CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Białostocki pokaz mocy CrossFitu

dodany przezKamil Timoszuk 27 października 2015 2 komentarze

Crossfitowe zawody w naszym kraju bywają amatorskie i profesjonalne, lokalne i globalne. Amarok East Side Challenge to jednak nie są już tylko zawody na Dzikim Wschodzie. To efekt wizji kilku osób, ich ciężkiej pracy przez długie tygodnie oraz pomocy wielu przyjaciół, którzy uwierzyli w ten projekt tak samo jak oni. Zbierając więc to wszystko w całość, nie było takiej opcji aby się nie udało!

Cofnijmy się jednak w czasie… Akcja dzieje się pod koniec 2012 roku. Trwa właśnie chłodny zimowy wieczór, a do mojego domu wraz ze swoją ówczesną dziewczyną, a teraz już żoną przychodzi niejaki Michał Zalewski. Człowiek, który jest prekursorem wprowadzania i rozpowszechniania crossfitowej idei zarówno na naszym rodzimym Podlasiu, jak i w Polsce. I to właśnie tego wieczora przez większość czasu słucham go i jego wizji na to, co chciałby on zrobić w kontekście jego najnowszej zajawki. Ten kto miał okazję poznać Michała osobiście ten wie, że ma on swoisty dar mówienia o rzeczach, które go kręcą. Wtedy też często widać w jego oczach prawdziwą pasję i wiarę w to, że wszystko jest możliwe i nie ma takiej opcji, że jest inaczej. Ja to nazywam „amerykańskim podejściem”, które generalnie rzecz biorąc czasami dość mocno nie pasuje do polskich realiów. Ma w sobie jednak na tyle dużą siłę przebicia, że spokojnie trafia także do innych szaleńców. I właśnie tego wcześniej wspomnianego wieczora rozmawialiśmy o tym, że jest plan, aby w Białymstoku powstał pierwszy crossfitowy box. Miejsce wyjątkowe, skupiające wokół siebie znakomitych ludzi i biorące udział w ciekawych akcjach lub projektach. Po niemal trzech latach od tego naszego spotkania, jesteśmy w miejscu i czasie, które w tamtym okresie było tylko mrzonką lub też wizją przyszłości.

Amarok East Side Challenge 2015 1

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Może dlatego aby już na samym początku podkreślić fakt, że Amarok East Side Challenge to nie jest dzieło przypadku. Ubiegłoroczna edycja imprezy dla wielu osób w Polsce będących w tym środowisku była swoistym zaskoczeniem. Wiele osób zadawało sobie pytanie jak to jest, że w wielu innych miastach, często większych bądź pod jakimiś względami „lepszych”, coś takiego nie ma miejsca, a w Białymstoku się udało. Bo to, że się udało to nie ulega wątpliwości, o czym mógł przekonać się każdy, kto tylko odważył się wpaść na Dziki Wschód aby obejrzeć rywalizację najbardziej wysportowanych ludzi tego dnia. Wtedy też można było zobaczyć jaka jest różnica pomiędzy najlepszymi zawodnikami z Polski, a reprezentantami z Wysp Brytyjskich, którzy regularnie startują w CrossFit Regionals. Patrząc jednak na ubiegłoroczne zmagania AESC jako całość, trzeba przyznać, że poprzeczka pod wieloma względami została zawieszona na wysokim poziomie. Jednak nie na tyle wysokim aby ponownie wspólnymi siłami, ekipa CrossFit Białystok nie mogła jej przeskoczyć.

Amarok East Side Challenge 2015 2

Amarok East Side Challenge 2015 2a

Wszystko bowiem w tym roku zaczęło się już w piątek poprzedzający dzień zawodów. To właśnie tego dnia zapowiedzi i obietnice tego, że białostockie zawody wyznaczają po raz kolejny standardy tego typu imprez w Polsce, znalazły swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Wszystko to za sprawą niespodzianki jaka czekała już w biurze zawodów na zawodników w kategorii Elite. Dzięki wzorowej współpracy i wsparciu zawodów przez markę Reebok, każdy z zawodników stał się szczęśliwym posiadaczem nowej pary butów Nano 5.0. Zdziwienie, zaskoczenie, a wielu przypadkach zakłopotanie, które pojawiło się na twarzach wielu zawodników i zawodniczek, było chyba najlepszą nagrodą i potwierdzeniem tego, że Amarok East Side Challenge 2015 rozpoczął się z konkretnym przytupem! Ci których szok trzymał dłużej niż pozostałych, zostali także w białostockim boxie do momentu ogłoszenia pierwszych amarokowych workoutów. Uśmiech przeplatany z nerwami oraz dołączonym w dniu kolejnym niedowierzaniem, stał się niemal standardową reakcją na ogłaszane workouty. Workouty, o których można by powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że brakuje im ułańskiej fantazji połączonej z nutką sadyzmu 😉

