Box Trip 2015CrossFitFoto & VideoO wszystkim

Box Trip Total – CrossFit Punta Cana

dodany przezGość 22 września 2016 0 Komentarzy

Podczas mojego sierpniowego urlopu na Dominikanie rozglądałem się za boxem, gdzie mógłbym poćwiczyć krosfity, pomachać sztangą tubylcom przed nosem, skakanką pogonić ich do roboty na polu trzciny cukrowej i zrzygać się w prawym kącie.

W resorcie w Bayahibe do dyspozycji była zwykła siłownia, gdzie dokonywałem cudów, aby nie używać maszyn, kombinowałem podciągnięcia CH2B na zwykłym drążku oraz na nadgarstkach stricty z substytutem piłeczek lacrosse, czyli znalezionym kawałkiem liny z dwiema plastikowymi kuleczkami. Nie chodzę na siłownię, więc nie wiem co to w ogóle jest. Oni sobie to gdzieś wkładają?

CrossFit Punta Cana 1

Wielki murzyn z obsługi, który wyglądał jakby wpierdalał krowy na jeden chaps, patrzył ze zdziwieniem co ja robię. Wziąłem sztangę ze stojaka, założyłem metalowe dropsy i waliłem clean&jerki delikatnie odkładając sztangę na podłogę. Murzynowi się to nie podobało, szybko mi zabronił, bo niby hałas robiłem – rasista jeden. Zaraportuję to chyba do najbliższej jednostki Ku Klux Klanu.

CrossFit Punta Cana 2

No dobra, poradziłem sobie jakoś, zacząłem walić thrustery seriami, to się uspokoił trochę. Ale otworzył szeroko oczy, jak maszerowałem lungami z talerzem nad głową tam i z powrotem, robiłem goblety z hantlami (kettle to tylko na kuchni były), a 500 DU zrobiło mu wiatr we włosach. Wrócił potem do dłubania w nosie, bo na siłce byłem jedną z dwóch obecnych osób. Ten drugi, jakiś opalony Italianiec, wkręcał sobie rękawy w skomplikowaną maszynerię w tym skupie złomu.

Nie mając tam wiele do roboty, codziennie intensywnie trenowałem pływanie kajakiem – zawsze znajdzie się jakiś przyjemny sposób na zajechanie sobie ramion. Do tego biegałem po plaży co już było przyjemne, dopóki słonce nie zaczęło naparzać promieniowaniem korpuskularnym +40c (takie trudne słowa dla podkreślenia, że inteligent jestem, choć podobno noszenie okularów wystarcza).

Zz mojego Bayahibe do najbliższego boxu w Punta Cana miałem tylko 75 km, komunikacji międzymiastowej brak, przez dżunglę z maczetą to jednak ciut za daleko na takiego typu spacery, a taryfiarz wycenił mi podróż w dwie strony z godzinnym postojem na 130 USD. Zacząłem kombinować jak to Polak Cebulak, żeby było taniej. Nie wziąłem tym razem kryształów na handel, a używane skarpety też nie budziły zainteresowania. W jednym szałasie lokalny Dominik Esposito sprzedawał wycieczki, pogadałem z nim o transporcie. Jak się dowiedział, jaka cena jest za taryfę to zaoferował mi podróż na jego garbie. Grzecznie odmówiłem, bo crossfitera to się wozi na taczce albo sledzie, jak to na gejmsach się widziało.

W  planach na kolejny dzień miałem wycieczkę do  Santo Domingo. Tam znalazłem aż 5 boxów dla 4 milionów ludności. Wziąłem więc skakankę, buty oraz strój reklamujący mój box (Falanga Chojnice jakby ktoś nie wiedział) i wybrałem się do stolicy licząc na to, że któryś z tych boxów będzie w pobliżu w trakcie wolnego czasu, gdzie cała reszta wieśniaków będzie biegać za breloczkami, magnesami czy innym barachłem pamiątkarskim (eee, chyba piszę o sobie, bo zbieram zachłannie magnesy na lodówkę z wszystkich wakacji). Niestety nie udało się, przerwa na zakupy była godzinna, ale do najbliższego boxu miałem 6 km i nie było szans aby zaliczyć trening wraz z dojazdem i tam i z powrotem na miejsce zbiórki. Zamiast się spocić na boxie wróciłem do resortu z maską czarownika Voo Doo.

Po kolejnym machaniu wiosłem uznałem, iż nie mogę dopuścić do tego, że ominie mnie przyjemność spocenia się z lokalsami na tej cudownej wyspie. Na szczęście w hotelu była możliwość wypożyczenia auta, benzyna całkiem tania to wziąłem Chevroleta Spark i ruszyłem w podróż do Punta Cana. Tam znalazłem dwa CrossFit boxy, w tym jeden tuż obok lotniska, na które można trafić w bardzo prosty sposób. Dzięki wypożyczeniu fury, koszty wizyty spadły o połowę w porównaniu do taxi.

Jazda dwupasmową autostradą na Dominikanie to było naprawdę ciekawe doznanie. Wybudowano ją dopiero kilka lat temu, ale styl jazdy jest dowolny. Policji pełno, ale nie reagują na żadne wykroczenia, sam przeleciałem koło nich z prędkością o 60 km/h wyższej niż dozwolona.

