CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Calisia Games w słusznej sprawie

dodany przezKamil Timoszuk 27 listopada 2018 0 Komentarzy

Co jest w mojej opinii najbardziej pociągającego i zachęcającego do odwiedzenia w polskich miastach? Przede wszystkim to, że mnie w danym miejscu jeszcze nie było. A ja zdecydowanie lubię jeździć. Tym bardziej jeśli w danym miejscu są obecne krosfity w różnej formie.

Nie wiem czy dobrze mi się wydaje, ale fakt że miasto Kalisz w pierwszej kolejności kojarzy mi się z Augusto Kalisz, oznacza nie mniej ni więcej, że jestem stary 😉 Augusto Kalisz jest/była to bowiem żeńska drużyna siatkówki, która w latach 90-tych ubiegłego wieku, była czołowym polskim klubem, sięgającym po najwyższe miejsca w lidze. Od tego czasu żaden inny element związany z tym miastem, nie wrył mi się tak w pamięć jak właśnie to. W ostatnich latach miasto to zacząłem kojarzyć na nowo za sprawą pojawienia się tam boxa crossfitowego o nazwie CrossFit Calisia. Osoby które miały okazję jeździć w minionych latach po zawodach crossfitowych, mogą kojarzyć ten box po fajnie oklejonym w logo boxa samochodzie, który na takowe zawody przyjeżdżał.

PEŁNA GALERIA ZDJĘĆ Z CALISIA GAMES vol. I

Wracając jeszcze do samego miasta Kalisz, to w piątkowe popołudnie miałem okazję zobaczyć kawałek tego nowego dla mnie terenu, za sprawą uprzejmości jednego z tamtejszych crossfiterów. Nie mam tutaj jednak zamiaru oceniać tego miasta, po tak na prawdę 30-godzinnym pobycie. Jednak nie ma co ukrywać, że jest to miasto przynajmniej paru kontrastów. Kiedy pokonuje się kolejne ulice, widać w tym mieście potencjał. Potencjał który jednak nie jest o końca wykorzystany. Chociażby fakt, że przez to najstarsze miasto w Polsce przepływa kilka rzek, co tworzy swoisty klimat „małej Wenecji”. Z drugiej strony masa jest tam starych kamienic, które lata swojej świetności mają już zdecydowanie za sobą. Gdyby to tak wyremontować to wyglądałoby na pewno lepiej. Ale łatwo powiedzieć, trudno zrobić. Przez duży przypadek, a może chęć zobaczenia sobie właśnie starej hali w Kaliszu gdzie grały siatkarki, trafiłem na Mistrzostwa Polski UKS-ów w pływaniu na ergometrach. Czyli jakby nie patrzeć coś poniekąd z mojej bajki. I będąc tam chwilę, zobaczyłem na przykład 11-12 letniego chłopaka, który swoje 500 metrów przepłynął w tempie 1:31. Jest więc potencjał 😉

A dlaczego tak naprawdę ja dotarłem do tego Kalisza? Stało się to za sprawą crossfitowej imprezy o nazwie Calisia Games vol. 1. Zawodach zorganizowanych przez Marcina Kulcentego w swoim CrossBox Calisia, które były niejako pojedynkiem z boxem położonym nieopodal bo w Ostrowie Wielkopolskim czyli CF Last Angels Beach. Cała impreza miała jednak jeszcze jeden, powiedziałbym, że cel nadrzędny. Tym celem było zebranie jak największej ilości pieniędzy, aby wesprzeć rehabilitację jednej z dziewczyn trenującą w kaliskim boxie. Rehabilitacja ta jest potrzebna z uwagi na nieszczęśliwy wypadek jaki miał miejsce z jej udziałem. A że ja jeśli tylko mogę to takie inicjatywy wspieram, to była dodatkowa zachęta do tego aby na tej imprezie się pojawić.

