CrossFitLudzieO wszystkim

Bawimy się w gimnastykę

dodany przezKamil Timoszuk 3 września 2018 0 Komentarzy

Gimnastyka – wielu ją lubi, ale jeszcze więcej osób jej unika. Dlaczego nie jest ona tak bardzo lubiana jak chociażby przerzucanie kolejnych ton żelaza? Może to nie jest kwestia samej gimnastyki, a podejścia do niej? Między innymi o tym jest dzisiejsza rozmowa.

Marcin Szyc i Paweł Wierzchoń to dwaj panowie którzy gimnastyką zajmują się od wielu lat. Najpierw uczyli się jej sami, a teraz głównie uczą innych. Pokazują jej piękno i udowadniają swoją pracą, że nie jest ona taka straszna jak się wielu z nas wydaje. Widziałem to na własne oczy podczas pobytu na tegorocznej edycji All Stars Gymnastics Camp w Nysie. Dlatego też postanowiłem z nimi pogadać o ich podejściu do gimnastyki i o ich przemyśleniach na różne tematy sportowe ale i nie tylko. Zapraszam do przeczytania tego co mają do powiedzenia. Moim zdaniem warto.


– Jak rozpoczęła się wasza przygoda ze sportem i jak to się stało, że doprowadziła was ona do miejsca w którym jesteście teraz?

Paweł: Moja przygoda zaczęła się tak jak chyba większości ludzi czyli w szkole podstawowej. W tamtym okresie przewinęła się lekkoatletyka, biegi przełajowe czy też tenis stołowy. Później niestety porzuciłem to wszystko na rzecz zachłyśnięcia się komputerem, który w tamtym czasie był wydarzeniem. Na szczęście któregoś dnia zobaczyłem taki dokument w telewizji pod tytułem „Jump London” o parkour, który sprawił, że sam zacząłem intensywnie trenować. I ta przygoda trwała 8 lat czego wynikiem było na przykład założenie stowarzyszenia Parkour United w Warszawie. Jako, że moi rodzice wyprowadzili się ze stolicy, to na treningi na Ursynów musiałem dojeżdżać po dwie godziny w jedną stronę. W tamtym czasie nie było to dla mnie problemem. Poza tym w międzyczasie pojawiła się też akrobatyka na którą także docierałem do Warszawy. To też sprawiło, że początkowy plan wybrania się na studia programistyczne zamienił się w plan pójścia na AWF. I dziś wiem, że to była najlepsza decyzja w życiu. W międzyczasie zdobywając drużynowo drugie miejsce na Akademickim Pucharze Polski w gimnastyce utwierdziłem się w tym, że chcę to robić. Spowodowało to to, że jako jedyny student w tamtym czasie zrobiłem uprawnienia trenera gimnastyki sportowej. Był to o tyle precedens, że do tamtej pory aby zdobyć taki tytuł, wcześniej trzeba było być zawodnikiem. Ja wprawdzie nie byłem, ale po wielu staraniach i wiercenia „dziury w brzuchu” odpowiednim ludziom, jako, że byłem na akademickich mistrzostwach, to taki tytuł otrzymałem. W międzyczasie zrobiłem jeszcze uprawnienia instruktora akrobatyki sportowej, lekkoatletyki, międzynarodowy kurs parkour oraz trenera kulturystyki drugiej klasy. Do pójścia w stronę trenowania innych i przekazywania wiedzy zmusiła mnie trochę kontuzja, która wyeliminowała mnie z czynnego uprawiania sportu na prawie 2 lata. Wtedy też związałem się na 3 lata z taką grupą jak Gimnastycy.pl, gdzie pomagałem budować forum i pełniłem tam funkcję moderatora. To też sprawiło, że zacząłem mieć namacalną możliwość zobaczenia od środka jak wygląda gimnastyka z różnych perspektyw. Dzięki organizowanym szkoleniom czy spotkaniom z różnymi trenerami, poszerzałem swoją wiedzę i w naturalny sposób zrobiłem też uprawnienia sędziego międzynarodowego na zawodach gimnastycznych. Wtedy też z jednej strony zrywając współpracę z powodu konfliktu z Gimnastycy.pl, a z drugiej mając kontakt z różnymi innymi środowiskami pomyślałem, że do dobry czas aby pójść we własną stronę i zrobić coś swojego. I tak powstała moja salka na ulicy Hożej w Warszawie, gdzie prowadziłem zajęcia gimnastyczne na które w szczytowym momencie uczęszczało prawie 250 osób.

Marcin: Jeśli chodzi o mnie to moja przygoda ze sportem zaczęła się dosyć późno. Pomimo tego, że jestem z rocznika 85 czyli czasów kiedy nie było komputerów, tabletów i tego wszystkiego co jest teraz, to byłem aktywnym dzieckiem. Żeby było zabawniej to mieszkałem w Białej Podlaskiej bardzo blisko miejsca, gdzie teraz organizujemy zimową edycję All Stars Gymnastics Camp. Jednak w tamtych czasach nie było takiej świadomości czy funduszy aby dziecko pchnąć w stronę takiej gimnastyki sportowej. Teraz w obecnych czasach wygląda to już zupełnie inaczej. Ja z gimnastyką zetknąłem się dopiero na studiach, które pokazały mi ten ruch i pokazały, że to jest ta forma ruchu która mnie po prostu interesuje. Wcześniej bardziej zajmowałem się kulturystyką z racji tego, że ważyłem znacznie więcej bo 95 kilogramów, a w domu miałem siłownię, którą zrobiliśmy z bratem. Być może też dlatego do samego końca, czyli do 5 roku studiów, nie byłem do końca przekonany co do tego, czy chcę uczyć. Zresztą mój wybór AWF-u jako swojej uczelni to był przypadek. Idąc na te studia nie do końca wiedziałem po co na nie idę ani co później będę po nich robił. Wiedziałem jedynie to, że nie chcę iść uczyć do szkoły. Dlatego też cały rok spędziłem na współpracy z firmą, która organizowała różnego rodzaju obozy, zielone szkoły, campy i tego typu imprezy. Zresztą to był dobry moment aby zmienić coś w swoim życiu, bo przebywanie w Białej Podlaskiej czyli miejscu z niewielkimi perspektywami, zaczęło mnie w pewnym momencie przytłaczać. W międzyczasie pojawił się pomysł załapania się do szkoły kaskaderskiej, który zrealizowałem. Robiąc to miałem poczucie, że poza kończeniu tego bardzo intensywnego kursu pójdę dalej w tym kierunku. I z jednej strony zostałem przyjęty do grupy kaskaderskiej, a z drugiej niestety pracy w zawodzie nie było zbyt wiele i dlatego musiałem to łączyć z pracą w szkole sportowej. Tam dostając swoją grupę dzieciaków po pół roku treningów w miejscu którym jesteśmy dziś (NTG Nysa) zdobyłem wicemistrzostwo Polski. To mi uświadomiło, że pracując w bardzo skromnych warunkach, mając bardzo mało godzin do przepracowania z podopiecznymi, a do tego rozumiejąc cały ten ruch i jego biomechanikę, jestem w stanie zrobić coś w tym temacie. Dlatego zacząłem jeździć na różnego rodzaju imprezy ze swoimi podopiecznymi i zdobywać różne medale i wyróżnienia. Po jakimś czasie dotarło jednak do mnie, że w tym zawodzie już więcej nie osiągnę i potrzebuję zrobić kolejny krok. Dlatego też po prawie 8 latach zacząłem pracować z innymi środowiskami jak na przykład CrossFit. Wszystko zaczęło się od jednego boxa, a wraz z czasem i wzrostem popularności moich zajęć skala tego co robię zaczęła się powiększać. Dzięki temu też ja zyskałem nową motywację do tego aby się rozwijać, doszkalać i zdobywać nowe umiejętności czy wiedzę. Poza tym sam CrossFit wymagał tego ode mnie z racji specyfiki gimnastyki w tym sporcie. Dlatego też cenię sobie pracę z takimi zawodnikami jak Paweł Kozak, Bartek Lipka, Maciej Wierzbicki, Agnieszka Borucka, Justyna Zielińska czy Martyna Krysiak.  I tak też się stało, że właśnie z Pawłem Wierzchoniem organizujemy nasze campy gimnastyczne, które są jedną z większych tego typu imprez w Europie. Mamy wprawdzie pod górkę w wielu aspektach ale robimy to bo wiemy, że robimy dobrą robotę która kiedyś zaprocentuje.