Amarok East Side Challenge 2015 3

Zwiększenie ogólnej liczby zawodników AESC w stosunku do roku ubiegłego sprawiło, że tegoroczna impreza ruszyła z impetem już od niemal samego świtu bo o 8 rano. Jeszcze żadne zawody, na których miałem przyjemność być nie startowały o takiej porze, co było ciekawym doznaniem. Było to też zaskoczenie dla wielu osób, które nie planowały być od samego rana na hali, aby przetestować to, jak spisze się relacja online zaserwowana nam przez organizatorów. Wspólne dzieło ekip STEELSTORM, Transmitujemy.pl oraz jednoosobowego kombajnu produkującego setki słów na minutę czyli Karola Zdunka, dało podobno kapitalny efekt. Piszę podobno, bo ja sam jestem jeszcze przed obejrzeniem tej 12-godzinnej transmisji, ale nie natrafiłem jeszcze na nikogo, kto by oglądał i narzekał na to co widział lub słyszał. Wiele osób postanowiło jednak przeżywać te wszystkie emocje związane z tym dniem już od samego początku na hali zbierając się tłumnie niemal od pierwszych chwil zmagań. Był to też być może efekt wdzięczności za to, że udało się poszczególnym osobom zdobyć bilety, co w tym roku było nie lada wyzwaniem. Zresztą potwierdził to też fakt, że imprezy tego typu w Polsce mogą być spokojnie biletowane, o ile organizator zaproponuje swoim gościom coś w zamian. A najlepiej, aby był to produkt konkretnej jakości w postaci świetnych zawodów. Co też jest ciekawe, potencjał organizacyjny jest już na tyle duży, że jest wstanie zapełniać obiekty znacznie większe niż przyszkolne sale sportowe. Niestety w Białymstoku z powodu braku większego i bardziej przystosowanego obiektu, póki co musiano pozostać przy tym rozwiązaniu.

Amarok East Side Challenge 2015 4

Amarok East Side Challenge 2015 5

Zawodnicy, którzy zebrali się w sali gimnastycznej I LO w Białymstoku, swój dzień zmagań zaczęli od tak zwanego Testu Andersona, który był swoistą rozgrzewką. Swoistą, ponieważ wykonywane w odpowiednio dużym tempie wiosła połączone z burpeesami mogą być tak samo rozgrzewające jak i zajeżdżające. Wystarczyło tylko spojrzeć na twarze wielu zawodników, którzy już po takim sprincie wyglądali czasem dość niewyraźnie. Nie było jednak mowy o zbyt długim odpoczynku, bowiem po 90 sekundach przerwy, każdego zawodników czekała walka z drążkiem na różne sposoby, w zależności od kategorii. W tym roku organizatorzy postanowili także zrobić krok do przodu jeśli chodzi o rig, który służył zawodnikom przez cały dzień na przeróżne sposoby. To, że sam pomysł jak i także sprzęt sprawdził się w ogniu walki nikt chyba nie ma żadnych wątpliwości. W kategorii pań wiele oczu było skierowanych w stronę Kasi Baranowskiej, która po dłuższej przerwie wróciła do kraju. To, że dziewczyna jest w dobrej formie, można było wywnioskować już po jej eliminacjach które wygrała bezapelacyjnie. Jednak co innego śledzenie jej suchych wyników, a co innego oglądanie jej iście kocich ruchów na żywo. Czysta i nieskrywana przyjemność!

