Box Trip 2015CrossFitFoto & VideoO wszystkim

Box Trip 2015 – CrossFit Dock

dodany przezKamil Timoszuk 25 stycznia 2015 2 komentarze

Dalsze i bliższe podróże, fajne miejsca, ciekawi ludzie, sympatyczne sytuacje i wiele innych jeszcze mi nie do końca znanych wartości dodanych – To wszystko chciałbym aby zawierał mój projekt o nazwie Box Trip 2015. Pierwszymi miejscami jakie miały dostarczyć tego wszystkiego, był to dwa warszawskie CrossFit Docki.

Warszawa jest pod wieloma względami miastem specyficznym. Można ją kochać, a można z bardzo podobnych powodów nienawidzić. Wszystko zależy od nastawienia danej osoby jakie sobie obierze już na starcie i będzie się według niego kierował. Jeśli chodzi o CrossFit, to stolica naszego kraju także jest miejscem zdecydowanie unikalnym. To właśnie tutaj w ostatnim czasie nastąpił prawdziwy wysyp kolejnych crossfitowych boxów. W bardzo krótkim odstępie czasu kolejne afiliowane placówki rozpoczęły swoje działanie i przez to można było niemal odnieść wrażenie, że w Warszawie afiliowany box stoi niemal na każdej ulicy.

Jeden z boxów zrobił coś innego i po tym jak pierwsza placówka ustabilizowała swoją pozycję, to jej właściciele poszli o krok dalej. Tym krokiem było założenie swojej filii w miejscu dość nietypowym jak na box. Bo o ile CrossFit kojarzy się większości ludziom ze starymi fabrykami, opuszczonymi kamienicami i surowymi blaszanymi magazynami, tak umieszczenie boxa w murach Stadionu Narodowego było pomysłem co najmniej ciekawym.

CrossFit Dock 1

To właśnie tutaj skierowałem swoje pierwsze kroki w moim tripie po polskich boxach

Wraz z ekipą towarzyszącą mi na tym wyjeździe, mieliśmy jednak już na początku nie lada wyzwanie, w postaci dotarcia na miejsce. Jakiś czas temu CrossFit Dock umieścił w internecie filmik instruktażowy, który dokładnie wyjaśniał, jak dotrzeć na miejsce. I śmiem twierdzić, że gdyby nie ten materiał, to mielibyśmy z tym mały problem. Na szczęście co trzy głowy to nie jedna, i wspólnymi siłami, podążając za porozklejanymi kartkami, które są taką współczesną wersją porozrzucanych okruszków, trafiliśmy na miejsce. Przy okazji też odkryliśmy, że wchodząc do boxa, można też wejść za darmo na lodowisko, omijając główne wejście przy którym się jak mniemam płaci za tę przyjemność. Nie żebym teraz kogoś do wykorzystywania tego patentu namawiał. I’m just saying 😉

CrossFit Dock 2

W temacie szatni szczególnie jeden z moich towarzyszy był bardzo zaaferowany faktem, że boxowa szatnia w CrossFit Dock na Stadionie Narodowym jest koedukacyjna 🙂 Istnieje też chyba spora szansa na to, że jest to jedyna taka szatnia w polskich boxach. No dobra, ale nie przyjechaliśmy do Warszawy po to aby podglądać kogokolwiek, a po to aby zrobić konkretny trening w fajnym miejscu. W pierwszej chwili kiedy pojawiliśmy się w boxie, trwała jeszcze końcówka zajęć z nieliczną grupą ludzi. Gdy tylko jednak nadarzyła się ku temu okazja, to prowadzący zajęcia Marcin Fridrich podszedł i przywitał się. Niby nic, zwykły drobiazg, a jednak miło. Wtedy też przyszedł czas na pierwszy rekonesans boxa. A w nim od razu w oczy rzucają się przede wszystkim wielkie ścienne grafiki, które mi osobiście bardzo przypadły do gustu. Drapieżne, industrialne (chyba) miśki dają radę!

CrossFit Dock 3

No ale umówmy się, nie przyjechaliśmy tam też podziwiać sztuki. Teraz z perspektywy czasu wiem, że było to dość błędne założenie. Głównie dlatego, że w planach jednego dnia, była wizyta w dwóch boxach. No ale też nie każdego dnia head coach rodzimego boxa CF Podlasie ma urodziny 😉 Tak więc nie wypadało ominąć „jego trening”. Dlatego też w ruch poszła sztanga i wall balle. Wall balle, które w boxie na stadionie rzuca się „nad listwę”. Kto kiedyś dotrze w to miejsce, ten zrozumie o czym piszę. Rozwiązanie ciekawe, aczkolwiek nie wiem i zapomniałem zapytać na ile trwałe. Jednak chyba się sprawdza, skoro nikt tam z niego nie rezygnuje.

