fbpx
O wszystkimOpinie

Starcie na szczycie Marvela

dodany przezKamil Timoszuk 12 maja 2016 0 Komentarzy

Kiedy zapytasz typowego fana współczesnych ekranizacji komiksów, który z bohaterów jest jego ulubionym, raczej niewielu z nich wspomni o Kapitanie Ameryce. Dzieje się tak być może dlatego, że na tyle tych wszystkich Iron Manów, Hulków czy innych Thorów, Kapitan jest taki zwyczajny…

Nie przeszkadza to jednak producentom filmowym w tym, aby co kilka lat tworzyć kolejne części opowieści o tym superbohaterze ze stajni Marvela. Trzeba też przyznać, że każda kolejna kilkugodzinna opowieść na wielkim ekranie o tej postaci jest bez wątpienia coraz lepsza. W czasach kiedy kolejne części filmów robi się tylko po to aby wydoić kasę z ludzi, nie dbając specjalnie o to co dostaną w zamian, Kapitan jest chlubnym wyjątkiem. Nic więc dziwnego że najnowsza odsłona pod tytułem Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów od oficjalnej amerykańskiej premiery 12 kwietnia zdążyła już zarobić niemal 700 milionów dolarów. Po obejrzeniu tego w kinie stwierdzam, że bardzo zasłużenie.

Kapitan Ameryka plakat

Nie tak dawno temu na ekranach polskich kin mogliśmy oglądać, a długimi momentami nawet katować się produkcją Batman vs. Superman. Po obejrzeniu tego filmu stwierdziłem nawet, że nie ma co specjalnie się nad nim rozwodzić na blogu, żeby do trzech niemal zmarnowanych godzin w kinie, nie dodawać kolejnych. Nauczony więc świeżymi doświadczeniami przed pójściem na nową odsłonę Marvela, gdzieś z tyłu głowy przemknęła mi myśl, że może nastąpić typowa „powtórka z rozrywki”. Teraz jednak już wiem, że powinienem chyba oberwać za to, że nie wierzyłem potęgę Marvela i w jego umiejętność opowiadania filmowych historii.

Za najnowszą ekranizację komiksu o Kapitanie odpowiada para reżyserów w osobach Christophera Markusa i Stephena McFeelyego. Czyli ten sam duet, który stworzył Zimowego Żołnierza. Jest to swoista kontynuacja opowieści rozpoczętej w „Avengers: Czas Ultrona”. Wszystko bowiem rozpoczyna się od logicznego połączenia fabuły, co nie jest takie oczywiste w tego typu filmach. Wszystko dlatego, że jak się okazuje rozpierducha jaką robią superbohaterowie w różnych częściach świata, nie pozostaje bez echa. Coraz więcej osób domaga się aby superbohaterowie odpowiedzieli za wszystkie zniszczenia oraz śmierci wielu niewinnych osób. W efekcie tego zostaje im przedstawiony plan, według którego byliby oni kontrolowani przez utworzony w tym celu specjalny organ. Na tej tez podstawie, następuje rozłam na dwa obozy w ekipie Avengers, gdzie na czele zwolenników tego pomysłów staje Iron Man, a zdecydowanym opozycjonistą jest Kapitan Ameryka. Ci zaś ciągną za sobą kolejne komiksowe postaci, które opowiadają się po jakiejś ze stron.

Taki układ sprawia, że cała fabuła w tym filmie wydaje się jak najbardziej realna. Na tyle, na ile jest to możliwe w tego typu kinie. Poza tym, pomimo tego, że jest to teoretycznie film o Kapitanie Ameryce, to tak naprawdę bardzo często schodzi on na drugi plan, ponieważ pierwsze skrzypce zaczynają grać zupełnie inne postaci. Oprócz znanych już z wcześniejszych filmów postaci, pojawiają się szczególnie dwie, które długimi momentami kradną ten film. Pierwszą z nich jest Black Panther czyli afrykański książę, który chce niejako pomścić śmierć swego ojca. Sceny walki z jego udziałem to prawdziwy majstersztyk, dzięki któremu ten film zyskuje bardzo dużo. Drugą postacią jest natomiast kolejne wcielenie Spider Mana, grane tym razem przez Toma Hollanda, które jak już zdążyłem się przekonać budzi chwilami skrajne emocje. Nie da się jednak odmówić mu tego, że jest on na pewno wyrazisty. Wyrazisty na swój specyficzny, młodzieńczy i nieco głupkowaty ale jednak sposób. Jest to niemal uosobienie wielu tysięcy młodych chłopaków z całego świata, którzy zapewne do dziś marzą o tym aby Tony Stark przyszedł do ich pokoju i zaproponował im dołączenie do Avengersów 😉 Scena walki na lotnisku jest zaś po prostu kwintesencją tego co ma do zaoferowania w tym filmie ta postać. Połączenie fajnego specyficznego humoru, razem z dobrą sceną walki, to jest do z czego Marvel na pewno może być dumny. I to od wielu już lat.

Tak samo może być też dumny z tego, że udało mu się w tej ekranizacji znaleźć naturalny balans pomiędzy poważną fabułą opowiadającą o sprawach istotnych, a pomiędzy typowymi żartami sytuacyjnymi, które potrafią rozładować atmosferę w jednej sekundzie. To jest coś za co naprawdę można uwielbiać te filmy. Niewątpliwie też „Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów” to dobry przykład na to, że niekoniecznie od razu trzeba burzyć niemal połowę świata, aby film był uznany za efektowny i sensowny. Jedna scena grupowego pojedynku na lotnisku oraz kilka mniejszych starć, są w stanie w stu procentach to wszystko wynagrodzić.

Dlatego też uważam, że najnowszy filmowy wypust Marvela może spokojnie aspirować do ścisłego TOP 5 filmów z tej serii. Tak więc jeśli jeszcze was nie było w kinie na tym filmie to zdecydowanie musicie go zobaczyć. Choćby dlatego aby zapewnić sobie prawie 3 godziny znakomitej rozrywki.