Box Trip 2015CrossFitFoto & VideoO wszystkim

Box Trip 2015 – CrossFit Bydgoszcz

dodany przezKamil Timoszuk 28 kwietnia 2017 1 Komentarz

Plotki o śmierci mojej blogowej serii tekstów Box Trip 2015 są mocno przesadzone. Może nie jest ona najbardziej regularna ale to wynika z przynajmniej kilku rzeczy. Żeby jednak nie być gołosłownym dziś zapraszam do Bydgoszczy i tamtejszego boxa.

Gdy pisałem jakiś czas temu, tekst o jednym z lubelskich boxów i stwierdziłem, że samo miasto Lublin niespecjalnie mi osobiście się z czymś kojarzy, to od razu znaleźli się oburzeni tym faktem ludzie. Dziś miałem pomysł aby całkowicie przekornie napisać to samo o Bydgoszczy, ale nie robię tego z dwóch powodów. Po pierwsze nie chcę być przyczyną tego, że komuś niespodziewanie jakaś żyłka pęknie. Po drugie zaś nie byłaby to po prostu prawda. Mamy jednak rok 2017 i nie ma co żyć całkowicie przeszłością. Dlatego ostatnio byłem w Bydgoszczy w poszukiwaniu nowych fajnych doświadczeń i takowe znalazłem.

Podstawowym celem mojej podróży były zawody Battle Of The Machines. Mając jednak wolne popołudnie poprzedzające dzień pełen wrażeń w CB163, chciałem odwiedzić jedyny afiliowany box w tym mieście czyli CrossFit Bydgoszcz. Pomimo, że tak jak wspomniałem jest on jedyny afiliowany to nie jest to jedyne miejsce w Bydgoszczy gdzie można sobie potrenować. Według różnych szacunków osób z którymi miałem okazję w Bydgoszczy rozmawiać, takich miejsc łącznie jest od 5 do nawet 7. Tak jak jednak sobie założyłem – pierwszeństwo mają te afiliowane.

CrossFit Bydgoszcz położony jest w miejscu dość specyficznym, bo tuż obok trasy prowadzącej na Toruń. Nie wiem więc czy to była kwestia tego, że jechałem w piątkowe popołudnie, czy może jest tam tak codziennie, ale korek w jakim stałem do małych na pewno nie należał. Na szczęście poruszałem się komunikacją miejską, a więc teoretycznie byłem poniekąd uprzywilejowany. Po wyjściu z autobusu w maliny trochę wpuściły mnie mapy Google przez które najpierw poszedłem za daleko, a po samoistnym skorygowaniu trasy musiałem wracać. Taka extra rozgrzewka przed samym treningiem 😉 Jednak jeśli ktoś by jeszcze docierał do boxa komunikacją miejską, to nie dajcie się zwieść Googlowi – po wyjściu z autobusu trzeba się cofnąć, a nie iść do przodu 🙂

Sam box na posesji wraz z parkingiem oznaczony jest już bardzo dobrze i tam nie ma opcji aby się w jakikolwiek sposób pogubić. Po przekroczeniu progu natomiast już od wejścia można poczuć fajną atmosferę. Atmosferę, która chcę wierzyć i autentycznie wierzę, że nie wynika z tego, że przyjechał „łasy bloger”z dzikiego wschodu, a po prostu są tam fajni ludzie, którzy ją tworzą. Chwilę po wejściu miałem okazję poznać szefa tego całego zamieszania czyli Michała Szulejewskiego. Postaci moim zdaniem co najmniej nietuzinkowej, z którą nie miałem okazji spotkać się nigdy wcześniej na żadnej imprezie w Polsce czy też innej okazji. Jednak jak to w tych czasach bywa, od dłuższego już czasu uskuteczniałem sobie śledzenie jego poczynań na Facebooku. Dla osób, które nie wiedzą o kim mówię, pozwolę sobie przytoczyć fragment jego opisu ze strony Centrum Kettlebell Polska:

Michał Szulejewski – jeden z pierwszych trenerów i propagatorów treningu funkcjonalnego oraz z użyciem odważników Kettlebell w Toruniu, obecnie z główną siedzibą w Bydgoszczy. Pasjonat sportów ekstremalnych, adrenaliny i aktywnego spędzania czasu wolnego, najchętniej w górach, na rowerze enduro lub w kajaku górskim. Aktywny kaskader filmowy po szkole kaskaderskiej, gdzie również był jednym z instruktorów. Założyciel TotalCross – grupy ludzi, dla których sport to nie tylko pasja ale przede wszystkim styl życia. Odważniki sportowe do swoich treningów wprowadził już w 2010 roku, od tego czasu stale poszerzając swoją wiedzę i doświadczenie w tym temacie.

