CrossFitFoto & VideoO wszystkimZawody & Eventy

Adrenalinowy strzał

dodany przezKamil Timoszuk 14 lutego 2018 0 Komentarzy

Kto w crossfitowej rywalizacji zespołów złożonych z kobiety i mężczyzny, robi tak zwaną różnicę? Która część takiego zespołu jest tą stroną, która nadaje tempo takiej rywalizacji i sprawia, że dany tandem jest o krok przed resztą stawki? W polskich realiach odpowiedź jest dosyć oczywista.

Adrenaline Team Challenge po raz kolejny już było powodem dla którego w ostatni weekend wybrałem się do Grudziądza. Jeśli ktoś pamięta mój poprzedni tekst na ten temat, to doskonale wie, że jego myślą przewodnią był zdecydowanie deszcz, który dał mi się we znaki 😉 Tym razem na szczęście już nie było tego problemu, choć jadąc do tego miasta miałem przez chwilę wrażenie, że Grudziądz tym razem przywita mnie dla odmiany śnieżycą. Na szczęście to były tylko chwilowe zawirowania na trasie, bo w samym mieście aura przypominała tę jaką mam na co dzień ostatnio w Białymstoku czyli szaro, buro i ponuro. Ale spokojnie, nie będę was zanudzał dziś moimi wrażeniami pogodowymi 🙂

Muszę jednak wspomnieć o terapii jaką zafundowano mi jeszcze dzień przed zawodami w Stomil CrossFit. Mam tu dokładnie na myśli trening na jaki wybrałem się w piątek, w celu rozruszania się po podróży. Jak pewnie część z was wie, tydzień temu miałem przyjemność brać udział w imprezie JUST ROW Fight czyli mówiąc krótko maratonie na ergometrze. Przepłynięcie takiego dystansu, nawet jeśli „tylko” we dwójkę, to jednak nie sprawia to, że zaledwie kilka dni po takim starcie masz ochotę siadać znowu na ergometr. W ramach sprawdzenia tego faktu starałem się zmusić w trakcie tygodnia do tego i owa próba skończyła się na zaledwie 500 leniwych metrach. W Stomil CrossFit czekała jednak na mnie niespodzianka w postaci Team WODa, którego ważną częścią były właśnie wiosła. No ale co zrobisz jak nic nie zrobisz 🙂

Z drugiej strony nie od dziś wiadomo to, że najlepiej jest się leczyć tym czym się skaleczyłeś 😉 A więc jak pomyślalem to tak zrobiłem. Tu należą się też natomiast podziękowania dla tych, z którymi dzieliłem te 24 minuty niedoli w Grudziądzu 🙂

Czas jednak przejść do sedna czyli między innymi pytań jakie zadałem dziś już we wstępie. Adrenaline Team Challenge vol. 3 stały się już cyklicznym wydarzeniem, który wszystkie zespoły mogą sobie w ciemno planować w kalendarzu startowym. Te na pozór niepozorne zawody, po części stały się ciekawą alternatywą dla indywidualnych poczynań wielu zawodników. W stosunku do drugiej edycji zaszła tym razem jedna znacząca zmiana, a mianowicie formuła 2+1 ewoluowała do rozwiązania 1+1. Czy to dobrze? Na pewno inaczej.

Już przed samymi zawodami impreza wzbudziła pewne powiedzmy, że „napięcia” z jednej strony ze względu na nazwę Open, a z drugiej na treningi jakie zostały zaproponowane przez Grzegorza Jasińskiego. Nie wszyscy bowiem zgadzali się z tym, że w zawodach o roboczej w sumie nazwie Open powinno być chodzenie na rękach, muscle upy czy inne teoretycznie trudne elementy. Ta sytuacja pokazuje też, jak czasami mylne potrafi być nazewnictwo w CrossFicie i to, że nie zawsze warto się do niego przywiązywać. Tak samo jak i do kategorii Rx oraz Elite, które dla wielu są niemal jednoznaczne, a dla innych robią dużą różnicę. Poza tym też, jeśli spojrzy się na poprzednie edycje ATC to śmiało można przyznać, że jeśli chodzi o zaproponowany poziom workoutów, to niewiele się zmieniło. Adrenaline Team Challenge od samego początku było zawodami trudnymi, i z tego co wiem Grzegorz wraz ze swoją ekipą nie zamierza tego faktu zmieniać. I moim zdaniem to dobry ruch, bo zawodów dla osób początkujących w Polsce jest coraz więcej i chyba szkoda by było aby ATC dołączyła do tego grona.

