Box Trip 2015CrossFitFoto & VideoO wszystkim

Box Trip 2015 – CrossFit GCW

dodany przezKamil Timoszuk 7 lipca 2015 8 komentarzy

Absurdalnie wysoka temperatura, słońce sprawiające, że człowiek zatapia się w rozgrzanym asfalcie stojąc na ulicy, czy tez kompletny brak wiatru, nie jest to aura, która zachęca do czegokolwiek. Jednak mając okazję ku temu, aby odwiedzić nowe miejsce, głupio by było nie skorzystać. I z taką właśnie myślą, trafiłem do CrossFit GCW.

Kiedy otrzymałem informację na temat tego, kiedy odbędzie się finałowa gala plebiscytu Fitness Motywatory, pierwszą rzeczą jaką sprawdziłem w związku z nią była godzina. Kiedy okazało się, że w Pałacu Kultury trzeba się będzie stawić dopiero około godziny 20, było już dla mnie jasne, że przedpołudnie spędzę w jakimś boxie. Jako, że z hotelu w którym stacjonowałem, stosunkowo niedaleko miałem do CrossFit GCW, to wybór stał się dość oczywisty. Tym bardziej, że udało mi się umówić na rozmowę/wywiad z Pawłem Kozakiem, czyli polskim zawodnikiem na ostatnich CrossFit Games Regionals. Co ciekawe, Paweł do końca nie wiedział czy znajdzie dla mnie chwilę, ponieważ tego dnia wyruszał w stronę… mojego Białegostoku 🙂 Na szczęście jednak wszystko wyszło bardzo fajnie, i w dużej mierze dzięki wyrozumiałości ludzi z którymi jechał na Podlasie, którzy czekali aż skończymy gadać, już niebawem to wy będziecie mieli okazję przeczytać naszą przyjemną rozmowę.

CrossFit GCW 1

Zanim jednak do niej doszło, to trzeba było dostać się do owego boxa. A to dla osoby, która chce to zrobić po raz pierwszy, jest trochę utrudnione. Głównie dlatego, że oficjalny adres boxa to Wał Miedzyszyński 646, a tabliczka z takim właśnie adresem wisi na samym początku ulicy przy jakimś budynku, który boxem na pewno nie jest. Dopiero wtedy, gdy osoby mające lepszy wzrok postarają się go wytężyć, na końcu drogi biegnącej tuż obok kościoła, zobaczą wiszący baner, który upewni ich, że pomimo wszelkich wątpliwości dobrze trafili. Tuż po wejściu na posesję na której znajduje się hala z boxem, dostajemy po raz kolejny potwierdzenie tego, że jesteśmy już bardzo blisko jakichś krosfitów 😉

CrossFit GCW 2

W tak upalny dzień jak ten sobotni, wejściem przez które się wchodzi do boxa jest brama garażowa. Myślałem, na początku, że dzięki niej w boxie jest choćby odrobinę chłodniej niż na podwórku. Chciałbym… Od wejścia wita wszystkich uśmiechnięta od ucha do ucha Ola, która tak mi się coś zdaje, że jest dobrym duchem tego miejsca. Pomimo tego, że na stronie internetowej widnieje opłata za jednorazowe wejście w wysokości 39 złotych, na które byłem przygotowany, to nikt mnie o kasę nie poprosił. I tak się później zastanawiałem, czy to jest regularna procedura, że od gości z innego boxa nie bierze się w tym miejscu opłaty, czy to bardziej kwestia tego, że jestem „tym blogerem”, jak to mnie już kilka osób w Polsce określiło? 🙂

CrossFit GCW 7

Chwilę później jednak tę sielankę przerywają rzucane sztangi, krzyki i inne dziwne odgłosy przez osoby, które akurat robiły trening. A odgłosy musiały być konkretne, bo swój workout kończył między innymi Paweł Kozak i „The Fittest Women in Poland 2015” czyli Patrycja Horodyńska. Nie mogłem sobie odmówić przyjemności aby to zobaczyć 🙂 Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że za jakiś czas czeka mnie to samo. A już wtedy od samego stania w miejscu, w nagrzanym przez słońce do granic absurdu boxie, pociłem się jak prosiaczek. Innymi słowy wtapiałem się naturalnie w tłum 🙂 W pierwszej chwili padł w mej głowie też pewien mit na temat tego miejsca, a mianowicie to, że to wszystko co jest na ścianach, to nie są żadne grafiki, a po prostu fajny patent z zawieszonymi banerami, które robią fajną robotę.

CrossFit GCW 3

Kiedy Paweł i Patrycja skończyli się zarzynać, to ja w oczekiwaniu na gospodarza tego miejsca, uciąłem sobie pogawędkę z samą Patrycją. Była to rozmowa tak bardzo ciekawa, że już po jakichś 10 minutach cholernie żałowałem tego, że to wszystko się nie nagrywa. Bo Patrycja bez wątpienia jest kobietą, z racji tego jak bardzo lubi mówić na wszelkie tematy związane z CrossFitem i nie tylko 😉 Dlatego już wiem, że BARDZO będę chciał się z nią spotkać raz jeszcze, aby nie popełnić tego błędu po raz drugi i tym razem nagrać jej wszystkie przemyślenia. To może być świetny materiał! Póki co jednak przyszedł czas na Pawła, który jest dobrym przykładem tego, że jak się czegoś bardzo chce, to nie ma rzeczy niemożliwych. Zresztą przeczytacie o tym niebawem.

