem związany na różne sposoby dobrych kilka lat. Zresztą kto tu czasami zagląda ten o tym dobrze wie, i nie ma się co zbytnio nad tym rozwodzić. Jednak pomimo takiego czasu, w dalszym ciągu wiele rzeczy potrafi mnie zaskoczyć lub nawet zadziwić. Co też ciekawe, dzieje się to na polach, które dla mnie osobiście nie stanowiły nigdy esenscji całego tego szaleństwa. Jednym z takich gorących tematów są szeroko rozumiane ciuchy do treningu oraz buty.

Być może kolejne zdania udowodnią wielu z wam to, o co wcześniej mnie podejrzewało, a mianowicie to, że jestem czasami ignorantem. Ja jednak wolę określenie, które według mnie jest znacznie bliższe prawdy, a mianowicie te, że takowym ignorantem po prostu bywam. Jednym z tematów, który według mnie nie ma aż takiego znaczenia jakby wielu producentów by chciało aby miał, są ciuchy. Te które niemal każdego dnia nakładacie na siebie i szorujecie w nich na kolejny trening. Oczywiście, jestem daleki od tego aby napisać, że wszystkie one są takie same, bo aż tak naiwny nie jestem. Z drugiej jednak strony mam wrażenie, że jestem chyba stosunkowo odporny na reklamy tego typu rzeczy.

Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek uległ zapewnieniom jakiegoś producenta, że „koszulka X” robi robotę, bo ma w sobie więcej materiału Y czy też ktoś dodał element Z. Dla mnie osobiście koszulka ma być przede wszystkim WYGODNA! Tylko tyle i aż tyle. Dlaczego? Bo większość tego typu rzeczy i tak koniec końców ląduje na treningu i musi się zmierzyć z trudami treningu i związanym z nim ludzkim potem. Substancją, która dla niemal każdego wyrobu tego typu jest wyniszczająca. Poza tym uwielbiam koszulki, za którymi coś stoi. Mam tu na myśli fakt na przykład przywiezienia jej z jakiegoś boxa, zakupieniu jej na jakiejś crossfitowej imprezie lub też przede wszystkim mającej na sobie jakąś ciekawą grafikę. W tym ostatnim temacie czasami się dziwię jak słabo stoją najwięksi giganci, których ciuchy potrafią być albo brzyskie albo przekombinowane. Ba! Uważam też, że równie dobre koszulki co ci najwięksi gracze na rynku, może wyprodukować na przykład polska firma z Białegostoku. Taka chociażby dwójka braci, w których produkcje ubiera się ogromna część polskiej crossfitowej sceny, nawet o tym nie wiedząc 😉

Trochę inaczej sprawa ma się jeśli chodzi o buty. Do pewnego czasu także miałem poczcie, że but to tylko but. Sam za ciebie dźwigać ciężarów nie będzie, przy podciąganiu się na drążku nie ułatwi, a o niosących samoczynnie nogach podczas biegania nie wspomnę. Swoje treningi zaczynałem od noszenia stosunkowo ciężkich koszykarskich adidasów, które na start były jak najbardziej OK. Wszystko się jednak zmieniło w chwili zakupu moich pierwszych Nano oznaczonych numerem 2.0. Może to wielu osobom wydać się dziwne, ale pomimo tego, że działo się stosunkowo niedawno, bo zaledwie kilka lat temu, to wtedy musiałem tę parę butów sprowadzać sobie poprzez rodzinę z USA. Dlaczego? Ponieważ w Polsce tych butów kupić nie było można, a amerykański oddział Reeboka miał gdzieś taki kraj jak Polska. W efekcie też tego, nie wysyłał tu paczek. Od tego czasu się jednak trochę zmieniło co? 😉

Na chwilę obecną wiodącym modelem w środowisku crossfitowym są w dalszym ciągu Nano. Linia butów, która ostatnio dostała niejako rozpędu i wypuszcza co chwilę swoje kolejne modele. Po piętach stara jej się deptać Nike i jego Metcony, ale pomimo znacznie większego potencjału marketingowego aniżeli Reebok, ciągle jest sporo w tyle. Ja jako konsument w ostatnim czasie przekonałem się dobitnie (znowu?) o dwóch rzeczach. Po pierwsze o tym, że istnieje bardzo dobra alternatywa dla osób, które nie chcą butów od dwóch czołowych firm. A więc skoro nie Nanosy i Metcony – to co w zamian? A no właśnie Inov-8, a dokładniej model Inov-8 F-Lite 235. Buty od firmy, która od zawsze kojarzyła mi się z dwoma rzeczami – specyficznymi pięciopalczastymi butami oraz modelami stricte do biegania.