GALERIA ZDJĘĆ Z ADRENALINE TEAM CHALLENGE vol. III

Pierwotnie w zawodach miało wziąć udział 30 ekip, ale do Grudziądza w miniona sobotę dotarło tylko 25. Być może sprawiły to tylko kwestie losowe, a może rzeczywiście niektóre zespoły darowały sobie po zobaczeniu treningów oraz oszacowaniu swoich możliwości. To już nie mi, ani nikomu innemu oceniać. Za to tym bardziej warto docenić tych, którzy nawet pomimo świadomości swoich braków czy słabości chcieli i tak zmierzyć się z tym co ich czeka w Stomil CrossFit. A tu czekała na nich przede wszystkim walka z Marysią Kurzawą i jej partnerem w zawodach Kamilem Wierzbickim. To jest też chyba dobry moment na to aby odpowiedzieć kto nadaje ton rywalizacji w Polsce kiedy mierzą się ze sobą zespoły 1+1. Moim zdaniem tą częścią jest zdecydowanie ta ładniejsza część czyli damska 🙂

Dla paru z was to co zaraz napiszę pewnie będzie niesprawiedliwe, a dla innych oczywiste. Fakty są jednak takie, że poziom polskich zawodniczek jest zdecydowanie niższy od tego co reprezentują od dłuższego już czasu panowie. Dlaczego tak jest, i co gorsza dlaczego się to nie do końca zmienia, to jest temat na zupełnie inną dyskusję. To wszystko jednak sprawia, że każda z pań, która zaczyna się choć trochę wyróżniać na tle swoich koleżanek, niemal z automatu wskakuje do polskiej czołówki. Wśród tej czołówki są jednak nazwiska, które są tam już jakiś czas i zdecydowanie nie zamierzają oddawać swojego pola. Głównie dlatego, że doszły tam swoją ciężką i systematyczną pracą oraz poświęceniami jakie tego wymagają. Przykładem zaś takiej osoby jest niewątpliwie Maria Kurzawa, która w tej chwili reprezentuje bydgoski box CB163.

Nie zdradzę też chyba wielkiej tajemnicy, jeśli już teraz napiszę, że trzecia edycja ATC był to niemal typowy pokaz umiejętności „One Team Show” za sprawą Marysi i Kamila. Wygrane 3 z 4 workoutów, z czego ostatni w pięknym stylu, był to dobitny przykład na to, że tego dnia ten zespół nie miał sobie równych. Na szczęście jednak za ich plecami trwała prawdziwa walka o dwa pozostałe jeszcze miejsca na podium. Aby się tam znaleźć, zespoły na dzień dobry musiały zmierzyć się z wchodzeniem na linę, thrusterami oraz skakanką. Pełne rozpiski treningów możecie znaleźć na jak zwykle Athletes Zone. Były to rzeczy teoretycznie proste ale jak się okazało sprawiające paru ekipom poważne problemy. Już wtedy było widać to, że dla niektórych był to debiut albo co najwyżej jeden z pierwszych startów w zawodach. Gdzieś jednak to zawodnicy tacy zawodnicy tez muszą zbierać. Poza Marysią i Kamilem z tym pierwszym treningiem najlepiej sobie poradziły ekipy Rams Team Kołobrzeg oraz Wiórki Kokosowe.

Drugi workout składał się aż z sześciu 3-minutowych AMRAP-ów, gdzie w skład jednego z nich wchodziły 15 kalorii na wiosłach, 12 burpeesów przez ergometr, a do końca pozostałego jeszcze czasu trzeba było wykonywać typowy kompleks na sztandze o nazwie Macho Man – 3x Power Clean + 3x Front Squat + 3x Push Jerki. I tak niemal bez końca 😉 W tym także workoucie po raz drugi za plecami najlepszej z ekip uplasowała się drużyna z Kołobrzegu w składzie Damian Świtliński i Dorota Szpitun. Na trzecim zaś miejscu tym razem była reprezentacja wrocławskiego boxa CrossFit Black Star. Tym samym Paulina Maciboch i Paweł Gorzelewski zaznaczyli swoja chęć wskoczenia na podium.