– Czyli ani Ty ani Paweł nie macie za sobą żadnej przeszłości zawodniczej.

Marcin: Nie, absolutnie nie. Jednak myślę, że moje słowa potwierdzi wiele osób, że dobry trener nie musiał być kiedyś świetnym zawodnikiem i na odwrót. W pracy trenera ważna jest znajomość specyfiki sportu i umiejętność rozłożenia ruchu na czynniki pierwsze. Chodzi też o dobre podejście pedagogiczne, które ja wypracowałem sobie w szkole z dziećmi, a teraz przekładam je na pracę z dorosłymi. Bo wbrew pozorom wszyscy dorośli to tylko trochę większe dzieci – do każdego trzeba umieć podejść, wytłumaczyć i nie można do niczego zmuszać. Znacznie lepsze skutki daje zachęcanie, motywowanie czy jakże pokazanie, że nie koniecznie praca nad danym elementem jest tej osobie potrzebna w osiągnięciu celu.

– A jak poznaliście się z Pawłem?

Marcin: To było w sumie zabawne bo poznaliśmy się przez parkour. Dokładniej na tak zwanej „piątce” czyli Sali gimnastycznej  na AWF-ie w Warszawie. To był mój pierwszy rok w Warszawie i byłem trochę zaskoczony tym, że w całej Warszawie nie bardzo było gdzie ćwiczyć. Ja mieszkając w Białej Podlaskiej miałem do dyspozycji salę niemal 24 godziny na dobę. Ale właśnie na tej sali gdzie ja sobie tak skakałem jako taki freelancer, Paweł przyszedł i zaczął mnie co chwila poprawiać. Wtedy też w mojej głowie były myśli typu „Kur… chłopie odejdź bo nie ręczę za siebie” 😉 Później natomiast spotkaliśmy się przy okazji Parkour United gdzie pomagałem im ogarniać trochę te zajęcia, bo żadna z obecnych tam osób nie miała doświadczenia w pracy  z dziećmi. Jak pierwszy raz to zobaczyłem, to momentami za głowę się łapałem.

Paweł: A później jeszcze kiedy Marcin złapał kontuzję to pojechałem za niego na obóz gimnastyczny. Gdy nasza przygoda z parkourem dobiegła końca, to tak jakoś naturalnie nasze drogi się zeszły w temacie gimnastyki. Co ciekawe jeszcze w momencie, kiedy tworzyłem akademię parkour dla dzieci, to sprowadziliśmy do Polski trenerów z Anglii z takiej organizacji jak Parkour Generation. Po ich szkoleniu okazało się jednak, że to co sami do tej pory wypracowaliśmy i wymyśliliśmy nie jest najgorsze, mówiąc łagodnie. Było to tym bardziej budujące, że ta organizacja swego czasu miała bardzo poważne plany w wielu aspektach.

Marcin: To jednak pokazało tylko, że jeśli ktoś umie liczyć to powinien liczyć wyłącznie na siebie. Bo jeśli nie miałeś możliwości zasiadania w zarządach takich organizacji, to musiałeś się skupiać na sobie, swoich planach i na swoich celach jakie sam sobie wyznaczałeś. Najważniejsze to iść do przodu aby nie było żadnej stagnacji. Dlatego też my robimy swoje projekty, które poprawiamy i udoskonalamy w ramach obecnych możliwości. Poza tym ja jestem osobą, która nie lubi podlegać komukolwiek. Poza tym widzimy po uczestnikach naszych campów, których de facto wychowujemy, że na każdą kolejną edycję przyjeżdżają mocniejsi i podnoszą poprzeczkę także nam Trenerom. Nie pracujemy według żadnego z góry narzuconego wzorca, co sprawia, że możemy zrobić na tym obozie wszystko i z każdym. Jako trenerów bierzemy do pomocy osoby bardzo doświadczone i znające się na tym co robią. Od strony medialnej także działamy w taki sposób, abyśmy mogli być z tego zadowoleni.

– Czy dla was w tej chwili gimnastyka nadal jest zainteresowaniem i pasją czy raczej już tylko obowiązkiem i zawodem?

