Foto & VideoO wszystkim

5 ważnych rowerowych pytań

dodany przezKamil Timoszuk 28 stycznia 2018 0 Komentarzy

„A czy tobie jest zimno? A czy Tobie się chce? A czy nie szkoda Ci zdrowia? A czy nie wolałbyś autobus? A po co Ty jeździsz tym rowerem?” Te jak i jeszcze kilka innych dziwnych pytań słyszę od kilku lat regularnie. Przyszedł więc chyba czas aby na nie wszystkie razem odpowiedzieć.

Dlaczego niejako tym tekstem poniekąd chcę odpowiedzieć na te wszystkie „zarzuty”? Bo z jednej strony chcę stworzyć na przyszłość swego rodzaju podkładkę i gdy następnym razem usłyszę takie pytanie, to będę wysyłał takiej osobie ten tekst. Z drugiej też wiem, że nie tylko mnie spotykają takie sytuacje, a więc jest szansa, że i komuś z was się on przyda 🙂

Ja swoją najnowszą przygodę z rowerem zacząłem jakieś niecałe 5 lat temu, kiedy to oprócz CrossFitu, zaczęło mi brakować jeszcze jakiejś aktywności w swoim życiu. I tak w ramach powrotu do lat dziecięcych połaczonego z realizacją od dawna odłożonego „na później” planu, padło na dwa kółka. Wsiadając jednak na swój nowy rower po kilkunastu latach przerwy, nie wiedziałem, że mnie tak wciągnie. Na początku miała to być alternatywa do poruszania się po mieście w letnim okresie. Ale gdy przyszły pierwsze zimne miesiące, zacząłem szukać możliwości aby sezon rowerowy przedłużyć jak najbardziej. I wydaje mi się, że na podstawie tych kilkuletnich poszukiwań, znalazłem na to kilka sprawdzonych na sobie patentów. Dzięki nim mój sezon na jazdę rowerem trwa znacznie dłużej aniżeli 2 ciepłe miesiące na krzyż, jakie ostatnio występują w Polsce. Ale dobra, do rzeczy!

Czy tobie nie jest zimno?

Nie, nie jest. Lub też jak czasami lubię przekornie odpowiedzieć – tak jest, a z tego zimna aż się cały spociłem 😉 Co w sumie nie jest kłamstwem, ponieważ tak często jest. Jednak aby nie było człowiekowi na rowerze zimno w praktycznie żadnej racjonalnej temperaturze, trzeba po prostu się dobrze ubrać. Jakie to proste, prawda? 🙂 Co jednak znaczy dobrze? W takim okresie jak teraz, czyli niby zimowym ale długimi chwilami bardziej jesiennym, na podstawowym wyposażeniu musi być kilka podstawowych ułatwień. Są nimi kalesony z którymi przeprosiłem się po wielu latach rozłąki, czapka z którą też mi było nie po drodze, komin lub kominiarka którą uważam za moje drugie największe rowerowe odkrycie oraz kurtka. Jaka kurtka? W tematyce ubrań na rower panuje taki sam rozpierdziel jak w CrossFicie, czyli każdy producent uważa, że jego firma jest najlepsza i bla bla bla… A ja w ubiegłym roku nabyłem na wyprzedaży w Makro, za jakieś 60 złotych kurtkę firmy Brugi, która z jednej strony jest lekka i wygodna, a z drugiej grzeje jak jasna cholera. Przeciwdeszczowo także działa, a więc tym samym mam jakby komplet potrzebnych funkcji za niewielkie pieniądze. W takiej konfiguracji ubrań pytanie „czy nie jest ci zimno” przestaje mieć ogólną rację bytu.

Nie szkoda ci zdrowia?

Serio ktoś uważa, że rower niszczy zdrowie? O ile ktoś nie trenuje, a następnie nie startuje w Tour de France, to jestem w stanie się kłócić o to, że rower daje więcej dobrego aniżeli złego pod katem zdrowotnym. Ba! Uważam, że odkąd zacząłem regularnie przemieszczać się na dwóch kółkach to mój stan zdrowia zdecydowanie się jeszcze poprawił. Zarówno od strony czysto fizycznej jak i też psychicznej 🙂 Ale o tym będzie jeszcze za chwilę. Jednak generalizując to każda aktywność fizyczna wykonywana z głową przynosi więcej plusów niż minusów.

A czy nie wolałbyś autobus?

