Foto & VideoO wszystkim

Bardzo Dziki Wschód

dodany przezKamil Timoszuk 29 października 2018 0 Komentarzy

Nie lubię nudnych i bezproduktywnych weekendów. Dlatego już od dłuższego czasu do wszelkich propozycji, zaproszeń czy zapytań jestem „z urzędu” nastawiony pozytywnie. I dzięki właśnie temu, miałem okazję zobaczyć na własne oczy jak mój ukochany Wschód jest dziki.

W ostatnich latach wokół mnie jest bardzo duża grupa bardzo fajnych i ciekawych ludzi. Cenię sobie to bardzo bo dzięki takim osobom bardzo często życie jest po prostu ciekawsze i przyjemniejsze 🙂 I jedną z takich osób jest na pewno Tomasz G. Osoby, które zaglądają tutaj w miarę regularnie mogły poznać już tego człowieka z TAKIEJ sytuacji. Tak więc jest to idealny przykład i wskazówka do tego, aby na każdą kolejną propozycję od Tomasza mówić po prostu tak 🙂 A jako, że jest to człowiek wielu talentów i masy zainteresowań, to tym razem trafiło na jego inne zamiłowanie. Zamiłowanie do broni.

PEŁNA GALERIA ZDJĘĆ Z IMPREZY

Temat broni w naszym kraju mam wrażenie, że niemal od zawsze owiany jest swego rodzaju tajemnicą czy tabu. Nie wiem dokładnie z czego to wynika ale jest spora szansa, że z kompletnej niewiedzy w tym temacie. Bo niby gdzie Polacy mają się nauczyć czegokolwiek o broni? Jeśli mnie pamięć nie myli to w liceum na zajęciach z przysposobienia obronnego nauczyciele starają się coś tam młodym wkładać do głowy na ten temat, aczkolwiek ręki uciąć sobie za to nie dam. Liceum dawno mam za sobą, a i znajomych w tym wieku raczej już brak 🙂 Poza tym gdy w Polsce zlikwidowano obowiązkową służbę wojskową, to także spory odsetek panów został pozbawiony możliwości poobcowania, nawet czysto teoretycznego, z czymś co dla wielu z nas nie kojarzy się generalnie dobrze. A taki brak wiedzy tylko ewentualne lęki czy obawy zwiększa.

Dlatego też gdy usłyszałem, że Tomasz organizuje strzelecki Turniej Bardzo Dziki Wschód i chciałby abym go uwiecznił na zdjęciach, to nie musiał mnie zbyt długo namawiać. Nowe doświadczenia, nowi ludzie, a tym samym dobrze spędzony czas, to coś co zdecydowanie lubię. Impreza organizowana przez Stowarzyszenie Szwadron, którego Tomasz jest członkiem była trzecią już z tego cyklu. Miejscem rozgrywania zawodów była zaś położona nieopodal Białegostoku Czarna Białostocka i tamtejsza strzelnica na świeżym powietrzu. Jadąc tam w sumie nie wiedziałem czego się spodziewać. Jedyne na czym mi zależało to fakt aby pogoda była na tyle łaskawa by nie padało 🙂

Po pojawieniu się w niedzielny poranek przed 8 rano, miejsce rozgrywania turnieju już prezentowało się co najmniej dobrze. Środek lasu, cisza, spokój, świeże powietrze. Idealny czas aby otrzymać pierwsze wskazówki na temat broni, zasad jakimi trzeba się kierować przy obchodzeniu z nią i wszystkim co jest z tym związane. I nie wiem czy tak ma każdy, ale biorąc do ręki po raz pierwszy w życiu pistolet (jeszcze nienaładowany) czułem powagę tej sytuacji. Serio. Dawno chyba już nie czułem się tak nazwijmy to dziwnie i na pewno nie do końca komfortowo. I nie wiem czy to po jakimś czasie mija, ale tak sobie teraz myślę, że to w sumie dobrze. Bo jak opowiadający i uczący mnie tego wszystkiego Tomasz stwierdził – „To nie broń zabija, a ludzie”. I to są święte słowa, których świadomość musi mieć wydaje mi się każdy, kto tylko chce się bawić w te tematy albo uczestniczy w takich imprezach jako widz. Dlatego nie było żadnej nadrzędnej zasady jaka panowała tego dnia ponad bezpieczeństwo.

W międzyczasie wraz z docieraniem kolejnych zawodników na miejsce zawodów, sam plac zmieniał się i oferował to nowe udogodnienia. Mam tu przede wszystkim na myśli namioty na strefie dla zawodników, biura zawodów czy też dla catering. Każdy więc miał miejsce na to aby odpocząć, pogadać ze znajomymi, a w międzyczasie zjeść coś na zimno lub na ciepło z rozpalonego też grilla. Do tego też była do zaparzenia gorąca herbata lub kawa. Jednym z centralnych też punktów imprezy z biegiem czasu stawały się rozpalone koksowniki. Jeden bardziej tradycyjny w beczce oraz jeden gazowy. Taki który podczas składania wyglądał jak rakieta dalekiego zasięgu, którą organizatorzy w każdej chwili mogą odpalić 😉 Co by jednak nie mówić, koksowniki spisały się bardzo dobrze i na pewno pomagały spędzić prawie 10 godzin na strzelnicy w lesie.

