fbpx
Box Trip 2015CrossFitFoto & VideoO wszystkim

Box Trip 2015 – CrossFit Mokotów

dodany przezKamil Timoszuk 27 stycznia 2015 2 komentarze

Czasem jest tak, że na dany temat trzeba, lub przynajmniej wypada napisać. Zbiega to się jednak często z tym, że gdy człowiek chce sklecić tych kilka zdań, to zderza się ze swoistą ścianą. Taką ścianą, w jaką ja teraz uderzam, chcąc opisać swoją wizytę w CrossFit Mokotów w ramach Box Trip 2015.

Głównym założeniem mojego projektu już od samego początku, nie było tylko i wyłącznie podróżowanie po Polsce i zobaczenie na własne oczy miejsc, gdzie każdego dnia dziesiątki, setki, a nawet i tysiące osób, wylewa swoje siódme poty. Co jest w tym wszystkim najlepsze, to nikt z nich nie robi tego bo ktoś im każe, a dlatego, że po prostu chcą i nawet to uwielbiają. To czyni każdą z tych osób na swój sposób wyjątkową. Dlatego też właśnie dlatego, tak ważną częścią mojego projektu uważam że jesteście wy, czyli ludzie. Ludzie, których już do tej pory spotkałem, a mam nadzieję spotkać jeszcze więcej w kolejnych odwiedzonych boxach.

Między innymi dlatego już teraz wiem, że do CrossFit Mokotów będę musiał się wybrać po raz drugi. Dlaczego? Ponieważ na swoje pierwsze odwiedziny wybrałem chyba najgorszy ze wszystkich możliwych do zrobienie tego momentów. Pochmurny, zimowy, niedzielny poranek, to nie jest raczej pora o której można spotkać w jakimkolwiek crossfitowym boxie na świecie tłumy ćwiczących zapaleńców. Wiadomo, że my ludzie od CrossFitu nie jesteśmy do końca normalni, ale te nasze szaleństwo ma także swoje, daleko przesunięte, ale jednak granice. Tym razem okazało się, że ową granicą, jest właśnie taki nieprzyjemny poranek. Mi jednak nie przeszkodziło to w tym, aby zawitać do tej polskiej mekki crossfitowego sportu.

CrossFit Mokotów 4

Wchodząc do boxa na warszawskim Mokotowie, mówiąc szczerze poczułem się prawdziwie światowo. Głównie dzięki crossfitowym koszulkom, jakie wiszą na jednej ze ścian i nadają fajny klimat temu miejscu. Przyglądając się nim dokładniej, można zobaczyć spory kawałek świata, i zawartej w tych kawałkach materiału historii. A miałem na to dość sporo czasu, ponieważ czekałem chwilę na gospodarza tego całego zamieszania i prawdziwego Ojca Chrzestnego polskiej sceny CrossFit czyli Bartka Macka. Jednak gdy kolejne minuty mijały, to podjąłem decyzję, aby ten czas spędzić trochę aktywniej, czyli robiąc jakiś lekki trening, mając w nogach, rękach i wielu jeszcze innych częściach swojego ciała, dwa poprzednie treningowe dni.

CrossFit Mokotów 3

Tytanem pracy okazał się też Krzysiek, znany większości ludziom jako autor poczytnego w ostatnim czasie bloga – DajeszOjciec.pl

To on niczym pracowita mrówka, w niedzielne przedpołudnie, także przyszedł do swojego rodzimego boxa, aby pracować nad swoimi słabościami i brakami. To też pokazuje, wielu niedowiarkom, że kto jak kto, ale ten człowiek zna CrossFit nie tylko z teorii ale też i czystej codziennej praktyki. Wracając jednak do mojego zwiedzania, to moją uwagę w pierwszej chwili zwróciła uwagę temperatura w boxie, która była jak dla mnie dosyć wysoka. Oczywiście, nie jestem fanem ćwiczenia w spartańskich warunkach w minusowej temperaturze, ale jednak tu chyba wyłazi ze mnie moja prawdziwa natura, która bardziej lgnie do zimnego, aniżeli ciepłego. Jeśli jeszcze dorzucimy do tego podniesioną temperaturę ciała dzięki wykonanemu treningowi, to człowiekowi w pewnej chwili może zrobić się naprawdę duszno.

CrossFit Mokotów 2

I tak też zrobiło się mi, po zaledwie kilku rundach wiosłowania, burpeesów oraz swingów kettlem. Po szybkim ochłonięciu był jeszcze czas aby zwiedzić resztę boxa i zobaczyć co się tam znajduje. Do gustu przypadło mi na pewno graffiti znajdujące się w sali przeznaczonej do open box oraz w tym samym pomieszczeniu drewniany rig, który sprawia wrażenie jakby był z kompletnie innej epoki. Na dokładniejsze oglądanie, bądź też sprawdzenie owej konstrukcji nie było już czasu, ponieważ Bartek czekał na umówioną ze mną rozmowę. Takim ludziom uważam natomiast nie można pozwalać aby czekali.

CrossFit Mokotów 1

Co wynikło z naszej pogawędki? Już bardzo niebawem się o tym dowiecie ponieważ będziecie mieli okazję posłuchać co Bartek miał do powiedzenia. Teraz zaś wystarczy że napiszę, że życzyłbym sobie aby z każdym rozmawiało mi się tak przyjemnie jak z nim 🙂

Zaraz jednak po skończonej rozmowie, skorzystałem z jego propozycji podrzucenia mnie do najbliższej stacji metra. Niestety jednak zarówno już w samochodzie, jak i też w dalszej drodze powrotnej do Białegostoku, nie mogłem się pozbyć uczucia niedosytu. Spowodowane ono było tym, że atmosferę praktycznie każdego boxa tworzą LUDZIE. Tych natomiast w niedzielę było jak na lekarstwo. Oprócz wcześniej wspomnianego „Ojca Krzysztofa” w murach boxa pojawiły się dosłownie 3 inne osoby. Nie sposób więc było się z kimś zapoznać, pogadać czy poczuć prawdziwy klimat. Dlatego też już teraz wiem, że ten tekst pozostawiam teraz jakby niedokończony. A wraz z tym, postanawiam sobie, aby zawitać w boxie na Mokotowie przynajmniej raz jeszcze, odbyć jakieś zajęcia, poznać fajnych ludzi i dopiero wtedy mieć pełły obraz sytuacji. Mam też dziwne nieodparte uczucie, że moje pozytywne dotychczasowe wrażenia zostaną tylko spotęgowane, ale co innego to podejrzewać, a co innego tego doświadczyć. Tak więc… CDN.