CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Bycza impreza w grodzie ziemniaka

dodany przezKamil Timoszuk 22 września 2015 2 komentarze

Reebok CrossFit Poznań Rodeo są to jedne z pierwszych zawodów tego typu w Polsce, w których crossfiterzy z różnych zakątków kraju mogli ze sobą współzawodniczyć. Wszystko po to, aby sprawdzić kto jest najbardziej fit w danym dniu i danym miejscu. Na przestrzeni kolejnych lat zawody rozgrywane w krainie ziemniaka, ewoluowały zaś w różne strony.

Wszystkich edycji jak do tej pory było łącznie pięć, razem z tymi, które odbyły się w miniony weekend. O dwóch pierwszych imprezach miałem okazję tylko usłyszeć opowieści od osób, które na nich były, oraz znaleźć jakieś szczątkowe informacje na ich temat w internecie. Było to jednak zdecydowanie za mało, aby móc wyrobić sobie o nich jakąkolwiek – pozytywną czy negatywną – opinię. Dopiero trzecie poznańskie Rodeo było tym eventem, gdzie zawitałem po raz pierwszy. Nie tylko na te zawody, ale też i na jakiekolwiek inne rozgrywane poza Białymstokiem. Wtedy też wszystko było nowe, fajne i ekscytujące. Do tego też doszła ogólna atmosfera, jaką przede wszystkim z ekipą z Białegostoku udało nam się tego dnia stworzyć. Wystarczy zresztą zajrzeć TUTAJ i zobaczyć jak to wszystko wyglądało.

Po takiej inauguracji nie było już niczym dziwnym, że na Rodeo vol. 4 także się pojawiłem w oczekiwaniu na fajne sportowe emocje w przyjaznej atmosferze. Niestety jednak tego dnia „coś poszło nie tak” i w efekcie tego, tamta edycja tych zawodów okazała się kompletnym niewypałem, w który aż chwilami trudno było uwierzyć. Gdy jednak w komentarzach pod moimi spostrzeżeniami w TYM miejscu, pojawił się film ukazujący kolejne niedociągnięcie ze strony organizatorów, wydawało mi się na gorąco, że moja noga na zawodach w Poznaniu długo nie postanie. A jednak… Wystarczyło aby minęło kilka dobrych miesięcy, emocje opadły, a u mnie wytworzył się nowy apetyt na fajne chwile. Być może też i dlatego nad kolejnym wyjazdem do Poznania nie zastanawiałem się zbyt długo. Tym bardziej, że mój rodzimy box czyli CrossFit Białystok, ponownie miał swoich dwóch reprezentantów, którzy mieli postarać się o stanięcie na podium w obu kategoriach.

Reebok CrossFit Poznań Rodeo 5 1

Zanim jednak do tego doszło, jak to zwykle bywa, czekała nas droga do przebycia z Białegostoku, która o dziwo minęła szybciej niż by można przypuszczać. Nie wiem jednak jak trzeba by szybko jechać, aby na przykład nie bolał fakt, zatrzymywania się niemal co chwila na autostradzie i płacenia kolejnych haraczy za przejechane kilometry. W takich sytuacjach w naszym kraju obowiązuje niestety zasada pod tytułem „płacz i płać”, której za cholerę nie da się obejść w racjonalny sposób. No ale cóż, chcieliśmy mieć Europę – no to mamy 😉 Jak się jednak okazało zaraz po dotarciu do boxa, że pędziliśmy tak szybko, że chyba już tradycyjnie pojawiliśmy się w nim jako pierwsi. Samo miejsce rozgrywania zawodów nie zmieniło się od ostatniego razu praktycznie wcale, a więc za bardzo nie było co oglądać czy też czym się ekscytować. Pozostało więc czekać jedynie na start zawodów wraz z kolejnymi ekipami, które docierały do Poznania z innych zakątków Polski.