Jak się jednak okazało, buty robione pod tak zwany „trening funkcjonalny” także tej firmie nieźle wychodzą. Nie spodziewałbym się. Co ciekawe, leki szok następuję już w chwili kiedy wyjmie się je z pudełka i weźmie do ręki. Już wtedy człowiek ma poczucie, że ten model obuwia autentycznie nic nie waży. Szczególnie jeśli przesiadasz się z takich butów jak to w moim przypadku było czyli Nano 5. Moje zdziwienie i zaciekawienie jednocześnie było tak duże, że zanim nałożyłem te buty na swoje stopy, to zdążyłem je wcześniej zważyć. Moje przewidywania dzięki temu potwierdziły się – Inov-8 F-Lite 235 jest lżejszy od Nano 5 o ponad 200 gram. Całe 200 gram na parze butów!

Kiedy włoży się je na nogi, to także następuje kolejne zdziwienie. Czy pozytywne? Tutaj już zdania mogą być podzielone. Nie każdy bowiem lubi te „kapciowate” uczucie w butach. Nie oznacza to jednocześnie, że stopa w tym modelu pływa. Bardziej chodzi o to, że buty w których podeszwa jest tak cienka, że jej praktycznie nie czujesz, nie mogą konkurować z takimi „betonowymi” Nano 5. Ich lekkość sprawia, że nadają się one praktycznie do wszystkiego – biegania, skakania, wchodzenia po linie (są specjalnie zabezpieczone) czy też nawet podnoszenia ciężarów na poziomie zwykłego WOD-a w boxie. Po użytkowaniu tych butów dobre pół roku, a może nawet więcej, jestem w dalszym ciągu zaskoczony tym jak wytrzymałe one są. Zdarzyło mi się je wielokrotnie przepocić, przerzucić trochę żelastwa czy przebiec w nich kilka dobrych kilometrów. I to w warunkach sporo odbiegających od normalnych czyli takich, kiedy na przykład woda stojąca na ulicy sięga daleko ponad kostki. Wtedy miałem kilkukrotnie przeczucie, że to ich ostatni raz. I w takich chwilach mówiąc szczerze, nawet nie byłoby mi ich szkoda. Jednak gdy za każdym razem po takim treningu wrzucałem je podobnie jak i Nanosy normalnie do pralki, to po wyjęciu i zobaczeniu że wyglądają niemal jak nowe, zyskiwałem do nich szacunek. A dziś mogę je polecić każdemu z czystym sumieniem.

Tu jednak dochodzimy do drugiej z tych rzeczy o której przekonałem się dzięki temu jako konsument. Mianowicie tego, że nie ma czegoś takiego jak obuwie idealne dla każdego. Ja sam na swojej skórze/stopach przetestowałem kilka modeli i do dziś nie jestem w stanie powiedzieć, który jest zdecydowanie najlepszy. Zdarza się nadspodziewanie często, że piszecie do mnie z typu pytaniami i wiecie, że najczęściej odpowiadam w taki sposób: Nano 2 używam jako buty „do dobicia” czyli do chodzenia wszędzie. Nano 4 podobnie, choć te sprawdzają się świetnie na rowerze, dzięki twardszej podeszwie niż w dwójkach. Nano 5 teraz służą tylko do zbierania kurzu, bo nie poznałem ich lepszego zastosowania. Trenuję zaś w Inov-8 F-Lite 235 oraz Nano Lifter, kiedy wiem o treningu w boxie, w którym je wykorzystam. Czy moje zdanie komuś pomoże? Jeśli tak to super.

Jednak ja zawsze się będę upierał przy tym, że ani super nowoczesna koszulka z kosmicznej technologii, ani spodenki trzymające wszystko na miejscu, ani też buty z wojennym kevlarem nie sprawią, że będziesz lepszy. To tylko atrybuty, na które jeśli cię stać, to jak najbardziej możesz kupić dla lepszego samopoczucia. Na całą resztę musisz tak samo jak inni po prostu zapracować. I czy to w tym wszystkim nie jest tak naprawdę najlepsze?

  • Maciej Włodarczyk

    Według mnie Nano 5 to bardzo fajny obów jednak po niecałym roku bardzo mocno starła się podeszwa w okolicach palców. Chyba od Burpeesów… Od miesiąca trenuję w Nano 7.0 i… świetny but. O wiele lepsza stabilizacja przy weightliftingu, wyższe podbicie i stabilizacja. Na żywo wyglądają lepiej niż na zdjęciach. Pozdrawiam.

    • Ja co do Nano 5 nie mam dobrego zdania. Nie dość, że są niezwykle twarde i przez to też niewygodne, to na dodatek dosyć słabe jakościowo. Zarówno mi jak i wielu innym moim znajomym zniszczyły się one w jakimś stopniu szybciej niż wiele innych modeli czy marek. Zresztą jeśli masz ochotę to poczytaj sobie o tym w tym miejscu http://kamiltimoszuk.pl/crash-test-reebok-crossfit-nano-5-0/

      Co do Nano 6 czy 7 się nie wypowiem bo po prostu ich nie mam i nie miałem okazji w nich potrenować.