Box Trip 2015CrossFitFoto & VideoO wszystkim

Box Trip 2015 – Boat City CrossFit

dodany przezKamil Timoszuk 6 października 2016 0 Komentarzy

Polską zawładnęła epidemia. Wirus sukcesywnie do dłuższego już czasu rozlewa się po całym kraju. Nie ma już chyba możliwości aby proces rozprzestrzeniania się zatrzymać. To jednak bardzo dobrze, ponieważ wirus zwany CrossFitem robi zdecydowanie więcej pożytku niż szkód.

Jest jedno takie miejsce na mapie Polski, które było niemalże ostatnią twierdzą, gdzie CrossFit się oficjalnie nie zakorzenił. Pomimo tego, że w owym mieście cyklicznie odbywają się duże imprezy tego typu to oficjalnego, lub bardziej dokładnym określeniem będzie afiliowanego, miejsca tam długo nie było. W ostatnim czasie ten fakt uległ zmianie, ponieważ w Łodzi od jakiegoś czasu funkcjonuje pierwszy afiliowany box crossfitowy i nosi on nazwę Boat City CrossFit.

boat-city-crossfit-1

Jeśli ktoś z was był kiedykolwiek w Łodzi i miał okazję przejechać się lub przejść się przez to miasto ten wie, że starych kamienic, baraków, jakichś opuszczonych warsztatów, fabryk czy hal tam raczej nie brakuje. Nic więc dziwnego, że czasami osoba orientująca się w crossfitowych klimatach może odnieść wrażenie, że w Łodzi box mógłby stanąć niemal na każdym rogu i skrzyżowaniu ulic. I niewątpliwie każde z tych miejsc bardzo by pasowało przynajmniej klimatycznie do ogólnego trendu jaki wniósł CrossFit do fitnessowego świata. Nie będzie też zaskoczeniem to, że Boat City CrossFit mieści się w jednej z takich miejscówek.

Mając wolne popołudnie poprzedzające weekend w Łodzi z ostatnią edycją zawodów Double Trouble, postanowiłem pojechać o odwiedzić ten box. Sprawdzając jak wygląda grafik pracy boxa zauważyłem, że jest możliwość pójścia najpierw na klasę techniczną z podnoszenia ciężarów, a następnie na normalny WOD. I tak też zrobiłem, a nawet przyjechałem wcześniej aby mieć chwilę aby się rozejrzeć po tym miejscu. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że spędzę tam długie godziny 😉 Dojazd do boxa komunikacją miejską w Łodzi do najprostszych nie należy, ponieważ miejsce to leży trochę na uboczu miasta. Z tego co widziałem jest to okolica zdecydowanie bardziej przemysłowa niż mieszkalna, a więc bez własnego środka transportu może być problem jeśli ktoś nie lubi chodzić 🙂

Idąc główną ulicą wypatrywałem jakiegoś banneru, który by oznajmił mi, że jestem w dobrym miejscu. Nie było to najprostsze zadanie, ponieważ plakatowo-banerowa samowolka trwa tam w najlepsze. Tak więc zdecydowanie trzeba było mocno wytężyć wzrok. A gdy już uda się znaleźć ten właściwy baner to okazuje się, że wisi on już za wjazdem w odpowiednie miejsce – tak więc uważajcie jakby co! 😉 Po wejściu w podwórko boxa autentycznie wróciły do mnie wspomnienia. Wspomnienia z wyjazdu na zawody CrossFit Regionals w Kopenhadze w 2015 roku i okazjonalnej wizyty w tamtejszym kapitalnym boxie Butcher’s Lab. Zarówno do tamtego miejsca, jak i do tego w Łodzi prowadzi bardzo podobna klimatycznie ulica, która idealnie wpasowuje się w crossfitowy klimat. Nie wiem dlaczego ale ja osobiście zwracam uwagę na takie rzeczy i zawsze dla mnie jest to zdecydowany plus jakiegoś miejsca. Boat City CrossFit zdecydowanie może sobie ten plus zaliczyć.