Cały ten opis można by chyba śmiało podsumować stwierdzeniem, że człowiek ma pozytywne ADHD 😉 Utwierdziłem się w tym fakcie gdy dowiedziałem się na przykład, że miał on okazję spełniać się zawodowo jako kaskader filmowy w filmach prosto z Bollywood. Jak dla mnie, czyli dla laika w tym temacie, brzmi to bardzo… orientalnie.

Niestety nie było okazji pogadać z Michałem o tym dłużej, ponieważ tego dnia musiał on zająć się swoim bardzo chorym psem. Zresztą wspomnę jeszcze o tym dziś. Mam jednak nadzieję, że psina ma się już dobrze 🙂

Oglądanie samego boxa zacząłem chyba standardowo od szatni, gdzie większość osób zawsze kieruje swoje pierwsze kroki. Szatni, która  w tym boxie nie została potraktowana po macoszemu, przez co rozumiem, że nie ma tam gołych ścian jak to czasami bywa. W CrossFit Bydgoszcz każdy może się w cieple przebrać, zostawić swoje rzeczy w zamykanej szafce lub nawet odpocząć po ciężkim treningu. Sama główna część boxa to całkiem pokaźna sala, przedzielona ścianą na dwie części. Dzięki niej w jednym czasie możliwe jest prowadzenie czy to dwóch klas jednocześnie, czy też na przykład treningów personalnych. Od samego wejścia widać, że w tym miejscu kettle mają tak samo mocną pozycję jak i sam CrossFit. Widać to po banerach i logach poumieszczanych w samym boxie, jak i też po sprzęcie jaki się tam znajduje. Bo oprócz standardowych sztang z bumperami, boxów, skakanek czy innych tego typu rzeczy, jest tez pokaźny zapas odważników kulowych. Te zaś jak sam się przekonałem, są używane czy to w samych treningach, czy chociażby w rozgrzewce.

Swoją drogą czy logo CF Bydgoszcz coś wam przypomina? Jeśli nie to sprawdźcie jak wyglądają loga kursów Level 1 i pozostałych 🙂

Inna ciekawą rzeczą jest tablica do zapisywania treningów. Bo z jednej strony CrossFit Bydgoszcz to kolejny z boxów na mojej drodze, gdzie nie praktykuje się zapisywania osób które biorą udział w treningach, i osiąganych przez nie wyników. Z drugiej jednak strony, pomimo tego, że sama tablica jest pokaźnych rozmiarów, to miejsce na niej się nie marnuje. Wszystko dlatego, że na tablicy zapisywane są treningi z całego tygodnia i dopiero pod jego koniec są one ścierane. Jest to sposób jaki wcześniej widziałem choćby w CrossFit Zielona Góra.

Poza tym w boxie znajduje się też oddzielne pomieszczenie dla maluchów czyli być może przyszłych crossfiterów. Ci mogą tam przebywać w momencie, kiedy ich rodzice też się bawią, ale swoimi trochę większymi i cięższymi zabawkami na WOD-zie 😉

Zanim nastała godzina mojego treningu miałem, chwilę aby się dobrze rozciągnąć i zmobilizować przed nadchodzącym i nieuchronnym wpierdzielem. Była to też okazja aby podejrzeć sobie w jaki sposób prowadzone są zajęcia osób początkujących. Klasa jaką miałem okazje sobie popodglądać liczyła sobie zaledwie trzech śmiałków. Przez co też Michał prowadzący zajęcia, mógł w dokładny sposób przypilnować każdego, aby wykonał wszystko tak jak należy. Widząc zmęczone ale raczej zadowolone twarze uczestników zajęć, myślę że nie żałowali oni czasu spędzonego w piątkowy wczesny wieczór w tym miejscu.

Czas jednak mijał szybko i zanim się obejrzałem przyszła moja kolej aby sprawdzić się w bydgoskim boju 😉 Tak się akurat złożyło, że trafiłem na trzyczęściowy trening, gdzie dwie początkowe była to rozgrzewka przed częścią główną. Częścią którą jak się okazało, będę jeszcze pamiętał bardzo długo. Jak jednak wcześniej wspomniałem, do rozgrzewki zostały wykorzystane kettle. Spoglądając jednak na tablicę i zapisane na niej treningi z całego tygodnia, mogę chyba stwierdzić, że jest to powszechna praktyka w CrossFit Bydgoszcz. Przed częścią główną pozostały jeszcze rozgrzewkowe OHS-y i można było szykować się do części głównej. Niestety tak jak wspomniałem wcześniej, Michał tego dnia musiał wyjątkowo wyjść w trakcie zajęć, aby załatwić wszystko w temacie swojego chorego psa.