Marcin: Ujmę to tak: Pasja rodzi profesjonalizm. Profesjonalizm daje jakość. Jakość to luksus w życiu – Jack Walkiewicz. Gimnastyka z początku była tylko pasją ale z czasem okazało się, że można łączyć pasję z pracą zarabiając na życie. I tak właśnie funkcjonuje to do dziś. Jesteś właśnie świadkiem naszej pasji jaką jest ALL STARS GYMNASTICS CAMP. Pracując w szkole przekonałem się o tym, że tam wszyscy od ciebie wymagają i liczą na to, że to jest twoja pasja. Nikt jednak nie bierze pod uwagę tego, że jest to Twoja praca, a co gorsza nie wie tez ile za to co robisz zarabiasz. Dlatego my pracując jako trenerzy musimy mieć świadomość, że to jest właśnie nasza praca. Dlatego ludzi którzy do nas przychodzą muszą mieć świadomość tego jaką wiedzę, umiejętności i doświadczenie mamy i że po prostu chcemy zarabiać. Nie zmienia to też faktu, że my wbrew pozorom i tak robimy wiele rzeczy za darmo. Ale gdzieś na końcu my też chcemy zarobić, tak po prostu. Oczywiście to powoduje też to że czasami zdarza się przesyt, bo nie ma co ukrywać pracujemy dużo. Ja potrafię pracować od 5 rano do 22, ale tego trochę wymaga życie w Warszawie. Jednak gdybym nie miał pasji to bym tego nie robił.

Paweł: Marcin ma prawie 15 lat doświadczenia pracy w zawodzie, ja mam niemal 10. Dzięki temu zaczynamy już widzieć, że nasze doświadczenie, wiedza czy wnioski do jakich musieliśmy samo dojść, nie wzięły się znikąd. Tym bardziej było to trudne ponieważ polska gimnastyka zatrzymała się na latach 80-tych. Efekty tego są widoczne bardzo mocno i tego, że nie ma wprowadzania nowoczesnej wiedzy. Ja z Marcinem jesteśmy jednymi z nielicznych osób które starają się coś zrobić w tym temacie. Staramy się pozyskiwać tę wiedzę zza granicy i wdrażać ją przynajmniej na poziomie amatorskim.

Marcin: Przez to też, trenerzy starszej daty patrzą na nas dziwnie, a nawet się z nas śmieją. Jednak nie mają zielonego pojęcia jak nauczyć gimnastyki osobę dorosłą w fajny sposób. Bo to właśnie chodzi o to aby to było fajne, przyjemne, a przede wszystkim skuteczne. Bo trenując dzieci masz czas od 5 roku życia takiego dziecka, do wieku zawodniczego. U osób dorosłych jest tak, że dostajesz taką osobę i musisz czasami w ciągu jednego dnia nauczyć ją jakiegoś elementu w jeden dzień. Często jest tak, że my stosujemy metody, których nie doświadczysz w pracy z zawodnikami. I ja doskonale wiem z czego to wynika, a wynika to ze strachu przed nowym u trenerów starej daty. My jednak także się czasami boimy ale robimy. I to jest kluczem. Bo jeśli będziesz się bał i nic z tym nie robił, to po prostu będziesz stał w miejscu. I tak właśnie większość polskich trenerów stoi i czeka nie wiadomo na co. A przecież wszystko się rozwija, idzie do przodu, gimnastyka też. I na tym to właśnie polega, że coś robisz, rozwijasz się i jesteś na topie albo ciebie po prostu nie ma.

Paweł: Właśnie dlatego, ja na przykład jestem już od dawna myślami za granicą gdzie szukam możliwości nauczenia się czegoś nowego. Niestety w Polsce już nie mam się od kogo uczyć.

Marcin: Ja mam podobnie, bo ja także szukam poza granicami naszego kraju choćby teoretycznie głupich pojedynczych ćwiczeń czy wprawek, które mogę wykorzystać na swoich zajęciach. Jeśli takowe znajduję to dla mnie to już jest dużo. Tym bardziej, że w gimnastyce nie ma jasnej metodyki na zasadzie „zrób tak i tak, a będzie dobrze”. Do większości rzeczy trzeba dojść samodzielnie. Tym bardziej, że ta metodyka, która jest nie nadaje się do pracy z osobami dorosłymi. Bo dzięki tym metodom taka osoba zamiast uczyć się czegoś miesiąc, będzie się tego uczyła dwa lata, a na to nie ma najzwyczajniej czasu. Poza tym nie ma tak zwanej marchewki czyli zachęty do pracy dla takiej osoby. Zresztą my robimy to też po to, aby nam się łatwiej pracowało. Bo czy tego chcemy czy nie, to gimnastyka jest zawodem. Bo na takich zajęciach także na asekurujesz się ludzi o czym się nie mówi.

– Dziś rozmawiamy siedząc na waszym obozie All Stars Gymnastics Camp. Jak to się stało, że on powstał?

Paweł: Pomysł powstał w momencie kiedy byłem na rozdrożu mojej współpracy z grupą Gimnastycy.pl, która jako pierwsza zaczęła organizować tego typu campy. Któregoś dnia prowadząc swoje grupy doszedłem do wniosku, że ja także mogę zorganizować coś takiego tylko w lepszym wydaniu. Zadzwoniłem wtedy do Marcina, który powiedział mi, że tez myślał o tym samym. Dlatego z racji tego, że ja lubię pracować z kimś to decyzja była prosta. W zespole zawsze pracuje się lepiej, ponieważ jedna osoba bardzo często nie jest w stanie ogarnąć wszystkiego i dobrze jest kiedy dwie osoby się uzupełniają. Tak jak teraz chociażby pracujemy teraz nad mediami społecznościowymi i nie tylko, które są jeszcze u nas do ulepszenia. W marcu tamtego roku poszliśmy trochę na spontanie i ogłosiliśmy że organizujemy największy obóz w Polsce, nie wiedząc jeszcze jakie będzie nim zainteresowanie. Te przeszło jednak nasze najśmielsze oczekiwania bo w kilka miesięcy zebraliśmy 80 osób.

Marcin: W tamtym czasie pojechało z nami sporo osób z którymi pracowaliśmy na co dzień. Ale było to o tyle ciekawe, że zebraliśmy tyle osób, bo tamten obóz nie był na pewno tak rozpoznawalny jak chociażby ten obecny. Poza tym w tamtym czasie raczkowaliśmy i nie wiedzieliśmy w stu procentach jak to ma wyglądać, co mamy zrobić. Tym bardziej było to utrudnione, że przyjechały osoby na bardzo różnych poziomach wytrenowania – od początkujących po zaawansowanych. Patrząc zresztą teraz na trzeci turnus i poziom takiej świadomości ludzi tego co chcą robić, to czasami bywa tak, że to ludzie sami więcej trenują aniżeli z nami. Potrzebują tylko naszych rad czy wskazówek jak osiągnąć pewne cele, które sami sobie założyli, a my chętnie im w tym pomagamy. Rok temu tego nie było. Ale kurczę, my też się uczymy i rozwijamy. Wyciągamy wnioski z tego co obserwujemy i doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że będąc trenerem nigdy nie będziemy mogli powiedzieć, że wiemy i umiemy już wszystko. Czasami to jest kwestia lat i praktykowania pewnych rzeczy, żeby później móc powiedzieć o danym ćwiczeniu czy metodzie, że jest ona prosta czy skuteczna. Sami przeprowadzamy selekcję na przykład metod czy poszczególnych ćwiczeń, które działają, a które nie.