Ostatni workout, który składał się z dwóch oddzielnie punktowanych części, przyniósł lekkie wywrócenie dotychczasowej hierarchii. Stalo się to za sprawą 8-minutowego, czysto gimnastycznego AMRAP-u, w skład którego wchodziły T2B oraz HSPU. Jeśli któremuś zespołowi udało się skończyć kombinację 25-20-15-10, to do końca czasu miał okazję pokonywać kolejne 5-metrowe odcinki na rękach. I szczególnie ten ostatni element jest chyba dosyć dobitnym przykładem tego, że polskie zawodniczki mają jeszcze nad czym pracować. Każdy zespół, który doszedł do tego elementu był praktycznie skazany na to co uda się zrobić tej brzydszej części tandemu 🙂 Na palcach jednej ręki zaś można policzyć te panie, które choćby starały się chodzić na rękach aby odciążyć swego partnera. Jeśli jednak ma się w zespole kogoś takiego jak Krzysztof Huterski to o wynik można być spokojnym. Reprezentant GymBoxa w Opolu samodzielnie przeszedł 11 takich odcinków. Tym samym też w czołówce zrobił się lekki ścisk. Tej konkurencji na pewno dobrze nie będzie wspominać zespół Rams Training House, który po dwóch miejscach tuż za plecami Marysi i Kamila, tym razem znalazł się aż na 21 miejscu. Tym samym to był praktycznie koniec myślenia o podium. Może to jednak będzie też początek pracy nad elementami gimnastycznymi, które jak widać potrafią pokrzyżować plany.

Ostatnia część to tak jak już wspomniałem popis sprawności ExTeam. Przed zawodami wiele drużyn patrząc na sucho na ten trening, praktycznie nie wierzyła w to, że można go ukończyć poprzez dojście do muscle upów. Praktycznie większość zespołów nawet nie przygotowywała sobie wysokości zawieszonych nad głowami ewentualnych kółek. Na szczęście jednak Marysia to zrobiła, bo razem z partnerem mieli okazję z nich skorzystać. Zanim jednak do tego doszło czekała ich walka z hantlami, które zapewne niebawem będzie katował cały świat podczas startujących już za chwilę Open. W tym przypadku były do zrobienia synchroniczne wykroki, cleany oraz przysiady z hantlem nad głową, a do tego wszystkiego pistolsy. Jeśli któryś z zespołów przez to przebrnął to w nagrodę czekały na niego muscle upy.

Ten trening oprócz tego, że wywołał sporo sportowych emocji, to niestety wyszedł przy nim jeden mankament tych zawodów czyli sędziowanie. Te natomiast przez cały dzień było poprawne, ale w decydujących monetach coś poszło nie tak. Nie wiem czy to była kwestia ogólnego już zmęczenia czy może zbytniego rozluźnienia spowodowanym zbliżającym się końcem imprezy. Faktem jest jednak to, że standardy trzymane przez osoby za to odpowiedzialne na różnych stanowiskach wyglądały czasem bardzo różnie. Nie był to może jakiś żenujący poziom jak to się czasem zdarza, ale skoro chcemy równać w górę, to warto jednak patrzeć przez pryzmat tych lepiej posędziowanych zawodów. Poza tym, skoro jesteśmy już przy kwestiach organizacyjnych, to na plus dla odmiany warto zwrócić uwagę na fakt, że Grzegorz Jasiński jako organizator bardzo dobrze zareagował na to, że do Grudziądza nie dojechały wszystkie zespoły. W wyniku tego udało mu się tak przeformatować poszczególne heaty, że z jednej strony nie było takowych, gdzie startuje po 1 lub 2 zespoły. Z drugiej natomiast w wyniku ogólnego zmniejszenia liczby heatów udało się też skrócić całą imprezę. Tak więc jak widać jest to możliwe i wykonalne, a nie jak wiele organizatorów innych tego typu eventów mówi, że nie. Brawo!

Wracając jednak do samych zawodów to na najwyższym stopniu stopniu w finalnym rozrachunku stanęła Marysia i Kamil jako ExTeam, na drugim wylądowały Wiórki Kokosowe czyli reprezentanci poznańskiego boxa CrossFit Lampart – Maria oraz Dominik. Na najniższy zaś stopień, prawdziwym rzutem na taśmę poprzez osiągnięcie drugiego wyniku w ostatnim workoucie, wskoczyła dwójka z CrossFit Black Star – Paulina i Paweł.

Podsumowując te zawody mogę napisać ponownie to samo, co ostatnim razem, a mianowicie że jest to na prawdę fajna impreza. Może dla kogoś wydawać się to nudne i nieciekawe, ale z drugiej strony dlaczego miałbym ściemniać czy koloryzować? Od tego są już inni specjaliści w internecie 🙂 Ja natomiast życzyłbym sobie oraz innym aby takich imprez jak ta w Grudziądzu było więcej. Bo nie zawsze musi być rozmach na kilkuset uczestników i nagrody za dziesiątki tysięcy złotych. Takie rywalizacje jak te podczas ATC też są potrzebne. Tak samo jak potrzebne jest to, aby w tym roku Maria Kurzawa zyskała na zawodach w Polsce jakąś godną przeciwniczkę, bo inaczej w rywalizacji pań spodziewam się lekkiej stagnacji i ogólnej nudy 😉