fbpx
CrossFitO wszystkimZawody & Eventy

7 Powodów rezygnacji z Rodeo

dodany przezAgata Wyrwas 7 grudnia 2016 1 Komentarz

Budząca kontrowersję 6 edycja Rodeo, powoli odchodzi w niepamięć jak każdy miniony weekend z nastaniem nowego tygodnia. Niewątpliwie niesmak po rozgrywkowy pozostanie w pamięci jeszcze przez długi czas. Chyba nikogo nie zdziwi stwierdzenie: Coś poszło nie tak. Problem moim drodzy zaczyna się już na poziomie planowania.

Dlatego też tekst ten nie będzie relacją z zawodów, którą zgrabnie przedstawił Kamil a skupieniem się wyłącznie na stronie organizacyjno/PR-owej imprezy, bo właśnie na tym polu poległ organizator od samego początku. Za sprawą moich znajomych, którzy motywowali mnie do wzięcia udziału w tym zbiorowym szaleństwie, widzę mechanizmy Rodeo od środka, na własnej skórze i nerwach odczuwając każdy chaotyczny ruch organizatora. Z resztą, na co dzień organizuję imprezy komercyjne, może bardziej artystyczne i mniej widowiskowe, jednak metody postępowania wdrożone w Poznaniu nie są mi obce 🙂

Moja przygoda z Rodeo to czysta kwestia przypadku; W sobotę, 30 października przeglądałam wyniki znajomego, z ciekawości sprawdziłam kwalifikację kobiet. I wtedy właśnie wysłałam najdurniejszą z wiadomości – jak na rodeo, coś bieda w tych kwalifikacjach. Umówmy się I WOD kwalifikacyjny nie należał do wybujałych. Mój znajomy podchwycił temat i zaczął mnie cisnąć – presja i wjazd na ambicje był na tyle skuteczne iż wściekła jak osa, dla świętego spokoju postanowiłam zrobić ten cholerny WOD. Nie poszło tak, jak bym chciała – wciąż mam pretensje do siebie o snatcha, wiem że mogę wziąć więcej, co zresztą sprawdziłam przed nagraniem. Trudno.

Przez tydzień żyłam emocjami kwalifikacji, obserwujący wyniki swoje i znajomych. Drugi WOD, z pozoru lekki, był niczym cichy zabójca. W moim przypadku – zabiła mnie chora ambicja; w trakcie nagrania zerwałam dłonie dokumentnie, zrobiłam trzy podejścia – o dwa za dużo. Pomyślałam – jeszcze nie pora na zawody, świat się nie zawali. To nie operacja na otwartym sercu; Zrobiłam zatem trening dla siebie samej, jednak świadomie nie wstawiłam w terminie filmiku. To posunięcie gwarantowało mi dyskwalifikacje z list pomimo obecności w środku stawki (jak na laika całkiem spoko być 25/56? 🙂 )  Dla mnie Rodeo dobiegło końca;

Oficjalne ogłoszenie wyników nastąpiło dopiero 18 listopada. To był piątek, jak zawsze byłam w trasie powrotnej do stolicy, 7h powrotu ze Szczecina boli okrutnie. Ku mojemu zdziwieniu, w chwili włączenia kompa, zostaje zasypana wiadomościami do znajomych – od Kamila jako pierwszego dowiaduje się iż dostałam się na Rodeo. Dostaję gratulacje, salwy, wieńca laurowego mi tylko brakuje. I tutaj właśnie zapaliła się pierwsza czerwona lampka.

Postawmy sprawę jasno – nie powinnam była się dostać. Od strony formalnej nie spełniłam podstawowego kryterium jakim było wstawienie dwóch filmików kwalifikacyjnych. Osobiście dostanie się na zawody stało się czystą kpiną ze wszystkich uczestników. Na swoim przykładzie, zaczęłam się zastanawiać – po co cała szopka z kwalifikacjami, skoro końcowo nie są brane pod uwagę, ani weryfikowane. Fakt, bez wstawionego drugiego WOD-a wciąż nie byłam ostatnia, powiem więcej trzymałam się nawet w 40. Sztosiwo. Postanowiłam ze sprawą nic nie robić. Zupełnie. Może jestem za mało cwana na dzisiejsze czasy jednak uważam że właśnie taka sytuacja to cheatowanie samego siebie. W tak obłudnym świecie wypadałoby być fair chociaż względem własnych umiejętności. Może się mylę, może zwyczajnie mam swoje zasady.