Reebok CrossFit Poznań Rodeo 5 2

Piąta odsłona Rodeo okazała się, że była to najbardziej oblegana przez kibiców edycja. Niemal z każdym z zawodników przyjechała mniejsza, bądź też i większa „grupa wsparcia”, co w końcowym rezultacie sprawiło, że w końcu w boxie nareszcie panowała atmosfera prawdziwych zawodów, a nie stypy. Co ciekawe w Poznaniu pojawiło się wiele osób z nowych boxów, które swoją działalność zaczęły stosunkowo niedawno. Założę się, że dla wielu osób wyjazd do Poznania był pierwszą tego typu akcją w ich jeszcze krótkiej „crossfitowej przygodzie”, tak jak dla mnie te kilkanaście miesięcy temu. Widać było niemal jak na dłoni, to podekscytowanie na wielu twarzach, i tę chęć chłonięcia wszystkiego co się w tym miejscu działo. To właśnie też w takich chwilach moim zdaniem, ludzie zakochują się jeszcze bardziej w tym zjawisku zwanym CrossFit, jak i również community. Bo zarówno te poznańskie, jak i też wiele innych crossfitowych zawodów, to okazja do spotkania się ze znajomymi z odległych zakątków kraju, którzy tak samo jak i my mają hopla na tym samym punkcie. Jest to wręcz niemal idealne połączenie przyjemnego z pożytecznym.

Reebok CrossFit Poznań Rodeo 5 3

Jak głosiła pewna plotka rozchodząca się po boxie, organizatorom Rodeo bardzo zależało na tym, aby zmazać plamę jaką dali kilka miesięcy wcześniej i pokazać, że potrafią uczyć się na błędach. Dlatego też zanim zawody ruszyły, została przeprowadza bardzo szczegółowa odprawa, gdzie zawodnicy i zawodniczki oraz wszyscy chętni, poznali standardy każdego z ćwiczeń jakie będą musieli wykonywać. Po raz kolejny też w Poznaniu zadecydowano o tym, aby ujawnić dwa pierwsze workouty jeszcze przed startem zawodów. W dalszym ciągu moim zdaniem zabija to trochę emocje związane z rywalizacją już na samym początku i przeczy trochę hasłu „oczekuj nieoczekiwanego”. Jednak nie czepiałbym się akurat tego zbyt mocno, bo jednak ciężko by było omówić wyżej wspomniane standardy bez tego zabiegu. Niestety jednak okazało się, że cała odprawa miała charakter bardziej teoretyczny, aniżeli praktyczny, ponieważ sędziowanie podczas Rodeo napisało swoją kolejną historię.

Reebok CrossFit Poznań Rodeo 5 4

Kolejną nietypową rzeczą z jaką można było się spotkać w Poznaniu, to kolejność startów poszczególnych kategorii. Przeważnie jest tak, że całą zabawę zaczynają panie, a następnie do boju przystępują najpierw przedstawiciele kategorii Open oraz Elite. Tutaj jednak nastąpiło kompletne pomieszanie i kolejność była następująca – Open, Elite, Kobiety. Czy miało to jakiś większy wpływ na same zawody? W sumie nie, ale jest to jedna z takich innowacji z jaką ciężko się spotkać z jakiegoś względu gdziekolwiek indziej. Sami zawodnicy, którzy tego dnia zjechali do Poznania, jednak specjalnie nie protestowali i spokojnie udali się na rozgrzewki, bądź na dalsze oczekiwanie na swoją kolej. A pierwsze workouty wszystkich kategorii wyglądały tak:

Reebok CrossFit Poznań Rodeo 5 5

Już na pierwszy rzut oka widać, że ktoś przygotowując tę edycje Rodeo, usiadł i skrupulatnie przygotował i przemyślał zadania zaserwowane zawodnikom. Nie było tym razem mowy o tym, że pojawia się kolejne opóźnienia, niedomówienia czy też zmienianie samych workoutów w trakcie trwania imprezy, o zgrozo! Ja natomiast przed przyjazdem do Poznania stanąłem przed dylematem czy lepiej jest robić fotki z tego co ma się dziać tego dnia, czy może nagrywać filmy? Ot taki typowy blogerski problem pierwszego świata. Jednak dopóki nie wyrośnie mi jeszcze jedna dodatkowa para rąk, a i dodatkowymi nogami bym nie pogardził, to wiem że taki dylemat będę miał jeszcze nie raz. W Poznaniu jednak postawiłem na fotki i teraz już wiem, że był to dobry wybór. Uważam tak między innymi dlatego, że w praktycznie każdej rzeczy za jaką się biorę, staram się aby była ona jak najlepsza. Dlatego też planując zbieranie materiałów z Poznania, już na starcie „wliczyłem w koszty” niezastąpioną pomoc życzliwych mi ludzi. W tym przypadku trafiło na Michała Głuszyńskiego, który tego dnia nagrywał wszystkie filmy z zawodów, kiedy ja ganiałem sobie z aparatem po placu boju. Tak więc w razie czego, wszelkie słowa uznania za te materiały, które zobaczycie w dzisiejszym tekście lub też na moim kanale YouTube, kierujcie w jego stronę. Dał chłopak radę, nawet pod koniec, gdzie emocje brały górę ponad wszystko 🙂

Ale wróćmy do konkretów czyli pierwszy WOD kategorii Open panów.

To właśnie w tym workoucie pojawiło się chyba najbardziej sporne ćwiczeniae tego dnia, które wprowadziło trochę zamieszania. Chodzi tu o pompki w staniu na rękach czyli popularne HSPU. Podczas wykonywania tego zadania przez kolejnych crossfiterów, można było odnieść wrażenie, że standardy jakie przyjęli tego dnia sędziowie były niby takie same, a jednak nie do końca. Pomijam tu szczególnie jednej przypadek, gdzie zawodnikowi brakowało umiejętności/mobilności do tego, aby podczas stania na rękach wysunąć głowę do przodu i zaznaczyć swoją pozycję. Po przyznaniu mu kilku no repów z rzędu, zagotowała mu się głowa i zamiast próbować dalej robić swoje powtórzenia, zawodnik wolał marnować swój czas i energię na kłótnie i ubliżanie sędziom. To było natomiast po prostu słabe – zarówno dla niego samego, jak i każdego kto musiał patrzeć na to z boku. Niestety jednak sporo zamieszania wprowadzali też sami sędziowie. Nie może być bowiem tak, że zawodnik wykonuje kolejne powtórzenia, a sędziujący mu człowiek je wszystkie uznaje, a za chwilę podchodzi krążący między zawodnikami sędzia główny i krzyczy zarówno do zawodnika jak i sędziego „NO REP!”. To zamiast wprowadzać jakiś porządek i utrzymanie standardów, o co chyba powinno wszystkim chodzić, wprowadza tylko nerwową atmosferę. Bo w takiej chwili widać było, że zarówno sam zawodnik jak i też „szeregowy sędzia” nie wie na początku o co chodzi, a kolejne cenne sekundy uciekają. Było to widać zarówno gołym okiem, jak i też potwierdziło to wielu zawodników, że coś takiego nie powinno mieć miejsca. Tak samo też jak nie powinno mieć miejsca to, że dwóch zawodników, którzy stoją obok siebie i wykonują w danej chwili w identyczny sposób swój workout, jednemu z nich zalicza się wszystko, a drugiemu już nie. To może mega demotywować i wprowadzać po raz kolejny niefajną atmosferę, a przecież nie o to chodzi, prawda? Czyli niestety pisząc swoje odczucia z kolejnych zobaczonych osobiście crossfitowych zawodów w Polsce, nie udało mi się uniknąć wątku sędziowania…