Podłużny kształt pomieszczenia w którym znajduje się box, wręcz wymaga aby znalazło się tam miejsce na sleeda. Popularnie zwane sanki, kusiły mnie aby się z nimi poprzepychać, ale tym razem padł inny pomysł na dobicie się po treningu głównym. Trzeba uczciwie przyznać, że nie był on rozsądny, patrząc na to co czekało nas w drugim boxie. No ale cóż – za błędy trzeba płacić. Po konkretnym zmęczeniu się, przyszedł czas na lekkie wyciszenie, w towarzystwie wcześniej wspomnianego Marcina oraz Agnieszki, która zapowiedziała nową, jeszcze fajniejszą niż dotychczasową, wersję koszulek klubowych CrossFit Dock. Tym samym powstrzymała mnie przed zakupem obecnej. Dzięki Aga! 😉

CrossFit Dock 4

Czas jednak naglił i po przerzuceniu jeszcze na do widzenia wielkiej opony leżącej tuż przy wejściu do boxa, trzeba było ruszać dalej. Czas leciał na tyle szybko, że nawet nie było czasu zawitać do hostelu w celu zostawienia swoich niepotrzebnych do treningu rzeczy. Zresztą sam hostel doczeka się niebawem oddzielnej notki, bo było to miejsce dość specyficzne 🙂 Drugi, a właściwie to pierwszy CrossFit Dock, położony jest na warszawskiej Woli, czyli spory kawałek drogi od stadionu. No ale jak trip to trip pełną gębą! Lecimy!

Już pierwszy wyjazd do Warszawy pokazuje bardzo dosadnie, że trzeba będzie zaprzyjaźnić się z Google Maps, które bardzo ułatwia odnajdywanie drogi do kolejnych boxów. CrossFit Dock na Woli leży jednak w na tyle dobrym miejscu, że poruszając się komunikacją miejską, można do niego trafić raczej bezproblemowo. A co zastajemy na miejscu? Przede wszystkim wielką halę, która jest podzielona na dwie części. Z jednej z strony znajduje się oczywiście sam box. Z drugiej zaś strony, umieszczone są ścianki wspinaczkowe, na które starają się wdrapać kolejni śmiałkowie. Jednym słowem – całkiem ciekawe połączenie dwóch sportów prawie ekstremalnych 🙂

CrossFit Dock 5

My jednak udaliśmy się na lewo, bo to jednak CrossFit nas tam przyprowadził. Wchodząc jednak na teren samego boxa, nie można wręcz nie zwrócić uwagi na kolejną OGROMNĄ grafikę na jednej ze ścian, która robi wrażenie bez dwóch zdań. Na Wolę zdecydowaliśmy się pojechać wcześniej głównie dlatego, że ostrzeżono nas, że na późniejsze godziny może zjawić się liczna grupa ludzi. I tak też było w rzeczywistości. Na szczęście jednak nie było żadnych problemów aby razem z grupą odbyć „miejscowy” trening, który wyglądał tak.

CrossFit Dock 6

Sam trening poprowadzony był według ogólnie przyjętych standardów czyli omówienie WOD-a, dobra i ciekawa rozgrzewka, teoretyczne i praktyczne przerobienie krok po kroku techniki każdego z ćwiczeń, przygotowanie sobie miejsca i ciężarów do wykonania treningu no i cóż – OGIEŃ! Skakanka, power snatche oraz burpeesy są takim połączeniem ćwiczeń, które zdecydowanie potrafi zmęczyć. Tym bardziej, jeśli jesteś od rana w podróży i po odbytym już jednym treningu. No ale cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Wiem jednak, że będę już starał się unikać takich sytuacji, w których będę zmuszony jednego dnia robić dwa kolejne treningi w dwóch miejscach. Czy było coś do czego mógłbym się przyczepić w tym boxie? Raczej nie, aczkolwiek jedna sytuacja mnie trochę zastanowiła. Mianowicie kiedy time cap na wykonanie treningu dobiegał końca, jeden z zawodników walczył jeszcze ze sztangą. Wtedy też tradycyjnie zebrała się wokół niego grupa ludzi wraz z trenerem, która zaczęła go żywo dopingować czyli wszystko jak najbardziej prawidłowo. Nikt jednak z tych osób ani razu nie krzyknął do tego chłopaka, aby przy kolejnych powtórzeniach wyprostował swoje plecy. Tak czysto po koleżeńsku, w trosce o jego zdrowie. A te niestety nie były proste. Chcę jednak wierzyć, że był to bardziej sporadyczny przypadek i w większości podobnych sytuacji coś takiego nie ma miejsca. W pierwszej też chwili, pomyślałem automatycznie, jak duży opieprz dostałbym w swoim boxie, za robienie takiego „kocura” przy sztandze. Strach nawet o tym myśleć 🙂

CrossFit Dock 7

Nie zmienia to jednak faktu, że wyniesione z tego boxa wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Swoistego uroku temu miejscu nadaje też fakt, ciekawego umiejscowienia szatni. Tym razem już nie koedukacyjnych 😉 Wielkie kontenery umieszczone nad samym boxem, są rozwiązaniem na pewno unikalnym i niestandardowym. Tak sobie jednak w tej chwili myślę, że gdybym miał możliwość wyboru w którym Docku chciałbym trenować, to mój wybór padłby raczej na Stadion Narodowy. Dlaczego? Szczerze powiedziawszy to nie mam na to żadnego przeważającego argumentu. Tak po prostu czuję i z tym nie wygrasz. Oba miejsca jednak zaprezentowały się z fajnej strony i bardzo się cieszę, że to właśnie od nich zacząłem swój trip. Dobrze ponad 100 ludzi, która każdego dnia odwiedza łącznie oba te miejsca, może być z nich dumna. Mi natomiast te wizyty dały nadzieję na to, że każda kolejna wycieczka do tego miejsca będzie źródłem nowych cennych i ciekawych doświadczeń.

P.S.

Informacja dla ciekawskich – Marty z Na Wspólnej niestety nie spotkałem czyli dramat 😉