Box Trip 2015CrossFitFoto & VideoO wszystkim

Box Trip 2015 – CrossFit Lublin

dodany przezKamil Timoszuk 1 grudnia 2016 0 Komentarzy

Pasja czy biznes? A może jedno i drugie? Jak jednak znaleźć tę równowagę, aby zarówno potencjalni klienci czuli się w naszym crossfitowym boxie jak w domu. Z drugiej zaś strony abyśmy mieli za co płacić wszystkie rachunki i zobowiązania. Balansowanie właśnie na takiej linii, jest niezwykle trudne, ale jak najbardziej wykonalne. Potwierdza to swoją działalnością CrossFit Lublin.

Jako drugi w kolejności na mojej liście boxów do odwiedzenia w Lublinie znalazł się w dość naturalny sposób CrossFit Lublin. Dlatego naturalny, że ani w czwartek kiedy to byłem już umówiony w CrossFit Z16, ani w sobotę kiedy pierwotnie swoje warsztaty w tym boxie miała prowadzić Kasia Baranowska, nie byłoby to możliwe. Dlatego siła rzecz pozostawał mi tylko jeden dzień aby zaliczyć właśnie to miejsce. Miejsce które jest prekursorem CrossFitu w Lublinie. Dzięki też temu ma już swoją historię, która jest naprawdę ciekawa poprzez posiadanie dość gwałtownych zwrotów akcji 😉

crossfit-lublin-1

CrossFit w Lublinie rozpoczął swoje istnienie na ulicy Diamentowej. Ulicy, która podobnie jak i w przypadku CrossFit Z16 znajduje się w nieco przemysłowej okolicy. Nic w tym także dziwnego, że to od nazwy ulicy przy której znajdowała się pierwsza lokalizacja, wzięło się logo. Dlaczego jednak box zmienił swoją pierwszą lokalizację? Otóż dlatego, że jak to w tym środowisku nadspodziewanie często bywa, chodziło tradycyjnie o lokal. Ten natomiast został w pewnym momencie kupiony przez nowego człowieka, który podniósł ekipie CrossFit Lublin do horrendalnych rozmiarów czynsz. Co więcej, nowy „pan i władca” myślał, że kupił lokal CrossFit Lublin wraz ze sprzętem jaki się tam znajdował. Na szczęście jednak można chyba przyznać, że swoista opatrzność czuwała nad Arielem Sawczukiem, który jest właścicielem boxa, bo w bardzo krótkim terminie udało mu się znaleźć nowe miejsce i przeprowadzić ekspresowe przenosiny. Co więcej, nowa lokalizacja od starej jest położona bardzo niedaleko, a więc stali bywalcy boxa mogli odetchnąć z ulgą. Mówiąc krótko – happy end.

crossfit-lublin-2

Ja tradycyjnie chcąc się dostać do boxa komunikacja miejską, musiałem trochę pobłądzić po okolicy, zanim trafiłem do celu. W międzyczasie zobaczyłem na twarzach kilku osób zapytanych przeze mnie o drogę do CrossFit Lublin, zdziwienie zmieszane z zakłopotaniem. Tak więc wnioskuję, że świadomość istnienia tego miejsca u „tubylców”, nawet pracujących w firmach znajdujących się na tym samym podwórku, jest jeszcze nieduża. Może mogło by ten fakt zmienić lepsze oznakowanie dojazdu z każdej strony. Ja sam już w samym boxie dowiedziałem się, że dotarłem do niego od takiej strony od której przyjeżdża niewiele osób, ale jednak zawsze można nad tym pomyśleć. I’m just saying 😉

crossfit-lublin-3

Jeśli ktoś przed przyjazdem do tego lubelskiego boxa widział w internecie jego fotki, to śmiem twierdzić, że miał wrażenie, że to miejsce jest małe. Nic jednak bardziej mylnego! Od samego wejścia poczułem się na swój sposób zaskoczony tym co zobaczyłem. Przestrzenią jaka jest w CrossFit Lublin. I to w pomieszczeniu gdzie na środku głównej sali znajdowały się porozstawiane filary. A ten efekt potęgował fakt, że oprócz mnie na głównej sali były jeszcze tylko dwie osoby. Jedną z nich był Kuba Pyzik, który jak się później okazało jest trenerem i w późniejszym czasie prowadził moją klasę. Poza tym nasze drogi tego dnia jeszcze krzyżowały się kilkukrotnie, ale o tym później 🙂