boat-city-crossfit-4

Czym byłaby jednak nawet najlepsza przystawka bez dobrego dania głównego? Owe danie główne czeka na każdego rzecz jasna w środku. Szefami i właścicielami tego miejsca jest małżeństwo państwa Napiórkowskich. Ingrid Napiórkowską może wielu z was znać lub przynajmniej kojarzyć z różnych zawodów crossfitowych w Polsce. Jest to bowiem jedna z na razie stosunkowo niewielu kobiet w tym kraju, które regularnie startują w kategorii Masters na różnego rodzaju imprezach. Napisać jednak, że Ingrid tylko startuje to zdecydowanie za mało – ona po prostu je wygrywa! Świadczy o tym niezbicie niemały ołtarzyk z pucharów jaki zrobiono w boxie w Łodzi, koło którego nie można przejść obojętnie. Wygląda on trochę tak, jakby ktoś regularnie włamywał się przede wszystkim do Krzyśka Bajery ciemną nocą i regularnie okradał go z przygotowywanych przez niego nagród na kolejne edycje Łódź Garage Games 😉

boat-city-crossfit-5

Kiedy jesteś już w środku tego miejsca ciężko się jednak oprzeć wrażeniu, że to jest to. Że tu jest po prostu spoko klimat. I to zanim chociażby pogadasz z kimkolwiek, bo tak się złożyło, że gdy dotarłem do boxa to był on teoretycznie zamknięty. Boat City Łódź póki co nie funkcjonuje cały dzień, a są właśnie godziny w których odbywają się zajęcia. Tak się jednak złożyło że przy okazji mojego dotarcia do boxa swój trening wykonywał jeden z trenerów – Artur Piotrowski. Drugi natomiast czyli Hubert Kołodziejczak, w tym samym czasie przebywał na Cyprze razem ze swoim zespołem i startował w zawodach Aphrodite Games. Zawodach, które udało im się wygrać tak swoją drogą (BRAWO!). I to właśnie te dwie osoby są odpowiedzialne za prowadzenie treningów oraz ich programowanie w boxie.

Zanim jednak doszło do samego trenowania, zostało wcześniej jeszcze kilka rzeczy do zobaczenia. Choćby i szatnie, które żadnym specjalnym miejscem być nie powinny, a jednak są 🙂 Głównie ze względu na to, że jak na razie nie posiadają one sufitu. Jak się jednak dowiedziałem jest ambitny plan aby takowy sufit kiedyś powstał i stał się on jednocześnie podłogą dla antresoli, która moim zdaniem jest zdecydowanie dobrym pomysłem. Sama część użytkowa na dole jest natomiast podzielona tak jakby w naturalny sposób na dwie części. Jedna z nich zajęta jest w dużej mierze przez rig firmy Dare. Druga zaś jest za „pasem zieleni” i służy chyba nominalnie do indywidualnych treningów, choć w przypadku mojej wizyty zdecydowanie wykorzystywana była do regularnego WOD-a. Oczywiście jak to w każdym boxie są sztangi, kettle, piłki lekarskie i tym podobne czyli generalnie standard. Standardem natomiast nie jest przestrzeń jaką posiada box tak jakby od zaplecza. Tam natomiast znajdują się opony do przerzucania oraz duuużo miejsca do ulubionego przez wszystkich crossfiterów biegania 😉 Aczkolwiek jest to też chyba okresowa strefa chilloutu, bo stoi tam też grill, który na pewno był już używany. #SzanujęTo 😉

boat-city-crossfit-7

Tak jak wcześniej już wspomniałem, mając więcej czasu do zagospodarowania w Łodzi, postanowiłem że pójdę sobie i na klasę techniczną i na normalnego WOD-a. Klasa techniczna tak się złożyło, że tym razem skupiała się na snatchu czyli „królewskim ćwiczeniu ciężarowym”. Po szybkiej rozgrzewce dzięki której mogłem zwiedzić biegową okolicę boxa, przyszedł czas na dłubanie przy technice ciężarowej. Osoby jakie dotarły na te zajęcia były na różnorodnym poziomie. Od takich którzy ewidentnie już ze sztangą coś mieli wcześniej wspólnego, aż po osoby dla których wyzwaniem było opanowanie ruchów z kijkiem. Z jednej strony to bardzo fajnie, że ludzie w Łodzi chętnie przychodzą na tego typu zajęcia i chcą poprawiać swoje umiejętności. Z drugiej strony jednak momentami wydawało mi się, że taki rozstrzał umiejętności wprowadza dezorganizację pracy na zajęciach. Z jednej strony grupa bardzo początkujących osób potrzebowała niemal ciągłej opieki, a z drugiej ci bardziej zaawansowani też wymagali dopatrzenia i podpowiedzenia paru rzeczy. Artur, któremu umiejętności na pewno nie brakuje, czasami miałem jednak wrażenie, że nie do końca to wszystko kontroluje. Być może jest to kwestia czasu i nabrania przez niego jeszcze większego doświadczenia w pracy z takimi grupami. Po tej głównej części technicznej, dla osób które nie pozostawały na WOD-zie, był jeszcze szybki AMRAP do wykonania, który wieńczył trening.