Trzecia edycja Turnieju Bardzo Dziki Wschód zgromadziła 35 amatorów i amatorek strzelania do celi zarówno statycznych jak i ruchomych. Zawody polegały na tym, że każdy z zawodników miał do przejścia dwa tory oraz zagrania w tak zwane pojedynki. Do tego też dla chętnych były zorganizowane jeszcze dwie bonusowe konkurencje. Nie zamierzam się w temacie broni wymądrzać więc jedynie napiszę, że tego dnia strzelano z pistoletów centralnego zapłonu kalibru 9mm. Jak się dowiedziałem koszt takiej broni jaką posiadali i używali na zawodach zawodnicy waha się w granicach od 2-3 do prawie 10 tysięcy złotych. Jednak podobnie jak w wielu innych dyscyplinach sportowych, to nie zawsze sprzęt decyduje o tym kto jest lepszy. Na koniec końców to zawsze od użytkownika danej broni zależy to jak potrafi ją wykorzystać. I patrząc na to okiem laika niektórzy wyglądali na takich, którym rodzice już do kołyski wkładali jakąś broń 😉 Ciekawą rzeczą jest też to, że środowisko strzeleckie, podobnie jak i znacznie mi bliższe crosfitowe, jest bardzo chłonne jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju gadżety. Nie trzeba być ekspertem aby gołym okiem zobaczyć ile sprzętu, często na pewno uzasadnionego, mają na sobie niektórzy zawodnicy. Biznes okołozbrojeniowy jeśli można to tak nazwać lubi to! 😉

Tak jak wspomniałem zawody polegały na przejściu dwóch torów, na których było do zestrzelania na czas kilka różnie rozmieszczonych celów. Dla większości zawodników podjęcie takiej próby zajmowało około minuty plus. Wynikiem był czas podzielony przez liczbę strzałów. Było to możliwe za sprawą ciekawego urządzenia które liczyło strzały i dokładnie wiedziało kiedy który strzał został oddany. W praktyce na pierwszym torze wyglądało to natomiast tak.

Drugi z torów był bardziej rozbudowany i wymagający zdecydowanie większych umiejętności. Zawodnicy nie dość, że musieli rozpoczynać swój start w samochodzie, to najpierw strzelali do kręcących się celi, a następnie na sam koniec takowe cele musieli sami sobie ustawić. Tak więc ewidentnie ktoś kto to wymyślał te zadania ewidentnie nie chciał ułatwiać sprawy wszystkim startującym 🙂 Poza tym dzięki tej imprezie jak niewdzięczne jest fotografowanie sportowej części takiej imprezy. Tu masz raczej marne szanse, złapać kadr z przodu zawodnika w trakcie strzelania. No chyba że na własne ryzyko lub przez własną głupotę. Do tego jednak organizatorzy w postaci wszystkich sędziów nie dopuszczali.

W międzyczasie odbyła się dodatkowa konkurencja w postaci strzelania do tarczy na odległość. Polegało to na tym, że każdy z zawodników miał jedną szansę aby trafić w wyznaczony cel. Po tym gdy się nie trafiło odpadało się z dalszej gry. Wszyscy którzy zaś trafili do celu odsuwali się od celu o 10 metrów. I tak aż do skutku gdy zostanie jeden strzelec wyborowy. Tego dnia najlepszy z zawodników trafił do celu z 60 metrów. Z mojego punktu widzenia jest to wyczyn godny podziwu. Szacuneczek 🙂

Na sam koniec zostały zaś pojedynki. Do każdego z nich stawało po dwóch zawodników i na sygnał sędziego musieli oni wydobyć broń i zestrzelić 6 tarcz. Kto zrobił to pierwszy przechodził do dalszej zabawy. I tak w systemie pucharowym wyłoniono najlepszego strzelca rodem z Bardzo Dzikiego Wschodu 🙂

W międzyczasie planowano też rozegranie konkurencji w ładowaniu magazynka na czas. Jednak z racji tego, że zawody się trochę przeciągnęły, to już po rozdaniu nagród zostało tylko dwóch śmiałków, którzy chcieli się ze sobą zmierzyć w tym bratobójczym pojedynku pod osłoną nocy 😉 Trochę szkoda, że tak wyszło, ponieważ z mojego punktu widzenia mogło by to być na prawdę ciekawe.

I w taki też właśnie sposób zakończył się trzeci Turniej Bardzo Dziki Wschód. Dla mnie impreza kompletnie nowa ale na pewno ciekawa i warta poświęconego czasu i wysiłku przy jej uwiecznianiu. Wydaje mi się też, że zawodnicy którzy brali w tym wydarzeniu czynny udział, nie powinni specjalnie narzekać. Tym bardziej że spora część z nich wróciła do swoich domów nie tylko z dobrymi wspomnieniami, ale też i z nagrodami/upominkami od sponsorów wspierających ten event. Ja zaś na koniec mogę napisać tylko jedną refleksję, która w skrócie brzmi „Jak Tomasz G coś ci proponuje, to nie zastanawiaj się nad tym tylko jedź i działaj” 😉 I tak też mam zamiar czynić choćby dlatego, aby później mieć o czym pisać tutaj na blogu, który nie musi być tylko i wyłącznie crossfitowy. Za dużo się dzieje fajnych rzeczy na świecie aby się tak bardzo ograniczać 🙂