O wszystkimOpinie

Christmas Abbott – Dieta Dla Zuchwałych

dodany przezKlara Iwaszko 16 maja 2016 0 Komentarzy

O samej Christmas Abbott usłyszałam kilka lat temu. Jest w niej coś takiego, co nie pozwala oderwać od niej wzroku – i choć sama może nie mieścić się w niektórych kanonach piękna, to emanujące z niej optymizm, siła, witalność i pewność siebie da się zauważyć na pierwszy rzut oka. Jak się okazało – również w książce jej autorstwa. „The Badass Body Diet”, bo taki tytuł nosi w oryginale (przy okazji mamy tu niezłą zagwozdkę tłumaczeniową) pojawiła się na rynku rok temu, niemalże co do dnia. I od razu wzbudziła moje wielkie zaciekawienie. Już za kilka dni i polscy czytelnicy będą mieli okazję zapoznać się z tą pozycją – z „Dietą dla Zuchwałych”.

Christmas Abbott trawa

Idea, którą Christmas stara się propagować, jest mi bardzo bliska. Można by też rzec,  że wyprzedziła światowe trendy o dobrych kilkanaście miesięcy – tak naprawdę dopiero teraz dociera do nas „moda” na krągłe umięśnione i jak największe pośladki. Jak sama Abbott pisze, już nie duży biust i nie płaski brzuch (choć nie można odmówić im seksowności) są celem wielu kobiet. A w przeciwieństwie do wcześniej wymienionych, tytułowego ‘tyłka’ nie sposób wyrzeźbić na sałacie i orbitreku. Chyba, że ktoś decyduje się na push-upowe oszustwa bądź bardziej desperackie ingerencje chirurgiczne. Jednak Christmas (i to niejednokrotnie) namawia kobiety na wzięcie spraw w swoje ręce i bycie, jak to mówią w swoim kalendarzu dziewczyny z ELEKTROMOCY: „[Be] a bad ass with a good ass!” Takie podejście jest tym, co wyróżnia tę książkę wśród wielu, jakie możemy znaleźć na półkach. Autorka dzięki własnym doświadczeniom – a jak sama przyznaje była kiedyś „skinny fat” (osobą pozornie szczupłą, jednak z dużym udziałem tkanki tłuszczowej, a niewielkim mięśniowej) – przekonuje kobiety, że bycie silną i sprawną skutkuje nie tylko fantastycznym wyglądem, ale też zdrowiem i pewnością siebie. Sposób w jaki to robi jest bardzo (a może i zbyt?) bezpośredni i lekki, na pewno nie jest to pozycja dogłębnie akademicka, wiele kwestii załatwia lakonicznym „Zaufaj mi”. Jednak dzięki temu bardziej przypomina po prostu rady dawane koleżankom, chcąc je namówić na zdrowszy tryb życia. Właśnie to jest zarówno słabym jak i mocnym punktem książki – jest zdecydowanie i do bólu wręcz kobieca – pisana przez kobietę dla kobiet. Szczerze powiedziawszy nie wiem, czy w tej formie jest w stanie dotrzeć do jakiegokolwiek mężczyzny, ale tę kwestię pozostawiam Kamilowi, który z pewnością nie omieszka wspomnieć o swoich wrażeniach. Kobiecy punkt widzenia spotęgowany jest to dodatkowo tłumaczeniem – o ile Maintainer czy Gainer w oryginale mogą odnosić się do obu płci, to w polskim przekładzie zdecydowano się, bardzo właściwie, na Minimalistkę, Reformatorkę, Zdobywczynię i Sportsmenkę. Każda z nich, jak przekonuje Abbott, odpowiada typowi twardej babki, którą może stać się każda z nas.