boat-city-crossfit-8

Niestety sytuacja z ogarnięciem ludzi nie uległa poprawie na normalnym WOD-zie, gdzie chętnych do trenowania osób dotarło jeszcze więcej. Jak się później dowiedziałem, była to najliczniejsza klasa w całej dotychczasowej historii boxa i liczyła ona sobie 22 osoby. Tu też pojawia się pytanie, jak w takich sytuacjach powinni zachowywać się właściciele. Ponieważ w Boat City CrossFit panują zapisy na zajęcia, może warto czasem być tym złym i jednak nie wpuścić kogoś raz czy drugi, to może w dłuższym rozrachunku przyniesie to większe korzyści aniżeli pobłażanie takich zachowań. Nawet jeśli odbyło by się to kosztem tego, że mi jako przyjezdnej osobie zabrakło by miejsca to zrozumiałbym to. Zastanowiło mnie natomiast w tym łódzkim boxie jeszcze to, jak rozbudowany trening tam był. Na jednych zajęciach było mierzenie 1RM w back squacie, kompleksy ciężarowe ze snatachami lub ciężkimi klinami (do wyboru w zależności od zaawansowania), a na koniec zaś jeszcze były dwa kilkuminutowe EMOM-y ze sztangą oraz kettlem i TGU. I to wszystko w ciągu 75 minut, z 22 różnie zaawansowanymi osobami i jednym trenerem, który miał to ogarnąć. Moim zdaniem nie było raczej możliwości aby wszystko wyszło bardzo dobrze. Niby wszyscy przeżyli, nic nikomu się nie stało, każdy się w jakimś stopniu tam zmęczył, ale ile tak naprawdę wyniósł wiedzy i poprawy swoich umiejętności z takich zajęć? Może też wszystko mogło by wyglądać trochę lepiej gdyby wprowadzić większy rygor, a mniej rozluźnienia na takich zajęciach, które chwilami bardzo rzucało się w oczy. Trenując od początku istnienia CrossFit Białystok jestem nauczony, że na treningu na wszystko powinno być miejsce, czas oraz pora. Tym razem w Boat City CrossFit chyba tego trochę zabrakło.

boat-city-crossfit-9

Co jednak uspokajające to fakt, że gdy po największej nawałnicy ludzi przyszedł czas na kolejne wieczorne klasy, to poziom prowadzenia takich zajęć poszedł momentalnie do góry. Widać to było gołym okiem. A więc myślę, że uniknięciem kłopotów na dłuższą metę jest przede wszystkim trzymanie się tych zapisów na zajęcia. Poza tym, po samym WOD-zie klimat łódzkiego boxa i napotkani tam ludzie sprawili, że niespecjalnie chciało mi się stamtąd wychodzić. I tak na różnego rodzaju rozmowach, zastała nas wszystkich godzina prawie 23. Jakby ktoś ma nadmiar kasy w portfelu to może w międzyczasie nabyć sobie fajną koszulkę albo inny pudełkowy posiłek.

boat-city-crossfit-10

boat-city-crossfit-slider

Przy okazji naszej posiadówki jednak wjechała „paleło” kolacja na zamówienie oraz opowieść o najbardziej „nierozważnej” zbiórce kasy w historii. No bo jak na własne życzenie można prosić się o ból i cierpienie jakie niesie za sobą Assault AirBike? 😀 Jak to jednak ktoś ładnie napisał w komentarzach pod fotką słoika u mnie na Facebooku, że „jeszcze wiele osób przeklnie ten dzień kiedy dorzuciło się do tej zbiórki” 😉 Amen!

boat-city-crossfit-11

I takim oto sposobem kolejny box został przeze mnie zaliczony. Box który bez wątpienia ma swój klimat, którego trudno mu odmówić. Całe miejsce wymaga jeszcze dopracowania mniejszych bądź większych szczegółów związanych zarówno z samym boxem, jak i zasadami jakie w nim panują. Fajne jest w tym jednak to, że sami właściciele są doskonale tego świadomi, co daje nadzieję, że zostanie to po prostu zrobione. Ja natomiast jak tylko będę miał czas i możliwość to będę tam zaglądać, bo uważam że po prostu warto i do czego każdego z was zachęcam.