Jako drudzy do boju ruszyli zawodnicy z kategorii Elite. Kategorii, która patrząc na listę startową crossfiterów którzy awansowali na zawody, miał niepodzielnie zdominować Mateusz Wasilewski. Ten jednak wolał się parę dni wcześniej kontuzjować i musiał się zadowolić przyjazdem do Poznania tylko w roli kibica. Tak to się jednak kończy, gdy crossfiter łapie się za ćwiczenia rodem z siłowni czyli „robienie klaty na ławce” 😉 Oby jednak uraz nie okazał się na tyle groźny, aby przeszkodziło to mu we wszystkich najbliższych planach i startach z Amarok East Side Challenge na czele. Jednak dzięki takiemu obrotowi sprawy, wytypować zwycięzcę tej kategorii było niezwykle ciężko. A to oznaczało też tylko jedno – kolejne dodatkowe emocje!

Panowie w tym WOD-zie zajeżdżali sobie przede wszystkim ręce, czego kulminacyjnym punktem był ciężkie OHS-y. No ale kategoria Elite rządzi się swoimi prawami, na które narzekać nie można. Za to na końcu drugiej części filmu doskonale widać to, o czym pisałem chwilę wyżej w temacie trzymania lub nie standardów i wprowadzania nerwowej sytuacji. Nie o takie krosfity walczyłem 😉

Niestety też w przypadku rywalizacji pań pech chciał, że nastąpiła pewna sytuacja, która tak naprawdę nastąpić nie powinna. Mianowicie w efekcie podziału zawodniczek na heaty, a następnie rezygnacji kilku z nich, wyszło finalnie tak, że Magda Kuczbajska reprezentująca warszawski CrossFit MGW musiała wystartować w ostatnim heacie sama. Niestety nie udało się namówić jednej z sędziujących dziewczyn, aby zrobiła ten workout dla towarzystwa z Magdą, a więc bohaterka musiała zmagać się jedynie ze sobą, czasem i swoimi słabościami. Przez to też czas jaki ona osiągnęła w tym workoucie zszedł tak naprawdę na dalszy plan, bo dla wielu osób w tym także i mnie, Magda niemal już na starcie była prawdziwą zwyciężczynią.

Reebok CrossFit Poznań Rodeo 5 6

Ta sytuacja daje mi też do myślenia pod innym kątem. Mianowicie jak to jest, że zawodniczki czy zawodnicy ot tak sobie rezygnują ze startów w danych zawodach? Rozumiem wypadki losowe i na przykład kontuzje, bo z czymś takim nie ma co dyskutować. Nie wiem też czy zawodniczka, której zabrakło do pary dla Magdy w jej heacie zrezygnowała całkowicie i nie przyjechała zupełnie na zawody, czy też zrobiła to dopiero po tym gdy odebrała pakiet startowy w Poznaniu. Bo jeśli mamy tu przypadek pierwszy, to po pierwsze należy się minus dla samego startującego, a po drugie dla organizatora, który tego na czas nie ogarnął i nie zapobiegł takiemu fakapowi. Jeśli zaś nastąpił przypadek drugi, to mi osobiście nie chce się tego nawet komentować…. Jest jeszcze opcja trzecia, gdzie ktoś dostaje się poprzez eliminacje do danych zawodów, a później postanawia nie przyjechać na dany event „bo tak”. To nic że organizator przygotował się na daną liczbę startujących, to nic, że zapewniono kilka innych rzeczy pod to, aby dana osoba mogła wystartować, to jest kompletnie nie ważne, bo dany delikwent sobie po prostu nie przyjeżdża. Obserwując zawody można czasem zobaczyć, że nie jest to wcale takie rzadkie zjawisko, ale to nie temat na teraz.