– Dlaczego wasz wybór padł na Nysę, która nie jest specjalnie blisko dla kogokolwiek? 😉

Paweł: Kiedy rozpoczęliśmy szukanie miejsca to naszym pierwszym pomysłem była Łódź, która dla wielu osób byłaby najlepszym rozwiązaniem. Tam jednak władze miejskie z jakichś względów postanowiły, że nie będą udostępniać tamtejszej hali dla kogokolwiek. Wtedy też rozpoczęło się poszukiwanie po całej Polsce. Jednak w Białej Podlaskiej sala była niedostępna ze względu na jej obłożenie. W Gdańsku nie mieliśmy z nikim żadnego kontaktu aby mieć jakiś punkt zaczepienia do rozmów. Później natomiast przez to, że wyrabiałem praktyki sędziowskie, poznałem trenera Mariusza tutaj z Nysy. I ten praktycznie po jednym telefonie stwierdził, że mają w lipcu wolne terminy. Poza tym okazało się, że sala w Nysie spełnia wszystkie nasze wymagania. Problem dojazdu także się rozwiązał praktycznie samodzielnie, ponieważ ludzie bardzo szybko podobierali się na naszej grupie na Facebooku w zespoły i poprzyjeżdżali wspólnie samochodami.

– Do kogo więc kierujecie ofertę waszego obozu?

Marcin: Do wszystkich. Chodzi generalnie o to, że my bawimy się w gimnastykę. I teraz nie ważne jest to czy trenujesz CrossFit, Pole Dance czy Street Workout, bo gimnastyka dla tych sportów jest po prostu wspólna. Wbrew temu co się uważa, to baza gimnastyczna pod te wszystkie sporty jest identyczna i wszystko polega na tym samym. Z każdym pracujemy nad bazą, którą później można ukierunkować pod dany sport. Zresztą będąc na obozie sam widziałeś, to czym różni się gimnastyka w dyscyplinach około gimnastycznych? Niczym. Zarówno zawodnicy jak i pasjonaci gimnastycy robią to samo. Usprawniamy ludzi aby później mogli oni przełożyć to na własne potrzeby. Plusem jest to, że mamy tutaj sporo amatorów, którzy nie trenują niczego, a chcą się po prostu nauczyć jakichś elementów. I to jest fajne bo właśnie Ci ludzie są bardziej świadomi i są na takim obozie tylko i wyłącznie z własnego wyboru. A to, że czasami robią coś od zera to daje nam możliwość ukształtowania takich ludzi i zapobiegnięciu nabrania przez nich złych nawyków.

– Tak więc co dla was jako trenerów jest największą satysfakcją?

Marcin: Myślę, że na pierwszym miejscu postawiłbym umiejętności naszych podopiecznych – zarówno te małe jak i te duże. Choć te małe chyba bardziej. Bo gdy widzisz, że ktoś na starcie wychodzi z bardzo niskiego poziomu, ale z treningu na trening idzie do przodu, twoje metody nauczania skutkują, to to chyba cieszy najbardziej. Cieszy to też dlatego, że właśnie tacy ludzie ten progres widzą bardzo mocno i tak samo mocno go doceniają. Tym bardziej, że gimnastyka to nie jest rzecz, którą można nauczyć się ot tak. To jest proces, który po prostu trzeba przejść aby osiągnąć zamierzony efekt. I nie ma tutaj drogi na skróty o czym przypominam do znudzenia swoim podopiecznym. To jest tak jak z siłownią która po jednej wizycie nie sprawi natychmiast, że ktoś stanie się wielki. Ja bardzo często mówię „Zobacz, jeszcze jakiś czas temu nie robiłeś tego, a dziś robisz. Doceń to”. Ludzie którzy nas obserwują gdzieś z boku, czy to na żywo czy w social mediach, to bardzo często oceniają nas przez pryzmat efektu końcowego. To jest nasza wizytówka która daje nam swego rodzaju popularność, a przez to też pracę. Ja się bardzo cieszę gdy widzę, że ktoś się czegoś nauczył, bo widzę, że praca jaką wykonałem była zrobiona po prostu dobrze. My w trakcie tego procesu jesteśmy często bardzo skrupulatni, żeby nie powiedzieć wręcz upierdliwi. Jednak to właśnie dzięki temu osiągamy efekty.

Paweł: Ja do tego mogę tylko dodać tyle, że ja bardzo lubię ten moment, kiedy mój podopieczny wykonuje jakiś element po raz pierwszy, a za chwilę słyszę pytanie „Trenerze, to co teraz możemy się nauczyć?”. I ja w takiej chwili wiem, że to jest dobra strona w którą podążamy – i ten człowiek jako mój podopieczny, i ja jako jego trener. Bo gimnastyka to jest proces, który tak naprawdę nie ma końca. Bo skoro na przykład nauczyłeś się stać na rękach, to zawsze możesz nauczyć się na nich chodzić. Jak to też ogarniesz, to są dalsze umiejętności do ogarnięcia. Po pewnym sumiennym okresie trenowania przed każdym zaczynają się otwierać kolejne perspektywy co z tym można dalej robić. I tylko od danej osoby zależy to, czy taką możliwość wykorzysta. Poza tym ja nigdy nie miałem możliwości pracować z zawodnikami ponieważ w Warszawie gimnastyka nie jest taka popularna choć teraz nad tym pracujemy. I być może za jakiś czas, kiedy moi obecni podopieczni będą mieć dzieci, to zaprocentuje to, że ci ludzie będą świadomi co daje gimnastyka i na przykład będą oni chcieli posyłać swoje dzieci na zajęcia tego typu. A tu już mówimy o zupełnie innym okresie czasu jaki masz do dyspozycji do przepracowania z dziećmi. Ja bardzo często spotykałem się też z osobami, które miały fajne predyspozycje nawet o tym nie wiedząc, ale mając też jakieś inne problemy na przykład postawy. Jednak gdy przepracuje się takie problemy, a ten człowiek zacznie korzystać ze swego ciała w stu procentach to to jest wielka satysfakcja.