Czy mi się to podobało czy nie, od tamtej chwili byłam już częścią Rodeo aż do początku grudnia.

W żaden sposób nie zdziwiła mnie fala kontrowersji związana z wysokością ceny pakietu, zwiększeniem liczby uczestników oraz wprowadzeniem dzikiej karty (czymkolwiek miała ona być w zamiarze) Reakcje na fejsie mnie aż cieszyły. Ludzie serio, chwała wam za nie bycie tępą masą. Większe zdziwienie wywoływały we na mnie oficjalne komunikaty organizatora. Pod wpływem presji społecznej, w obawie przed rezygnacją większości uczestników, po jakże burzliwych kalkulacjach zysków i strat postanowiono obniżyć cenę pakietu. Czy zabieg ten był słuszny? Możemy aktualnie gdybać. By lepiej zrozumieć całą sytuację warto spojrzeć na nią zarówno z pozycji organizatora wraz z mistrzem PR (ich punkt widzenia nazwijmy wewnętrznym) oraz uczestnika/zawodnika/kibica (perspektywa zewnętrzna).

Ten medal ma zatem  dwie strony; Organizator, dostrzegając potencjał w tegorocznej edycji, widząc zainteresowanie wśród zawodników przelicza hipotetyczny zysk. Zakłada najbardziej zgubną wersję – opcja full. Skoro jest tylu chętnych, zwiększmy ilość miejsc – przecież wszyscy będą szczęśliwi dostając się na zawody, my będziemy mieć większy hajs, niż zakładaliśmy. Takim sposobem organizator zaczyna podpalać trotyl na którym siedzi. Zawody z elitarnych stają się masowe, coś co miało być prestiżowe, zaczyna nabierać miana pospolitego. Granica pomiędzy tymi dwoma światami jest naprawdę bardzo czuła. Idźmy dalej – skoro zwęszone jest zainteresowanie, póki co wg statystyk zgłoszeń jest obłożenie, nie pozostaje nic innego jak finalizacja transakcji. I tutaj właśnie Rodeo samo odgryzło sobie po kolei palce. Moi drodzy nie da się utrzymać pozorów imprezy elitarnej cenowo, zwiększając ilość uczestników o 30%. Gdyby cena była utrzymana konsekwentnie od samego początku nieważne czy na poziomie 129 pln czy nawet 179 pln jednak byłaby znana, nie byłoby problemu. Tutaj zaczyna się droga przez mękę i najbardziej nieprzemyślana decyzja organizatora – wstawianie oficjalnych stanowisk organizatora po 72h od zaistniałej sytuacji.

W sytuacjach tak zaognionych i tak rozgrzewających społeczności, należy działać albo natychmiastowo, albo konsekwentnie milczeć. W zamian mogliśmy widzieć co rusz informacje w stylu Wychodząc naprzeciw państwa potrzebom… i tak zaczęło się żyłowanie na was. Daliście sobie odgryźć druga rękę. Medialny szum zmusił was do coraz głębszych i durniejszych zmian, z postu na post, stawaliście się coraz mniejsi i bardziej zahukani. Czy to jest postawa godna wodzireja imprezy? Śmiem wątpić. Wystarczyło jednym, zgrabnym postem uciąć wszystkie niedomówienia i zamknąć całą sprawę. A tak? Rozbiliście się na drobne – potulnie analizując każdą wiadomość tak by brońcie nikogo nie urazić. Z perspektywy zewnętrznej zaczęliście przepraszać za każde przewinienie. Najsmutniejsze w tym jest to, że niestety ale z takiego impasu wyjść jest niesamowicie trudno. Chcieliście żyłować na uczestnikach, karma szybko się odwróciła. Bang! Mamy nogę w kupie.