Teraz bowiem czas zabrać się za kolejny trening, który zapoczątkował męczarnie z workami, które okazjonalnie zostały nazwane sandbagami. Organizatorzy Rodeo wymyślili bowiem sobie, że głównymi aktorami zostaną bowiem worki o wadze około 40 kilogramów, które trzeba będzie nosić i przenosić na równych odległościach w różnych workoutach. No bo skoro ktoś je najpierw napakował, to szkoda by było aby się zmarnowały, prawda? 😉 I w taki oto sposób zarówno panowie jak i panie targali te worki w różnych konfiguracjach. Co jeszcze ciekawsze, to nie było dwóch wersji wagowych owych przedmiotów, a więc panie nosiły taki sam ciężar jak i panowie. Ci natomiast nie mieli z nimi aż takich problemów jak by się mogło na początku wydawać. Znacznie bardziej męczyło wszystko inne, co było do zrobienia zarówno przed jak i też po taszczeniu wora.

Jeśli ktoś dotrwał do samego końca tego filmu, który niestety ma sporo wad z ustawieniem kamery na czele, to na pewno dotarł do ostatnich sekund, gdzie jest najciekawiej pod paroma względami 🙂 Brawa za szybkie zreflektowanie się operatora 😉 Widać i przede wszystkim słychać było, że zarówno reprezentant CrossFit Genius czyli Paweł Leśnikowski jest jednym z faworytów do wygranej, jak i też to, że zabrał ze sobą mocna ekipę wspierającą, która było bardzo dobrze słychać.

Kategoria Elite panów miała jednak jeszcze ciekawiej jeśli chodzi o worki, bowiem tu wszystko zaczynało się od tego, że trzeba je było przenieść na odległość 400 metrów. Standardy tego WOD-a zakładały jednak to, że nie można było sobie w żaden sposób położyć tego worka na ramieniu lub gdziekolwiek indziej, a zawodnik był zmuszony trzymać go cały czas. W efekcie tego przybiegał, a bardziej to przychodził on do boxa, gdzie czekała na niego drabina snatchy. W przypadku Łukasza Głuszyńskiego reprezentującego CrossFit Białystok wyglądało to tak.

Jak się ostatecznie okazało, czasami warto chwilę dłużej poczekać z kolejnym powtórzeniem, aby zrobić je jeszcze dokładniej i po prostu skuteczniej. Jednak i tak osiągnięty dobry czas pozwolił awansować dla Łukasza oraz 4 innym zawodnikom do ścisłego finału. Podobnie było też w przypadku pań i panów z Open, gdzie pięciu czołowych zawodników stawało do decydującej rywalizacji. Co jednak ciekawe, w Poznaniu przyjęto taki system, który zakłada zerowanie wszystkich punktów zdobytych do tej pory i liczenie tylko finału. Czyli mówiąc krótko – jeśli wygrywasz finał to wygrywasz zawody. Czy jest to dobre rozwiązanie? Chyba trochę za bardzo przypadkowe i dające zbyt duży procent przypadkowości w wyłonieniu ostatecznego zwycięzcy. Bo trafiając na „swój WOD” nawet najsłabszy zawodnik z finałowej piątki nagle ma szansę przegonić rywali. Ja bym chyba jednak optował za tym, aby punkty z finałowej rywalizacji były liczone podwójnie ale jednak sumowane z tym wszystkim co ktoś uzyskał do tej pory. Ale „co zawody, to obyczaj”.

W międzyczasie też każdy z zawodników mógł skorzystać z pomocy kosmicznej aparatury firmy Compex, która raziła prądem odpowiednie miejsca, dzięki zawodnicy czuli się lepiej. A przynajmniej tak mówili 😉 Ja gdy słyszę o tego typu urządzeniach, to zawsze mam przed oczami „pasy odchudzające”, które można było kupić w TeleZakupach Mango 🙂

Tak natomiast zregenerowanym można było przystąpić do finałów wszystkich kategorii, które wyglądały tak.

Reebok CrossFit Poznań Rodeo 5 7

I tutaj nic się nie zmieniło, bowiem zapoczątkowali wszystko panowie z Open.