Grupa jednak miała zadanie do wykonania w postaci wymagającego treningu. Ja tutaj wiedząc, że na pewno będę skalował skakanki, które od zawsze są dla mnie czarną magią, chciałem docisnąć się przynajmniej na ciężarze. Dlatego też przy takiej ilości ruchów do wykonania na sztandze wylądowało 60kg. Jak się okazało później, nie to bolało najbardziej. Co było gorsze? Zdecydowanie wspomniana skakanka w ilości 800 sztuk, którą nie ma co ukrywać, że czułem jeszcze przez dobrych kolejnych 4-5 dni. Poza tym jako, że był to specyficzny trening bez odgórnego nadzoru, zaciekawiły mnie dwie rzeczy. Pierwsza działa się tuż przed moimi oczami, kiedy to jedna z trenujących kobiet kilkukrotnie zrzucała sztangę znad głowy. I niby nie powinno to w żaden sposób dziwić gdyby nie fakt, że na sztandze były założone pięciokilogramowe plejty. I może się mylę, ale w większości znanych mi miejsc jedną z podstawowych zasad odnośnie bezpieczeństwa jest to, że nie rzucamy pustym gryfem (to nie są tanie rzeczy) oraz właśnie sztangą z piątkami po bokach. Dlaczego tego nie powinno się robić pojawił się dokładny przykład na tych właśnie zajęciach. Po jednym z takich zrzutów sztanga odskoczyła i zrobiła kolejną już dziurę w ścianie. Po drugim z takich zachowań, sztanga wylądowała na nodze kolegi obok robiącego właśnie thrustery. Jak to się mogło skończyć przy niefortunnym obrocie sprawy chyba nie muszę pisać. Wierzę w waszą bujną wyobraźnię.

Drugą rzeczą jaka mnie zaciekawiła było to, że każdy kto tylko skończył trening, niemal od razu po sobie sprzątał. I o ile samo sprzątanie jest jak najbardziej chwalebne, tak nie poczekanie na resztę osób aż one uporają się z treningiem, mnie osobiście zawsze razi w oczy. Bo w skrajnych przypadkach wygląda to mniej więcej tak, że jedni już są „po robocie” i są gotowi niemal do wyjścia, a drudzy w tym czasie jeszcze „walczą o życie”. Czasem jednak fajnie jest policzyć za kogoś ostatnie powtórzenia, lub nawet krzyknąć w stronę kolegi „rusz tyłek!” aby dodać mu otuchy i wiary w to, że jemu też się uda skończyć ten trening.

Kiedy wszystko dobiegło końca, ja jeszcze spory czas zbierałem się do wyjścia. Z jednej strony czując nadchodzący ból łydek w kolejnych dniach starałem się temu w optymalny sposób zapobiec. Z drugiej zaś zatrzymała mnie już w „kąciku zwierzeń” przy wyjściu fajna rozmowa ze spotkanymi ludźmi. To między innymi właśnie z niej dowiedziałem się, że tego dnia nie byłem na wizycie w CrossFit Bydgoszcz, a na rewizycie. Wszystko dlatego, że jedna ze spotkanych dziewczyn opowiadała jak to będąc początkującą, trafiła na Team WOD-a w CrossFit Białystok. Trening w którym trafiła do zespołu z mocną zawodniczką z Norwegii, która ją mówiąc wprost niemal nie zajechała 🙂 Tak więc po tym co mi zaserwowano podczas mojej wizyty w bydgoskim boxie, uznajmy więc, że jest 1-1 😉

Po jednej wizycie zawsze jest ciężko jest wydać opinię o danym miejscu. Tym bardziej jeśli trafiło się w dość nietypowym czasie lub natrafiło na nietypowe warunki. Ja jednak zawsze w takich chwilach kieruję się w dużej mierze własnym doświadczeniem oraz intuicją. Ta natomiast mi podpowiada, że CrossFit Bydgoszcz to specyficzne ale zdecydowanie sympatyczne miejsce. Trochę tak jak jego właściciel 😉 Miejsce po wyjściu z którego na pewno nie miałem uczucia, że nigdy tam więcej nie wrócę. Raczej wręcz przeciwnie. Przy kolejnej z okazji czyli na przykład Battle Of The Machines vol. 11, myślę, że znowu mnie tam zaniesie. Bo dlaczego by nie? Natomiast osoby, które na co dzień mieszkają w tym mieście, mają fajną alternatywę dla kultowego CB163, którą na pewno warto sprawdzić.

  • Patrycja Stawska

    Extra 🙂 Będąc w Bydgoszczy juz wiadomo gdzie można zrobić dobry trening.