Amarok East Side Challenge 2015 6

Panowie także nie chcieli być gorsi i robili co mogli, aby zaliczyć jak najlepszy występ na swoim koncie. Nie było to jednak takie proste bo do Białegostoku zjechała się prawdziwa czołówka polskich zawodników i każdy miał podobne cele. Ale prawdziwą ucztą dla oczu było obserwowanie w akcji startujących często obok siebie w jednym i tym samym heacie takich zawodników jak Bartek Więckowski, Paweł Kozak, Mateusz Wasilewski czy też Miłosz Staworzyński. Nie jest to widok, który można oglądać na co dzień, a więc tym bardziej trzeba go po prostu docenić. Żeby tak jeszcze pewnego dnia coś się zmieniło i do tego grona dołączył Bartek Lipka, to mielibyśmy w sumie komplet. Ale nie ma co gdybać lub wybrzydzać, bo widowisku zaserwowanemu na Podlasiu niczego nie brakowało! Duża też w tym zasługa dwóch innych panów, których tego dnia w Białymstoku po prostu nie mogło zabraknąć. Pierwszą z nich był ogarnięty DJ. Piszę ogarnięty nieprzypadkowo, ponieważ człowiek doskonale wiedział, kiedy może przypierdzielić konkretnym bitem, a kiedy sytuacja wymaga dosłownie wyciszenia. Brawa i ukłon w jego stronę z mojej strony za to dobre wyczucie. Drugą niezastąpioną w mojej opinii postacią, jaka nadawała ton wszystkim wydarzeniom podczas Amarok East Side Challenge, był niewątpliwie Bartek Macek. Etatowy już konferansjer, wodzirej i Master Of Ceremony największych crossfitowych wydarzeń w tym kraju, zrobił jak zwykle kapitalną robotę i godnie rywalizował z Karolem Zdunkiem, w nieoficjalnym challenge’u „Kto wydobędzie z siebie więcej słów w ciągu całego AESC”. Największymi wygranymi tej właśnie rywalizacji, byli jednak widzowie – zarówno ci zebrani w białostockiej hali, jak i ci przed ekranami monitorów swych komputerów.

Amarok East Side Challenge 2015 7

Amarok East Side Challenge 2015 8

Kiedy przeglądało się listy startowe poszczególnych kategorii przed startem zawodów, można było strzelać niemal w ciemno, że najbardziej emocjonująca z rywalizacji stoczy się w kategorii Masters. To właśnie w gronie tych zawodników, było tak wiele uznanych nazwisk, że wytypowanie zwycięzcy było praktycznie niemożliwe, i w największym stopniu opierało się na strzelaniu w ciemno. Co więcej, do uznanych już w Polsce nazwisk, dołączyli też debiutanci, którzy potrafili bardzo konkretnie zaznaczyć swoją obecność w tej stawce. Pisząc te słowa mam tu na myśli kilka osób, ale na pierwszy plan wysuwa się jedna i jest nim Tomasz Lenarciak z Białegostoku czyli po prostu Słoń 😉 Tomek już w piątek wzbudzał zaciekawienie wielu osób, które wpadły do boxa CrossFit Białystok i widziały jego rekordowe osiągnięcia na ścianie, która w białostockim boxie służy do zapisywania rekordów klubowiczy. Zresztą popularny Słoń nawet dla dużej części crossfitowej społeczności w Białymstoku jest swoistą zagadką z racji tego, że godzina 6:30 rano to czas, kiedy trenuje ten poł koń, pół słoń 😉 Jeśli więc ktoś nigdy nie był na treningu o tej godzinie, ten nigdy nie widział go w akcji. Widział za to jego czasami absurdalnie dobre wyniki i na przykład time capy poszczególnych treningów w stylu „2 minuty po Słoniu” 😀 Tak to jednak jest gdy przez wiele lat było się czołowym trójboistą na świecie. Amarok East Side Challenge był jednak jego crossfitowym debiutem, którego wiele osób było bardzo ciekawych. Jak dużym potencjałem ciężarowym dysponuje ten zawodnik, pokazał w całej okazałości WOD numer 2, kiedy to do ustalenia był max w clusterze. Trzeba dodać, że ów max był mierzony po tym jak zawodnicy musieli chodzić na rękach, wskakiwać na 90-centymetrowego boxa oraz podciągać się z przyczepionym do pasa 16-kilogramowym kettlem. Mówiąc krótko – cluster nie był robiony na świeżości 😉 Nie przeszkodziło to jednak dla Tomka już w pierwszej próbie zarzucić na sztangę 3-cyfrową liczbę kilogramów czym wzbudził zdumienie wielu osób w jego pobliżu. Aż w tej jednej chwili żałowałem, że nie udało mi się uchwycić tych reakcji na jakimś zdjęciu, bo byłoby one warte więcej niż 1000 słów. Nie mniej jednak końcowy rezultat w postaci wyniku 120 kilogramów musi budzić szacunek u każdego. Jeśli do tego jeszcze dodać fakt, że na drugim miejscu w tej konkurencji uplasował się Piotr Teliszewski także z Podlasia, to śmiało można powiedzieć, że w tym przypadku miejscowi nie byli zbyt gościnni 😉