To właśnie z tych czterech kategorii przyjdzie wybierać każdemu, kto zdecyduje się podążyć drogą wyznaczoną przez Christmas. Jest to słuszne posunięcie, które nie tylko opiera się na ilości kalorii, które musimy dostarczać naszemu ciału w ciągu doby, ale też na ilości czasu, jaki będziemy musieli (czy właściwiej: musiały) poświęcić, by przygotować posiłki zgodnie z rozpisaną na kartach książki dietą. Opiera się ona o idee ‘cegiełek’, każda zawiera białka, tłuszcze i węglowodany, które zestawione w odpowiedniej ilości do każdego posiłku mają zapewnić nam zdrowie, szczęście i, oczywiście to najważniejsze, zgrabny tyłek.  Jeśli chodzi o dobór składników nie ma tam niczego, o czym wcześniej nie napisano – czytaj: produkty bez etykiety, dużo białka, sporo zdrowych tłuszczy. Całość bardzo mocno przypomina ‘zone diet’ z nieco zmienioną terminologią. Przepisy wyglądają jednak na zarówno smaczne, jak i przystępne, o tym jednak napiszę więcej po zmierzeniu się z wyzwaniem dla Zuchwałych. Przyznaję się jednak, że na myśl o spożyciu zaledwie ćwiartki pomarańczy czy banana (czytaj: jednej cegiełki) robi mi się słabo. Aż nie chce się wierzyć, że tak aktywna osoba, jaką jest Abbott, trzyma się identycznej rozpiski – o czym pisze z detalami. Wiem natomiast jedno – treningi z książki na pewno nie stanowią planu, którym sama podąża. Oparte na ciężarze własnego ciała i różnych ćwiczeniach zestawy (interwałowe, ‘na czas’ i AMRAPy) trwające nie więcej niż 20 minut stanowią trzecią część książki, poświęconą wysiłkowi fizycznemu. Jak i na pozostałych stronach ogromne pytanie brzmi: gdzie ten CrossFit? Prócz miejsca w biografii na samym początku, w innych rozdziałach ze świecą go szukać. A szkoda. Szczególnie, że polski rynek nie nasycił się jeszcze CrossFitem w wersji książkowej, a zainteresowanie tematem rośnie. Z pozytywów, Abbott zachęca wszystkich do ogólnej aktywności próbowania swoich sił w różnych sportach i podejmowania wyzwań – choćby takim wyzwaniem miało być dołączenie do ekipy NASCAR. Pominęłabym jednak adnotację „gdzie spalasz tłuszcz” przy opisie ćwiczeń – ten mit został obalony już bardzo dawno temu… Ale sercem i duszą tej pozycji jest jednak dieta, a ćwiczenia jedynie jej uzupełnieniem.

Christmass Abbott książki

Skoro już wspomniałam o tłumaczeniu. Choć sam tytuł trochę przy tłumaczeniu stracił – przede wszystkim grę słów, wskazującą na swoistą „pośladkową fiksację”. Może też nawet nieco odstraszać. Jednak jak ciężko wybrnąć z takiej zagwozdki wie tylko ten, kto kiedyś usiłował wymyślić jakiś lepiej brzmiący odpowiednik. Poza tą drobną uwagą, tłumaczenie trzyma poziom, choć nieco zrzedła mi mina, gdy czytałam o ‘zadku’. Bo choć pełno tam pośladków, tyłków i tyłeczków, to jednak ‘zadek’ z przyjemnością wymazałabym ze stron książki… i z pamięci.

Co można zarzucić książce Christmas to na pewno to, że trochę zbyt dużo uwagi przywiązuje do wyglądu, a w szczególności do wyglądu jednej konkretnej części ciała. Nie da się zaprzeczyć, że ta grupa mięśniowa gra ogromną rolę nie tylko w wysiłku fizycznym, ale i w życiu, ale czy aż do tego stopnia, że od pośladków zależy życiowy sukces i samopoczucie? Ale ja jestem gotowa spróbować – szczególnie, gdy patrzę na autorkę, równą blond babkę ze szczerym uśmiechem i tatuażami. I naprawdę NIEZŁYM tyłkiem 🙂


Jeśli Klara zachęciła kogoś, lub którąś z was do sprawdzenia tej książkowej pozycji, to jeszcze do środy 18 maja włącznie, może skorzystać z kodu rabatowego dzięki współpracy z Wydawnictwem SQN. Wystarczy kliknąć w poniższą grafikę, aby przeniosło was na odpowiednią stronę, a tam po wpisaniu kodu zostanie wam naliczony konkretny rabat. Proste i skuteczne 😉

Christmas Abbott promocja