CrossFit Punta Cana 3

Zdarza się często, iż ktoś jedzie pod prąd – sam widziałem jak pick up z pola kukurydzy nagle zjechał na mój pas, przejechał kilkadziesiąt metrów pod prąd, następnie wjechał w głęboki rów dzielący pasy ruchu i wgramolił się na na przeciwległą autostradę… Za chwilę mijałem ciężarówkę zasypaną gruzem, na której siedziało luzem ok. 10 osób, na gruzie i na szoferce. Niektóre auta miały po 7-8 pasażerów na 5 miejsc w środku, inne jechały z wytłuczonymi reflektorami i bez lamp z tyłu. Wracałem po nocy, to seryjnie śmigały nieoświetlone motorowerki i skutery – oczywiście wszyscy bez kasków. Za to każdy kocha trąbić, to ich dyscyplina narodowa.

No dobra, dotarłem na box, który mieścił się na zamkniętym osiedlu za barierką z ochroniarzem. „Dzień dobry, buenos dias Don Diego” i już byłem na miejscu. Za metalową bramą czaił się raj.

CrossFit Punta Cana 4

CrossFit Punta Cana 5

Wchodzę, kilka osób zasuwa na boxie, sporo ludzi też właśnie wybiegało na zewnątrz. Miałem jeszcze chwilkę czasu do 18, o której miał się zacząć następny trening. Jednak okazało się, iż trening zaczyna się w dowolnym momencie, gdyż jest całkiem długi i nie ćwiczy się na gwizdek. Najpierw musiałem się zapisać, system obsługi boxu identyczny jak w Reebok Miami Beach CrossFit, podać wszystkie dane ble ble ble.

CrossFit Punta Cana 6

CrossFit Punta Cana 7

Następnie coach zabrał mnie przed tablicę, gdzie na rozgrzewkę czekały już 2 rundy po 30 DU, 10 good morning, 10 back lunge, 10 push jerk i 20 bicycle. Następnie z drugim coachem, Efrain Antonio De La Rosa Bibene (olimpijczyk i reprezentant Dominikany w podnoszeniu ciężarów do 62kg) przeszliśmy do serii 8 front squatów (ciężar ok. 100 kg, bo w funtach talerze Rogue były) z lekkim przytrzymaniem na ćwierćprzysiadzie. To był preWOD, teraz nadszedł czas na zasadnicze lanie potu. WOD był zeskalowany w 3 wersjach, ja wybrałem „top version”, czyli 2 km biegu, 30 DU i 1 km ponownie bieg. Dobrze, że to było po 18 i słonce już zachodziło, bo rola prażynki mi nie pasuje.

CrossFit Punta Cana 12

Zrobiłem dobre tempo pierwszego kółka, coach mnie pochwalił, DU też dosyć gładko poszły, potem nawrotka i jeszcze jeden kilometr gładko wszedł w nogi. Biegało się fajnie, mijałem handlarzy narkotyków, sprzedawców koralików, dwa targi z niewolnikami plus panie, które porozumiewały się za pomocą kalkulatora.

Potem postWOD, 5×5 bench press na 70%, ja wrzuciłem mniej więcej 50 kg, miałem siły to poszło całkiem gładko. Dopiero 25-ty mnie dojechał, coach rzucił się z pomocą bo nie dociągnąłem do uchwytu. Ha ha, sprawdziłem refleks Efraina – i muszę przyznać, że czujny jest jak ważka. Test zaliczony – może dalej prowadzić treningi, „box is safe”, stempel sanepidu i go go go Dominiki i Dominicy!

Poprzybijałem piąteczki, zebrałem lajki, kupiłem koszulki, wymieniłem się instagramami, czyli wszystko to, co prawilny krosfajter robi na boxie, żeby pamięć o nim nie zaginęła. Po treningu zrobiłem krótki filmik, który możecie zobaczyć wpowyżej oraz przegląd sprzętu, wszystko co potrzeba było na miejscu. Sprzęt Rogue (+100 do „original CrossFit american style”), kurwibajki plus standardowy złom weightliftingowy. Największy plus to oczywiście trening na świeżym powietrzu, otwarty box no i coach z olimpiady.

CrossFit Punta Cana 9

CrossFit Punta Cana 10

CrossFit Punta Cana 11

CrossFit Punta Cana 15

CrossFit Punta Cana 16

Potem wyskoczyłem do kontenera pod prysznic. Można było skorzystać jeszcze z basenu, co jest naprawdę fajnym pomysłem po ciężkim workoucie, ale ja miałem jeszcze drogę powrotną przed sobą, to nie skorzystałem z pluskania się z aligatorami i gumowymi kaczkami.

CrossFit Punta Cana 13

CrossFit Punta Cana 17

CrossFit Punta Cana 18

Na koniec fotka z trenerami, gdzie lewego ksywy nie pamiętam, a prawy to wspomniany wcześniej przechuj – Efrain Antonio, który ze sztangą jest na „Ty” od małego.

CrossFit Punta Cana 8

Podsumowując – warto zwiedzać boxy, co ja wręcz uwielbiam i jest to pierwsza rzecz, jakiej będę szukać na moich przygodach za granicami Rzeczypospolitej. Była to już moja trzecia tego typu wizyta, ponieważ w lutym zaliczyłem dwa w Miami (wspomniany wcześniej Reebok Miami Beach CrossFit i Live Free CrossFit). We wrześniu zaliczę jeszcze Manchester i zobaczymy jaki poziom krosfitów jest u Królowej Elżbiety II.

Tymczasem pozdrowienia dla wszystkich przodowników ciężkiej pracy i pamiętajcie – każda kropla potu to jedna panda ocalona, do kupienia bez folii na Facebooku 😉


Autor tekstu czyli Marcin Synoradzki prywatnie jest managerem i wraz z trenerami Doktorem Chanem i Wojtkiem Osminem prowadzi swojego boxa Falanga Chojnice. Aby dowiedzieć się o nim więcej, zachęcam do odwiedzenia jego fanpage  https://www.facebook.com/falangachojnice