Amarok East Side Challenge 2015 9

Drugi workout tego dnia zaserwowany zawodnikom, był też tym, który wzbudził pod pewnymi względami najwięcej emocji. Głównie dlatego, że przyniósł on coś czego sporo osób się spodziewało, a niektórzy byli wręcz pewni, że nastąpi. Jednak zdziwienie na twarzach podczas ogłaszania WOD-a było pewnikiem, że nie każdy wiedział co go czeka. Triple unders to nie jest coś co już pojawia się na zawodach crossfitowych często. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale w Polsce pojawił się bowiem po raz pierwszy. Jeśli do tego dorzucimy jeszcze chodzenie na rękach rozpoczynające się z pozycji stania na rękach bez ściany oraz wskoki na ponad 100-centymetrowego boxa, to mamy tu niezłą skumulowaną dawkę innowacji. Triple unders były jednak wyzwaniem nie tylko dla zawodników, ale także i dla sędziów, którzy musieli je skrupulatnie liczyć. Aby im w tym pomóc na czas tej konkurencji została wyciszona muzyka, która by zagłuszała świst latającej stalowej linki. Bowiem to bardziej na słuch można wyczuć czy ktoś skacze single, double czy też triple. Niestety nie udało się chyba uniknąć błędów w tym temacie zarówno ze strony sędziów jak i poniekąd zawodników. Ci pierwsi pomimo 2-osoboej „eskorty” podczas liczenia tripli, podobno kilka razy niedokładnie zliczyli wyskakane powtórzenia. Zawodnicy zaś w kilku przypadkach dość gwałtownie reagowali na pracę sędziów, co miało niewiele wspólnego z klasą czy szacunkiem. Na szczęście jednak ogólny poziom zawodów pod kątem oceny wykonywanych ćwiczeń i zliczanych powtórzeń stał na takim poziomie, jaki bym sobie życzył na wszystkich zawodach w Polsce i nie tylko. Niestety też u kobiet zdarzyła się jedna mała wpadka przy okazji wykonywania thrusterów przez Joannę Rogowicką. Tam bowiem trzeba było wykonać thrustery w seriach 1-3-5-7 nie dzieląc ich. Kiedy w ostatniej serii Joannie brakowało zaledwie jednego powtórzenia do zakończenia swojej serii, gdzieś z tłumu rozległa się syrena, którą Michał Zalewski oznajmiał w każdym kolejnym heacie koniec time capu. W efekcie tego Joanna zrzuciła sztangę na ziemię myśląc, że to już koniec czasu. Chwilę później jednak doszło do niej, że to nie Michał, a ktoś z trybun użył podobnego sygnału, a ona przez to musiała zaczynać od początku. Co w takiej chwili może myśleć zawodnik to wie pewnie tylko Asia, ale napływające do jej oczu łzy były bardzo wymowne.

Amarok East Side Challenge 2015 10

Kiedy ogłaszano workout numer trzy, na twarzy kilku osób musiał pojawić się uśmiech. Szczególnie tych, które do swoich treningów używają w dużej mierze kettli. Nic więc dziwnego, że niemal z miejsca w kategorii Elite faworytem do zwycięstwa został Bronisław Olenkowicz czyli Mistrz Polski w Kettlebell Hardstyle. Zarówno w części A oraz także B, nie dał on szans swoim przeciwnikom w jego koronnej konkurencji. Nie przeszkodziło mu nawet to, że zaaplikowane kettle ważyły naprawdę sporo, bo 24 kilogramy przy przysiadach na jednej nodze oraz aż 40 przy swingach. Jak to wyglądało w praktyce można zobaczyć w poniższym materiale.