Sama impreza pomimo tego, że miała charakter głównie charytatywny, to dla wielu startujących osób było to wydarzenie ewidentnie ważne. Ważne dlatego, ponieważ dla wielu osób był to po prostu debiut w jakichkolwiek zawodach. A jak wiadomo debiuty bardzo często są z jednej strony najbardziej stresującymi startami, ale może też właśnie przez to też najbardziej zapamiętanymi. W przypadku tego startu, organizatorzy o tyle ułatwili ludziom podjęcie decyzji o starcie, że zadecydowali o formule startu zespołowego w dwójkach. Moim zadaniem tego dnia, było zaś uwiecznienie tego co działo się podczas parogodzinnych zmagań w CrossBox Calisia.

Na wszystkich przybyłych tego dnia do boxa zawodników, czekały dwa workouty. Tylko i aż. Workouty, które dla wielu osób które trenują już jakiś czas, mogą wydawać się proste. Jednak w takich chwilach warto się cofnąć w pamięci do własnych początków przygody z CrossFitem, kiedy to najprostsze rzeczy potrafiły sprawić masę problemów. Jednak na całe szczęście jednego ewidentnie odmówić startującym osobom nie można – zapału oraz chęci do walki. A jeśli to jest w odpowiednich proporcjach do dobrej zabawy, to sukces takiej imprezy jest murowany.

Na pierwszy rzut poszła para dwóch ćwiczeń – wioseł oraz swingów kettlem. Każdy zespół musiał na początku przepłynąć 1000 metrów dowolnie dzieląc się dystansem, a następnie pozostały czas z 6 minut był typowym AMRAP-em swingów kettlami. Z tym zadaniem najlepiej poradził sobie zespół o nazwie Głodne Wampiry, wyprzedzając tym samym Ricza i Madzię oraz Bękarty Wojny. Pomysłowość przy wymyślaniu nazw jest naprawdę także godna podziwu 🙂

Drugi z workoutów to typowy wyścig na czas. Każdy z zespołów otrzymał po 10 minut na wykonanie 80 box jumpów, 60 brzuszków z piłką lekarską, 40 kolan do łokci na drążku, 20 burpeesów ze wskokiem na plate’a, a także 10 martwych ciągów na sam koniec. Najlepsi startujący robili to w okolicach 6 minut, a najlepsi czyli Riczu i Madzia z Ostrowa zeszli nawet poniżej tej granicy. Co też warto odnotować każdy zespół wyrobił się w przeznaczonym na to time capie.

Najlepsza para zarówno w tym workoucie czyli Riczu i Madzia, okazała się też zwycięską parą w całych zawodach stając na pierwszym historycznym podium pierwszej edycji Calisia Games. Tuż za nimi można było zobaczyć na podium Głodne Wampiry, a także Stawik Company. Brawa należą się dla wszystkich zarówno startujących, jak i też zwycięzców. W ogólnej rywalizacji kalisko-ostrowskiej tym razem górą byli goście z Ostrowa Wielkopolskiego, którzy ten pojedynek wygrali 2:1. Czy będzie rewanż? Podobno ma być 😉

Myślę jednak, że po raz kolejny okazało się, że czasami od samych zwycięstw w takich zawodach, znacznie bardziej liczy się udział. Udział w zawodach które z jednej strony pozwalają się sprawdzić ludziom na wcześniej dla siebie niespotykanym poziomie i intensywności, a z drugiej dodatkowo pomóc komuś kto tej pomocy potrzebuje. Dlatego ja ze swojej strony kibicuję takim imprezom jak właśnie Calisia Games, które nie starają się być na siłę największe, najlepsze czy też inne naj. One robią fajną robotę na zupełnie innym, określiłbym bardziej lokalnym, ale równie wielu osobom potrzebnym poziomie. Bo takie miasto jak Kalisz, po prostu zasługuje na to aby był tam box z prawdziwego zdarzenia, a nie typowa prowizorka z siłowni.