Nie, nie wolałbym. Dlaczego? Bo posiadając rower to ja decyduję o tym gdzie jadę i o której jadę. Nie wiem jak jest w innych miastach, ale w Białymstoku miasto jest tak skonstruowane, że praktycznie w każde miejsce zawsze dojedziesz szybciej rowerem aniżeli autobusem. I nie jest to żaden pocisk w stronę samej komunikacji, która działa w sumie bardzo dobrze. Jednak co rower to rower. Jeśli jeszcze do czasu podróży dodamy czas oczekiwania na przystankach, to praktycznie znika pole do polemiki w tym zakresie. Ja sam nie znoszę tego uczucia, kiedy czasem jestem zmuszony do skorzystania z autobusu, a oczekując na jego przyjazd przeliczam sobie w głowie, gdzie mógłbym dotrzeć w tym czasie rowerem 😉 Nie przypadkiem też jest to, że białostockie rowery miejskie czyli popularny tutaj system BiKeR, bije rekordy popularności. Sama sieć z roku na rok przez to jest rozbudowywana i dodawane są kolejne udogodnienia (rowery dla dzieci, tandemy).

Czy tobie się chce?

To jest jedno z tych pytań, które po części jestem w stanie zrozumieć i osobę która je zadaje. W sumie też mógłbym odpowiedzieć na nie jednym zdaniem, które po części kończy dla mnie temat, a mianowicie – „Zacznę się martwić jak mi się przestanie chcieć”. Takie samo pytanie można bowiem zadać każdemu kto wykonuje jakąś aktywność fizyczną typu bieganie, jazda na rolkach, CrossFit czy inna zumba. I myślę, że w wielu przypadkach odpowiedź tych ludzi będzie zbliżona do mojej. Z drugiej strony, czasami też mam wrażenie (co pewnie zabrzmi jak pocisk ale trudno), że ludzie zadając takie pytanie chcą usprawiedliwić to, że sami robią niewiele lub też nic. Tym samym może to być ciekawa pozycja wyjściowa do tego, aby taką „niepewną” osobę przekonać lub zachęcić do jakiekolwiek aktywności. Spróbujcie!

Po co ty jeździsz tym rowerem?

Bo uwielbiam. Tak można by to podsumować w dwóch słowach. Uważam, że każdy na miarę swoich potrzeb i możliwości powinien szukać w swoim życiu czegoś takiego, co będzie mu dawać regularną i nieprzerwaną radość. Coś co będzie potrafiło nawet najbardziej dziadowski dzień zmienić w coś fajnego. W moim przypadku są to właśnie dwa koła, które górnolotnie to nazwę – dają mi wolność. Ta natomiast objawia się tym, że kiedy tylko mam czas, mogę pojechać gdzie chcę. Po tylu latach wiem, że dzięki temu zobaczyłem i poznałem kilka takich miejsc na Podlasiu, do jakich nigdy nie dotarłbym w jakikolwiek inny sposób. Zresztą jeśli ktoś śledzi mnie na moim bardziej prywatnym koncie Instagrama, ten może się tego domyślać. Te wszystkie zdjęcia natury, miejskiego krajobrazu czy zachodów słońca, które tam dosyć często wrzucam, zostały przeze mnie złapane właśnie dzięki przemieszczaniu się na rowerze. I oczywiście, że nie każdy musi od razu rzucać się na rower czy inną aktywność fizyczną tak jak ja to zrobiłem. Przez co w ciągu niecałych 5 lat wykręciłem prawie 30 tysięcy kilometrów. Bo to nie o to w tym wszystkim chodzi. Jednak fajnie by było gdyby ludzie mniej zadawali sobie pytania w stylu „Po co mi to?”, a częściej coś po prostu robili i czerpali z tego przyjemność. Wtedy na pewno wokół nas będzie więcej uśmiechniętych twarzy.

 


Tym tekstem chciałbym też zapoczątkować coś co od dawna chodziło mi po głowie, a dopiero teraz mam nadzieję zacząć wprowadzać w życie. Mianowicie chciałbym aby zdecydowanie więcej było na moim blogu rowerowych rzeczy czyli tekstów, filmów i tym podobnych. Takich tworzonych z mojej perspektywy czyli już nie do końca laika, ale kolesia któremu do eksperta jeszcze BAAARDZO daleko 😉 To aż autentycznie dla mnie samego jest dziwne, że w moim życiu rower jest tak bardzo obecny, a na blogu praktycznie nie istnieje. Być może niebawem będzie okazja aby to zmienić, bo od wczoraj stałem się posiadaczem swoich pierwszych butów SPD na rower (wpinanych podczas jazdy w pedały).

Tak więc jest spora szansa, na krwisto-mięsisty materiał 😀