To robi wrażenie!

Kibice między kolejnymi WOD-ami bądź heatami mogli także spędzić czas w inny sposób, niż tylko na oglądaniu sportowej rywalizacji. Wszystko za sprawą stoisk takich firm jak Training SHOWroom, Unbroken Store czy też Reebok. Na tym ostatnim trwała też przez większość dnia zabawa w wiosłowanie w jak najszybszym tempie 500 metrów na wiosłach. Najlepsza kobieta oraz najlepszy facet w tym elemencie crossfitowego rzemiosła, miał zaś do zgarnięcia nowiutkie Nano 5.0. Ci którzy nie chcieli się pocić przy ludziach, mogli zaś posilić się dobrym żarciem czy też spoić się wodą kokosową – do wyboru do koloru 🙂 Wszystko po to aby być gotowym na największe emocje tego dnia czyli wielkie finały poszczególnych kategorii!

Amarok East Side Challenge 2015 11

Zanim doszło do finałowych zmagań to swoje 5 minut sławy, fejmu i lansu dostali także demo boys, którzy przez cały dzień prezentowali zawodnikom każde z kolejnych ćwiczeń. Zarówno Radosław Radosny czyli mistrz #pornfood na Instagramie, jak i też Łukasz Mróz znany w internetach jako Krosfit Atlit, wykorzystali te kilka chwil w stu procentach. Pierwszy z nich poszedł jak dzik w żołędzie pokazując muscle upy z piłką lekarską. Drugi zaś uskutecznił prawilne show ze zdejmowaniem koszulki, piskiem publiczności i zdartymi do krwi piszczelami! Tak więc jak ogień to w każdym calu!

Amarok East Side Challenge 2015 12

W tegorocznej edycji zmagań AESC, kategoria Open została zdominowana przez człowieka z Warszawy i stajni CrossFit Genius. Miłosz Staworzyński bowiem wyhodował pod swoim okiem chłopaka, który powinien już myśleć o tym aby zmieniać kategorię i przestać oszukiwać wszystkich dookoła, że jest on typowym Open-owcem 😉 Paweł Leśnikowski, bo o nim mowa, wygrał w Białymstoku 3 z 5 oddzielnie punktowanych workoutów, pozostawiając rywali daleko za sobą. Jednak już po zawodach Rodeo w Poznaniu widać było, że w tym chłopaku jest duży potencjał, który za jakiś czas pozwoli mu wskoczyć do ścisłej polskiej czołówki oraz zmobilizować tych panów, którzy tam są od jakiegoś czasu, że młodość idzie i trzeba zasuwać jeszcze bardziej! 😉 Moje prywatne wyróżnienie w tej kategorii idzie też do dwóch młodych gniewnych czyli Mateusza Musiała z CrossFit 72D oraz Łukasza Mnicha z CrossFit Białystok. Pierwszy z nich wykazał się wielką wolą walki w finale, kiedy to po jednym z nieudanych podejść do muscle upa, wywinął się dosłownie na kółkach i tylko cudem uniknął poważnej kontuzji. Nie złamało go to jednak i postanowił on pomimo wszystko dokończyć swój występ. Hart ducha i serce do walki +100. Łukasz Mnich zaś jest przykładem 18-letniego talentu, który niemal każdego dnia jest coraz lepszy, a przez to oglądanie go w akcji czy to na treningach w boxie, czy to właśnie na tak dużych zawodach to czysta przyjemność. Jeśli zaś tylko do wielkiego progresu ciężarowego dojdzie u niego jeszcze progres gimnastyczny, to jest duża szansa, że będzie o nim głośno, bardzo głośno.