CrossFit GCW 4

Niestety tak się złożyło, że trafiłem do boxa w chwili, kiedy nie odbywał się żaden zorganizowany WOD. Dlatego też musiałem ogarnąć się sam i popchnąć się do wysiłku również samodzielnie. Natomiast ten kto próbował odbyć jakikolwiek trening w miniony upalny weekend, ten wie, jak bardzo było to trudne. Na mnie zaś czekał rozpisany na tablicy taki zestaw.

CrossFit GCW 5

Zrobiona w dobrym tempie część A odbierała już chęci na cokolwiek innego. Ja mając ostatnio mały problem z ręką ominąłem część B i przeszedłem po krótkiej przerwie do części C. Części w której aż prosiło się aby dołączył do ciebie jakiś kolega lub koleżanka, która by cię zmotywowała do dania z siebie wszystkiego. A przynajmniej do ruszania się w ten cholernie gorący dzień trochę szybciej niż żółw po zawale. Jedyne wsparcie jakie otrzymałem w to popołudnie, przyszło jednak od strony Oli, która przyszła mnie trochę poganiać, jak biały czarnego na plantacji bawełny 😉 Dzięki wielkie! To że dałem z siebie max tego an co było mnie stać, oznajmiły mi bardzo dosadnie zimne dreszcze, jakie przeszyły moje ciało zaraz po skończeniu treningu. W międzyczasie kiedy ja robiłem swoją robotę, rozpoczęła się też klasa z podnoszenia ciężarów dla początkujących.

CrossFit GCW 6

Odpoczywając sobie pod ścianą na materacu, gadając z Olą i oglądając to wszystko co mam przed oczami, naszło mnie kilka mimowolnych refleksji. Owe spostrzeżenia wiązały się głównie z tym, że kilka rzeczy które zobaczyłem, gryzło się w jakiś sposób z tym czego ja zostałem nauczony w swoim boxie. Mam tu na myśli na przykład taki obrazek, w którym grupka chłopaków, którzy początkującymi już nie są, dołączyła także do zajęć, obok osób, które ze sztangą wcześniej nie miały nic do czynienia. I w tym fakcie oczywiście nie ma nic złego, bo teoretycznie mając trenera obok, można się czasem poradzić w sprawie doskonalenia swojej techniki i wyłapywania kolejnych błędów. To co mnie jednak zaskoczyło to fakt, że prawie żadna z tych bardziej doświadczonych osób, nie miała na swojej sztandze zacisków przy założonym różnym ciężarze. Nie wiem kompletnie czym to było spowodowane, ale patrzyło się na to dziwnie. Tym bardziej, że po każde z prób rwania czy też zarzutu, każdy zmuszony był poprawiać sobie talerze na gryfie. Niby drobnostka, a jednak jakiś zgrzyt był.

CrossFit GCW 8

Podobnie jak przy grupie początkujących, gdzie kilkukrotnie znad głowy kilku osób na ziemię z impetem lądowały zarówno puste sztangi, jak i też gryfy z talerzami po 5 kilogramów. A nie muszę chyba nikomu mówić, do czego jest zdolna sztanga z założonym takim obciążeniem i jak bardzo w takich chwilach muszą uważać koledzy, bądź koleżanki obok, aby nie oberwać tym ciężarem. Poza tym dźwięk uderzenia pustej sztangi o ziemię sprawiał, że aż mnie bolał, choć nie powinien fakt, że taki sprzęt będzie miał raczej krótki okres użytkowania.

CrossFit GCW 9

W międzyczasie miałem okazję też poznać największego hardcorowca w taki dzień jak ten, który dotarł do boxa ubrany, jakby za rogiem czaiło się jakieś polarne ochłodzenie 🙂 Mam nadzieję, że nic mu się nie stało, a organizm wytrzymał tę próbę sił.

Wtedy też okazało się jednak, że w fajnym miejscu, a do tego też w dobrym towarzystwie, czas szybko płynie. Dlatego też trzeba było zacząć się powoli ewakuować z boxa. Jednak niespełna 5 godzin minęło w niemal ekspresowym tempie, a to świadczy tylko na korzyść tego miejsca. Przy wyjściu okazało się też, że w boxie pomyślano również o najmłodszych, którzy mają swój kącik do spędzania czasu. Poza tym w CrossFit GCW lubią chyba jeździć po Gamesach – tych mniejszych i tych większych 😉

CrossFit GCW 10

CrossFit GCW 11

Tak więc jakbym mógł ocenić w swój subiektywny sposób to miejsce? Pomimo różnych niespotykanych gdzie indziej rzeczach, to ogólna ocena musi być pozytywna. Głównie dlatego, że po raz kolejny okazało się, że to ludzie, a nie miejsce samo w sobie robią klimat. Poza tym po wizycie na warszawskim Gocławiu mam pewien niedosyt z racji tego, że nie udało mi się trafić na jakieś zajęcia z grupą, oraz to że nie wykorzystałem okazji na pogadanie z Patrycją Horodyńską. Może to być jednak bardzo dobra argument do tego, aby zawitać tam ponownie!