crossfit-lublin-4

crossfit-lublin-19

Odwiedzanie nieznanego boxa w cudzym mieście w środku dnia ma tak samo dużo swoich wad jak i zalet. Jedną z największych wad jest przeważnie to, że stoi on często pusty. A jak wiadomo fajny box crossfitowy bez rządzącej tam na co dzień ekipy to nie to samo 🙂 Z drugiej jednak strony, kiedy trafia się w takie miejsce i ma się w sobie choć odrobinę ciekawości, to jest to dobra okazja aby sobie wszystko na spokojnie obejrzeć, a jeśli jest taka możliwość to także podpytać. W wyniku tej pierwszej czynności nie trzeba być specjalnie rozgarniętym człowiekiem aby zauważyć, że oprócz CrossFitu w tym boxie panuje snowboard. Ariel Sawczuk jest to człowiek, który wywodzi się właśnie z tego środowiska, i zrobił on naprawdę fajną robotę, aby przemycić właśnie snowboardowe smaczki do tego miejsca. W pierwszym momencie uderza to na przykład w szatni, do której jakby nie patrzeć trafia każdy. Tam natomiast zamiast zwykłych ławek znajdujemy deski snowboardowe. Świetny patent!

crossfit-lublin-5

crossfit-lublin-6

O tym, że przebrać się trzeba, a na pewno zmienić buty, przypomina przyczepiona kartka z bardzo celną uwagą 😉

crossfit-lublin-7

Sama sala dzięki temu, że nie posiada na chwilę obecną żadnych podziałów, jest duża i przestronna. Na tyle duża, że znajdujący się w niej sprzęt trochę ginie. Oczywiście na pierwszy plan wysuw się rig, który dużych rozmiarów nie jest, ale na potrzeby box póki co wystarcza. Są jednak podobno plany postawienia drugiej konstrukcji, która służy dla CF Lublin w ciągu lata jako taka przenośna. Ta jednak posiada trochę problematyczne obramowanie umiejscowione na podłodze, które sprawia z jednej strony, że rig się nie przewraca, ale z drugiej stwarza pewne zagrożenie przy zeskakiwaniu na przykład z drążka. To wszystko jednak jest póki co tylko melodią przyszłości. Teraźniejszością zaś jest to, że box na stanie ma jeden pomost ciężarowy, jednego AirBike’a oraz dwie sztuki wioseł, a także skrzynie do wskakiwania, piłki lekarskie, kettle czyli generalnie standard.

crossfit-lublin-8

Tak jak wspomniałem wcześniej pozytywnym aspektem tego, że przychodzi się w środku dnia do boxa jest to, że można sobie na spokojnie pogadać. A że niestety lub w sumie stety jestem gadułą i to na dodatek ciekawską, to wykorzystałem ten fakt maksymalnie na tyle ile tylko mogłem. Kuba okazał się człowiekiem otwartym i chętnym do wymiany zdań, co potwierdza też to, że w boxach ludzie w naturalny sposób dobierają się charakterologicznie. I tyczy się to zarówno klientów/klubowiczów, jak i kadry trenerskiej. Aczkolwiek muszę przyznać, że w pierwszej chwili żałowałem, że nie miałem okazji trafić na zajęcia prowadzone przez Ariela Sawczuka. Dlaczego? Ponieważ praktycznie każdy, z kim gadałem przed przyjazdem do tego boxa i wspominałem mu o swoich planach wybrania się właśnie tam, mówił mi jasno – KONIECZNIE musisz iść na klasę z Arielem! Niestety tym razem ta sztuka mi się nie udała przede wszystkim dlatego, że Ariel tego dnia miał na głowie organizację ostatniego przystanka festiwalu Winter Is My Love 2016. Ale liczę na to, że jeszcze nadarzy się jakaś okazja aby to nadrobić.

crossfit-lublin-9

Póki co trafiłem na klasę Kuby Pyzika, która tak się złożyła, że była praktycznie w całości ciężarowa.