Amarok East Side Challenge 2015 13

Amarok East Side Challenge 2015 14

Amarok East Side Challenge 2015 15

Kategoria Masters, która w Białymstoku została skierowana do osób powyżej 35 roku życia to były te zmagania, gdzie nastąpił swoisty podział. Podział na dwie, niejako oddzielne walki w finale – zarówno ta o wygranie zawodów jak i też o najniższy stopień podium. W tej pierwszej pomiędzy Marcinem Reusem, a Łukaszem Dabbachim górą był ten pierwszy, który zgarnął całą pulę. W tej drugiej po raz pierwszy w historii można było zobaczyć na podium człowieka z Podlasia którym był Paweł Oniśko. Jeden z kolejnych przedstawicieli polskich służb mundurowych, a w tym przypadku strażaków, jest dobrym przykładem tego, że o nasze bezpieczeństwo dbają każdego dnia odpowiednie osoby 😉 Rywalizacja tych panów była też przedsmakiem widowiska jakie stworzyły panie, które będzie się pamiętać jeszcze przez długi czas. Zresztą patrząc na finałowy workout kobiet z roku obecnego i porównując go do roku poprzedniego, można śmiało powiedzieć, że panie zrobiły potężny krok na przód jeśli chodzi o swoje umiejętności. Po wykonywaniu bar muscle upów w półfinale, powstawało pytanie czy organizatorzy odważą się aby zaaplikować kobietom w tym roku odmianę tego samego ćwiczenia na kółkach gimnastycznych. I co się okazało? Zrobili to! Ring muscle upy wjechały z impetem! Muscle upy, które dla jednych były ścianą nie do przejścia, dla innych pań niemal że codziennością, a dla jeszcze innej dowodem na to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Mógłbym w sumie napisać, że podobnie jak i większą część zawodów, sam finał był typowym One Girl Show w wykonaniu Kasi Baranowskiej. To w jakiej formie jest ta dziewczyna na tle dotychczasowej polskiej crossfitowej czołówki pań, to jest po prostu piękne. Widząc to, co wyprawia ta zawodniczka, na prawdę można uwierzyć w to, że w 2016 roku będzie można jechać do Kopenhagi oklaskiwać występ nie tylko panów ale także i przynajmniej jednej pani. Wiem też, że nie powinno się chyba tak pisać, ale po tym co zobaczyłem w sobotę, to mam nieodparte wrażenie, że każde zawody w naszym kraju w których Kasia zechce wziąć swój udział, będą już tylko walką o drugie miejsce. Zobaczymy jednak dla kogo będzie to mobilizujące, a dla kogo nie.

Amarok East Side Challenge 2015 16

Finał pań miał jednak także drugą i to wcale nie mniejszą bohaterkę niż Katarzyna Baranowska. Okazało się bowiem, że białostockie zawody mają chyba w sobie jakąś magię, która działa na panie w cudowny sposób. W roku ubiegłym odczuła to na własnej skórze Joanna Luty, która podczas Amarok East Side Challenge zrobiła swoich pierwszych 7 bar muscle upów w życiu. W tym roku owa magia zadziałała na Marysię Kurzawę, czyli zawodniczkę która do zawodów na Dzikim Wschodzie, miała zaliczony zaledwie jeden muscle up w życiu. Dlatego też nie ma się jej co dziwić, kiedy to po dodawaniu do tego licznika kolejnych tego typu wyczynów i skoczeniu ich na 9, na jej twarzy pojawiał się coraz to większy uśmiech. Kiedy też kibicujący jej ludzie, obsługa zwodów oraz inni zawodnicy także zorientowali się co się wyprawia, to chyba nie było nikogo na hali, kto by nie trzymał za nią kciuków. Ja sam starając się uwiecznić te jej wyczyny miałem tylko gęsia skórkę i udzielającego się od samej Marysi banana na twarzy 🙂 Tak bowiem wygląda magia CrossFitu, Białegostoku i Amarok East Side Challenge w jednym!

Amarok East Side Challenge 2015 17

Daniem głównym byli zaś panowie z kategorii Elite, najlepsi z najlepszych, którzy tego dnia robili rzeczy naprawdę kapitalne. Przed nimi było jeszcze kilkanaście minut katorżniczej pracy, która miała być prawdziwym zwieńczeniem tego niesamowitego dnia pełnego rywalizacji. I takim czymś zdecydowanie była! To było wręcz zobrazowanie hasła „Expect unexpected”!