Marcin: W takich chwilach bardzo przyjemny bywa też feedback jaki dostajemy od naszych kursantów. Dostajemy wiadomości w których ludzie nam dziękują za rady, wskazówki czy inną pomoc, dzięki której poszli do przodu. To też bardzo kontrastuje ze szkołą w której pracowałem przez ponad 8 lat, gdzie wyrabiając prawie 400% normy nie usłyszałem tyle pozytywnych opinii. My swego czasu zdobywaliśmy bardzo wiele medali na różnych zawodach zarówno Warszawskich jak i ogólnopolskich. Teraz mój zawodnik, który występuje w kadrze Niemiec, jest też mistrzem Niemiec. Więc to też jest mój jakiś mały sukces i to, że swego czasu pozwoliłem mu wyjechać. Bardzo się cieszyłem, że go tam wzięli bo to jest naprawdę coś co nie zdarza się często.

– Polak może zostać mistrzem Niemiec i występować w ich kadrze?

Marcin: Tak, oczywiście. Wiąże się to rzecz jasna z przyjęciem ich obywatelstwa, trenowaniem tam i tak dalej. Ale umówmy się – Niemcy nie są głupi. Tutaj w kraju nikt nie chciał mu stworzyć godnych warunków do życia, a tam na dzień dobry cała rodzina dostała socjal i mogła spokojnie wyjechać. Tam czuje się potrzebny i doceniany oraz jest pod dobrą opieką .Wiem też, że będzie to przyszły Olimpijczyk.

– Kiedy CrossFit wchodził do Polski to środowisko ciężarowe patrzyła na tę aktywność bardzo nieufnie. Czy z gimnastyką było podobnie?

Marcin: Moim zdaniem, osoba, która bierze się za CrossFit powinna znać piramidę jaka tam funkcjonuje. I właśnie tam gimnastyka znajduje się na drugim miejscu, zaraz po odżywianiu. W Polsce niestety wszystko zaczęło się od ciężarów. I przez to nie ma co ukrywać ciężary jako dyscyplina niszowa bardzo się wybiła. Gimnastyka zresztą też z czego bardzo się cieszę. Był to jednak taki bum na który ludzie nie byli gotowi. I po 2-3 latach kiedy nastąpił przesyt dźwigania, gimnastyka powoli zaczęła wychodzić przed szereg. Wtedy ja zacząłem prowadzić trening w Warszawskich boxach. Pokazało to że świadomości ludzi, technik itd. Jest bardzo mała. Technika to priorytet w gimnastyce w szczególności kiedy trenuje się w tak industrialnych przestrzeniach, gdzie warunku są trudne i niesprzyjające bezpiecznemu i szybkiemu progresowi.  Teraz jest inaczej. Myślę, że na przełomie ostatnich 2 lat dużo się zmieniło i pośpiech, który występował przy nauczaniu powoli znika. Powoli ponieważ trafiają się osoby, które chcą na szybko się czegoś nauczyć ale gimnastyka, sport to szybko weryfikuje. Na to potrzeba systematyki i zaangażowania. Ludzie co raz częściej dostrzegają piękno gimnastyki  ale to co najważniejsze widzą w niej tą „BAZĘ” czyli fundament do dalszego rozwoju.

– Czy uważacie się za część  środowiska gimnastycznego?

Marcin: Ja jeżdżąc swego czasu na zawody zawsze tam czułem się jak obcy. Głównie dlatego, że te wszystkie środowiska, związki sportowe i tak dalej znają się między sobą od bardzo dawna. Często od małego. To automatycznie sprawia, że cała ta struktura staje się niezwykle hermetyczna. A później ty jako trener jedziesz na takie zawody ze swoimi podopiecznymi i czujesz, że nikt ta cię nie chce. Dlatego w pewnym momencie ty tego zaczynasz nie chcieć. Nie chcesz w tym uczestniczyć i nie chcesz z tym mieć nic wspólnego. Dlatego ja w pewnym momencie powiedziałem dość. Tam gdzie miałem pojechać to pojechałem, to co miałem wygrać to wygrałem i wystarczy.

Paweł: Ja poszedłem w ścieżkę sędziowską, ponieważ mam takie swoje jedno marzenie, które chciałbym zrealizować. Mianowicie chciałbym pojechać na Igrzyska Olimpijskie. I wiem, że będzie to trudne do zrealizowania ale idąc określoną ścieżką jest to możliwe. Niestety aby pojechać jako trener to jest mniej prawdopodobne, bo na to się składa znacznie więcej czynników. Wchodzi w to selekcja dzieci, warunki, cala świadomość gimnastyki jako sportu nad czym pracujemy w Warszawie i wiele innych, które może po jakichś 15 latach przyniosły by skutek. Z byciem sędzią też jest problem ponieważ robiąc sędziego narodowego zorientowałem się, że na pewnym etapie trzeba mieć klasę sportową. Jedynym wyjściem jest zrobienie jakiegoś precedensu i na przykład pisanie oficjalnych pism do związku i tak dalej. Jednak aby tak się stało trzeba być po prostu bardzo dobrym w tym co się robi. Coś w rodzaju dzikiej karty. Jednak jest to marzenie bardzo odległe. Chciałbym zobaczyć jednak jak wyglądają Igrzyska od środka, jaka jest tam atmosfera i czy rzeczywiście jest to takie wręcz magiczne doświadczenie. Pamiętam też, że jak szedłem na AWF to tam panowała fala. I gdy się starsze lata pytały co trenujesz to gdy słyszeli, że jakiś sport nieolimpijski to się dostawało przeważnie wpierdziel. Gdy zapytano mnie co trenuję, to na słowo parkour padało inteligentne pytanie „CO kurwa?” 🙂 Gdy pokazywałem jednak jakieś filmiki to ludzie byli zaskoczeni tym, że tak w ogóle można. Całe środowisko już stricte gimnastyczne ma jednak ten problem, że oprócz tego że jest hermetyczne, to przez to tez nie ma naturalnych następców.