crossfit-lublin-10

crossfit-lublin-18

Mając taki zestaw ćwiczeń można było w naturalny sposób zobaczyć jaki nacisk kładzie się w boxie na technikę i jak wygląda właśnie przygotowanie do takich zajęć. Było to z mojego punktu widzenia także o tyle ważne, że po zajeździe dzień wcześniej w CrossFit Z16 bez dobrego wprowadzenia byłoby ciężko. Tutaj natomiast wszystko przebiegało niemal książkowo. Najpierw rozgrzewka ogólna, później stopniowe wprowadzanie kolejnych elementów na kijkach, a na progresji ruchów na sztandze kończąc. Mała, bo zaledwie kilkuosobowa grupa ewidentnie pomagała w tym, że każdy z obecnych, mógł wyciągnąć z tych zajęć maksymalnie dużo. Po przerobieniu pierwszej, typowo technicznej części, nadszedł czas aby się trochę zmęczyć. Słowo trochę w tym przypadku nie do końca pasuje ponieważ robiąc ten 15-minutowy AMRAP czułem się wcale nie lepiej, niż wykonując 500 powtórzeń w dniu poprzednim. Jak to jednak mówi stare porzekadło – „Nie spotkaliśmy się tam dla przyjemności” 😉

crossfit-lublin-11

crossfit-lublin-17

Po zakończonych zajęciach znalazł się czas na relaks i to taki w aktywnej formie. Wszystko to za sprawą ustrojstwa jakie na stałe jest przymocowane w CrossFit Lublin i nazywa się slackline. Dla tych, którzy niewiedzą co to jest, napiszę tylko, że jest to swego rodzaju bardzo wytrzymała taśma, która jest przyczepiona do dwóch oddalonych od siebie punktów, którymi w boxie były dwa słupy, dzięki czemu można uczyć się po niej chodzić. Przynajmniej na początek, bo na dalszym etapie znajomości tego wynalazku można się pokusić o różne tricki, które potrafią wyglądać na przykład tak.

Spokojnie, jednak. Na początek prawdziwym wyczynem potrafi być przejście z jednego końca na drugi co mi się nie udało, a jedynie dotarłem do połowy tego dystansu. Nawet pomimo dobrych rad od jednej z klubowiczek w boxie (pozdrawiam!) to dalej było cholernie trudne i może nawet chwilami frustrujące. Co jednak fajniejsze, dawało to nadspodziewanie dużo frajdy! Dlatego jeśli kiedyś będziecie mieli okazję spróbować tej aktywności, to zdecydowanie polecam!

crossfit-lublin-12

W międzyczasie do boxa dotarła też jedna z trenerek, a dokładnie Gosia Gliwka. Kobieta, która sprawia wrażenie mega pozytywnej osoby, co jak zdążyłem zauważyć będąc jeszcze w boxie, przekłada się też na prowadzone przez nią zajęcia. Poza tym jedną rzecz trzeba napisać jasno i otwarcie – to ta kobieta sprawiła że się sprzedałem. Tak jak typowy sprzedajny blogier 😉 Zapytacie ale jak to tak? A no tak, że Gośka przyniosła ze sobą do boxa sernik białkowy oraz winogrona. Po spróbowaniu jednego oraz drugiego tuż po treningu, już nic nie było takie samo… 😀 Poza tym to podczas rozmowy z nią wypatrzyłem na jednej ze ścian coś, czego bym się raczej nigdy nie spodziewał. Oficjalny cennik igły myślę, że zamyka definitywnie temat wspomagania w polskim CrossFicie 😉

crossfit-lublin-13

Przy okazji udało mi się jakimś cudem nie zapomnieć i zapytać o możliwość dostania naklejek z logiem boxa, co by znalazło się na moim laptopie. Choć raz brawo ja! Tym samym trzeba było się zbierać, bo grafik pobytu w Lublinie był dość napięty. W tym, żeby wszystko poszło zgodnie z planem pomogło to, że moje drogi przecięły się dosłownie z drogą wcześniej wspomnianego Kuby Pyzika. Ten bowiem bezinteresownie pomógł mi jeszcze tego dnia dwukrotnie znaleźć się w miejscach, do których dotarłbym i tak samodzielnie, ale zajęłoby to zdecydowanie więcej czasu. Co do samego boxa natomiast to wywiozłem z niego jak najbardziej pozytywne odczucia. Potwierdziło się też wiele pozytywnych odczuć jakie ma wielu moich znajomych, którzy także odwiedzali ten box na Dzikim Wschodzie.

crossfit-lublin-14

Nie pomylę się więc chyba specjalnie, jeśli napiszę, że to miejsce to punkt obowiązkowy dla każdego podróżującego crossfitera. Jest to też miejsce na pewno warte odwiedzenia przez tych, którzy dopiero szukają swojego drugiego domu. Istnieje spora szansa na to, że znajdą go właśnie tam, z mieszkającą już tam rodziną.