Kiedy myślałam, że gorzej już być nie może, po raz kolejny Rodeo mnie zadziwiło. W ruch poszło kolejne narzędzie ratujące – mailing oraz sms spam. Osobiście – uważam to działanie za najbardziej szkodliwe i irytujące. Z perspektywy organizatorskiej – wiem iż jest to ostateczność i ratowanie statku tonącego. Nie pochwalam tej metody, uważam że przynosi skutek wprost przeciwny – zniechęca odbiorców dokumentnie. To prosta zasada jak w życiu – nigdy nie chcemy czegoś co nam się wpycha. Z perspektywy zewnętrznej mogę tylko powiedzieć, że w tym miesiącu wygraliście nawet z moim operatorem i największą siecią drogerii w Polsce.  Gratuluję i chylę czoła za aż taką skrupulatność.

Idźmy dalej, bo zabawa przecież nie dobiegła jeszcze końca. Podobno, pierwsze 200 osób miało otrzymać shakery, kilka dni później, wszyscy uczestnicy zapisujący się do 23:59 28 listopada otrzymają shaker Morał? Na 5 dni przed planowanymi zawodami, frekwencja nie osiągnęła progu 70%, więc jest na granicy między zerem, a dołożeniem do interesu.

Na całe szczęście, do zawodów zostały tylko 4 dni. Skoro nie wykupiłam pakietu, zignorowałam szaleńcze promocje i gadżety, myślę wreszcie koniec. I tutaj też jednak zostałam zaskoczona. Po raz kolejny organizator postanowił nas zadziwić – pozostawiając otwartymi listy aż do czwartku. Kochani, na dwa dni przed eventem trzeba już stać z podniesioną głową i brać wszystko na klatę. 48h przed planowaną imprezą to czas na układanie planu działania już na imprezie, to czas na zastanowienie się – co zrobić, aby osoby które zdecydowały się być, wyjechały z zawodów zadowolone i usatysfakcjonowane, a przede wszystkim pod ogromnym wrażeniem solidnej organizacji.

Moje zdanie na temat Rodeo jest zatem dosyć cierpkie; Myślę, że Reebok CrossFit Poznań ucierpiał niesamowicie wizerunkowo na całej imprezie. Trudno będzie wybić się z tego dołka. Zastanawia mnie jedna kwestia – kto zrobił wam aż taką krzywdę i dlaczego manager do tego dopuścił? Niezależnie od tego, kto był wykonawcą i pomysłodawcą tego szalonego snu, odpowiedzialność spaść powinna na managera. Tak moi drodzy, to stanowisko zobowiązuje. Do odpowiedzialności także.

W tym miejscu schodzimy do pułapu czysto organizacyjnego imprez komercyjnych, więc zarobkowych. Najsmutniejsze w całej sytuacji jest to, że w bardzo prosty sposób można było zapobiec całej lawinie hejtu jaka na was spadła. Pamiętajcie na przyszłość – w pierwszej kolejności do informacji publicznej podaje się regulamin organizowanej imprezy, w nim zaś jako ostatni punkt umieszcza się nie mniej, nie więcej jak informację iż Organizator zastrzega prawo do wprowadzania zmian w formie i sposobie przeprowadzenia imprezy, bez podania uzasadnienia podejmowanych działań. Tyle w temacie. Wtedy obie strony mają spokój: Organizator – bo może wprowadzać zmiany jakie mu się żywnie widzi, uczestnik – bo nie ma poczucia iż jest wykorzystywany i oszukiwany dla hajsu. Moim jednak zdaniem wystarczy zwyczajnie mieć jaja i być fair od początku do końca. Kiedy mówi się A, nawet ze łzami w oczach i przez zęby, trzeba powiedzieć B. Z całego serca życzę wam powodzenia, bo wyjście z tego bagna jest możliwe, ale wymagać będzie dużej dozy cierpliwości, skrupulatnej pracy i kogoś, kto złapie tego byka za rogi.