Kiedy oglądało się na żywo tych wszystkich ludzi, to można było odnieść, że momentami są oni po prostu maszynami. Robotami, które punkt po punkcie realizują zaprogramowane w systemie zadanie. Bartosz Więckowski, który był od początku moim faworytem w tej rywalizacji, pomimo początkowych kłopotów w decydującym starciu nie pozostawił złudzeń komu należy się główna nagroda. Tym samym też wspólnie z Kasią Baranowską przypieczętował dominację CrossFit Mokotów w dwóch „elitarnych” kategoriach białostockich zawodów. Za jego plecami walczył zarówno z muscle upami w niecodziennym wydaniu, jak i również samym sobą Bronisław Olenkowicz. Bo ten rodzaj sportu jaki uprawiają ci ludzie to nie tylko walka ze swym ciałem, ale także tym co zawodnicy mają w głowach. Raz to wychodzi lepiej, a raz gorzej, ale zawsze jest to cenna lekcja z której ci najlepsi na pewno wyciągną jakieś wnioski. Świetna postawa w finale Miłosza Staworzyńskiego to także dowód na to, że niektórzy ludzie są w stanie połączyć swoje sprawy zawodowe z życiem zawodnika jeśli tylko mają odpowiednie wsparcie. Oczywiście zawsze pozostaje pytanie czy gdyby szef CrossFit Genius skupił się tylko na jednej z tych czynności, to czy nie dałoby to jeszcze lepszych efektów w obrębie tego wyboru. Ale to temat na inną rozprawę. Tak samo jak i to, czy gdyby nie złapana pechowo kontuzja przez Mateusza Wasilewskiego tuż przed eliminacjami do AESC, to czy rywalizacja nie byłaby jeszcze bardziej gorąca. Zostawmy jednak takie gdybania na kiedy indziej i chłońmy to co wydarzyło się w tym roku w Białymstoku, bo było to naprawdę godne! Godne najlepszej crossfitowej imprezy w tym kraju, a skoro zostaje jeszcze sportowy potencjał aby za rok było jeszcze lepiej, to pozostaje się tylko z tego cieszyć 😉

Amarok East Side Challenge 2015 18

A jaki był z mojego punktu widzenia tegoroczny Amarok? Przede wszystkim intensywny! Od kilku dni przed zawodami, jak i także same zawody to prawdziwy maraton. Maraton, który z jednej strony sprawia, że się nie ma czasu choćby dobrze wysypiać, a z drugiej ma się wrażenie, że dzieje się właśnie coś wielkiego, coś co daje ci energię do działania. Same zawody od strony sportowej chyba opisałem wyczerpująco już powyżej. W pierwszej chwili po ostatnim sygnale kończącym AESC 2015 miałem poczucie, że zabrakło w tych workoutach jakiegoś jednego zaskoczenia. Takiej wisienki na torcie niczym ukryta trawiasta podłoga do pchania sleda odkrywana tuż przed samym finałem, tak jak to miało miejsce podczas Poland Throwdown we Wrocławiu. Teraz jednak, gdy emocje już trochę opadły, a ja przeglądam te kilka tysięcy zdjęć jakie udało mi się zrobić tego dnia, i widzę na nich uśmiechniętych czy też zaskoczonych na przykład właśnie workoutami ludzi, to pukam się sam w czoło. Wszystko bowiem było takie jak być powinno – nie za dużo i nie za mało, a praktycznie w sam raz! Kapitalną rzeczą było też zobaczyć w jednym miejscu w Białymstoku ludzi z tylu różnych boxów rozsianych po całej Polsce, którzy chcieli przeżywać te wszystkie emocje na żywo. Mam tylko kaca moralnego z tego powodu, że nie udało mi się jeszcze opanować sztuki klonowania się, bo w taki dzień jak ten, ta umiejętność była na wagę złota! Jednak pozytywną energię płynącą od ludzi można było wyczuć na każdym kroku, a więc była to swoista rekompensata za niemożliwość pogadania i poprzebywania choć chwilę z każdym z kim bym chciał. Z drugiej strony niech to będzie zachęta i swoiste zaproszenie na rok kolejny dla każdego kto w tym roku już był i być może podziela moje zdanie, jak i dla tych których tu jeszcze nie było. Śmiało mogę bowiem stwierdzić, że za rok już się ekipa CrossFit Białystok w osobach Michała, Damiana oraz Moni postara, aby było jeszcze – BARDZIEJ! MOCNIEJ! GRUBIEJ! Zero wątpliwości!

Amarok East Side Challenge 2015 19

PEŁNA GALERIA ZDJĘĆ AMAROK EAST SIDE CHALLENGE 2015