Marcin: Moim zdaniem powinno się w Polsce otworzyć coś zupełnie nowego co jest oparte na gimnastyce. Tak jak za granicą istnieje GymnasticBodies, który ma swój autorski system. System który robi swoją gimnastykę ale to jest gimnastyka poza olimpijska. Poza tym skierowana jest głównie do osób dorosłych. I podobnie jak my przecierają szlaki aby przetrzeć drogę kolejnym. A to że kolejni będą mieli łatwiej jestem zdecydowanie przekonany. My się z tym naturalnie liczymy ale taka jest kolej rzeczy. W Polsce jest też niestety problem tego typu, że wiele osób ściąga, a nawet kradnie pomysły. Aby współpracować jest problem. Ale żeby coś podpatrzyć i zabrać dla siebie, nie znając często co się tak naprawdę za tym kryje, już jest więcej chętnych. Na szczęście moim zdaniem na końcu to i tak jakość będzie wygrywała, a rynek szybko zweryfikuje.  Ludzie często po jednym dwóch kursach zaczynają kreować się na specjalistów, znawców i wielkich Trenerów. Na szczęście jednak doświadczenia nie da się skopiować w żaden możliwy sposób. Jakość i doświadczenie zawsze wygra, a jeśli trener jest mądry i potrafi wyciągać wnioski, to tego nikt mu nie zabierze. Ktoś może przyjść, podpatrywać i próbować kopiować, ale nic mu to tak naprawdę nie da. W gimnastyce ważne jest też przewidywanie, które wynika właśnie z doświadczenia. Zresztą tak samo jest z nauką z YouTube. Co z tego, że w internecie jest tyle świetnych poradników? Żeby to było takie proste, to każdy by był świetnym gimnastykiem. Ludzie jednak nie są w stanie odwzorować napięć w swoim ciele jakie trzeba mieć przy danym ćwiczeniu, gdzie i co w danej chwili akcelerować aby wszystko wyglądało tak jak powinno. Dlatego też ludzie zwracają się o pomoc do trenerów. Dlatego ja w CrossFicie pracuję głównie z zawodnikami.

– Jaka jest więc różnica pomiędzy tą książkową gimnastyką, a tą w CrossFicie? Czy to są tylko metody nauczania czy może też na przykład sprzęt?

Marcin: Sprzęt na pewno jest inny, w gimnastyce jest bardziej dynamiczny i elastyczny. Problem w gimnastyce crossfitowej jest taki, że to jest czysta gimnastyka. Takim ruchem na przykład jest KIPPING, wokół którego swego czasu było dużo szumu. Natomiast ten ruch zwany wywijaniem w zwisie wykonują już dzieci w klasie młodzieżowej. Tylko że dzieci są do tego przygotowane, a dorosłe osoby nie. Gdy ktoś po wielu latach siedzenia za biurkiem przychodzi do boxa z przykurczami i pewnie wieloma innymi dolegliwościami, to taka osoba się będzie z tym drążkiem po prostu szarpać. Poza tym pamiętajmy ale wielu trenerów nie jest w stanie nauczyć dorosłego człowieka tego ruchu z dwóch powodów. Po pierwsze albo nie ma doświadczenia i wiedzy albo nie ma na to czasu, bo na ten ruch w treningu ma kilka – kilkanaście minut. A jak osoba która nie potrafi zrobić jednego strict pull upa ma nagle robić kipping pull ups?

– Czyli kipping sam w sobie nie jest zły?

Marcin: To wszystko zależy dla kogo i po co? Jeśli bierzemy na celownik Kowalskiego, który przychodzi na CrossFit od x czasu, a xx lat spędził za biurkiem nie uprawiając żadnej aktywności fizycznej, ale obejrzał CF Games i tak bardzo by chciał być tak jak TOP Fittest to jest zły. Jeśli mówimy o zawodniku dla którego kipping jako narzędzie dające możliwość ścigania się podczas zawodów to OK. Oczywiście zawodnik powinien mieć świadomość tego, że wykonywanie miliona powtórzeń na zmęczeniu nie będzie szło w parze z jakością, a tym samym może okazać się to kontuzjogenne. Do mnie na zajęcia przychodzą trenerzy, którzy uczą się tego jak to wszystko powinno wyglądać. Bo ja właśnie tłumaczę ludziom, że samo narzędzie nie wystarczy aby osiągnąć cel. Trzeba również umieć z niego korzystać. Tu wchodzi też kolejna rzecz czyli doświadczenie. Bo bardzo łatwo jest rozpoznać czy ktoś się nadaje do kippingu czy nie. Warto wspomnieć o wielu wartościach płynących z samego procesu nauczania tego elementu. Wejście na drążek czy koła to jest ostatni etap pracy nad tym elementem. Zanim to się stanie trzeba przejść przez szereg ćwiczeń, które są świetnymi ćwiczeniami wzmacniającymi jak np. Hollow Body, Arch , siła prostych ramion itd. Itd. Jest to bardzo dużo zmiennych składających się na ten wielostawowy ruch. Nie zapominajmy o ważnej rzeczy jaką jest mobilność obręczy barkowej i odpowiednia ruchomość odcinka piersiowego kręgosłupa.

Podsumowując: Kipping jako narzędzie do rozwoju TAK ale dla zawodnika. Sama droga do kipa dla Kowalskiego TAK lecz jako narzędzie do rywalizacji na klasach raczej NIE (przynajmniej dla większości) I tutaj uważam, że nie ma co się obrażać ponieważ tu chodzi o Wasze zdrowie, a nie chwilę chwały.

– Czy wy jako trenerzy wywodzący się z gimnastyki widzicie jakieś wady w samym CrossFicie?

Paweł: CrossFit ma na pewno inne wzorce. Poza tym pozmieniał on pewne gimnastyczne wzorce, co dla mnie jest czasami nie do zrozumienia. Takim przykładem jest brak możliwości wychodzenia palców poza linię drążka przy niektórych ćwiczeniach. Wiadomo, że chodzi tu o maksymalnie możliwe spłycenie ruchu ale to pokazuje tylko, że CrossFit nie stawia na jakość, a na ilość. Aczkolwiek ja swoim podopiecznym staram się uzmysławiać, że jeśli pójdą w jakość to często fizyka ruchu sprawi, że niektóre rzeczy będzie się robić po prostu lepiej i bezpieczniej.

Marcin: To zależy jak na to spojrzeć. CrossFit w sam sobie to ciekawe narzędzie do budowania formy czy też uzupełnienia pod różne dyscypliny sportowe. Jak już wspominałem wielokrotnie nie problem jest w samym narzędziu tylko w jakich rękach ono się znajdzie. Dla mnie jeśli miałbym powiedzieć o wadach to zdecydowanie duża objętość nie idąca w parze z jakością. To chyba taki największy minus tego sportu. Ciężko jest utrzymać odpowiedniej jakości ruch pracując na dużej intensywności, gdzie mamy bardzo dużą zmienność ruchów jak praca z ciężarami po wykonywanie skomplikowanych figur gimnastycznych jak np. Muscle up’y lub na odwrót (oczywiście to tylko przykład). Tutaj warto rozgraniczyć CF zawodniczy od CF dla Kowalskiego. To są dwa różne treningi o których mówi się coraz więcej, budując świadomość ludzi. Jest sporo bardzo ambitnych ludzi, którzy wzorują się na zawodnikach regionalsowych czy gejmsowych. Nie jest to zbyt dobry przykład do naśladowania. Nie każdy urodził się X manem. Sporo ludzi tego nie rozumie i wpadając w wir treningów, krok po kroku, treninig po treningu niszczą samych siebie doprowadzając do kontuzji.