Jak widać na początku, a pod koniec bardziej słychać, to emocji nie brakowało na żadnym etapie rywalizacji. Swoim rywalom większych szans nie dał Paweł Leśnikowski, który stanął na najwyższym stopniu podium. Za jego plecami zaś trwała walka do samego końca. Szczególnie zacięta była walka o ostatnie miejsce na podium. Wydawało się, że to miejsce zarezerwowane jest dla Pawła Oniśko z CrossFit Białystok, ale gdy w końcowej fazie finału zaczął on tracić w ekstremalnie szybkim tempie resztki sił, to już nie było takie oczywiste. Jednak dosłownie o parę kroków wyprzedził on swego rywala i po raz pierwszy stanął na podium tych zawodów.

W finale Elite zróżnicowanie treningu było na tyle duże, że licznie zebrana publiczność miała okazję zobaczyć świetne widowisko.

To właśnie podczas tego finału miałem okazję po raz pierwszy zobaczyć, jak kategoria Elite musi skakać jak zajączki po łące w ramach broad jumpów. To jednak tylko wyrywek tych zmagań, które zawierały w sobie zarówno elementy gimnastyczne, jak i też ciężarowe. Dzięki też temu sytuacja w finale zmieniała się jak w kalejdoskopie i niemal co każde kolejne ćwiczenie, nowy zawodnik wychodził na prowadzenie. Tuz po wykonywaniu martwego ciągu sztangą o wadze 160 kilogramów, a przed ostatecznym chodzeniem na rękach, na czele stawki był Łukasz Głuszyński. Niestety ostatni element w jego przypadku zawiódł, co wykorzystali rywale i zepchnęli go tuż za podium na czwartą pozycję. Całe zawody zaś wygrał Marcin Szybaj przed Miłoszem Staworzyńskim i Marcinem Kalandykiem. W kategorii pań natomiast na najwyższy stopień podium dostała się Gabrysia Migała, tuż przed Dobrosławą Kucharzak i Agnieszką Turczyk.

Reebok CrossFit Poznań Rodeo 5 8

Niestety potwierdziło się też to, że umieszczenie pań w harmonogramie zawodów na samym końcu nie jest dobrym pomysłem. Wszystko dlatego, bowiem tuż po końcowej syrenie kończącej zmagania panów, większość ekip zaczęła zbierać się do wyjazdów w swoje strony, a panie zostało dopingować tylko grono najwierniejszych fanów. Płeć piękna zasługuje na zdecydowanie lepszą oprawę.

Jak więc bym jednak ocenił całe tegoroczne Rodeo? W ogólnym rozrachunku impreza się jak najbardziej broni. Bowiem nie ulega żadnej wątpliwości, że od ostatniej edycji poprawiono wiele rzeczy i zadbano o to, żeby nie powtórzyły się już pewne przykre sytuacje. I za to należą się na pewno duże brawa. Niestety w dalszym ciągu do poprawy pozostaje sędziowanie. Może nawet nie tyle sędziowanie, co jedna linia tego sędziowania, która będzie spójna przez cały czas u wszystkich sędziów – bez różnicy czy to będzie heat numer jeden w pierwszym WOD-zie, czy tez ścisły finał zawodów. Gdzie jak gdzie, ale to na pewno nie jest miejsce na jakieś niedociągnięcia. Poza tym rzeczą, która wyróżnia te Rodeo od wszystkich pozostałych na jakich byłem to liczba widzów, i ekip jaka przyjechała tego dnia na zawody w krainie ziemniaka. Wiele aktywnie kibicujących osób, uśmiechniętych od ucha do ucha, z pozytywnymi emocjami i pięknymi kobietami na czele sprawiało, że w końcu z Rodeo zrobiła się dobra crossfitowa impreza. Myślę też, że nie będzie zbyt wielu osób, które wróciły do domu niezadowolone ze spędzonego czasu. Dlatego też warto będzie pomyśleć o przyjeździe na następną edycję, która podobno ma być w tym roku. Jeśli tak się stanie, to mam nadzieję, że będzie równie byczo co tym razem!

GALERIA ZDJĘĆ Z REEBOK CROSSFIT POZNAŃ RODEO vol. 5