– A czy polscy zawodnicy i zawodniczki CF są dobrymi gimnastykami?

Marcin: Gimnastykami nie są i nie będą chyba, że ktoś wywodzi się ze sportów gimnastycznych. Natomiast ogólnie idzie wszystko w coraz to lepszym kierunku. Pod warunkiem, że pracują oni ze specjalistami. Do mnie trafiają zawodnicy, którzy są teoretycznie sprawni i gotowi na wszystko. A okazuje się, że pracuję z nimi  jak z ludźmi zupełnie początkującymi czyli wracamy do BAZY! Oczywiście oni później szybciej progresują, bo ich adaptacja jest zupełnie na innym poziomie. Często dostaję zapytania odnośne programowania online. Nie jestem zwolennikiem tego rodzaju współpracy lecz jeśli z jakiś powodów ktoś nie może spotykać się ze mną regularnie wchodzę w taki układ ale pod warunkiem odbycia pierwszych konsultacji F2F. Każdy kto ze mną współpracuje myślę, że w 100% potwierdzi, że po takim spotkaniu zmienia się punkt widzenia na gimnastykę i jak ważne jest przerobienie fundamentów w obecności trenera. (Pozdrawiam wszystkich moich podopiecznych) . Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom ludzi stworzyliśmy ALL STARS GYMNASTICS CAMP. Żeby jeszcze bardziej to ukierunkować powstała grupa specjalnie dla ludzi trenujących CF! Tak to właśnie dla nich co roku poświęcamy tydzień mocnej pracy aby zbudować świadomość ciała i pokazać jak bezpiecznie i skutecznie można uczyć się gimnastyki.

Paweł: Gimnastyki pod żadnym pozorem nie można się uczyć samodzielnie. Ja zawsze mówię swoim podopiecznym, że zawsze musi być ktoś z boku, kto widzi co robicie, jak robicie i co trzeba poprawić. Bo w innym wypadku nie wiesz co robisz, a co gorsza brniesz w złe nawyki.

– Czy w tych boxach w których pracujecie w Warszawie gimnastyka jest prowadzona dobrze?

Marcin: Obecnie w Warszawie pracuję w kilku boxach  prowadząc  tam zajęcia z gimnastyki. Jeśli chodzi o inne miejsca nie wypowiadam się, bo nie wiem. Patrząc na przestrzeni ostatnich 4 lat dużo się zmieniło w świadomości trenerów jak i samych uczestników CF. Idzie to w dobrym kierunku z czego bardzo się cieszę.

Paweł: Ja już zrezygnowałem z takich zajęć. Głównie dlatego, że się sparzyłem na nich i na tym środowisku. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że ludzie nie ćwiczyli. Ludzie licząc te zajęcia jako dodatkową godzinę treningową, oczekiwali od mnie efektów które wypracowuje się własną pracą. A później na pytanie czy ćwiczyli odpowiadali na przykład, że zrobili raz w tygodniu hollow body. I w taki sposób te grupy w boxach rozpadały się po paru tygodniach.

Marcin: Wynika to z tego, że ludzie chodzący na CrossFit chcą się tylko zmęczyć. Większość osób nie chce uczyć się poprawnie. Być może wynika to ze zbyt dużego zaangażowania energii i czasu ze strony uczestnika. Nie każdy jest tytanem pracy. Trener choćby stanął na głowie, to jak  uczestnik nie słucha nic z tego nie będzie.

Paweł: Ja ze swojej strony prowadząc jeszcze te zajęcia w boxach zobaczyłem coś innego. Na grupy uczęszczali bardzo często ludzie, którzy w danym boxie uchodzili za tych lepszych. Gimnastyka jednak weryfikowała ich braki, przez co oni bardzo szybko uciekali z takich zajęć i wracali na przykład w ciężary, gdzie wszystkim przychodzi wiele rzeczy łatwiej. A gdy takiego lidera w grupie brakowało, to grupa się rozchodziła w swoje strony. Poza tym przychodzili na moje zajęcia ludzie z CrossFitu, którzy czuli się mocni, a ty już przy pierwszym spotkaniu widziałeś, że u takiej osoby trzeba na przykład poprawić 8 elementów. I teraz jak to mu powiedzieć aby nie przyjął tego do siebie? Według mnie wtedy wychodzi charakter takiej osoby, która jeśli ma go mocny plus chce autentycznie oś zmienić lub się czegoś nauczyć, to po prostu przyjmie to i zacznie pracować. Poza tym trzeba używać dyplomacji, której ja się cały czas uczę.

– Czy jako fachowcy w dziedzinie gimnastyki, wyobrażacie sobie skuteczny system nauki gimnastyki przy uwzględnieniu tego jak wygląda praca każdego boxa? Czy to jest wogóle możliwe?

Marcin: Skuteczny system to systematyczność poparta odpowiednimi narzędziami. Ludzie nie trenują regularnie. Pomimo tego że są stale grupy praktycznie w każdym boxie, ale robiąc coś raz w tygodniu nie możesz oczekiwać efektu. Taka optymalna liczba to 3 godziny tygodniowo. I wtedy tworząc takie cykle zaczynasz pracować nad poszczególnymi elementami. Kolejną barierą jest głowa. Bo ludzie bardzo często są w stanie wykonać dane elementy, ale im po prostu głowa nie pozwala. Bo są ludzie, którzy często są przygotowani do danego ruchu tak, że bardziej się nie da, ale głowa gdzieś to blokuje. To jest też ta różnica pomiędzy pracą z dorosłymi i dziećmi. Dziecko po prostu idzie i robi, a dorosły zaczyna myśleć przez swoje mechanizmy obronne jakie nabudował sobie przez wiele lat. I tu jest ogromna rola trenera, który ma narzędzia aby to pokonać. Jednak aby tak się stało to osoba trenująca musi mieć zaufanie. Ona musi iść jak w dym wiedząc, że trener jej nie puści, kiedy trzeba to zaasekuruje, a w innym wypadku powie stop. ZAUFANIE = PROGRES. Oczywiście na zaufanie trzeba sobie zapracować, lecz jest to efekt regularnej pracy z podopiecznymi.

– W takim razie dlaczego waszym zdaniem ludzie w boxach nie chcą się uczyć?

Marcin: To nie chodzi o to, że nie chcą. Moim zdaniem to wszystko jest kwestią programowania w boxach i priorytetów jakimi się kierują. Boxy programują w taki sposób na jakie pozwalają im możliwości lokalowe tym samym nie ma miejsca na pewne elementy z jakimi utożsamiany jest CF jak np. Rings muscle up lub Bar muscle up. Na grupach gdzie jest od 15 do 20 osób przy 2-3 parach kółek, nauczanie takich elementów mija się z celem i dlatego też są ona zastępowane innymi ćwiczeniami. W takich warunkach ludzie często podejmują próby samodzielnej nauki (poza klasami) co nie koniecznie jest bezpieczne i przynosi zamierzone efekty. Takich sytuacji nie unikniemy. Po to też odbywają się zajęcia z gimnastyki, aby pokazać jak to zrobić bezpiecznie oraz nad czym należy pracować. Często uświadamiam swoich podopiecznych, że jeszcze to nie jest dla nich odpowiedni moment na takie elementy i myślę, że udaje mi się do nich docierać. Ważne jest to żeby byli świadomi procesu dążenia do celu i potrafili odnaleźć się w tej drodze. Ja wierzę w każdego kto przychodzi do mnie na zajęcia dając nadzieję popartą najlepszymi rozwiązaniami metodycznymi.

Paweł: Druga sprawa jest taka, że takie zajęcia to byłaby ingerencja w prowadzenie danego boxa, a to nie każdemu się podoba. Nie każdy by chciał aby w jego boxie przychodził jakiś gimnastyk i mówił ludziom jak mają trenować.

– Czyli według was w boxie nie ma raczej możliwości aby boxy same z siebie miały swoje systemy, które typowego Kowalskiego nauczą gimnastyki?

Marcin: Tak jak wspomniałem wcześniej każdy box ma taki system na jaki pozwalają warunki lokalowe. Czy systemy są dobre czy złe widać dopiero po jakimś czasie, bo pamiętajmy, że to wszystko jest proces. Kolejna sprawa to kwestia regularności i uczciwości  treningowej danej osoby. Bo jeśli ktoś przychodzi w kratkę na treningi, nie słucha trenera, a w trakcie treningów nie wie co powinien zrobić, to już mówi samo za siebie. Na szczęście takich osób jest co raz mniej. Nawet najlepszy system treningowy bez odpowiedniego zaangażowania i chęci osiągnięcia celu nie przyniesie pozytywnych efektów. Pamiętajmy o tym. Trener jest osobą, która daje narzędzia i pokazuje jak z nich bezpiecznie i efektywnie korzystać, więc jak komuś zależy to osiągnie swój cel. Myślę, że i na szczęście w boxach pojawiają się coraz częściej trenerzy specjalizacji tak jak ciężary czy gimnastyka. To bardzo podnosi jakość oraz daje wartość uczestnikom.

– Jak więc ponownie typowy Kowalski może rozpoznać dobrego trenera? I tego gimnastycznego i takiego ogólnego.

Marcin: To nie jest takie proste. Często jest tak, że pierwszy  trener na jakiego trafiasz jest tym któremu ufasz najbardziej na świecie. Oczywiście jeśli masz jakieś pojęcie o sporcie i potrafisz słuchać swojego ciała oraz wyciągać wnioski to docenisz, dostrzeżesz dobro lub zło płynące ze współpracy.  Dobrego trenera nie poznasz wbrew pozorom po jego umiejętnościach. Powstał taki trend, że dobry trener musi umieć wszystko – otóż nie musi. Jak nie był zawodnikiem to nie musi. Nie musi też wszystkiego pokazywać, bo pokazywanie wszystkiego bez rozgrzewki sprawia że sam się niszczysz. I to jest ta prawdziwa mądrość trenera. On musi potrafić omówić ruch werbalnie tak, aby ludzie na zajęciach wszystko dokładnie zrozumieli. I to jest sztuka. Oczywiście jakieś proste rzeczy tak, jak najbardziej może i powinien pokazywać. Zresztą ludzie oceniają trenera po efektach jego pracy i sukcesach jego podopiecznych. Idźmy więc w tym kierunku jeśli myślimy o przyszłości.

Paweł: Poza tym ludzie muszą wiedzieć dlaczego coś robią. Musi im to być dokładnie wytłumaczone i przedstawione. Ja zawsze mówię na swoich zajęciach dlaczego jest tak, a nie inaczej i do jakiego kolejnego ruchu się to przyda to co teraz robimy. Z mojej perspektywy jeśli ktoś umie mi wytłumaczyć dlaczego coś robi, to znaczy, że został uświadomiony w jakim kierunku jest prowadzony.

– Jakie są więc wasze plany na przyszłość – bliższą lub dalszą?

Paweł: Najfajniej jakby się znalazła jakaś sala 😉 O budowie swojej nie ma co mówić, bo na dzień dobry byśmy musieli ogłosić bankructwo 🙂 Tym bardziej że znamy warszawskie realia lokalowe.

Marcin: Mając to na uwadze chcielibyśmy jednak stworzyć coś, co będzie na nas zarabiać. Bo bycie trenerem na pełen etat też wypala – psychicznie i fizycznie. Myślimy też nad jakimś swoim systemem który się sprzeda, a do tego działamy trochę ze swoim sprzętem. To wymaga jednak czasu na stworzenie, opatentowanie i tak dalej.

Paweł: Do tego oczywiście chcielibyśmy rozwijać nasze obozy All Stars Gymnastics Camp, które wydają się być fajną drogą. Droga która sprawia, a nawet wymusza na nas abyśmy się samo rozwijali i uczyli nowych rzeczy. A do tego ten wcześniej wspomniany sprzęt oraz własne miejsce i zobaczymy co dalej. Ja osobiście szukam jeszcze wyjazdów zagranicznych, gdzie mógłbym się czegoś nauczyć. Choćby jednego ćwiczenia, które mógłbym wprowadzić do swojego systemu nauczania. Dla mnie to byłoby coś. Tak jak kiedyś na jednym szkoleniu, gdzie przez kilka dni nie dowiedziałem się niczego nowego. Podszedłem jednak do trenera i zapytałem o pomoc w rozwiązaniu własnego problemu. I po pokazaniu przez niego dwóch ćwiczeń ,wszystko niemal wywróciło mi się do góry nogami. I czegoś takiego właśnie szukam. Takiego złotego strzału, który jednocześnie będzie bodźcem do dalszego rozwoju.

– Dzięki panowie za rozmowę.

Marcin i Paweł: Dzięki wielkie.